Forum towarzyskie »

Odchudzanie/rzeźbienie ciała- sprawozdania

fin na początek zacznij małymi krokami 😉 Wrzucasz aktywność i to jest super, a z jedzeniem spokojnie staraj się wybierać bardziej świadomie, ale nie rób rewolucji. Postaraj się zamienić chociaż połowę posiłków na pełnowartościowe i wyrobić sobie dobre nawyki. Nie musisz od razu robić rewolucji to ma być zmiana na stałe, a nie tylko okresowo do czasu schudnięcia 🙂 Jak jadłaś do tej pory? Opisz swój standardowy dzień pod względem jedzenia.
fin, te dziwne składniki w większości da się zastąpić/pominąć. Nie wiem czy interesuje Cię wege, ale ja tak naprawdę, jako must have mam płatki drożdżowe, sól kala namak i ostatnio zakwaski, żeby robić własny jogurt 😉 Lubię powiększać kolekcję przypraw, ale tak naprawdę po jakimś czasie nauczyłam się co jest niezbędne, a co można pominąć 🙂 Poza tym - bez super foodsów da się żyć, od chia wartościowsze jest siemię lniane, a najbardziej pro olej w naszych szerokościach geograficznych to rzepakowy tłoczony na zimno (serio!)
Z łatwych wege to polecam erVegan. Możesz tam np. tofu zastąpić mięsem, a roślinne zamienniki nabiału zwykłym 🙂
ja planuję - zwłaszcza na początku to sporo ułatwia, teraz już mam bardziej to płynne, ale długi czas robiłam tak, że siadałam w sobotę/niedzielę, wybierałam przepisy na obiady, sprawdzałam co mam w szafkach i dokupywałam potrzebne składniki. Najlepsze to było pod względem czasowym i finansowym.
No i zamrażalka przyjacielem - zawsze mam jakieś mrożone warzywa (raczej pojedyncze niż mieszanki) i wcześniej ugotowane strączki zamrożone w porcjach po szklance, (ja kochom ciecierzycę, więc najczęściej jest to cieciorka, do wody do moczenia i gotowania dodaję po poł łyżeczki sody, gotuje się szybko) - wtedy w razie braku pomysłu lub czasu wrzucam na patelnię taką ciecierzycę, warzywka, olej, jak się rozmrozi sos sojowy i trochę przypraw i voila, zdrowy obiad gotowy przy minimalnym wysiłku. Zależnie od rozkładu makro w danym dniu - dodaję jeszcze trochę makaronu.
Ja działam podobnie. Mam całą szufladę ryżów i kasz, zamrażarkę pełną warzyw w razie wu i kupuję tylko mięso, ryby i świeże warzywa. I tak sobie jadam na obiad i kolację to samo. Ostatnio najczęściej pakuję mięso już z warzywami, ustawiam czas w piekarniku i idę spać  🤣 A jak w porze obiadowej jestem w domu to jadę z grilem elektrycznym i do tego sos barbecue Walden Farms.
Dziękuję za odzew, jesteście super! 😀

tulipan, najmniejszym problemem są u mnie obiady, bo zawsze po pracy przygotowuję sobie pudełka na następny dzień lub dwa. Chociaż przyznaję, że pomysł na zaopatrzenie się w ryże i kasze + mrożone warzywa i dokupowanie tylko mięsa znacznie przyspieszy ten proces (nie będzie to za suche?). Za to już gorzej jest ze śniadaniami i kolacjami. Rano nie mam czasu - albo, bardziej uczciwie, nie chce mi się - przygotowywać, więc albo jem kanapki, albo kupię po drodze drożdżówkę (wiem, wiem...). Wieczorem, jak już po pracy ogarnę wszystko co jest do zrobienia, ugotuję coś na następny dzień, itp, to łapię co popadnie, bo już nie mam motywacji na przygotowywanie ciekawego jedzenia... Na drugie śniadanie i podwieczorek najczęściej jakiś banan albo jogurt. Najgorzej jest z tym, że podjadam między posiłkami jakieś duperele, które akurat są pod ręką, typu biszkopty, słodycz, itp.

