tunrida ja mam tkie fazy, że np.ćwiczę codziennie przez dwa tygodnie, a potem przez tydzień nic, bo 'a to chce mi się spać, a to źle się czuję (taaa 😉 ) a to jest późno, nie mam czasu, mam czas, NIE CHCE MI SIĘ' 😁 więc wtedy nawet te dwa razy w tyg uratuje mi plecy po 5h siedzeniu przy komorze 🙄 i wiem, że da mi jakiegoś kopa, żeby w domu się zmobilizować.
kolebka- rozumiem cię i moim zdaniem brzmi rozsądnie. W tygodnie, kiedy nic ci się nie chce samej, dni "obowiązkowego treningu" motywują mocno. Nie raz, wcześniej, gdyby nie to, że jestem umówiona z trenerem, nie zmobilizowałabym się.
zen- mi też. Ale ja świetnie wiem dlaczego tak jest. 😡 Nie od parady wkurzyłam się i poszłam pedałować 70minut. 😡 Aby koniec tego durnego weekendu.
Już wlałam w siebie trzecią herbatę ziołową, za chwilę chyba eksploduję 🙁 Nie wiem co jest, chyba pójdę do lekarza, bo przecież to jakieś nieporozumienie..
Ja dzisiaj byłam grzeczna na grilu. 1,5 grilowanego karczku + 1 skrzydełko + kilka łyżek sałatki (pomidor, ogórek i feta) + dwie małe kromki chleba z grilla (to mogłam sobie odpuścić, ale miałam bardzo chęć). I to z zachowaniem godzin jedzeniowych! Na kolację też było grzecznie. No i wody odpowiednio. A zaraz poćwiczę, bo K. pojechał na basen.
Kolebka - ja z mamą chodziłam na typową jogę na kręgosłup (poszukaj, w szkołach jogi są czasami dedykowane zajęcia). Na zwykłych dla początkujących warto podejść do prowadzącego przed i powiedzieć, że masz takie i takie problemy z kręgosłupem - będzie modyfikował ćwiczenia jeśli będzie taka potrzeba 🙂
Ja dzisiaj dzień na 4+ (no za dużo trochę tej frittaty zjadłam... ale taka pyszna jest :kocham🙂. O 19.00 zjadłam kolację, ale zapomniałam, że to nie jest "zwykły" dzień i zjadłam tylko 9.00, 12.00, 15.30, 19.00 - czyli 4 posiłki. Kalorycznie wychodzi mi 1350kcal, czyli mam jeszcze w zapasie 150kcal. I teraz myślę - jeść i iść spać późno czy nie jeść i iść spać po 10?
sandrita, jak mogłaś! 😤 Już się pogodziłam z tym, że w lotto nie wygram, ale liczyłam chociaż na ten garnek ze złotem. I jednorożce 😁
Właśnie jestem w trakcie wycisku po obijaniu się w środku tygodnia. Zrobiłam biceps i plecy, zaraz zrobię brzuch- i o ile jeszcze będę miała siłę- coś na nogi/pupę. Chociaż część ćwiczeń, bo wypracowałam już tak fajny tyłek i nie chcę, żeby opadł 🤣
Poza tym kupiłam wczoraj w Biedronce na wyprzedaży sportową koszulkę "pochłaniającą pot", będzie do biegania. Męską. Dlaczego nie rzucą damskich ciuchów? 👿 Ale i tak mam szczęście, że jeszcze tę koszulkę trafiłam. Chyba zwożą do tej Biedronki wszystkie towary, które nie schodzą w innych Biedronkach. Były jeszcze te Reebooki Easytone, ale nie spojrzałam, czy przecenione. I chyba jakieś same duże rozmiary.
trochę prywaty - nr przy ogłoszeniu o labradorze jest do Ciebie czy do właściciela? mam kilka pytań i zastanawiam się czy mogą być na priv PonPon numer telefonu jest do mojej znajomej, ona zamieściła ogłoszenie, szuka kogoś do psa (ale nie swojego psa). Zadzwoń śmiało, fajna laska, na pewno odpowie na wszystkie pytania.
