Ja odżyłam, bez upału znacznie mi lepiej 🙂 Dieta w porządku, chociaż teraz za dużo zjadłam, przyznaję..muszę coś ogarnąć z ćwiczeniami, usiąść i rozpisać sobie jakieś treningi, bo ciężko mi się zebrać. Dzisiaj 10 km spaceru, ale jestem zła, bo nie wzięłam telefonu ze sobą i nie dorzuciłam kilometrów do akcji, którą wspieram 🤔
Hmm, jednak dzisiaj dieta średnia, dużo węgli mi wpadło, bo na drugie śniadanie pochłonęłam kawał ciasta marchewkowego 😁 Miałam zdjąć węgle z kolacji, ale się nie udało, nie lubię marnować jedzenia, a została mi moja ryżowa sałatka w iberyjskich klimatach, która dzisiaj miała swój ostatni dzwonek na spożycie 😉
zen ciasto marchewkowe ciastu nie równe 😁 ja zawsze robię takie na bogato....z masą krówkową i polewą z białej czekolady 😜 oczywiście go nie jem, ale moi znajomi pochłaniają je w kilka minut 😂
Ja dziś godzinka fitnessu (brzuchomania plus xco :kocham🙂, 5km bieg z interwałami a później byłam w tatralandii 😜 i tam poszalałam z pluskaniem się i z bieganiem za przygodami. A jedzonko? Hmm zgrzeszyłam mambą o smaku coli 😁 1. Płatki górskie na wodzie z jagodami plus serek pilos grecki. 2. Marchewka plus zielona kawa. 3. Ryba na parze, 1/4 brokuła na parze, pomidor, 50g sera białego chudego, 1/3 ogórka zielonego, troszku makaronu pełnoziarnistego (10 takich świderków) 4. Kawa plus pół łyżeczki miodu 5. 50 g sera białego z ciecierzycą...podane na marchewce zamiast chleba.
Ja się umówiłam do trenera na poniedziałek. Nie moge być za bardzo na nijakiej redukcji, ale NIE UMIEM bez siłowni. Tęsknię za nbią, za trenerem, za zeszmaceniem się porządnym. Sama nie umiem siebie tak ściurać. Podziwiam Was dziewczyny ćwiczące same. Mi brakuje samej systematyczności i zapału. Brakuje mi wysiłku fizycznego, dopiero po wysiłku czuję, że żyję, że moje ciało działa i funkcjonuje normalnie. Wstydzę się trochę siebie na siłowni teraz ( co jest pewno już chore, bo poza mną i trenerem nikt nie zauważy, że jestem brzydsza i grubsza) ale idę! Nie umiem bez siłowni być szczęśliwa! 😉
tunrida a ja nie umiem bez siłowni, bieganka i wyciurania być spokojna. Muszę się wyżyć i spożytkować energię bo jak Tego nie zrobię to jestem niespokojna. Chociaż zauważyłam że jak się nie spocę porządnie to jestem taka niespełniona.
U mnie dzisiaj ograniczenie węgli zdecydowanie- i chcę w końcu wyjść pobiegać. Na śniadanie pstrąg, twaróg i pomidor, na drugie kawa, nektarynka i jogurt naturalny. Obiad- pielmieni, podwieczorek się okaże i kolacja też się okaże 😉
u mnie poćwiczone (piłka i sztangielki), pot się leje a moja forma woła o pomstę do nieba 😉 ale po wysiłku od razu lepiej niż przed. Jeszcze chyba zaraz odpalę jakieś brzuszki 🙂 edit. brzuszki zrobione 😉
JA dzisiaj miałam imprezę rodzinną, tzn mam, ale miałam pilne wezwanie do gabinetu i umknęłam przed stosem żarcia 😁 Byłam na siłce 2 godziny i normalnie nie wiem ile ja mam ćwiczyć, żeby mieć zakwasy 😲 nawet bieganie mnie już w ogóle nie maltretuje. Ale do cyborga to mi jeszcze daleko... 😁 tym bardziej, że przytyłam tyle, że przyznam się dopiero wtedy, jak będę miała z powrotem 58 😡 Albo chyba już pisałam kiedyś...
U mnie właśnie po sałatce , najadłam się, więc mogę jakiś program odpalić. Chyba sięgnę po któryś Chodakowskiej, ciekawa jestem jak te jej ostatnie wypadły, może jakieś turbo?