Nie mam ambicji schudnąć szybko, ale skutecznie. Mam na myśli to, że chciałabym zmienić nawyki, żeby zmiana jaką uda mi się wypracować została jak najdłużej 😀
fin, ja polecam przeczesywanie w wolnej chwili pinteresta ;D tam jest mnóstwo inspiracji na meal prep, szczególnie ten 'fit', wege czy inny. Przeważnie nie używają wymyślnych składników.
Ja planuję posiłki na cały tydzień bo zwyczajnie nie mam czasu na zastanawianie się i ciągłe wyskakiwanie do sklepu po coś a nie lubię jeść monotonnie, dwa razy ten sam posiłek to jest dla mnie max 😉 Na początku ciężko to ogarnąć ale z czasem nauczysz się co można przerabiać jak zostanie, co do czego potrzebujesz i które z tych 'dziwnych składników' możesz używać częściej.
Ja np zawsze mam sos teriaki i sojowy (namiętnie używam do marynat, do zup itp), pastę miso można trzymać w lodówce baaaardzo długo (bo już jest zepsuta 😁 ). DO tego zapas makaronów, ryżu, kasz, mąk (jak widzę coś ciekawego to kupuję na zaś, ostatnio np dorwałam mąkę kukurydzianą w biedrze - placuszki czy chleb na sodzie jest na nim pyszny 😀)
To tego też się przydaje zapisywanie i 'archiwizowanie' planów posiłków (ja mam po prostu plik w google sheets, współdzielony z chłopakiem 😉 ), możesz potem zauważyć co najczęściej jesz, co CI się przydaje a co się kompletnie nie sprawdza 😉

Śniadania - ja przygotowuję wieczorem, razem z obiadem i przekąską na następny dzień. Przeważnie to owsianka nocna lub pieczona jak muffin (moje ostatnie odkrycie!), smoothie czy np twarożek z pomidorkami i jajko w koszulce. Kolację też wtedy robię, na ten sam dzień. Generalnie robimy po pracy 'blok w kuchni', jemy i gotujemy, potem inne rzeczy. Wchodzi w nawyk 😉

Ja byłam w weekend na seminarium dogfrisbee. Jedzeniowo klękło ale tyle ile mialam ruchu to moje, mam zakwasy na CAŁYCH nogach, plecach i rękach. Jakbym tak sumiennie kilka razy w tygodniu wychodziła z dyskami na trening rzutowy to pomijając, że treningi z psem szły by znacznie łatwiej to kurcze niezła dupa by ze mnie była 😁 kto by pomyślał, że rzucanie plastikiem może robić za pełnoprawny fitness!
Ja na takie podjadanie polecam zaopatrzyć się w orzechy, suszone owoce i tak dalej - niedawno wałkowałyśmy ten temat przy okazji rozmowy z flygirl . To jest super opcja, nie dość że pożywne i zdrowe, to albo słodkie, albo słone - zależy co lubisz i na co masz aktualnie ochotę  🙂
A opcje śniadaniowe też tu się przewijają. Jeżeli jesz kanapki to zrób sobie jakieś fajne pasty do pieczywa, zrobisz jedną, która starczy Ci na kilka dni i będziesz mogła urozmaicać sobie dodatkami a jednocześnie nie będziesz tracić czasu rano. Tutaj opcji jest tak wiele, że niezależnie jakie masz smaki - znajdziesz przepisy dla siebie.  Ja jem śniadania na słodko, więc tu mam więcej pomysłów, ale z takich szybkich to np. pudding chia - zalewasz nasiona chia mlekiem pod wieczór i mieszasz - 30 sekund roboty. Rano masz pyszny i zdrowy pudding, do którego możesz dodać cokolwiek chcesz  🙂
Ja takie przekąski sobie zabieram do pracy bo siedzę przeważnie do tej 17:30, lunch jem 12-12:30 (potem mam spotkania więc nie da rady) więc sobie zabieram np pokrojone marchewki i paprykę z jakimś dipem (almette, hummus), sałatkę makaronową z awokado czy owocową. Generalnie im dłużej się gotuje, szuka przepisów itp tym większa robi się pula wszystkich potraw.
Zaczęłam budować sobie bazę przepisów, tak żeby mieć pod ręką - jak już będzie miała sensowną objętość to mogę się tu podzielić 😉 nie wszystko na pewno będzie superfit ale to zawsze jakaś inspiracja 😉
Ja akurat nie lubię owoców suszonych i orzechów jako przekąskę. Są zgubne, bo można zjeść sporo, a mają naprawdę dużo kalorii.
Już lepiej jakieś jabłko czy marchewka pokrojona w paski.