JARA, o, dzięki! Policzę sobie Ciągłego pedałowania z prędkością ponad 35km/h może z 20-25 minut. 25km/h jakieś 50. Reszta to albo wolniej, albo jechałam z górki no to mniej więcej tak wyjdzie
Dostałam wczoraj radę na to jak mam robić najlepsze dla siebie aeroby na rowerze (normalnym rowerze, bo nie wiem czy stacjonarny rower = rower). Mam zaczynać od najlżejszych przerzutek i robić 90 obrotów pedałami w ciągu minuty. Z czasem (nie po pierwszej jeździe, ale po jakimś czasie) dorzuca się ciężar. Na coraz większym obciążeniu trzeba machać 90 razy na minutę. Oczywiście wszystko z odpowiednią rozgrzewką oraz z rozjazdem żeby sobie nie zrobić krzywdy.
No i dostałam zalecenie na HILL. 30 minut rozgrzewki czyli jazda na tętnie 145, a następnie 2 minuty zapier***nia ile fabryka dała, 2-3 minuty odpoczynku (cały czas jadąc) i znów 2 minuty zapie*****nia i 2-3 minuty odpoczynku. I tak 10 czyli w sumie 20 minut. Na koniec rozjazd. Nie schodzimy od razu z roweru tylko musimy zrobić 30 minutowy rozjazd, czyli takie wyciszenie dla organizmu żeby te wszystkie śmieci, które organizm wyrzucił do krwi się uwolniły, a nie zatkały nam żył. Taki HILL 2 razy w tygodniu, jak starczy sił to 3 razy w tygodniu. W pozostałe dni jazda na rowerze w takim tempie aby można było jeszce rozmawiać, ale pojawiał się pierwszy pot na czole.
Trzecie zalecenie jakie dostałam to właśnie siłownia i bieżnia. Zakaz biegania (kolarze nie biegają, chyba że nie jeżdżą na rowerze). Mam na bieżni chodzić, 5-7km/h z bardzo dużym nachyleniem (dla mnie 7km/h to jakaś abstrakcja).
I mam zakaz. Zakaz robienia siły, ponieważ mam takie uda, których pozazdrościli by mi faceci - jak się wczoraj dowiedziałam. 😁 Czyli wyglądam jak strongman: mięśnie porośnięte tłuszczem.
Uf.... ja machnęła właśnie 70 minut na rowerku teściowej. Według wyliczeń trenera 700 kcal. Według wyliczeń kolegów Jary rowerzystów - ponad 1000 bo tempo miałam 37-39 km/.h. Wolę wierzyć trenerowi. Niestety nie wiem jak się ma jazda na rowerze stacjonarnym do jazdy na rowerze szosowym. Na mój rozumek jazda na rowerku stacjonarnym jest mniej "wymagająca" niż na rowerze w normalnych warunkach. Na tym pierwszym pedałujesz i trzymasz tempo. Na drugim oprócz tempa, trzymasz równowagę, pokonujesz zakręty, uskoki, zjazdy, trzymasz rower. No o wiele więcej się dzieje, więc i spalanie kalorii jaki i praca mięśni jest inna.
Byłaś kiedyś na spinningu ?
edit:
Zen mam do Ciebie pytanie dotyczące tego biała co pijesz. Spożywasz to zamiast posiłku? Kiedy nie masz czasu na obiad czy dlatego, że ćwiczysz? :kwiatek:
I jedno takie być może głupie pytanie- czy przez ostatnie wytężone ćwiczenia mógł mi się okres przesunąć? Po 3 tygodniach diety mi się okres przesunął, nie dużo, ale nadszedł bezobjawowo. Bez powiększonych i bolesnych piersi.
Tunrida - nigdy bym nie pomyślała, że lekkie jedzenie z grilla jest takie pyszne! Do tej pory tylko kiełbasa i karkówa królowały, do tego białe pieczywo i tłuste sosy brrr jak sobie pomyślę, to aż się dziwię, jak mogłam wiecznie to jeść.
Zrobiłam total fitness, pot się polał strumieniami, jestem mega szczęśliwa 🙂
JARA, piję białko po treningu dlatego, żeby jak najszybciej odżywić mięśnie. Nie jest to mój zamiennik posiłku, aczkolwiek wygląda to tak, że najczęściej zastępuje mi drugie śniadanie. Jest to jakiś kompromis, na który się godzę. Nie zastąpiłabym białkiem głównego posiłku, no może poza kolacją, do której odnoszę się z dużym sceptycyzmem, ale to osobnicze. Czasem mam też tak, że idę biegać wieczorem. Biegnę sobie 10 km, wpadam do domu, idę pod prysznic, chwilę siedzę na kanapie i nagle tak mnie z głodu skręca, że muszę coś zjeść- i wtedy wybór zawsze padnie na białko. Chcąc nie chcąc białkiem odżywiam też te mięśnie, których bym nie chciała już podkarmiać.
