[quote author=akzzi link=topic=88.msg528752#msg528752 date=1269377034] Ivett Tobie to powinnismy zalozyc osobny watek z Twoimi derami, taka galerie 😀 super derki!
galerię już mam 🙂 [/quote]
Przepraszam, nie spojrzałam na galerie uzytkownika 😡
Wie ktoś skąd mogę skombinować gumowe kółeczka do wypinaczy? Ewentualnie czym je zastąpić, żeby było w miarę trwałe i elastyczne? Bo robię właśnie wypinacze i nie mam pomysłu czym uelastycznić linkę. Całe Obi dzisiaj przejrzałam i nic nie znalazłam odpowiedniego 😵
Wie ktoś skąd mogę skombinować gumowe kółeczka do wypinaczy? Ewentualnie czym je zastąpić, żeby było w miarę trwałe i elastyczne? Bo robię właśnie wypinacze i nie mam pomysłu czym uelastycznić linkę. Całe Obi dzisiaj przejrzałam i nic nie znalazłam odpowiedniego 😵
Może gumy do ostróg (troche duże, ale elastyczne i lekkie)
Horsiaa, możesz np zamiast kółek gumowych wszyć mocną gumę pasmanteryjną, (przeszyć w dwóch miejscach razem z taśmami wypinacza tak aby mogły się "rozciągać" trochę. Tzn do 10cm gumy przeszywamy na końcach około 15 cm taśmy wypinacza. Tak trochę niejasno tłumaczę, ale widziałam kiedyś taki patent hand made.
BTW, mój kurczakowy lansik na modelce, wiosennie 😂
oraz nowe wcielenie obrusa z Ikei na starym padzie, obszyte szarą lamówką + owijki polarowe własnej roboty. Cóż na przednówku bieda, oj bieda 🤣
Wpadłam na jeszcze inny pomysł, jak brat chciał mi opchnąć zepsutą dętkę 😁 Poobcinałam z dętki po kilka kółek i je razem złożyłam, żeby były mocniejsze😀 Jak skończę to wrzucę zdjęcia 😉
słuchajcie, Kaprioleczka kiedyś wstawiała taki suuuper przepis na ciasteczka, sprytnie go zapisałam na dysku, a teraz nie mogę go otworzyć 🙄 może ktoś go ma? i chciałby się podzielić? 😎
ciasteczka składają się z 2 grup składników: z "bazowych" i z tych dodatkowych, czyli smakowych, tylko od tego co dodajecie zależą też składniki bazowe, także zanim rzucicie się do przyrządzania ciasteczek doczytajcie do końca 😉
składniki bazowe: mąka cukier miód (najlepszy jest taki, który się nie leje, tylko taki scukrzony - natomiast jeśli ktoś ma pasiekę pod ręką 😉 to można w ogóle nie dawać cukru tylko sam miód i są dużo lepsze wtedy) płatki owsiane (im drobniejsze tym lepsze) otręby (najlepsze są te owsiane, ale w sumie można też dodawać każde inne) siemię lniane woda LUB sok o dowolnym smaku bułka tarta olej (najlepiej lniany, ale inny też się nadaje)
składniki smakowe: tu można dodać wszystko co jedzą konie. Mam tu na myśli suszone owoce (tylko trzeba je naprawdę drobno pokroić wiec od razu uprzedzam, że jak się nie ma takiego młynka do siekania to jest to STRASZNE :P ), lub też świeże owoce lub warzywa starte na tarce, cukier waniliowy można dać jeśli kogoś koń lubi wanilię 😉 natomiast jeśli dajecie jakiekolwiek swieże owoce/warzywa nie wlewajcie soku ani żadnej dodatkowej wody poza tą niezbędną, bo potem sypie się mąkę i płatki w nieskończoność do tego, a i tak nie ma to żadnej przyzwoitej konsystencji i jest kompletnie bez sensu.
