Ja wlewam w siebie drugą Inkę 😀iabeł: czekając na obiad i ubolewam nad lichi. Lichi to moje ulubione sezonowe owoce. Sezon na nie się właśnie powoli kończy. Są teraz najsoczystsze, najsłodsze, najbardziej mięsiste. Ciężko mi z nich zrezygnować, zwłaszcza że jak mi się ich znów zachce to i tak nie ma zmiłuj i trzeba czekać do kolejnej naszej zimy. Postanowiłam zamienić nimi inne owoce z podwieczorków. Ale postanoiwłam to zrobić z głową. Pogrzebałam w necie. I tu zonk. 1 lichi ma 7 kalorii. 10 lichi już 70, a co to jest 10 sztuk? 1 pomarańcza ma tyke samo co 10 lichi. Ale pomarańczą się najem, bo jest jej sporo. A jak z tych lichi oskubię łupinkę i wywalę pestkę, to cóż zostaje? Cienka słodka osłonka. Żeby je poczuć, to trzeba zjeść ze 20. A żeby się napchać i zaspokoić to ze 30.
Ech, to te 30 liczi zastąpi kalorycznie spory posiłek. Może sobie wymień obiad za liczi, skoro tak je lubisz..? Szkoda sobie odmawiać tego, co lubisz, co nie jest znowu jakimś biegającym tłuszczem i co jeszcze jest tylko sezonowe. Może jednak w 20 się zmieścisz..?
Zobaczę. 😉 Choć może się okazać, że jak poczekam z tym do podwieczorku, to problem sam się rozwinie. Dziecko się przyssało, a ja nie mam sumienia mu zabrać. 😉 Jeszcze godzinka do obiadu.
Wydaje mi się, że to bardzo fajna decyzja, sama z chęcią bym chodziła do dietetyczki, ale finanse mi średnio na to pozwalają, karnet open w siłowni plus trening personalny plus odżywki, to i tak spore dociążenie mojego budżetu. Ja mam z kolei niemal żelazną psychikę, jak sobie mówię, że robię tak i tak, to zwyczajnie tak się dzieje- ale najgorsze jest to właśnie przestawienie, jak wejdę w rytm, jaki mam teraz, to samo idzie.
zen a nie masz w abonamencie medycznym wizyt, często w standardowym 3 w roku są bezpłatne. ja mam podobnie - jak już coś zacznę i się wkręcę to nie ma przebacz, dopóki mnie nie dopadnie choroba, jakiś stres (wtedy nie jem, więc tez nei ćwiczę, bo brak sił), wyjazd itp
Jestem happy, bo okazało się, że mam nadal złotą kartę w Medicover (mój eks kiedyś mnie dopisał do swojej i jak się okazuje do tej pory zapomniał wypisać 😉) i mam nielimitowane wizyty u dietetyka! Pytanie na jak długo jeszcze 😉 Tak więc już zapisałam się na pierwszą wizytę – zamierzam przede wszystkim poprawić moją przemianę materii i dostosować jedzenie do trybu życia. A i na fitness jestem już spakowana, tylko czekam na duplikat karty Multisport, bo gdzieś mi wcięło. Póki co wieczorem planuję odpalić skalpela.
Żywieniowo raczej nie niskokalorycznie, ale zgodnie z planem i zdrowo – dojadam sery przywiezione z Francji, jakiś malutki kawałeczek czekolady, pierogi z kapustą i grzybami (tylko 5 😉), ale do tego miska kiełków z papryką, pomidorkami i oliwą z oliwek, barszczyk czerwony.
BTW – ćwiczycie z Ewą z youtube? Ze jej strony? Macie płyty z Shape? Weszłam na allegro – masakryczne ceny za archiwalne numery Shape z jej płytami.
Diakonka, niestety nie mam w obecnym miejscu zatrudnienia takich bonusów 😉 Ja ćwiczę z płyt. Zaraz się zresztą zabieram, po 15 wypada mi obiad, więc jak go trochę przesunę, to będzie akurat 🙂
Naciau, 54 ważyłam w liceum, w sumie nie byłoby tak źle znów mieć taką wagę 😜 No, ale bądźny realistami, jak zjadę do 59 to uznam to za absolutny sukces! Lub jak spadnę jeszcze z obwodów, wtedy waga może zostać taka, jaka jest.
