Forum konie »

Zjawisko "naturalnego werkowania" - artykuł Francuskiego Związku Podkuwaczy

spotkalam sie z czyms takim jak szlifowanie rowniez.... bardzo mi sie to nie podoba, poza tym mialam jakis czas temu nieciekawą sytuację... gosci z Norwegii, ktorzy ogladali mojego ogiera. Patrzac na kopyto- powiedzieli mi ze u nich takie kopyta to dyskwalifikacja odrazu... wiecie- moja mina bezcenna... bo swiezo zrobione przez kowala( majacego b. dobra opinie)

masakra...

oczywiscie kopyta poprawione- ale moze czas w koncu pomyslec ....
Taniu- a przy okazji zabraniania spytaj może w jakim celu to robią, co? Bo ja po prostu normalnie ciekawa jestem.
Cos mi dzwoniło i wydzwoniło. Z oszlifowaniem flar od zewnątrz spotkałam sie na stronce Marjorie Smith
Jednak przedstawiony przypadek dotyczy konia żyjącego w suchym klimacie. Z tego co sobie kojarze to ma służyć poprawie kierunku zrostu ściany (ale nie jestem pewna).
Marjorie pisze, iż przedstawiony sposób oszlifowania flar nie nalezy  stosować u koni żyjących w mokrym klimacie poniewaz moze nadmiernie osłabić ścianę i doprowadzic do utraty wklęsłości podeszwy.
Ale przecież o takim "wyrównywaniu Flar" i nie więcej niż do 1/3 puszki od dołu to już dawno dawno branka pisała i dyskutowaliście o tym. U nas kowal tak robił, jak sie ściana gdzieniegdzie rozdwajała jak czasem się paznokieć rozdwaja. Nie biała linia tylko ściana. U nas to pomogło bardzo i szybko, bo zostało zlikwidowane szczeliny, w które wchodził dalej brud i rozwalał. Ale po całości puszki i tak o dla wygladu to jeszcze nie słyszałam...
Taniu- a przy okazji zabraniania spytaj może w jakim celu to robią, co? Bo ja po prostu normalnie ciekawa jestem.

Spytam, dawno już chciałam to zrobić. RV uczy jednak.  :kwiatek:
W przypadku pęknięć ściany czasem warto podszlifować nieco wyżej, ale nigdy TAK wysoko i nigdy w przypadku zwyczajnych przeciążeniowych pierścieni/fałdek. Trzeba zlikwidować przyczynę, a to się robi "u podstaw", równoważąc kopyto i nic nam do wyższych części kopyta. Mówi się do spodu kopyta, góra nam odpowiada. Spód też odpowiada, ale góra mówi najwięcej.
Dokładnie - zdjęcie grubości ze ściany osłabia ją. To powoduje, że łatwiej się ona pod ciężarem konia wygnie. Im wilgotniej jest (wszyscy strugający wiedzą, że róg wtedy miększy, nie tylko łatwiej się ściera i łatwiej go piłować, ale też elastyczniejszy, łatwiej się gnie). Wygietej ściany nikt nie chce - bo brak sztywnej, trzymającej kość podwieszoną na mocnych listewkach ściany to brak miseczki od spodu - kość nie jest podwieszona, więc "staje" na podeszwie. Mamy płaskostopca, któremu (klasycznie) wycinamy miseczkę...

Są na YT filmiki przeciwko "trimming from the top" - są tak naprawdę przeciw takiemu bezmyślnemu rypaniu, bo sama technika TFTT nie jest zła, o ile się ją zna i rozumie (dotyczy również dolnej części kopyta!!! tylko struga się patrząc z góry - często też ją włączam w robotę swoją)
Podstawowe zasady, w telegraficznym skrócie, którymi się kieruję to:

"Doprowadzenie kopyta i kończyny do stanu w którym:
- zachowane są proste linie w osi pęcinowo-kopytowej,
- kopyto jest zrównoważone,
- strzałka jest zdrowa, duża i ma kontakt z podłożem,
- kopyto nie wygląda jak ścieśnione koturny,
- krawędzie są zaokrąglone (niech będzie, że nazwiemy to mustang roll),
- powierzchnia kopyta jest gładka,
- koń nie stawia kopyta od palca,
- linia biała jest ciągła i wyraźna,


Kopyto jest zrównoważone- rozumiem, że chodzi o zrównoważenie patrząc z przodu i z tyłu? A jak ma sie do tego równomierne rozłożenie ciężaru w kopycie? Bo jeżeli nie ruszasz tyłu kopyta, a zakłada się, że kopyto rośnie na całym obwodzie to w końcu dochodzi do tego, że większy ciężar jest na przodzie, bo tył zastał podniesiony.

