Forum towarzyskie »

Powrót do natury, czyli z miasta na wieś...

Bischa L,  jak masz jakies fajne obserwacje i przemyslenia to jak najbardziej 🙂.
Jutro opisze bo mi cały post wcięło  👿
Miało być kolejnego dnia, a wyszło jak wyszło  😁 Może tym razem mi posta nie zeżre.

Zawsze kochałam wieś. I tam się najlepiej zawsze czułam i czuję. Niestety od urodzenia mieszkam w dużych miastach (urodziłam się w Bydgoszczy, gdzie mieszkałam niecały rok, 12 lat w Toruniu i od 94 do dziś Warszawa). Ale mam to szczęście, że mam wujka na wsi- Wielgolas między Siennicą i Latowiczem, 20 km od Mińska Mazowieckiego. Bywałam tam kilka razy w roku, teraz od 3 lat nie mogłam się doprosić żeby znów pojechać.
Wujek zawsze miał krowy, swego czasu Tomek mój kuzyn hodował króliki, były też jeszcze do niedawna świnie. Weszła ustawa, czy rozporządzenie Unijne, że świnie i krowy nie mogą być w jednym budynku i świń nie ma, ale prawdopodobnie wrócą, jest budowany dla nich nowy budynek. Gdy były świnie, były własne wyroby- myśmy zawsze się zażerali kiełbasą, wędliną itp produkcji wujka, zawsze dostawaliśmy zapas. Dla własnych produktów mięsnych mają powrócić świnie.
Ile razy przyjeżdżałam, potrafiłam pół dnia jak nie więcej spędzać w oborze. Krowy zawsze lubiłam, lubiłam obserwować pracę przy nich, pogłaskać chociaż jedną.