Z wagą może być problem, bo ćwiczę, więc będę mieć więcej na wadze. W liceum nie miałam pojęcia o ćwiczeniach, byłam po prostu wysoka i chuda 😁 Ok, zabieram się za skalpel 🙂
A mój mąż zaczął się wkręcać w dietę. Lub może nie tyle dietę, co zdrowsze odżywianie. Je mniej tłusto, nie smaży już tak. Zauważył, że jak zrobi dietetyczne mięso na obiad ( pulpety gotowane) czy szpinak z maluśką ilością masła ( bez oleju, bez śmietany) to częstuję się jego jedzeniem. I jest mu miło. Więc coraz częściej pyta co dodać i ile, żebym zjadła. Zamiast masła do smarowania kanapek kupił sobie serek. I tego typu drobne zmiany. Fajnie. Nie dość, że we dwójkę fajniej zwracać uwagę no to co jemy, to i łatwiej wytrwać,kiedy nas dopada chętka na coś.
Podchwycił chętnie moje warzywa wieczorem z dip-em z jogurtu 0% ( do tej pory zrobiłby ze śmietaną, lub majonezem- o ile chciałby jeść warzywa)
Z tym, że powiem wam, że gdybym TO JA go namawiała, w momencie, kiedy sam nie był na to gotowy- nic by to nie dało. Za to jak tak patrzył i patrzył, jak skaczę w killerze, czy z czerwoną twarzą się pocę na skalpelu, a potem jem niskokaloryczne żarcie, ważę i liczę- to się zaczął wciągać sam z siebie. Fajnie tak. 😍
tunrida, to super sprawa! Oby tak dalej! Jeszcze syna wkręćcie i będzie totalna przemiana 👍 Ja zabieram syna na siłownię, bardzo dużo się zresztą przy nim ruszam, nad morzem gramy, biegamy, je niemal to, co ja. Wiadomo, że na liściu sałaty oboje nie jedziemy, ale nie kręci nosem na duszone mięso (warzyw duszonych nie tknie, chyba, że są to zielony groszek i fasolka), lubi szpinak z twarogiem i z ziemniakiem na ciepło. Tak sobie właśnie o tym naszym jedzeniu myślę i kurczę, naprawdę oboje zdrowo jemy 🙂 Poza takimi akcjami jak frytki, których nie zamierzam mu odmawiać, czy też schabowym, którego po prostu lubi. W panierce, smażonego 🙂 trzy tygodnie temu byliśmy na badaniach sportowych (młody trenuje piłkę nożną) i lekarze bardzo chwalili jego sylwetkę, nie jest otłuszczony, nie jest chudy, ma zarysowane mięśnie, zdrowe zęby. To miłe 🙂
Wiesz co? Z synem to będzie poważniejsza sprawa. Jego problemem nie jest dieta. Albo inaczej. Dieta to najmniejszy jego problem. On w ogóle się nie rusza. Latem jeździ na rowerze i to wszystko. Nie znosi, nie lubi, nienawidzi., Nie wychodzi mu to, nie ma w ogóle mięśni, kondycji i zapiera się rękoma i nogami przed jakimkolwiek wysiłkiem. Nie chce chodzić na basen, nie chce chodzić z nami do lasu na spacery z koniem. Nie chce ćwiczyć z mężem ( mąż na górze na hantle, sztangę, mini worek treningowy- coś by małemu wymyślił) Nie chce jeździć ze mną do konia. Nie chciał z nami biegać latem. Nie chce jeździć motocyklami. Inna sprawa, że ma problemy z koordynacją ruchową, badałam go ostatnio bardzo obszernie pod różnymi kątami. Z nim to zupełnie inna sprawa. Niby jest dzieckiem więc jak mu będziemy KAZAĆ to się posłucha. Ale nie tędy droga. Próbujemy go zachęcać, tłumaczyć, dawać przykład. Gucio. W ogóle mam z nim problem i jest to coś z czym sobie w życiu chyba najgorzej radzę. 🤔 Kochany jest, ale problematyczny nieco. 🙂 Długa historia.
