ha! a ja jestem z siebie DUMNA. Pierwszy raz od wyjadu na deskę trzymałam wczoraj dietę idealnie. Nie cały dzień ok, a np kolacja przesadzona. Albo przesadzone śniadanie, a reszta ok - tylko idealnie. Z ćwiczeń tylko 1.5h biegania z psem na agility, ale to tak naprawdę nie jest za dużo wysiłku... No nic najważniejsze że nie skisłam totalnie przed kompem 😉
Dziś śniadanko w biegu, ale poprawne - wafle ryżowe i biały serek. Teraz piję kawę - wyjątkowo z mlekiem, bo jakoś tak miałam ochotę... Drugie śniadanie o 12 - i w lodówce w pracy mam same zdrowe i chude rzeczy. I wagę ze sobą 😉 Będę raportować...
Poćwiczyć mi się pewnie znowu dziś nie uda, bo praca do 17, potem spotkanko towarzyskie, a potem powrót do roboty przed komp do północy pewnie... No ale może 40 minut wyrwę...
Nieeee, zen nie ma zamiaru się pchać do szołbizu 🙂
Cudownie, że poszłam na siłownię, mój trener jest po prostu su-per! Musiał się sporo natrudzić, żeby dać mi takie ćwiczenia, które w ogóle nie zaangażują bicepsów- i udało się! Ileż mam nowych ćwiczeń na piłce! 😁 Koniec treningu to same przyjemności na maszynach na nogi, z seriami powtórzeń na wytrzymałość a nie na masę. A na koniec, bo dzielna byłam, mogłam się pomasować na takim czymś dziwnym, co ma trzęsący się pas- plus 25 minut biegu na bieżni. Aeroby solidne robimy na koniec, skoro dzisiaj był w miarę lekki siłowy trening. Mam rozpisane co robić w długi weekend, skoro mnie nie ma i w ogóle zebrałam dzisiaj ochy i achy od panów 💃
Z dietą w końcu się trzymam, zaraz wchłonę ziemniaki z mięchem i warzywami 🏇 Głodna jestem po ćwiczeniach niesamowicie. Godzinę po siłowni pochłonęłam banana i białko, a już mnie mega ssie.
Trzymać się dziewczyny! Wiosna przyszła, zaraz lato! Sezon bikini rozpoczęty! 💃
Losia, jak nie chcesz jeść pieczywa, to tego nie rób. Masz do wyboru mnóstwo fantastycznych kasz i ryż. Kasza jaglana, gryczana i quinoa. Są bardzo zdrowe i przepyszne 🙂 Pieczywo omijam z daleka, bo muszę, tak samo jak wszystkie inne pełnoziarniste produkty. Bez pieczywa da się żyć 🙂 Ale kasze koniecznie - są fantastyczne.
Dalej nie mogę się żywieniowo ogarnąć przed okresem. Zjadłabym wszystko i wszystkich. A najlepiej, gdyby byli z czegoś słodkiego...
zen- w kolejkę się panowie do ciebie ustawią i będziesz wybierałą jak w ulęgałkach. 😁 Do mnie większość kolesi mówi "proszę pani". 😵 No ja wiem, że młoda nie jestem, ale żeby tak bezczelnie "proszę paniować?". Dobrze, że nie mówią "proszę starszej pani". 😜
Dziś na razie dieta ok, godzina konia w tym dwukrotne poniesienie i godzinka aerobów. I zaczyna się maraton w pracy. Koniec wolnego.
pokemon - to nie tłuszcz! Jeśli miałaś w pracy mega wysiłek, to mogły ci jak po treningu spuchnąć mięśnie i zatrzymać wodę. Spokojnie rób swoje, za 2- 3 dni wszystko elegancko spadnie!
1 kilogram tłuszczu to zjedzonych 7 tys kalorii. Żeby ci z dnia na dzień przyrosło 0,6 tłuszczu, musiałabyś zjeść DODATKOWO ok 3,5 tyś kalorii i nie spalić ich. Nie zjadłaś? Więc to nie tłuszcz. Proste. Na początku wahania wody są chyba większe. Mam wrażenie, że im dłużej jesteśmy na diecie i im bardziej nasze dnie są do siebie podobne pod względem diety i aktywności, tym mniejsze wahania wody ( oczywiście nie biorąc pod uwagę miesiączki)
ps- jak ostro sobie dawałam w kość ćwiczeniami to i 1,5 kg potrafiłam mieć więcej przez pierwsze 2 dni.