Pospacerowałam trochę, chciałam pobiegać, ale nie umiem się zmotywować do wyjścia w ten upał, a wieczorem raczej nie dam rady.
I muszę znowu iść tarczycę przebadać, czuję się źle..jestem zmęczona, senna jak nie wiem, puchną mi znowu stawy, autentycznie, mogłabym spać i spać 🙄
Mój syn umie robić pompki na jednej ręce 🤔 Właśnie ćwiczy na macie, niezły jest. Dodam, że ćwiczy z własnej, nieprzymuszonej woli. Dobra, idę mu brzuszki skorygować 😁
No dobra, żadna Chodakowska, od dzisiaj randkuję z Shaunem 😎 Po naszej pierwszej randce wyglądam tak:
u mnie kolejny dzień na 5 , przynajmniej jedzeniowo . też mam teraz 1200 kcal, oprócz zwykłej aktywności nie ćwiczę :/ w dzień nie mam czasu albo siły/chęci a wieczorami ostatnio głowa mnie pobolewa, zwłaszcza jak się schylam. hmm może za mało wody? nie wiem .nie jest to jakiś silny ból , ale normalne to to nie jest :/
Dobra, dzisiaj idę na chrzciny, więc proszę o fluidy pt. "nie jedz tego wszystkiego" 😁 Bo na wadze robi się coraz lepiej! Tak w ogóle, to wciąga mnie bieganie...
zen, Shaun brzmi ekstremalnie, ciągle przekładam pierwszą randkę z nim 😀
Ja chyba będę musiała teraz pauzować przez jakiś tydzień :/ Coś mi się obluzowało przy stawie biodrowym, nawet trudno mi do końca określić źródło, ale gdzieś te rejony 😉. Gdzieś w połowie tygodnia bolało przy chodzeniu tylko jak robiłam duże kroki - w momencie tego maksymalnego wypchnięcia prawej nogi do tyłu. Nawet nie tyle bolało, co było takie uczucie nieprzyjemnego dyskomfortu, nawet trudno mi to sensownie opisać. Przy ćwiczeniu nie bolało, więc w czwartek normalnie ćwiczyłam 45 minut i w piątek bardziej musiałam bardziej skracać kroki, żeby nie czuć tego dyskomfortu - plus odezwało się jak stałam dłużej na tej nodze.
W sumie jak kostka bolała, to po prostu po pierwszym etapie największego bólu po prostu robiłam sobie ćwiczenia, które omijały tę nieszczęsną kostkę. A teraz może i bym jakieś pompki i brzuszki mogła robić, ale nie wychodzi mi wymyślenie jakiejś sensownej rozgrzewki, przy której miałabym pewność, że sobie nie zaszkodzę. Nawet pajacyki i trucht w miejscu wydają mi się podejrzane 😉. Nie wiem, trochę się boję rzeźbić, zwłaszcza że jako dziecko miałam dysplazję stawów biodrowych - chociaż w sumie lekarzem ortopedą nie jestem, więc trudno mi powiedzieć czy po odpowiednim leczeniu w dzieciństwie w ogóle jest sens rozważać tę dawną dysplazję w jakikolwiek sposób. Chociaż z drugiej strony są takie ćwiczenia, gdzie mi te stawy rytmicznie chrupią, na przy kład przy knee tuck przy każdym powtórzeniu jest chrupnięcie 😀
Strasznie mnie korci, żeby ćwiczyć, zwłaszcza, że nie boli tak bardzo i nie boli podczas ćwiczenia, ale powtarzam sobie, że naprawdę nie umrę przez ten tydzień 😉. A jak sobie od czwartkowego treningu dałam spokój, to jest lepiej...
busch, właśnie dzisiaj sobie obczajam Shaunowe programy, bo jednak nie chcę rezygnować z biegania. A widzę, że jego programy to jakieś hiper cardio, więc nie wiem co zrobić. Do tego chcę na bank jeszcze na ciężarach pracować, więc muszę chyba jednak z kimś mądrym usiąść i rozpisać. Chwilowo myślę o tym, żeby Shauna robić 4 razy w tygodniu, tylko nie bardzo jeszcze wiem jakie programy wybrać. Generalnie nie mam z czego się odchudzać, raczej szukam czegoś dla podtrzymania efektów.
