Ascaia peace and love! :kwiatek: W ogole nie bylo to moim zamyslem, zeby ci wbijac szpile! Odnosilam sie tylko do Twoich wypowiedzi ze swojego punktu widzenia, bo o takowe zostalam zapytana. Swoja droga nie pamietam innego mojeg komentarza skierowanego do Ciebie, jak ten tutaj, wiec nie wiem czemu piszesz, ze zawsze 🙄
Teo Pytalam juz nie raz moja pania odnosnie surowizn itd. Mam zakaz niestety, co nie znaczy, ze nie grzesze (np. sokiem z jablka i buraka, albo wlasnie wcinam kielki). Tak mam sie trzymac az rok (czyli do listopada 2013), dopoki nie oczyszcza mi sie stawy, a potem bedziemy myslec. I nie zgodze sie co do zaflegmienia, bo w dzisiejszych czasach trudno znalezc czlowieka niezaflegmionego, na co bezposredni wplyw ma tryb zycia i jedzenia. Co do jedzenia po 18, to tez dopytywalam i faktycznie tak ma u mnie zostac. Jeszcze raz podkresle, ze to, co napisalam dotyczy mojego przypadku. Znam jeszcze 5 osob leczacych sie u tej pani doktor i wszystkie maja podobne zalecenia. Co doktor, to obyczaj widocznie 😉
Ta "chinska" dieta w bardziej - ale nie dokladnie - "zachodniej" odslonie nazywa sie dieta hormonalna (czy jakos tak - kojarze ksiazke "hormony"😉. Rano tylko weglowodany, obiad wegle+bialko, kolacja tylko bialko. To moglby byc ewentualnie etap przejsciowy, gdyby ktos chcial pozniej przejsc na chinska.
Oki, niech będzie, że tak akurat wypada. (Poprzednio o ćwiczeniu było.)
tulipan, jestem zwolennikiem, że jeśli już stosuje się Dukana to robić to precyzyjnie z jego zaleceniami. Bez modyfikowania po swojemu. Tak jest zwyczajnie zdrowiej dla organizmu, jeśli się go nie szarpie. Warto też Przy czym uważam, że jeśli masz skazę białkową, to nie jest dieta dla Ciebie.
Ja tam się osobiście stosuję do tego, co mówi Ewa- nie katuj się dietą, tylko wprowadź racjonalne odżywianie. Zapisuję w kalendarzu co jem, potem eliminuję to, co się pojawia najczęściej. Teraz leci mi 4 tydzień (ale dietą bym tego nie nazwała bo jem praktycznie to samo i waga nie spada), w pierwszym tygodniu wykreśliłam chleb biały, w drugim czekoladę, w 3 czipsy. Ale i tak sobie pozwalam co jakiś czas na małą ilość. Za to ruszam się więcej, jem dużo owoców, i codziennie piję litr soku pomarańczowego 100%. Czuję się świetnie. Poprawiła mi się przemiana materii, cera i zaczynają być widoczne kości biodrowe (na razie jak się dobrze przypatrzę:P).
Dzisiaj do mnie przyszły <3 : Dwie, bo wciągam siostrę z nadwagą do pracy! 40 zł na allegro, zaraz sprawdzam jak się sprawują🙂
I za 3 dni robię zdjęcie po miesięcznej pracy. Początkowo trochę nieregularnej, ale teraz już z górki.
Trzeba się przemóc, sukces leży w naszych rękach!😀
A ja zauważyłam, że jak trzymam ostro dietę i kładę się głodna, to w nocy mam męczące sny. Trzecia noc na głodnego i trzecią noc debilny, realny sen. Pierwsza- śniła mi się impreza i bita śmietana i smażone ryby. Druga noc- mąż mnie zdradzał ze starą raszplą. Trzecia noc- zabiłam kobietę. Bo zaczęłam ją zabijać po trochu i w trakcie zabijania w zasadzie się rozmyśliłam. Ale że była już poważnie ranna ( bo dźgałam ją nożem) to wiedziałam, że muszę ją dobić, żeby mnie nie wydała nikomu. I dobiłam. A tak bardzo nie chciałam jej już zabijać. Niestety musiałam. Dziobałam ją nożem po wątrobie. A potem całą noc się męczyłam, bo miałam olbrzymie wyrzuty sumienia. Chciałam się komuś przyznać, ale wiedziałam, że nie mogę. I pamiętam, że się bałam, że pójdę do piekła. Jak się przebudziłam o 5:30 głodna jak cholera, to tak strasznie się ucieszyłam, że to tylko sen i nie muszę iść do więzienia i do piekła, że szok.