W ubiegłym roku zmieniły się moje życiowe plany. Zrezygnowałam po poważnej rozmowie z pewnym koniarzem i własnych przemyśleniach z bycia zootechnikiem od koni. Brak szansy na własną stajnię (może jakbym w Totka wygrała to by się udało), brak miejsca gdzie mogłabym się zaczepić, a nie chciałam pracować jako luzak całe życie, bo to się tak naprawdę teraz najbardziej opłaca po tym kierunku.
A że najbliżej mi po koniach do krów, mam gdzie się zaczepić, mam możliwość zawsze i w każdym momencie na jakiś czas do wujka pojechać (nie muszę mieć auta, PKS podjeżdża pod samą drogę do domu) popracować przy krowach, pomóc w gospodarstwie, postanowiłam swoje życie związać z bydłem mlecznym. Nigdzie w wakacje w tym roku nie pojechałam, więc postanowiłam pojechać do wujka na 8 dni, żeby zaznać prawdziwego wiejskiego życia. Robić wszystko to co oni robią i przede wszystkim nauczyć się roboty przy krowach, zobaczyć jak najwięcej.
Pojechałam 11 września, miałam pierwszego dnia wszystko obserwować, potem miałam się uczyć dojenia. Niemal wszystkie krowy były rasy Holsztyńsko-Fryzyjskiej (w skrócie HF), jedna była mieszanką rasy mięsnej z mleczną (SimentalexHF), część wysokocielna(zasuszone), część to młode jałówki zacielone lub nie i kilka cielaków (jedna krowa była taka nie dobra, że wycieliła się w nocy przed moim przyjazdem, zamiast na mnie poczekać 🤬 )
Wyszło nieco inaczej. Ciotka się bała mi dać doić, bo bała się, że mnie któraś kopnie. Krowy doskonale sobie zdają sprawę, że kto inny je doi niż normalnie i różnie mogłyby zareagować. Poniedziałek wtorek właściwie spędziłam na polu- wykopki ziemniaków- 7 rzędów, po 220 metrów każdy zazwyczaj na 3, max 5 osób z doskoku. Paliłam się do roboty, ciotka na mnie krzyczała, żebym pospała dłużej, że jak nie chcę to nic nie muszę  😁 A ja twardo codziennie wstawałam o 5 (jak przyjeżdżał mleczarz po mleko) bądź o 6, nawet w pierwsze dni gdy nie doiłam. Ba zdarzało się, że ciotkę budziłam jak zaspała  😂
We środę rano wreszcie dostałam pierwszą krowę do podłączenia, popełniałam przy dwóch pierwszych krowach masę błędów, denerwowałam się niemiłosiernie jak mi kubki udojowe spadały z cycków krowich (nazywa się to strzyki) i się przez to plątałam z kubkami udojowymi. Ale można powiedzieć, że z każdą krową szło mi coraz sprawniej, z każdym dniem dostawałam coraz trudniejsze przypadki- a to krowa kręcąca się, a to wymię o dziwnej budowie, a to króciutkie strzyki, albo schowane tak głęboko między tylnymi nogami, że niemal głowę pod krowę wsadzałam  😂 Przestawałam się denerwować, gdy mi któryś kubek spadał. Po 3 dniach chyba sama wszystko podłączałam ciotka mi tylko mówiła, która krowa (sporą część pamiętałam, które są dojone) i szła po kolejny aparat, a ja robiłam wszystko sama. Największe problemy miałam z krowami (były takie dwie),które miały bardzo nisko strzyki nad ziemią- ostatniego dnia spróbowałam obie podłączyć, sama chciałam spróbować i po wcześniejszych obserwacjach jak ciotka sobie z tymi wymionami radzi, bez problemów podłączyłam obie  😉
Doszłam do takiej wprawy, że przy ostatnim moim dojeniu na 39 dojonych krów, podłączyłam samodzielnie... 34  😅
Ciotka była dość mocno zaskoczona-moją wiedzą teoretyczną, tym jak szybko się jednocześnie uczę praktyki, że nie boję się ani trochę między krowami poruszać, sama unieruchamiałam te bardziej krnąbrne. Krowy są jak konie niemal, trochę niższe, rogate i kopiące na boki.
Poza dojeniem, poiłam cielaki, sprzątałam kupy, uruchamiałam taśmociąg w kanale gnojowym i karmiłam z kuzynem. Na koniec po dojeniu już niemal samodzielnie pod okiem ciotki odkręcałam co trzeba, wciskałam co trzeba żeby po dojeniu wyczyścić dojarkę. Pewnego dnia wzięłam zgrzebło i szczotkę i w dwa dni wyczyściłam krowy w całej oborze, na tyle na ile się dało  🤣

Samodzielnie zrobiłam któregoś dnia masło  😀 Takie prawdziwe z prawdziwej śmietany, z prawdziwego mleka od najprawdziwszych krów 😀 To masło które normalnie jem nie umywa się do prawdziwego. Miałam po prostu śmietanę w słoiku i siedziałam i trząchałam aż się masło zrobiło. Codziennie rano i wieczorem wypijałam kubek ciepłego świeżego mleka.

Przywiozłam do domu wspomnienia, doświadczenie w nowej dziedzinie życia, butelkę mleka, słoik śmietany (i zrobiłam ponownie już w domu masło), worek orzechów laskowych i wypoczętą siebie  😉 Nie mogę się doczekać aż znów pojadę na pare dni na wieś, czy chociaż z rodzicami może wreszcie na cały dzień.
Bischa L, rewelacyjna opowieść!
Zazdroszczę wiedzy i nowo nabytych umiejętności no i podziwiam samozaparcia!
Super że mamy teraz specjaliste od krów!
Bischa L,  swietna opowiesc-gratuluje, szybko sie wdrozylas w robote!
No i genialnie, ze bedzie kogo meczyc krowimi opowiesciami, jak juz moja dzersejka zaistnieje 🙂.
BASZNIA, a kiedy jest szansa?
ha, chcialabym juz, ale na razie mam kozy-dzieciaki jeszcze male i mlodsza lekko alergiczna na mleko, kozie jest troche lepsze w takim wypadku. wiec mysle, ze z rok najmniej 😉. ale obmyslam juz dluuugo i zbieram wszystkie przydatne infosy 😉.
Na tę okoliczność zostałam już przepytana w wielu kwestiach  😁 Żeby nie było, to ja się na gg do Baszni odezwałam  😁
Jersey (bo tak się prawidłowo piszę nazwę tej rasy bydła mlecznego) to bardzo dobry wybór, najlepsza rasa pod względem wydajności i składu mleka. Zaraz po niej są HF-ki.
Jeszcze kilka zdjęć:

Te co były w "zdjęciach...":



I kilka innych:
Owa mięsno-mleczna mieszanka, a zarazem moja ulubienica  😉 Z drugiej strony ma identyczne karo  😉


Resztę wrzucę, jak mi net zacznie chodzić normalnie, bo mi tylko kawałek zdjęcia załadowuje 😤
Gratuluje nowego doświadczenia ,Ja od roku w codziennej praktyce  😁  Jak coś służę pomocą  :kwiatek: 
no prosz !!! i tak to cichcem okazuje sie, ze krowy tez nie maja dla voltopirow tajemnic 😉
dla mnie róznica życia w mieście a na wsi zamyka się w słowie PRZESTRZEŃ
fajna opowieśc Bisha.
od dziecka marzyłam o tym aby mieszkać na wsi.Często , bardzo często wyjeżdzalam na wczasy do rodziny na wies. Niestety zycie tak się układało ,ze ciągle mieskzłam w miescie.I tak było dopoki corka nie skończyla studiow. Było to podyktowane przede wszystkim własnie możliwosciami edukacji dziecka. Nie oszukujmy się wies jest suuuper ale możliwosc nauki, dodatkowych zajec poza szkolnych jest w zasadzie możliwa tylko w miescie. Ileż czasu na dojazdy do szkół traci dzieciak mieszkający we wsi. Brak możliwosci dodatkowych zajęc np dodatkowych lekcji z języka angielskiego a jesli do tego chciałoby się dziecku uczyc innego języka obceGO to juz w zasadzie jest bez szans. Mieszkając w miescie i do szkoły dzieciak miał bliżej i mógł chodzic na zajęcia z języka hiszpanskiego, na jazdę konno, na tenisa czy na basen. Mogła w okresie studiów dorabiac w starej szkole przygotowywując inne dzieciaki do matury itp itd.
Na wies wyprowadziłam się dopiero jak córa się usamodzielniła, zostawilam jej mieszkanie i razem z męzem przenieslismy się na wies. Mam własne i powierzone konie i .....byłoby super gdyby nie codzienny obowiązek dojezdzania do pracy. Nie umiem życ z powietrza, pieniązki sa do życia potrzebne , wiec co dzien dojezdzam i codzien jestem w Warszawie. Chciałabym już byc np na emeryturze ,zamknąc się na wsi zupełnie, nie lubię miasta, tego gwaru, wiecznych korków i ciasnoty w tramwajach. Lubię przestrzen, lubię zapach stajni, lubię zwierzaki.
Dobrze ,że choc po pracy mogę to wszystko miec a nie siedziec we własnym M na którymś tam piętrze w bloku.
Córka do dnia dzisiejszego nie potrafi zrozumiec naszej decyzji, Ona jest zdecydowaną zwolenniczką życia w miescie, wies lubi na zasadzie "wypadu na odpoczynek"
A ja mam na odwrót, ze wsi przeniosłam się do miasta, ale to tylko było spowodowane poszukiwaniem pracy, bo trzeba z czegoś żyć, a w moim rejonie to ciężko jest na wsi, tylko starzy rolnicy się utrzymali.
Rok temu zakupiłam konia i jako ze Tato ma małe gospodarstwo to nie było problemu aby wstawić konia, a wręcz moja rodzinka się w nim zakochała. Jak tylko mam wolne to pakuje plecak i jadę jak to się mówi do mamy i do konia. Kocham wieś, tam się wychowałam, pomagałam rodzicom i tam czuję się najlepiej, nie przeszkadza mi wstawanie o 5 rano, wręcz robię to z radością bo wiem że czekają zwierzaki, nigdy się nie nudzę bo zawsze jest coś do zrobienia, nawet ciężka praca sprawia mi dużo przyjemności, a najbardziej uwielbiam pod koniec dnia zrobić sobie miętową herbatę, pójść posiedzieć w boksie z moim koniem  i patrzeć jak spokojnie chrupie sianko.