Co do Twojej kostki, to ja bym pewnie dała sobie spokój przez kilka dni.
Dzień kończę na 6 🙂 Byłam na rowerze i po raz enty utwierdzam się w tym, że to dla mojego ciała dziwna aktywność. Nie bardzo mi pasuje.
zen, kostka to stara historia, w tej chwili już zaleczona - wspomniałam o niej, bo wtedy ćwiczyłam pomimo urazu, ale inaczej. A teraz z tym stawem biodrowym, czy co się tam w jego sąsiedztwie uszkodziło, trochę się cykam 😉
Niezły masz plan na siebie 🙂 Sama chyba nie umiałabym tych trzech rzeczy pogodzić w jakiś sensowny sposób. Bo i ciężary, i bieganie, i shauno-cardio chyba trzeba często robić, żeby mieć jakieś efekty, a chyba wszystkie trzy rozwijają trochę inne mięśnie, prawda?
No właśnie, jakiś się ścisk zrobił z tymi moimi pomysłami. Aczkolwiek może to jakoś upchnę- zastanawiam się właśnie jak wyglądają mięśnie po uczciwym 60 dniowym programie Insanity. Bo jeśli okaże się, że ładne rysy wychodzą, to mogłabym rozważyć rezygnację z ciężarów. Ale mam problem 😁
Na pewno insanity na rozbudowę mięśni będzie gorsze, niż po prostu dobrze przeprowadzony trening siłowy - bo trening siłowy ogólnie zdaje się być najlepszym środkiem do osiągnięcia muskulatury 😉. Insanity za to podobno jest ostatnim stopniem przed treningiem siłowym - tzn. jest najbardziej efektywne ze wszystkich dywanówek i jeśli ogarniesz insanity, to trudniejsza już będzie tylko zabawa z ciężarami 😉.
Ja na twoim miejscu wybrałabym trening siłowy. Sama go unikam, bo nie mam w tej chwili ochoty na wydawanie pieniędzy i czasu na siłownię i trenera personalnego, a sama nie chciałabym zaczynać, bo łatwiej jest sobie zrobić kuku z cięzarami, niż po prostu gibając się z Fitness Blenderem, jeśli coś się źle zrobi 😉. Jeśli masz możliwość wprowadzić trening siłowy - to czemu utrudniać sobie drogę, wybierając jednak insanity? 😉
Będę mieć teraz trudniejszy dostęp do siłowni i do trenera. Machanie ciężarami samej jakoś mi nie leży, tzn. mój facet super ogarnia temat, ale nie damy rady razem chodzić na siłkę. Mam wprawdzie siłownię w pracy, no ale tam jestem sama, bez dostępu do trenera. Może udałoby mi się być raz w tygodniu z personalnym (ale to przy jakiejś ogromnej logistyce), a resztę robić samemu? Nie wiem, w przypadku siłówki jakoś nie widzę siebie sam na sam z ciężarami.
zen, aha, czyli sytuacja jak moja 😉. W tym wypadku może rzeczywiście takie kombinacje będą ok? W sensie - lepiej trochę treningu siłowego niż w ogóle, a jak się nie da, to insanity? Ale z drugiej strony - popraw mnie jeśli się mylę - czy insanity to nie jest czasem pełen, spójny program, gdzie narzucone jest co, kiedy i ile ćwiczyć? W sumie ja tego typu programy od Jillian Michaels teraz stosują w całkowicie anarchistyczny sposób, ale nie szukam też jakiegoś super progresu. No i progresu jakiegoś dużego nie ma 😉. Ja w ogóle jakoś koszmarnie wolno idę do przodu. Nawet jak byłam Jillianowym ortodoksem, to potrafiłam jeden tydzień jej programu rozciągać na trzy tygodnie, bo wcześniej po prostu nie było sensu zmieniać na trudniejszy - nie umiałam po prostu poprawnie robić ćwiczeń, bo były dla mnie za trudne 😉
Tak, to jest cały plan, dlatego też chcę obejrzeć wszystkie i zobaczyć które partie mięśni są zaangażowane w poszczególnych programach, żeby to jakoś spójnie..skrócić 😁 Kolejność na pewno ma znaczenie, ale właśnie pod kątem zaangażowania danych mięśni. Aczkolwiek pewnie ciężko będzie to skrócić. No nic, zobaczymy. Najwyżej wrócę do swoich programów 🙂