Mówię wam, że się wykończę przez te niejedzenie. 😁 I zawsze wtedy tak jest, kiedy zasypiam z pustym brzuchem.
Wkurzam sama siebie, na wadze kołysze się między 71 a 70, czyli od dwóch miesięcy ubyło mi stabilnie 3kg. Jakbym się spięła, to zeszłabym poniżej tych 70 i byłoby fajnie. Ale mam takie problemy z jedzeniem, że głowa mała, ostatni tydzień żyję na dwóch tostach dziennie i to wszystko, nie chce mi się jeść, odrzuca mnie myśl o jedzeniu. Aż w końcu robię się taka głodna, że idę kupić wielką paczkę z frytkami, nażrę się po uszy 🙁 nie wiem jak ogarnąć to jedzenie, musiałabym wmuszać w siebie żarcie :/
tak więc, dzień całkowicie na minus, zjadłam kawał sernika (koleżanka upiekła zajedobry), potem u Niej frytki, winko i dupa. Teraz idę spać aby ten podły dzien się zakończył
A więc tak- przez te 2 tygodnie nie trzymałam diety do końca. Dietę mam na 1400 kcal, a zjadałam ok 1500, czasami 1600. Jeden dzień pękłam i napchałam się ciastek i cukierków. Ruchu miałam średnio, nie ćwiczyłam jakoś specjalnie. Konie, raz killer i raz calanetics. Podsumowanie. Na wadze 1,8 kilo mniej W pasie z 79 cm na 77 cm, w biodrach mniej o 3cm Tłuszcz z 34,5 % spadł na 33,1 %.
Co zauważyła? Dziś ważyła mnie na innej wadze, która ma więcej parametrów. Wyszło, że mięśni mam w górnej granicy normy dla mojego wieku, wzrostu. A kości- POWYŻEJ granicy. I tu macie odpowiedź czemu tak dużo ważę. Jak mówiłam- od dzieciństwa "ołów w kościach" i tyle. 😉 I drugi sekret- moja przemiana materii to naprawdę 2400 kcal- tyle powinnam jeść, żeby nie chudnąć i nie tyć. Jakbym miała jeść, jak niektóre z was, po 800 kcal na dobę, słabłabym i tyle.
Ogólnie- jest ze mnie zadowolona. Aczkolwiek- powiedziała, że jak na sam początek diety, to mogłoby być lepiej. Bo wiadomo, że na początku najlepiej spada. Teraz pewno się zatrzyma i kazała się tym nie przejmować. ( zwłaszcza, że nie mam dużo do zwalenia, bo chcę raptem 4 kilo jeszcze. Możliwe, że się wkręcę i pojadę dalej..nie wiem tego na razie. Ale do szczęścia potrzebuję tylko te 4 kilo mniej)
Zalecenia: - omówiłam z nią swoje kolacje. Pozwoliła 150 kcal z jogurtu obiadowego przenieść na kolację. Kazała zjeść więcej białka na kolację, bym nie było szybko znowu głodna. Pozwoliła podjadać wieczorami ( skoro muszę i tak podjadam) ale nie tyle sałatki się napychać, tylko mniej. Marchewka,m papryka, ogórek w słupki, zrobić dip niskokaloryczny, maczać i chrupać. Powoli, bardzo powoli. ( a nie że zrobię sobie michę sałatki i wchrzanię w siebie w 5 minut całą)
- kręciła nosem na te moje 4 -5 kaw dziennie, ale powiedziałam, że nie zrezygnuję z nich. Kazała więc więcej pić.