smartini i reszta, jakiego programu używacie do zapisywania przepisów? Word średnio mi się sprawdza, za duży tam bałagan
fin mięso w rękaw lub naczynie żaroodporne i jest mięciutkie i soczyste. Jak mi nie szkoda kalorii to marynuję w oleju lub sosie sojowym i już w ogóle jest bomba. Co do kolacji to ja proponuję powtarzać obiad, skoro i tak już go robisz. Na śniadania jak Ci pasują kanapki to jedz kanapki 🙂 To jest na prawdę spoko posiłek jak się dobre makro zrobi. Zresztą tak samo jak owoc i jogurt, tylko ja wybieram te proteinowe. I tutaj też możesz spokojnie zostać przy tej opcji. Z takich bardziej "wymyślnych" posiłków to mój ostatni hit, czyli owsianka z gruszką, cynamonem i masłem orzechowym. Robię w jakieś 5 minut. A do tego jogurcik proteinowy i pełnowartościowy posiłek gotowy. Dla urozmaicenia zamieniam na płatki jaglane, jabłko, banan lub owoce leśne i różne smaki jogurtów  🤣 Ja orzechów też nie używam jako przekąski, dokładam do posiłków określone ilości jako źródło tłuszczu.
aaga48 są, ale często w podjadaniu wcale nie chodzi o głód a potrzebę przyjemności 😉 I tu 'zwykłe' jabłko czy marchewka może się nie sprawdzić, bo nie zapewni nam tego o co nam właściwie chodzi.
Ja orzechy czy daktyle traktuję właśnie jako taką przyjemność, są dla mnie 'słodyczami'. To zawsze lepsza alternatywa dla biszkoptów i nawet jeżeli kalorycznie zbliżona, to są to zupełnie inne kalorie.
Fin chce redukować, czyli musi utrzymać deficyt kcal co ciężko będzie jej zrobić podjadając orzechy między posiłkami. To jest bardzo kaloryczna przekąska i szkoda odejmować kalorii z innych posiłków, żeby móc zjeść te kilka orzechów. Poszłabym w propozycję smartini i warzywa z dipem. Chociaż najlepiej w ogóle wyeliminować takie podjadanie na czas redukowana wagi.
Dokładnie. Ja redukując mam na tyle mało kalorii, że jakbym cały posiłek miała zastąpić orzechami i daktylami to prędzej czy później bym się rzuciła na jedzenie.
aaga84, ja w pracy tak się przyzwyczaiłam do Google Suite że z tego korzystam, dodatkowy plus że wszystko mogę mieć płynnie współdzielone z chłopakiem i wszystko dostępne z poziomu telefonu 😉
Także plany posiłków i ściągawkę z pomysłami (bez przepisów) mam w google sheets, przepisy zbieram w google presentation a listę zakupów mam w google keep 😉