Jak walczysz z flarami? Bo jak widziałam inną kowalską robotę to nie jest to uwolnienie ściany z powstałego przeciążenia, tylko kosmetyczne "przejechanie" tarnikiem, żeby kopyto było zaokrąglone.

I ponawiam postawione już pytanie: W jaki sposób zachęcasz konia do chodzenia od piętki?

Niby założenia podobne, ale im dalej w to brniemy tym więcej różnic.
Jestem ciekawa odpowiedzi  :kwiatek:
A mi po przeczytaniu tego artykułu przyszło jeszcze na myśl , że mogłam za każde okulawienie konia zakładać sprawę w sądzie . Może byłabym dziś bogatsza i sławna  😁 , za to żaden kowal więcej by do mnie nie przyjechał strugać , bo bałby się , że jego tez pozwę . No może przyjechałby fachowiec , który wie co robi , a mnie byłoby na niego stać ...  W sumie to wstyd mi , że tego nie zrobiłam ... gdzie ja miałam rozum ???  Jeden z drugim krzywdzili mi zwierzęta , a jeszcze im za to płaciłam  🤔wirek:
Ech , smutne to wszystko . Trzeba tylko apelować do właścicieli koni , by się dokształcali i nie dawali sobie wciskać kitu ...
I podpisuję się pod słowami trusi ...
A co do autora wątku , to obawiam się , że na większość pytań nie odpowie ...I  nie napiszę dlaczego tak sądzę , choć mam dziś ZŁY dzień    😤
Dempsey - byłam na seminarium/szkoleniu poświęconym metodzie dr Strasser. Dwa dni to teoria i to potężna dawka, trzeci -zajęcia praktyczne. Mimo, że jestem wykładowcą, prowadzę zajęcia z anatomii i zoologii kręgowców, więc mam w miarę pełną wiedzę teoretyczną to i tak zawsze brakuje pewnych szczegółów, detali, a tu je otrzymałam. Pracowaliśmy wyłącznie na martwych kopytach. Moim zdaniem to jedyne rozsądne rozwiązanie. Grupa była bardzo zróżnicowana - od osób, które robiły kopyto pierwszy raz (np. ja), do takich, które śmigały, że aż miło było patrzeć. Praca na martwych kopytach (często mocno zdeformowanych) daje ponadto okazję do przedyskutowania konkretnych problemów, ich przyczyn, rozwiązań. Mam nadzieję, że nigdzie nie znalazłabym stajni, w której byłoby aż tyle "przykładów". Co najważniejsze - to szkolenie nie dawało żadnych uprawnień do samodzielnego werkowania kopyt; żeby takie zdobyć musisz szkolić się ok. 2 lat, a później regularnie odnawiać uprawnienia, między innymi poprzez uczestnictwo w szkoleniach i spotkaniach roboczych. Natomiast ja nie żałuję ani grosza, które przeznaczyłam na to seminarium. Ugruntowało mnie w przekonaniu, że moje rozmowy, dyskusje czy jasne decyzje w stosunku do ludzi zajmujących się kopytami mojego koniska były jak najbardziej słuszne. Widać taka jest nasza rzeczywistość, że najlepiej samemu zająć się wszystkim - od żywienia do dopasowania siodła, tylko czy to jest normalne? Nie, i wkurza mnie rzeczywistość, w której zamiast ufać tzw. fachowcom, którzy wykonują płatną usługę, jestem zmuszona do ciągłej kontroli.

[quote author=trusia link=topic=87773.msg1368412#msg1368412 date=1334143855]
Nawiązując do nóg – już samo założenie, że ucząc sie na odciętych nogach człowiek nie da sobie rady z nogami żywymi, jest kuriozalne. Bo wiadomo, że na te 3-dniowe kursy walą ludzie, którzy nigdy koniowi kopyt nie czyścili. Po kursie stykają się po raz pierwszy z kopytem ubłoconym i koniem ruszającym nogą i na pewno sobie z tym nie radzą, bo na złym kursie tego nie uczyli.

Mam wrażenie, że użytkownikowi lukaszpodkuwacz chodziło nie o to, że absolwent szkolony na odciętych nogach nie będzie radził sobie technicznie z trzymaniem żywej nogi. Raczej chyba chodziło mu o to, że odcięta noga to bezpieczny, szkoleniowy materiał i błąd nie niesie ze sobą żadnego ryzyka. Co zresztą jest pożądane podczas nauki. Natomiast żywy organizm błędów już nie wybacza - no ale z tym absolwent spotyka się już poza kursem.
Tak zrozumiałam zarzut sformułowany przez lukaszpodkuwacz.
[/quote]

Jeśli tak, to chyba to nie jest zarzut? Lepiej, żeby szkolić się tak, żeby nie zaszkodzić. 

