Mam filmiki z siłki, ale się wgrywają, masakrycznie powoli, więc się zejdzie.
Po dietetyczce. Wnioski
- nadal mam za dużo wody, a nawet jeszcze więcej! ( a specjalnie od kilku dni mniej piłam) Ale nigdzie nie jestem spuchnięta, czuję się świetnie, nie wyglądam na opuchniętą
- przez tą znów większą wodę niż ostatnio, znów zaburzone wyniki. Na wadze wyszło, że mam 20,3 %tłuszczu, czyli PONIŻEJ normy. A same widziałyście wczoraj na fotach, że NIE wyglądam na osobą z tłuszczem poniżej normy. Tak więc, sama waga to nie wszystko! Potrzebny jeszcze ktoś, kto to będzie umiał zinterpretować
- mięśnie w górę
- obwody w dół
Dietetyczka się martwi tą wodą, ze względu na moje nerki. Aczkolwiek ostatnio robiłam znów badania i wyniki mam ok. Stwierdziła, że może być to spowodowane zjadaniem zbyt dużej ilości białka. Na śniadanie, na drugie śniadanie jem nabiał. Na obiad mięso, na podwieczorek nabiał i na kolacje i nabiał i mięso. ( oczywiście jem też węgle i warzywa, tyle, że to białko jest w każdym posiłku) Mimo tego, że to kocham, mam jeść mniej nabiału. A zamiast niego.... warzywa. 🤔 Czyli mam się zamienić w królika. 🤔
Do kitu taka zabawa.
Ale zrobię to, bo wkurzają mnie te zaburzone procenty, bo już zupełnie pokazują jakieś dziwactwa i już sama nie wiem na co mam patrzeć i czemu ufać.
O...a tu na dowód, że nie kłamię.