Jara-Nie byłam na spiningu i nie pójdę, bo też mam uda jak paker. I mi te uda rozpakowują się od byle czego. Obawiam się, że spining by je mi rozrósł. ( z tego co patrzyłam jak jeździli, np na stojąco chwilami) Możliwe, że zwykły rower angażuje więcej mięśni, ale:
ja na stacjonarnym nie siedzę na dupie i nie pedałuję tylko nogami. Bo wówczas żeby osiągnąć tętno 150 musiałabym nastawić duuuże obciążenie na pedały. A ze względu na te moje nieszczęsne uda nie chcę tego robić. Więc żeby podwyższyć sobie tętno, ustawiam ręce na kierownicy tak, by jak najbardziej sobie utrudnić sprawę. Napinam całe przedramona, ramiona, barki i nawet plecy. Napinam i brzuch. I pedałując bujam na boki barkami, by angażować skośne na brzuchu. Jak jadę- to cała jadę. A nie tylko moje nogi. To powoduje, że łatwiej mi osiągnąć i utrzymać tętno 145-150 przy minimalnym zaangażowaniu ud.
Bluzki S tez mi się udało jakieś kupić i nosić, ale w 36 to chyba nigdy nie wejdę. 😁 Ale też nie wiem czy bym chciała.Musiałabym zobaczyć jak by to wyglądało. Na razie tego jakoś nie widzę.
U mnie S nie ma szans, M bluzki takie rozciągliwe ok, ale koszule się w biuście nie dopinają- muszę mieć L, wtedy z kolei wiszą w talii... więc koszul nie noszę. Za to dzisiaj pięknie zniwelowałam i wczorajsze mega bieganie (10km + siłownia w parku) i dzisiejszy porządny basen (auć mój tyłek... pływałam swoje zwykłe 1.5km, szybkie interwały kraula mocno cisnęłam, bo w miarę mało ludzi było plus na koniec postanowiłam sobie popływać delfinem...) jedząc uwaga uwaga: tartę ze szpinakiem i ciasto... kumpela się uparła, że zrobi super obiad i do tego kupiła ciacho... wszamałyśmy oczywiście wszystko jak to dwie głodne po basenie, tyle, że ona ma 160 wzrostu i super figurę, a ja niestety wyglądam jak wieloryb :/ Jeszcze podjadłam parę łyżek sałatki z kuskusem, próbując czy jest dobrze przyprawiona (lunch do pracy na ten tydzień). No masakra.
mybay Trzymaj się dzielnie! :przytul: Nie chciałam tu pisać ale mam to samo. Okropny dół motywacyjny. Niby jest ok, widzę np. zmianę w cm, ale waga stoi (a właściwie ciągle waha się w granicy 71,5-72,5) i mnie deprymuje. I zamiast z uśmiechem na ustach ćwiczyć, to nie ćwiczyłam od piątku i jakoś wcale z tego powodu mi nie smutno... Wiem, że to chwilowe, ale jednak.
sandrita- jeśli spadają obwody, a waga stoi, znaczy, że rozbudowują ci się mięśnie. Proste. Jeśli nie chcesz mięśni, a chcesz tylko obwody w dół, to przestań ćwiczyć. ( no spójrz na mnie- od 1,5 miesiąca waga BEZ ZMIAN, a jakie pozytywne zmiany w ciele! Może u ciebie dzieje się podobnie?)
Trzeba się zastanowić CZEGO tak naprawdę chcemy i w zależności od tego czego chcemy, obieramy odpowiednią taktykę. Kiedyś, chyba zen napisała, że nie ma nic gorszego, niż rozpakowane mięśnie pokryte masą tłuszczu. I to prawda. Mięśnie wyglądają ładnie jeśli już tłuszczu nie ma. Jeśli zaś jest go dużo, to skupić się trzeba najpierw na spaleniu tłuszczu. A za mięśnie zabrać się potem. Ja tam szczerze mówiąc, nie pamiętam kto co ćwiczy dokładnie. A w te wasze Jilian, czy inne cuda z netu nawet nie wchodziłam, więc nie mam pojęcia, czy to tylko aeroby, czy aeroby rozbudowujące przy okazji mięśnie, czy to w ogóle treningi mięśniowe.