A czy naprawdę jest tak, że na tych kilkudniowych szkoleniach 100% pracy odbywa się na uciętych nogach? Poproszę o info, bo nigdy na takim szkoleniu nie byłam.

To zależy od kursu. Z tego co słyszałam, w Stokrotce struga się żywe konie właściciala.  Na kursie, na którym ja byłam (z Larsem Palo) strugaliśmy tylko martwe kopyta. Potem Lars przeniósł to, czego uczył, na żywego konia. Z tym, że tego konia nie strugaliśmy, oglądaliśmy go jako "całość" i omawailiśmy jego kopyta, a Lars wyjaśniał i odpowiadał na pytania.  Byl to koń jednej z uczestniczek kursu, specjalnie w tym celu przywieziony. 
Co do tego pozywania, to może nie popadajmy ze skrajności w skrajność... co innnego długoterminowe szkodzenie zwierzęciu i mówienie, że wszystko jest OK, co innego jak koniowi się zdarzy zakuleć po robocie albo jest czasowe pogorszenie (niekoniecznie związane ze struganiem - w końcu nie tylko struganie wpływa na stan kopyt). Ciekawe czy jest ktokolwiek aktywnie strugający więcej koni, kto nie ma na koncie żadnej kulawizny  🙄

Strasser, Lars - martwe nogi (w przeważającej części bbb patologiczne i zapuszczone, czyli "standard polski rzeźny"😉, Stokrotka - żywe konie (kopyta poprawne i robione na bieżąco).
Tyle że ten, kto mówi, że martwe nogi to wygodnictwo i łatwizna, niech posiedzi przy tych nogach parę godzin.
Jeśli tak, to chyba to nie jest zarzut? Lepiej, żeby szkolić się tak, żeby nie zaszkodzić. 

Zarzut miałby dotyczyć tego, że adepci nie spotykają się z żywymi nogami na samym kursie, tylko dopiero po nim.
No ale dzięki waszym informacjom  :kwiatek: wiem, że to niesłuszne 🙂
(chyba niepotrzebnie wdałam się w tłumaczenie czyjegoś stanowiska  🤔wirek:, bardzo możliwe że jednak autorowi chodziło o coś innego. W każdym razie sama rozwiałam swoje wątpliwości, dzięki!)

Trusia też mi się wydaje że wolałabym ubłoconą i nawet może kopiącą 😉 niż taką co zaraz się zacznie rozkładać...
Wiesz, ja niby wiedziałam, że będziemy uczyć się na martwych kopytach. Ale jakoś zakodowałam sobie obraz samych kopyt. Widok obciętych nóg był dla mnie szokiem. O zapachu nie wspominając. A Lars mówił, że i tak mamy łatwo, bo kurs był w listopadzie. Prawdziwy hardcore jest latem.
ja potwierdzam Stokrotkę - ostaniego dnia kursu struga się 2 kopyta - przód i tył pod bacznym okiem i instruktażem z boku - w zasadzie każdy ruch nożem czy tarnikiem jest omawiany przed i po - i fakt - to że są to żywe - a nawet bardzo żywe konie nie przyzwyczajone do stania - bardzo się przydaje potem - natomiast nie wyobrażam sobie jak po weekendowym kursie można zabierać się za kopyta innych koni - dla mnie to był kurs konieczny do strugania mojego łosia gdyż kowal nie spełniał moich oczekiwań - i sobie strugam, obserwuję, cieszę się jak głupia że koń czysto chodzi - ale żeby zabierać się za obce kopyta - o co to to nie🙂
Nie przyzwyczajone do stania?  😀 One stoją jak aniołki, uwierz 😉
Ja tam się zgadzam, że po wystruganiu paru martwych kopyt tak naprawdę wie sie mało o struganiu.  Ale od czegoś trzeba zacząć... Gdzieś musi być ten pierwszy raz, gdzie ktoś sie posłuży narzędziami. Można to zrobić na martwych kopytach, bądź pod baczną obserwacją instruktora na żywych - ale w drugim przypadku trzeba sie liczyć, że adeptowi może coś źle pójść przez przypadek i robi wtedy szkode naszemu koniowi. Ale wiadomo, że tak naprawdę uczy się potem przez praktyke, przez obserwacje tego co z danym  koniem dzieje sie po wystruganiu, jak zmienia się jego kopyto na przestrzeni czasu. Ja jak sięgnę pamięcią wstecz, to pamiętam, to dopiero po 2 latach strugania kilku koni tak naprawdę zaczęło mi się coś w głowie mocniej układać. W tej chwili strugam pięć lat, no i już zdecydowanie większą liczbę ogonów i wciąż mam wiele pytań, wciąż mam przypadki w których mocno się zastanawiam jak postąpić, wciąż muszę pewne rzeczy sprawdzać (czyt eksperymentować - oczywiście w pewnych ramach, nie na zasadzie, że wytnę konikowi dziurke w podeszwie i sprawdze co się stanie  😀iabeł🙂. Właściwie to dopiero teraz zaczyna się taka prawdziwa nauka tego rzemiosła. Jak już sie naprawde wie na co patrzeć i ma sie ogarnięte podstawy.