- powiedziała, że jeśli nie chcę ćwiczyć ostro ( killer, po którym za bardzo w mięśnie przyrastam i nogi mi się nie podobają) to ona ZALECA jednak ćwiczenia inne- rozciąganie jakieś, na brzuch sam. Mam się jednak ruszać, ona zaleca i już. ( tak więc na razie żegnam się z Ewą 😕 i wraca nudny calanetics do łask) Do Ewy wrócę jak pozbędę się tego tłuszczu.
Ja po moim trzydniowym rozpasie wracam. Goście pojechali, ja wpierdzielałam po... 2500 - 3000 kcal dziennie! A jadłam jak normalnie, przed dietą. Aż się za głowe chwyciłam. Przybyło mi kilo za te 3 dni, ale mam nadzieję, że to tylko woda i zalegające śmieci. Może się wystarczy dobrze w łazience skoncentrować 😁 Ale nie ma żartów. Wracam na moją smaczną i zdrową tysiączkę 🙂 Tunrida, gratuluję zmniejszenia obwodu :kwiatek:
a ja się totalnie rozchorowałam i od czwartku nie zwracam uwagi na to co jem 🙁 nie mam siły po prostu na nic, leżę i oglądam motywujące filmiki na jutjubie hehehe...
Witaj w klubie Anaa, ja też chora,cały czas coś podjadam, bo wtedy gardło mniej mnie boli ale... stanęłam na wagę a ta nie poszła do góry tylko stoi w miejscu, nie wiem co jest ?
w sumie dużo z tych rzeczy stosuję sama, całkiem intuicyjnie staram się dogrzewać organizm. Na cukier mam parcie przede wszystkim rano, no i podoba mi się zasada żeby jeść sezonowo. Unikam surowizn. O kuchni czterech przemian dużo czytałam i nawet próbowałam wdrożyć, ale niestety mój aktualny tryb życia średnio pozwala mi na takie kombinacje alpejskie (wiem, że nie można nic zwalać na tryb życia bo sami go sobie układamy, więc biję się w pierś 😁 ) Mocno przemagam się żeby porzucić całkiem nabiał, narazie w miarę możliwości zastępuję go sojowymi substytutami, ale nie zawsze jest to możliwe, niestety.
anyann, ja nie podjadam 😉 u mnie zwykle jest tak, że jak jestem chora to mam fazę na pomarańcze w ilości kosmicznej a poza tym mam totalny brak apetytu. Ewentualnie jem zupy, które mnie rozgrzewają i pomagają na gardło (rosół np). I hektolitry herbaty i wody... Dziś się skusiłam i capnęłam kilka faworków, ale poza tym to jak na mnie - zero napadów na słodycze czy jakiekolwiek inne "podjadacze"... nie chce mi się jeść totalnie... o.O
Jakie macie podejście do herbaty? Dzisiaj cały dzień siedzę i się uczę. A jak się uczę, to herbata musi być! Wiem, że odwadnia, staram się robić jak najsłabszą, oprócz tego pić wodę. Co polecacie? Zielona, czerwona, ziółka?
zielonej podobno nie powinno sie pić zimą, bo wychładza organizm, czerwona spoko przy odchudzaniu, a z ziółek np. pokrzywę lubię pić, albo miętę, ale to glównie latem, jak jest świeża taka slodsza odmiana, bo pieprzowej nie cierpię. Ale ja się w sumie nie znam.
Dżizas, moim zdaniem przesadzacie. 😉 Zielonej nie lubię, po czerwonej boli mnie brzuch. Wody zimą nie wypiję, ziółek nie lubię. Zostaje czarna. Pijam taką w dużych ilościach, do tego kawa 4-5 dziennie ( a ta to dopiero odwadnia), odwodniona się nie czuję. ( ani nie jestem- co wynika z wagi od dietetyczki) Albo ja jestem taka niechlujna w tym odchudzaniu, albo wy takie pedantyczne czasami. 🙂
No chyba, że naprawdę wszystkie macie takie problematyczne organizmy, że tego, tamtego, owego wam nie wolno, bo zaraz coś wam się dzieje. Ja wychodzę z założenia, żeby nie dać się zwariować.