Powtarzam od samego początku do znudzenia- nie każdy rodzaj ćwiczeń dla każdego. W zależności od tego jaki mamy problem i co chcemy uzyskać, dobieramy odpowiednią aktywność fizyczną. Tak uważam.
A ja mam plan, na zasadzie doświadczenia. Za 2 tygodnie ważenie u dietetyczki. Chcę przez 2 tygodnie bardzo solidnie trzymać dietę i ćwiczyć tak jak trener każe i chcę zobaczyć ile procent tłuszczu jestem w stanie zgubić przez te 2 tygodnie. Tak z ciekawości. Zaczynam od dziś bardzo solidnie zapisywać co jem, żeby się zmotywować.
Jak ja się cieszę, że skończył się weekend. Wszystko się w moim życiu zmienia: - zmniejszyłam ilość pracy ( wow 😲) TYLKO PO TO, żeby mieć czas na siłownię, to jest wręcz jakiś przewrót w moim życiu ( 😲) - nie znoszę weekendów, bo nie umiem trzymać wtedy diety ( no przecież KOCHAŁAM wolne weekendy ) - potrafię w święta mieć ochotę na gotowanego buraczka ( to chyba jakaś choroba 😁, bo to nie jest normalne )
I taka jeszcze myśl mnie dopadła. Przez siłownię zaniedbałam nieco konia. Nie dałam rady czasowo i siłowo. Zaniedbałam coś, co byłam pewna, że będzie ze mną do końca życia. zaniedbałam coś, czego NIGDY nie zaniedbywałam. Przestałam czuć taką straszną, usilną potrzebę jazdy na moim własnym koniu. Często ostatnio wsiadałam, bo wiedziałam, że MUSZĘ to zrobić, dla dobra konia. I strasznie mnie to przeraziło, zdziwiło, zaskoczyło. Jeśli miałam do wyboru, koń czy siłownia, to wiele razy wybierałam siłownię a nie konia. I wiecie do czego doszłam? Że po prostu- na siłowni mi WYCHODZI. Mam super efekty, wychodzi mi. Zawsze. Potrafię. Mam taki charakter, że zamykam się w sobie i walczę na tej siłce do łez ( jak się ostatnio okazało) I wychodzi mi to. A na koniu..... niestety. Mimo tylu walk, treningów, trenerów- nie jestem w tym taka dobra. Włożona praca z mojej strony, chęci i wysiłek NIE przekładają się na oczekiwane przeze mnie rezultaty. Po prostu- nie mam zdolności ku temu. Nie wychodzi mi to tak, jakbym oczekiwała wkładając w to tyle pracy. I dlatego mnie to chyba zniechęciło.
Uf...sorry za te wypociny z rana, ale wszyscy śpią a mnie naszło na gadanie. 😁
Zdecydowanie wybiorę się na siłownię do jakiegoś trenera, ale to dopiero po sesji, czyli za 3-4 tygodnie. A do tego czasu nie wiem już sama co mam robić, żeby nie pogorszyć tylko sprawy. Niećwiczenie nie wchodzi w grę, bo już nie potrafię sobie wyobrazić dnia bez aktywności fizycznej. Nie chcę się kierować internetem, bo tam co strona to inna opinia, dziewczyny ćwiczące z trenerami, mogłybyście mi podrzucić pomysł na takie aeroby w czystej postaci do wykonania w domu? :kwiatek: Czy ten HIIT albo orbitrek będą ok?
Nie rób Jillian. Ja zaczęłam robić Ewę Chodakowską, ale TYLKO ćwiczenia na brzuch. Wszędzie gdzie czułam nogi- odwalałam. Sporo trzeba odrzucić niestety.