co do marchewek jako przegryzka - u mnie sama się niezbyt sprawdza ale już z jakimś dipem/sosem - miodzio 😉
ja redukcji nie mam ale wolę zjeść częściej właśnie jakąś taką przegryzkę niż supergłodna wrócić do domu po pracy i się nażreć syfu i za dużo
5 biszkoptów waży 20g i ma 65 kcal, a 20g (około 4 sztuk) orzechów włoskich ma 133 kcal. Jeżeli mam mało kalorii do dyspozycji i nie mogę sobie poradzić z podjadaniem to wybrałabym biszkopty przy tym pilnowała reszty posiłków, aby były pełnowartościowe.
Każdemu według potrzeb. Ja schudłam 12kg bez liczenia kalorii, bez żadnych redukcji i zawracania sobie tym głowy. W sumie jadłam więcej, niż jem teraz, gdy trzymam wagę. Ja zawsze wybiorę 3 razy więcej kalorii w orzechach niż biszkopty z kilometrowym składem i toną cukru  😀
infantil
wszystko fajnie, tylko jednak większość ludzi na redukcji nie myśli o tym, że orzechy są super dobrymi kalorami, a biszkopty beee i fuuu bo cukier i konserwanty, tylko raczej o tym, żeby wytrwać i naprawdę mało do kogo przemówią trzy orzechy zamiast pięciu biszkoptów  😀
wszystko fajnie, tylko fin wspomniała o zmianie nawyków żywieniowych i o tym, że nie ma parcia na super szybkie chudnięcie. Plus, tak jak napisałam, to mój przepis na schudnięcie, bo u mnie tak właśnie wyglądało gubienie kilogramów 😉 Myślę, że im więcej opinii i doświadczeń tym lepiej dla osoby, która pyta, bo sama będzie wiedziała w czym się najlepiej odnajdzie.
infantil 12kg? Pisałaś kilka dni temu, że najwięcej w życiu ważyłaś 58kg, to znaczy, że teraz ważysz 46?
smarcik 47kg, matematyka mnie pokonała  🙂
Infantil świadomie nie liczyłaś kalorii, ale na pewno byłaś na deficycie jeśli schudłaś. Innej drogi nie ma, biologii nie oszukasz 😀 Zresztą to już było pisane wielokrotnie w tym wątku.
Będę się starać po prostu nie podjadać, a jak już, to na przykład ta marchewka z jogurtowym dipem brzmi dobrze. Jestem na samym początku, więc pomału będę się uczyć co i jak. Na razie na przykład makra czy proporcje węglowodany-tluszcze-białka to dla mnie czarna magia. Na samej tej stronie podałyście mi dużo pomysłów, będę systematycznie przeglądać i starsze wpisy żeby szukać inspiracji :kwiatek:
smarcik 47kg, matematyka mnie pokonała  🙂


47kg przy wzroście 168 cm?

tulipan tu chyba nie można mówić o deficycie kalorii tylko o zaburzeniach odżywiania 🙁
Ha, wiedziałam, że tak będzie jak napiszę tu swoją wagę 🙂
Przyjmuję po 1700-1800 kcal dziennie, moje jedzenie i mnie widział dietetyk a lekarz rodzinny nie może się do niczego przyczepić przy moich wynikach badań. Zaburzenia odżywiania to miałam w okresie, gdy ważyłam 12 kg więcej. Ale to jest temat rzeka i chyba nie chcę rozwodzić się nad nim w wątku, gdzie każdy ma inną wizję - imo wiele osób chorą. Waga to naprawdę nie jest wyznacznik. Swoją drogą, na forum jest sporo zdjęć mnie i tego jak wyglądam - chociażby w wątku o pole dance.

Ascaia np. chwali się przyjmowaniem 1200 kcal dziennie  😉
fin na spokojnie, na pewno wszystko sobie ogarniesz bo to jest bardzo proste jak się zgłębi temat 🙂 Nie daj się tylko złapać w pułapkę, że jakieś jedzenie jest złe, a jakieś dobre bo to nie prawda. Spokojnie można być zdrowym, sprawnym i wplatać słodycze czy fast foody w swoją dietę. Wszystko jest dla ludzi  :kwiatek:

Ja mam taki zapierdziel fizyczny, a przy tym pracę umysłową, że bez dobrej diety bym padła. Ciężkie treningi szybko weryfikują czy dobrze jesz.