Miasto jest dla mnie męką ale mam nadzieję że kiedyś uda mi się wrócić i kontynuować gospodarzenie po moich rodzicach. (rozwój oczywiście w temacie konie)


rozumiem Cię doskonale i to "siedzenie w mieszkaniu blokowym na którymś tam piętrze" a na dodatek jak jeszcze sąsiadka zalała mi sufit i ścianę w łazience bo ma remont i "fachowiec" nie dokręcił zaworu z wodą. Męka i tyle 🙁
Ja także osiadłam już na stałe na wsi.Miasto traktuję tak jak miastowi wieś czyli wypad dla zmiany otoczenia,z tą różnicą ,że po takim wypadzie to ja czuję się zmęczona.
Wolę jednak ciszę (zakłócaną jedynie przez moje dzieci :hihi🙂,widok wschodzącego czy zachodzącego słońca nad lasem,siedzenie na trawie ze szkicownikiem w ręku ,o świcie słyszeć klangor żurawi lecących na polane,smak szarlotki z jabłek zebranych we własnym sadzie,wędrówki z rodziną po lesie,czy spacery  po bezdrożach ze zwierzakami.
Nikt krzywo się nie patrzy jak bierzemy na spacer kozy(Alfę i Omegę) ,one też uwielbiają spacery tak jak konie.
planeta10,  fajne foty 😉. Zazdroszcze madrych koz, Biala i Szara sa chyba wyjatkowo uparte i nie mozemy sie dogadac 😉.
BASZNIAdzięki.Fotki są męża,kozy moje. 🙂
Od 10 lat mieszkania na swoim,pierwszym zwierzakiem oprócz psów była koza(w tym roku 5 stycznia odeszła od nas z powodu wylewu),aby zastąpić pustkę po poprzedniej kupiłam te dwie białe .Obecnie mają 8 mies.,są nauczone chodzenia na lince i bez przy nodze,ale niestety słuchają tylko mnie(to zasługa tego ,że poświęcam im tyle samo czasu co koniom czy psom).
Są dobrymi modelkami do fotografowania.
planeta10,  cudne kozy!
ja chodzę ze świnką luzem jak idę z psami na spacer
i tak moja pumba biega po ląkach;]
Planeta10 świetne kozy ,szkoda że jedzą dosłownie wszystko .Ja swoje oddałam ,bo żadne drzewko nie mogło się uchować  😀 

Ja ostatnio zrobiłam 25 m kiełbasy ,25 m kaszanki ,5 m pasztetu i 3 m salcesonu ,dzisiaj uwędziłam szynki i boczki ,tak na smaka wstawiam zdjęcia  😜