Siedzę sobie z czerwoną herbatką, i tak sobie Was czytam, a tu 2 strony od wczoraj. No i znów patrzę na stepper i ławeczkę do brzuszków, a one na mnie i narazie nic z tego. Ale i tak wiem, że mój plan dziś wyrobię 🤣
Myślę, że z tą niechęcią do ćwiczeń to jakaś ogólna tendencja jest. W mojej klasie na próbnej klasyfikacji 6 osób było nieklasyfikowanych z WFu (na 23 uczniów w klasie, I gimnazjum). Wprawdzie na koniec I semestru tylko dwie dostały nkl, ale tak jest we wszystkich klasach
Nauczyciele biją na alarm. W klasie ma kilku kolegów, którzy coś trenują. I ci są bardzo sprawni. A reszta to takie łamagi. nauczycielka twierdzi, że kiedyś najwięcej było dzieci z przeciętną sprawnością ruchową. A teraz tych łamag jest dużo więcej stosunkowo niż kiedyś. I ta przeciętna sprawność jest dużo niższa niż kiedyś.
A tak wracając do tematu, to chyba mam uczucie, że właśnie wchodzę w taka fazę samozaparcia i samozacietrzewienia się. I coraz mniej rzeczy mnie kusi. Gadać gadam, ale jednak raczej nie jem. Coś się we mnie jakby zacięło? Na razie nie jestem tego pewna tak do końca, ale chyba coś się zmienia. Żeby nie okazało się za jakiś czas że wejdę w fazę totalnej zdrowotności do kwadratu. 😁
U mnie też jakiś zapał do trzymania się w ryzach. W ogóle mam jakiś fajny czas w życiu teraz 🙂 Mam nadzieję, że mi nie przejdzie za dwa tygodnie.
tunrida, może znajdzie jeszcze sport, który go zainteresuje. Mój syn też nie chce do stajni jeździć, na rowerze lubi. Piłka go wkręciła i basen, ale basen to chyba genetycznie ma, jego tata kiedyś sportowo pływał i w ogóle miał fajną sylwetkę pływaka, ja też (nie chwaląc się) mam spore predyspozycje do pływania i lubię pływać. Zupełnie za to olał narty, nie wkręciły go nic a nic, podobnie z łyżwami jest. Na wiosnę idzie na kort, zobaczymy jak z tenisem mu pójdzie 🙂
U mnie to samo, jakby organizma wpadł na właściwe tory. Jedzeniowo super, nie kusi już prawie nic, jeść mniej się chce, ruszać więcej. Stepper swoje zaliczył. 50 brzuszkow na górne mięśnie brzucha zrobione, 50 na dolne też. 14tys kroków zaliczone. U koni porobione. Ogólnie jest całkiem fajnie (oby nie zapeszyć). I jak ktoś tu wspomniał, wiosna dopiero się zbliża, a to jest okres sprzyjający odchudzaniu
ja dzisiaj zupełnie od czapy - nie wiem co jeść, żeby mi nie było zimno 🙁 muszę w końcu przejść się na badania, bo coś bardzo złego dzieje się z moim organizmem 🙁 nie wysłałam w weekend wagi - nie mam dostępu do urządzenia 🙁 ogólnie dupa, nie podoba mi się ten dzień.
z pozytywnych wiadomości - od marca będę miała multisporta! i otworzyli mi siłownię dosłownie 400m od domu 😜 i w tym tyg mam zacząć chodzić na squasha!
doraźnie ratuję się herbatą z lipy 🙂 do Teodory uderzę jak już pójdę na badania i dostanę wyniki. jak próbowałam odżywiać się wg 5 przemian było gorzej. jak szaleję i jem ciastka z krem - jest gorzej. muszę balansować pośrodku a i tak mnie dopada 🙁 mam problemy z tarczycą - już dawno miałam iść na badania kontrolne. także no. tak tylko chciałam pomarudzić.