Orbitrek będzie ok, ale pod warunkiem, że będziesz robiła jak ja. NIE OBCIĄŻASZ nóg, nie pchasz nogami w dół, w pedały, ale ciągniesz/pchasz rękoma tak mocno, by nogi niejako bezwiednie podążały na pedałach za rękoma. A biodrami robię takie ruchy na boki, jakby przestępując z nogi na nogę- tak, by nie udo naciskało na pedał, ale by noga niejako fizjologicznie się prostowała, swoim ciężarem ciała. Jak zaczniesz po prostu kręcić tyłkiem na boki- to zajarzysz o czym mówię., Jest to na początku dość trudne, bo a) kobiety mają mocne nogi i tymi nogami chcą sobie życie ułatwić naciskając nimi na pedały b) możesz mieć słabe ręce i obręcz barkową i szybko będą ci się ręce męczyły. Ale działa-uda nie rozrastają się, a tłuszcz się spala!
ps- z tym, że taki domowy, tani orbitrek, to może być taka sama porażka, jak domowy tani rowerek. Mam taki rowerek u teściowej na dole i w porównaniu z tymi na siłowni jest tak niewygodny, tandetny i meczący, że sto razy bardziej wolę iść na siłownię. Możliwe, że twój orbitrek też jest taki guciowaty. Kumpela ma taki w domu i twierdzi, że dłużej niż 10 minut nie jest w stanie z niego korzystać. 🤔
mybay, ja polecam radiofrekwencję, ale to trochę kosztuje. Za to pomaga na motywację potem, bo szybko widzisz efekt, który musisz tylko utrzymać 🙂
Ja mam ciągle doły wraz z wzlotami. Jednego dnia stwierdzam, że wyglądam już całkiem ok, a następnego już nie mogę na siebie spojrzeć :P Ale dużo pozytywnych zmian już zaprowadziłam - z kijami chodzę tak często jak to tylko możliwe, codziennie robię chociaż 8 minutowy abs, teraz jeszcze dorzucę Chodakowską. I najważniejsze, że piję bardzo dużo w końcu, a jak zjem coś słodkiego to się źle czuję, wobec czego zaczynam unikać słodyczy. Jestem mniej więcej w połowie drogi do upragnionej wagi. Oby tak dalej 🙂
Orbitrek będzie ok, ale pod warunkiem, że będziesz robiła jak ja. NIE OBCIĄŻASZ nóg, nie pchasz nogami w dół, w pedały, ale ciągniesz/pchasz rękoma tak mocno, by nogi niejako bezwiednie podążały na pedałach za rękoma. A biodrami robię takie ruchy na boki, jakby przestępując z nogi na nogę- tak, by nie udo naciskało na pedał, ale by noga niejako fizjologicznie się prostowała, swoim ciężarem ciała. Jak zaczniesz po prostu kręcić tyłkiem na boki- to zajarzysz o czym mówię., Jest to na początku dość trudne, bo a) kobiety mają mocne nogi i tymi nogami chcą sobie życie ułatwić naciskając nimi na pedały b) możesz mieć słabe ręce i obręcz barkową i szybko będą ci się ręce męczyły.
Dodam jeszcze, że jest też kwestia ustawienia oporu- duży opór, przy wolnym tempie i mniejszym czasie da Ci bardziej rozbudowę mięśni, mniejszy opór, plus szybsze tempo i dłużej to bardziej na spalanie.
ja dziś spotkanie z dietetyczką i chyba koniec koniec - czyli nowy poczatek mam -7 kg, jestem średnio zadowolona, bo spodziewałam sie wiecej nie mam ciśnienia teraz na więcej - bo kuszą mnie knajpy, gille i inne duperele wszelkie ciuchy ze mnie spadają (spodnie wiszą) zresztą WSZYSCY jak jeden maż twierdzą, że znacząco schudłam (bo widać) - nie ma więc napinki
[quote author=karolina_ link=topic=89332.msg1798862#msg1798862 date=1370847321] Dodam jeszcze, że jest też kwestia ustawienia oporu- duży opór, przy wolnym tempie i mniejszym czasie da Ci bardziej rozbudowę mięśni, mniejszy opór, plus szybsze tempo i dłużej to bardziej na spalanie. [/quote]
Oczywiście, że opór nie za duży. A żeby spalać tłuszcz- robimy jak aeroby. Czyli- tętno aerobowe ( nie wiem jakie, każdy sobie musi wyliczyć, mi wyszło 145-150/min) i praca od 35 minut do co najmniej 45 minut. To minimum, żeby spalić tłuszcz.
mybay, ja tylko szybko napiszę, więcej mogę ewentualnie wieczorem:
nie rób HIITa, jeśli problematyczne są uda (biegasz HIIT, prawda? Jestem pewna, że uda obrywają najbardziej), postaraj się je najpierw 'przepalić' długimi truchtami. I ja bym w tej sytuacji ograniczyła białko po treningu.