Oczywiście jeszcze swojskie mleko i śmietana  😜 

I jeszcze zdjęcie moich byłych kóz ,foto A.R
O rany, nie wiedziałam, że tylu revoltowiczów też ma koziule. U mnie na spacer da się tylko kozła zabrać, ale pół wsi się zleciało jak pierwszy raz na spacer z dwoma psami i koziołkiem szłam;]
Ja swoje kozy wymieniłam na świnki wietnamskie ,teraz łażą wszędzie i pilnują gospodarstwa jak psy  😁  wszyscy już się przyzwyczaili i nawet jak idę z koniem na plac i lecą za mną świnie to nikt się nie dziwi  😁 
monia, a mogłabyś pokazać swoje świntuchy?? Bo ja mam taką piękną wizję na przyszłość: dwa psy i dwie świnki na podwórku, tylko zobaczyłam w jednej stajni świnki i... odechciało mi się;/ Nie wiem czy akurat te sztuki były takie zapasione, ale seryjnie zdarzało mi się widywać ładniejsze lochy i knury normalnej świni (pomijając jedną która wyskakiwała z kojca i chciała się przytulać- ta była ewenementem;D). Wiem, że świnie są pierońsko inteligentne, ale one serio się na tyle przywiązują, żeby biegać za właścicielem? I co im dajesz do jedzenia? Gdzie trzymasz na codzień?
Szukałam zdjęć i nie mogę znaleź  😡  trzymam je w kojcu po psie ,mają tam budę i jak na razie tam śpią .

Jutro zrobię zdjęcia moich małych ,bo przez nasze niedopatrzenie z 3 małych świnek zrobiło nam się 10  😁  Ja nie mam typowych świnek wietnamskich ,to są jakieś mieszańce .
Normalnie to łażą wszędzie ,jak dokuczają zamykamy je do kojca .Jak robie jedzenie innym zwierzętom to potrafią na siłę pchać się i przeszkadzać .
Teraz tatuś wykastrowany ,na wiosnę bierzemy się za synciów ,ogólnie to nie spodziewałam się tyle świnek  😵 

Mam tylko 2 zdjęcia .
monia, obłęd;] Maluchy przeurocze. BTW. nie boisz się, ze ci tą kurę kiedyś wpierniczą?
Ciekawe jak moja psica się z takimi zwierzakami dogada. Z kozą nie poszło jej najlepiej- lot był długi a koza znów przeświadczona o cudownych mocach swoich rogów z wielką satysfakcją skubała dalej trawę- jej wielmożności nikt nie może w tym przeszkadzać (i tak zachowuje się lepiej niż w swoim poprzednim domu, ale potrafi pokazać charakterek).
szam  jak będziesz gdzieś w okolicach Głogowa to się odezwij, oddam ci 2 szt . 

A co do moich zwierzaków jak na razie się dogadują Wiesiek (świnka) nie raz pogoni psa ale ogólnie jest super  😉 

Gdzieś wstawiałam już te zdjęcia ,wszyscy zgodni ,ostatnio syn przyniósł do domu 2 szczury i 2 koszatniczki  😵  teraz ma w pokoju 3 klatki  😁  i codzienne sprzątanie ,karmienie .
monia, aż ślinka leci!

A te swinki do Peppy podobne!
Sznurka widziałam twoją Peppy jest przeurocza ,Ja dzisiaj porobiłam parę zdjęć, wszystkich świnek nie obfociłam bo reszta sobie gdzieś polazły.


Normalnie aż wstyd dawać zdjęcia ,mam nadzieje że już więcej zwierząt nie będę miała  😡  nie raz czuję się jak bym miała schronisko ,zawsze coś wezmę bo szkoda a potem z domu nie można wyjść bo sępy lecą i patrzą czy im coś przyniosłam .

Tak właśnie skończyłam ,pół życia w bloku a teraz  🤔wirek: 

monia, bardzo ładnie utrzymane fit- świnki;] ale fakt, przytulisko masz niezłe, przynajmniej wesoło jest!
Ale "Finki" słodkie  💘 . Chciałabym mieć więcej róznych zwierzaków, ale jednak to dodatkowe obowiązki. Musiałabym rzucić pracę.
Pokemon racja przy zwierzętach nie da się nigdzie indziej pracować ,Ja od 11 lat tylko w swoim gospodarstwie ,oczywiście mąż pracuje bo ktoś musi utrzymać nasze zwierzęta  😉 
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się