Mi się najlepiej chudło i w ogóle żyło na Montignacu gdzie w ogóle nie patrzyłam na kcal, tylko na IG i odpowiednie planowanie/łączenie posiłków (których było 5). Zdarzyła mi się też 'przymusowa redukcja' i fakt, schudłam szybciej ale ani się dobrze nie czułam ani się ta waga nie utrzymała. Także tego, wychodzę z założenia że jak ktoś nie ma zaawansowanej nadwagi czy zaburzeń odżywiania to samą zmianą nawyków i przerzuceniem się na zdrowsze formy posiłków niż aktualne może wiele ugrać. No i lepiej chudnąć powoli a skutecznie i potem utrzymywać wagę niż gwałtownie i bujać się z jojo 😉 Mam 173, najlepiej się czułam jak ważyłam jakieś 57kg, zdażyło mi się zjechać do 52 i to już było... słabe :P

A teraz pytanie - co na zakwasy na udach przez które ledwo chodzę po schodach? 😁
Ja nie mam nadwagi, ani zaburzeń, ale zarówno redukcję nr 1, jak i masę, jak i obecną redukcją nr 2 robię licząc kalorie to jest optymalny system dla mnie. Przy treningu siłowym mogę maksymalnie ograniczyć spadek siły towarzyszący deficytowi, a przy tym zbijać tkankę tłuszczową. A siłę muszę mieć, żeby przerzucać ciężary i utrzymać masę mięśniową ciężko wypracowaną na dodatnim bilansie. Inaczej pierwsze co zgubię to mięśnie, a tego bym nie chciała  😉 A akurat przy nadwadze to zmiana nawyków wystarczy, liczenie kalorii jest bardzo skuteczne przy dłubaniu w szczegółach przy stosunkowo niskiej wadze.

A na zakwasy rolowanko  🙂
ja zeszlam na diecie paryskiej, ograniczylam jedzenie - jem mniej, a sie bardziej najadam, przeszlam teraz na diete z niskim IG bo jest smaczna i nie mysle obsesyjnie o jedzeniu. Wiec od września -9 kg a jak mam ochote to i pizze i burgera wciagne. Jak tak czasem patrze na zdjecia talerzy co wrzucacie to mi sie slabo robi na taka ilosc jedzenia na raz, a jednoczesnie potrafie zjesc na raz pol pizzy  😂
Generalnie wystarcza mi np rano zmiksowane owoce z jogurtem i garsc orzechów potem o 14/15 obiad z piekarnika typu mieso z rusztu i salatka i potem jablko kolo 18 i kolo 20 zupka krem. Gorzej jak mam na rano to wtedy moj organizm wariuje i moglabym zjesc 10 posiłków i dalej byc glodna wiec staram sie zasnac jak naszyjciej xd
drabcio, o tak, smaczność diety z niskim IG jest absolutnym wygrywem 😀 pamiętam, że to była przyjemność jeść. Muszę wrócić chyba...
pamiętam, że pierwsze 3 tygodnie z mocno ograniczonymi węglami to był koszmar. Chodziłam wiecznie głodna, organizm domagał się lasagne, białego chleba i kebaba :P a po 3 tygodniach, z dnia na dzień - jak ręką odjął. Zero ciągotek na słodkie i białe. Magiczne to było 😀
Ojej ta dieta paryska to po prostu głodówka 😲
Jak czytam te niektóre jadłospisy to nie dziwię się, że ludziom redukcja kojarzy się z głodowaniem i walką o przetrwanie. Z drugiej strony nie wiem, czy da się inaczej, jeśli ma się niską lub zerową aktywność. Może się nie da. Za to kocham treningi biegowe i siłowe. Mogę jeść dużo i redukować się jednocześnie. Czasami nie przejadam tych moich porcji.

Pees: co wam te węgle zrobiły? 😀 Biedne są bardzo. No i pomijam fakt, że dieta o niskim IG, kiedy nie ma problemów z trzusyką jest chyba trochę bez sensu.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się