Tunrida, ja mam 24,5 roku i mi wszyscy "proszę paniują". A nowa koleżanka w pracy się mnie ostatnio spytała ile ja mam lat, że nie mam siwych włosów? Ja to dopiero muszę staro wyglądać 😁
Po niedzielnym półmaratonie nadal czuję napuchnięte mięśnie nóg. Wczoraj w ogóle kucnąć nie mogłam 🙄 Ale jak patrzę na swoje Endomondo, na licznik spalonych kalorii (tylko z części wybiegań i tylko z ostatnich 3 miesięcy, a biegam już 1,5 roku) to mi się dobrze na duszy robi na myśl o tym, ile tłuszczu przetopiłam w mięśnie. Więc wskazania wagi mogą się iść gonić 😉 Dzisiaj jeszcze basen i od jutra wracam do treningów- za 2,5 tyg kolejny półmaraton 😜
I jakoś tak od niedzieli mi się mniej jeść chce... MNIE?! Mniej jeść?! niemożliwe 👀
Dzień na.. 1. I to z minusem chyba. 0 regularności z posiłkami, batonik zjedzony przed testami, 1,5 paczki sunbites w ciągu gdzieś tak 3-4 godzin, co chwilkę troszkę. Teraz się jeszcze pokłóciłam z mamą i będę musiała zjeść smażone w ogromnej misce tłuszczu żeberka. Do tego 0 ruchu, bo nie mogę wyjść pobiegać.
Ja rozumiem, że mogłoby być jej ciężko, gdyby musiała gotować 2 obiady. Choć w sumie to i tak ja gotuję. Więc ja gotuję te dwa obiady, jeśli mam pieniądze, to sobie za ten mój płacę. Ale nie pracuję, nie mam skąd tej kasy ciągle czerpać i od czasu do czasu musze o coś zdrowego poprosić. Dzisiaj dostałam ochrzan że wydaje pieniądze na duperele od których i tak nie schudnę... Sama przywiozła ze sklepu kilka czekolad, masę ciastek, colę.. 😵 Chyba następny dół mnie złapał. Do tego jeszcze @ i mam dość.
Nie było mnie na rv okrągły tydzień, więc nie dam rady was nadrobić strona po stronie, bo widzę, że tego jest wielgachny ogrom. Ale chyba wrzucę wieczorem swoje foty w bikini z tego wyjazdu i rok temu bo widzę super zmianę. Przez ten tydzień nieobecności, jadłam byle jak, tzn 3 posiłki, mało wody piłam. Szybko muszę to odrobić. Zatem gratuluję wszystkim postępów i wieczorem idę biegać bo mam ogrom energii!!!! Pozdrawiam was 🙂
Martolina, widzę efekty po pierwszej facie P90X- mam ładnie wyrzeźbione ręce, poprawiły mi się plecy (ale delikatnie, bo nie mam drążka ani gumy- zamiast gumy używałam ciężarków, ale wiadomo, że nie działa to tak samo) no i brzuch się bardzo ładny zrobił 🙂 Na zdjęciach pewnie nie będzie widać różnicy w brzuchu, ale ja ją czuję. Uda z galarety zmieniły się w zbitą masę, zniknął cellulit z przedniej części nóg, został na tylnej części, tam gdzie uda przechodzą w pośladki i na pośladkach- ale właśnie te mięśnie najmniej pracują w P90X, dlatego chciałam dorzucić jeszcze coś extra.
Jutro wrzucę zdjęcia 🙂
edit: A! w połączeniu z regularnym jedzeniem i ograniczeniem słodkości brzuch przestał siedzieć przede mną, a od treningów kardio poprawiła mi się ZNACZNIE kondycja 🙂
U mnie dziś jakieś 1300. I to zdrowiutkiego jedzonka. Półtorej godziny roweru, ale takiego porządnego- pod góry, drogami gruntowymi itp. Moja córka powiedziała, że wiecej ze mną nie jedzie.