poza tym jest potrzebna duża miska ze 2 mniejsze miski 😉 tarka, nóż i taki przyrząd do siekania stolnica (albo kawałek blatu) wałek foremki do wycinania ciasteczek (ale mozna powycinać czym bądź, choć ja lubię robić różne ładne kształty - jak pierniczki 😁 pergamin do pieczenia piekarnik 😉 dużo czasu i uporu
przygotujcie najpierw wszystko, co będziecie dodawać, bo jak zaczniecie się paćkać w cieście, to dorabianie składników doprowadzi was do szału. siemię lniane trzeba sobie zalać troszkę wcześniej gorącą wodą, żeby się zrobilo takie śmiesznie glutowate 😉 potem do miski wsypujemy mąkę i mieszamy to z wodą - nie warto wsypywać przesadnie dużo mąki, bo potem sprawia wrażenie że "ale dużo, trzeba dać dużo innych składników" i kończy się zużyciem 2 kg mąki 😉 więc po prostu sypiemy "trochę". dodać zawsze można a ująć już trudniej 😉 alternatywnie poza wodą można używać soku - mi się najlepiej "pracuje" z warzywnymi bo są gęstsze, ale robiłam też na soku pomarańczowym z drobinkami i są bardzo fajne 😉. mieszamy to tak, żeby zrobiła się taka dość gęsta papka, ale bez przesady (na razie). wlewamy do duuużej miski, dodajemy cukier/miód (ja generalnie zaczynam od 1-1,5 szklanki mąki, szklanki cukru i szklanki miodu), te nasączone siemię lniane, pół szklanki soku/wody (chyba że mamy świeże rzeczy, to wtedy soku/wody nie) i olej (na takie ilości jak podałam wcześniej daję ok. szklanki siemienia lnianego [mierząc na sucho] i 3-4 łyżki oleju) i mieszamy. zla (?) wiadomośc jest taka, że jest to nie do pomieszania mikserem, chyba że chcecie spalić mikser 😉 więc trzeba się trochę upaćkać. Warto sobie wcześniej zmoczyć łapy i wysmarować mąką, bo to się potem wcale odklejać nie chce 😉 jak już to się nam ładnie wymiesza, to dodajemy to, co sobie tam wymarzyliśmy i wsypujemy otręby, sypiąc tak na oko i mieszamy, a potem dodajemy co najmniej jedną szklankę płatków owsianych i dalej mieszamy. dotąd było fajnie, teraz się zaczynają schody 😉 ponieważ musi się to odpowiednio kleić. Jeśli przesadzimy, to nie będzie się w ogóle kleiło i nie skleją się ciasteczka, jeśli dodamy za mało, to będą się piekły wieki. potrzebne jest takie "suche" ciasto, trochę jak na pierogi, więc dodajemy otręby/mąkę/bułkę tartą/płatki owsiane aż się właśnie tak zrobi. Jak robi się za suche to zawsze można podlać wodą czy olejem czy czymś tam 😉 jak komuś chce się gnieść witaminy to można też pognieść witaminy, np. C i wsypać w formie sproszkowanej 😉 i mamy ciasteczka witaminowe 😉 jak już się zrobi tak odpowiednio suche (co zajmuje odpowiednio dużo czasu), smarujemy stolnicę mąką, bierzemy trochę, wałek też smarujemy mąką i rozwałkowujemy - można je robić grubsze, chociaż po sprawdzeniu różnych grubości wg mnie najlepsze są jednak te które mają ok. 0,5 cm, ale można tez robić grubsze, tylko one wymagają więcej czasu później. foremką (dla odmiany wysmarowaną mąką) wycinamy ciasteczka i układamy na ten pergamin do pieczenia a potem chyc do piekarnika, który sobie trzeba wcześniej nagrzać na jakieś 200-225 stopni. ciasteczka generalnie siedzą tam 10 minut, ale trzeba sobie sprawdzać - im cieńsze tym szybciej się pieką. Jeśli weźmie się je w łapkę (uwaga, gorące!) i czuje się taki miękki chlebek pod palcami to znaczy ze jeszcze nie 😉 mają być twarde - jeśli są grubsze mogą być TROCHĘ miękkie, ale tylko trochę. widelec generalnie nie powinien się wbijać. jak już się upieką wyciagamy i pieczemy drugą turę 😉 i tak az nam się ciasto skończy. jeśli nei chce nam się już piec to resztę ciasta można schować do zamrażarki i trzymac tam nawet baaaardzo długo - nic mu nie będzie 😉 jeśli zrobiliśmy cienkie cukierki to próbujemy jednego - jeśli cały chrupie to znaczy że można dawać koniowi. z większymi cukierkami jest trochę trudniej bo są nie do ugryzienia 😉 czyli są w sumie niesprawdzalne. Można co prawda spróbować rozwalić jedno młotkiem ale to nie oddaje jego chrupkości (ciasteczka, nie młotka), więc ja - dla bezpieczeństwa - zostawiam je na kilka dni (przeważnie 5) by mieć pewność, że są suche, tak jak się suszy chleb.
niestety, zanim się je da koniom, trzeba najpierw sprzątnąć kuchnię, która wygląda jak wielkie pobojowisko i jest cała oblepiona ciastem, a jakby tego było mało - zmyć wszystkie naczynia 😉 ale warto, szczególnie jak konie potem wcinają takie własnoręcznie robione cukierki 😉
wadą jest to, że miętowe czy ananasowe jeszcze się zrobi, ale eukaliptusowych niestety już nie 😉
Ja też już wiem, co będę robić w sobotę. 😀 Od dawna chcę chłopakowi coś upiec, ugotować- tak z miłości. 😁 Meszu nie tyka, bo się klei. Moczyłam wysłodki, ale też nie chce ich jeść. Spróbuję ciastek. Dzięki, fajny przepis. Taki dla upośledzonej kucharki. Super ! 😁
polecam, już raz robiłam 😀 tylko trzeba z miodem uważać bo ciężko później twardnieją 😉 ja właśnie dziś upiekłam muffinki dla rodziny i mnie tknęło, że przecież Pomarańczowemu muffinka nie dam, no nie? 😉
Zu- a ja wcale miodu nie zamierzam dawać. Bardzo uważam z nadmiarem cukru w diecie konia. Zrobię ciacha z tarkowaną grubo marchewką i może spróbuję skroić jabłko zamiast wody? Cukru dam ciut, ciut. Musi mu taka słodkość starczyć.