Dziś się trzymam. Na podwieczorek zjadłam zamiast pokarmu z diety, jedzenie, które przygotował mąż- makaron ze szpinakiem. Był pyszny. Ale, że nie zjadłam jogurtu z obiadu i tego co miałam w diecie na podwieczorek ( a i daruję sobie chleb z kolacji) więc myślę, że kalorycznie się zrównoważy. Poza tym 2 razy odwiedziłam dziś konia, więc spalić też chyba spaliłam co nieco.
Przede mną ciężki wieczór weekendowy, ale już mamy nagotowane na stole: rzepę i pieczarki. z surowych: jabłko, ogórki i papryka. Tylko jeszcze sobie zrobię dip, tak jak zaleciła dietetyczka.
No....to tyle u mnie. 🙂 ( właśnie mierzyłam motocyklowe spodnie letnie. Zapiąć się zapięłam, ale jakbym w nich usiadła, to chyba by szwy pierdyknęły. 🤔 Czyli jeszcze dużo przede mną.)
Lubię zieloną, więc piję zieloną. Lub pokrzywę. Generalnie nie patrzę czy chłodzi, grzeje, sprząta i prasuje, tylko czy mam ochotę czy nie 😉 Herbatę piję jak wymarznę, jak po godzinie od posiłku jestem głodna i chcę na jakiś czas oszukać organizm.
Dzisiaj ciężki wieczór, zrobiłam z synem pizzę, ale jakoś się trzymam, jeszcze nie zjadłam ani kawałka, bo chyba specjalnie mnie dzisiaj nie nęci. Wykończona jestem po siłowni i coś czuję, że mnie choroba dopada 🤔
Oj tam tunrida - temat jak każdy inny 🙂 ja mam z wodą problemy - jak byłam na ważeniu w dietetyczki (darmowa wizyta w NH), to zwróciła mi uwagę na bardzo wysoki poziom wody i kazała tą herbatę ograniczyć. A że staram się odżywiać zdrowo, nie piję soków itp, to tylko herbata mi zostaje.
Choroby to wam współczuję. Przy słabej chorobie mam ochotę jeść, jeść i jeść. Przy bardzo mocnej chorobie nie mam ochoty jeść, ale czuję się tak źle, że wolę być mniej chora i walczyć z apetytem. Tak czy inaczej choroba przy diecie to masakra.
Sorki PonPon...za mocno może zareagowałam, ale siedzi we mnie to co pisały tu dziewczyny o tej teorii 5 przemian, niejedzeniu nabiału, bo zaflegmia i tych innych zaleceniach. Ja rozumiem, że jeśli komuś coś się złego dzieje z organizmem i żywienie może mieć na to wpływ, bo naprawdę człowiekowi szkodzi, to człowiek uważa. Ale czasami jak widzę, że chwytają się za to ludzie i przesadzają zdrowo, to jakoś tak nerwowo reaguję. Nie wiem. Może się mylę, ale wkurza mnie to i już. Taki jakiś sztuczny przerost formy nad treścią i szukanie dziury w całym i czepianie się Bóg wie czego.
rozumiem 🙂 zauważyłam u siebie, że żeby zmienić pewne nawyki życiowe, pokonać lenistwo, muszę "obowiązek" zamienić w hobby. tak miałam z dbaniem o siebie - wklepywanie w siebie czegoś więcej niż kremu na twarz było dla mnie kosmosem 😁 jak tylko zaczęłam o tym więcej czytać, inwestować w jakieś ładnie pachnące, bajeranckie kosmetyki, to zaczęło mi to sprawiać frajdę i teraz lubię wstać 20 min wcześniej i wysmarować się różnymi mazidłami od stóp do głów 🙂
no i z zdrowym odżywianiem/dietą/ruchem staram się zrobić to samo - im większą świadomość jak działa mój organizm mam, jak poszczególne rzeczy, które jem wpływają na moje ciało, tym bardziej sama się nakręcam i tym większą frajdę mi to sprawia 🙂 może z rozkminianiem wpływu herbaty przesadzam, ale pomaga mi się to "trzymać" - temat zastępczy zamiast narzekania 😎
edit - wstyd przyznać, ale ćwiczyć po prostu nie mam teraz czasu 🙁 wczoraj byłam w pracy - 11h kelnerowania i biegania po schodach trochę mnie rozgrzesza, oprócz tego sesja w toku. jutro obiecuję podejście do całej ewki!