A mnie dziś mały dobił tak, że myślałam, że się normalnie popłaczę. A że dostałam czekoladę od pacjenta, to zeżarłam nawet sama nie wiem kiedy 300 kcal w tej czekoladzie. 🤔\ Jestem na siebie zła, bo to już któryś dzień z kolei taki. Nie wchodzę na wagę, bo się normalnie boję. Nie mogę się zebrać, bo wiem, że dietetyczki na razie nie mam i nie będę się musiała przed nią wstydzić. I wychodzi jakie to strasznie głębokie zmiany poczyniłam w swoim zachowaniu. STRASZNIE głębokie 🤔 ( tu jest sarkaxm, jakby kto nie zauważył) Kurde, kurde, kurde- nie chcę być gruba. 😫
Nie do końca, nie masz żadnej odżywki czystego izolatu białka? Jak nie, to może szynka z piersi kurczaka i pół kubka twarożku wiejskiego? Albo jajko gotowane z plastrem wędliny z kurczaka lub indyka?
Mięśnie ci nie przyrosną od zjedzenia białka. 😉 Mięśnie żeby urosły muszą dostać konkretny wycisk. I potem jeść. Bieżnia i orbitrek to teoretycznie sprzęty fitnes, do aerobów, a nie do pakowania. Twoje nieprzyzwyczajone mięśnie pewno to odczują/odczuły, ale nie przypakujesz od tego. Przynajmniej nie tak od razu. Zjedz cokolwiek. Pół kromki chleba i serek - nie za dużo kalorii. I tyle.
zen- cały czas twierdzę, że ty nie człowiek tylko cyborg jakiś. 😁 A tekst zostaje u mnie w pamięci. Coś jak "zen by nie zjadła". To teraz jeszcze " odzywka izolat czystego białka"- coś co każda kobieta/matka/żona i kochanka powinna posiadać w szafce lub podręcznej torebce. 😁 Chyba mi się głupawka załącza. 😉
W ogóle, żeby zrobić masę, to trzeba sporo wysiłku w to włożyć. Ja np. nie robię na bardzo dużym obciążeniu kilku powtórzeń, tylko na średnim obciążeniu wiele powtórzeń, ćwiczę w ten sposób wytrzymałość mięśni, nic mi nie przyrasta od tego.
Ale dzisiaj przesadziłam i zjadłam pół paczki chrupek i garść ciasteczek (serio, nie wiem po co, tak jakoś piłam kawę i sobie po nie sięgałam 🙄 ).
A ja na razie ufam trenerowi. Robi różnie. Raz na masę, raz rozciąga, raz więcej powtórzeń na małym obciążeniu. Myślę, że podchodzi do mnie jak do typowej rekreantki. Cokolwiek byśmy nie robili, efekty jakieś to przynosi. Tłuszcz spadał, mięśnie delikatnie się pokazują. I tak się raczej bawimy tym wszystkim, niż pracujemy jakoś z głową. Ale jak na razie efekty są zadowalające mnie w zupełności.
Na pewno pilnuje, żebym się nie rozrastała jakoś wszerz. Czyli np jak robimy na klatę, to na wąskim ustawieniu ramion. Itd. Ufam mu, więc nie wnikam.
Mi spodnie z tyłka zaczęły mocniej spadać 😀 czyli jest ok 🙂
Jestem tylko zła bo u mnie w klubie fitness prowadzą program walka z cellulitisem i dostaje się za darmo jakiś tam balsam wyszczuplający ale limit miejsc 30 osób. Na początku było tak że trzeba przyjść na jakiś trening na 18 gdzie mi nie pasowało wiec dlatego się nie zapisałam a dziś się okazało, że jest zmiana i nie trzeba być na tych treningach o 18 🙁 Ale balsam można kupić także może sobie po prostu kupie ale on kosztuje 90 zł a tu był miała za darmo 🙁
I jeszcze jedno pytanie na koniec: W jakie dni mogę "ćwiczyć z Ewą" (skalpel, killer i tak dalej) żeby nie przedobrzyć? Wtorek i piątek zajęta w klubie