Obecnie ludzie, którzy jeżdżą na kursy kopytowe są w o tyle komfortowej sytuacji, że jak chcą potem strugać swojego konia, to mogą na początku robić to pod okiem specjalisty, bo już tych specjalistów po prostu troche jest. I z takiej też opcji większość korzysta. Mi niestety nie było to dane - we Wrocławiu byłam pierwszą osobą, która sama zaczęła strugać naturalnie. Mogłam co najwyżej wysyłać zdjęcia do konsultacji, co obecnie uważam, że jest o kant dupy rozbić :P Przynajmniej w wielu przypadkach.

Jeszcze wiele zależy od tego jak ktoś sie nadaje do strugania kopyt. Niektórzy sie po prostu nie nadają i mogliby być na 20 kursach a kopyt dobrze nie zrobią. Albo nawet jak struganie samo w sobie nie sprawia im problemu to nie są w stanie sie nauczyć odpowiedniego podjeścia do konia (trzymać nogi tak by koniowi było wygodnie też sie trzeba nauczyć) i zamiast robić swoje walczą ze zwierzakiem. A są tacy co pojadą na jeden kurs a sie nauczą strugać dobrze. Przynajmniej w zakresie swoich koni.


PS Kika, tak jak mówi dea - konie w Stokrotce są przyzwyczajone do stania - tylko niestety jest to rzecz taka jak piszę wyżej - trzymać nogi tak by koń stał też trzeba się nauczyć 😉 Ponieważ w większości kursów ostatnio miałam przyjemność was uczyć, to zauważyłam, że od tego trzeba będzie zaczynać - nauki brania i trzymania nóg, potem samego strugania. Bo inaczej po jednej wystruganej nodze konie nie chcą już stać 😉

Z tego względu trzeba je też zmieniać - bo niektóre sie zniechęciły do kursanów, albo szybko wpadły na to jak ich zniechęcić do strugania :P taki minus robienia na żywych zwierzętach. Ale da sie temu zaradzić oczywiście.
Chyba najgorsza jest jednak świadomość. Kopyta, nad którymi pracowaliśmy były świeże, więc to nie w tym był problem. Sporo z nich była masakrycznie zapuszczona, więc smrodek dotyczył przede wszystkim pokładów gnoju itp., które tam były po prostu zmagazynowane. Zbyt wiele widziałam, więc myślałam, że będzie mi łatwiej, ale dosłownie nóż w kieszeni się otwiera jak wyglądały niektóre kopyta i jak zwierzaki musiały cierpieć, w zasadzie na podstawie tych nóg można by wytaczać sprawy o znęcanie się nad końmi; poza tym zwyczajnie było żal tych koni, że trafiły na rzeź. Martwe kopyto dawało jeszcze jedną możliwość - można było się bezpiecznie przekonać, ile poszczególnych elementów można wybrać, a gdzie jest granica, za którą będzie już skaleczenie.
DEA no nie wiem - podczas mojego kursu 3 x zmienialiśmy konie bo się nie dało pracować - cały czas spoglądając smętnie na padok paradise próbowały na niego wrócić; ale zapewne są gorsze przypadki🙂
odnośnie tematu - naturalne werkowanie zapewne nie stałoby się tak popularne gdyby Panowie Podkuwacze zamiast rutyną i zarobkiem kierowali się dobrem konia i przy okazji chcieli się szkolić - ja naprawdę nie mam dużego wyboru - guru na widok rozkutego trzeszczkowca w ogóle nie chciał rozmawiać, a jedyny rozsądny owszem robił jak prosiłam ale patrzył na mnie jak na wariatkę i nie próbował dociekać dyskutować - nie chcesz żebym wycinał to nie - a i tak koń po wizycie macał przez 2 dni - nigdy nie sprawdził konia w ruchu - całość roboty zajmowała mu około 15 minut - wszystkie 4 nogi - mnie naprawdę się nie chce dłubać co 2-3tyg kopyt ale nie mam komu zaufać i powierzyć nóg mojego konia i myślę że większość nas łapiących za tarnik jest w podobnej sytuacji;
Branka - prawda że nauczyć się trzymać kopyto do strugania u konia który nie jest euforycznie nastawiony do naszego pomysłu to sztuka - ja mam skrajnie odmienny przypadek więc nie było na czym ćwiczyć🙂
To jest w sumie duży plus i jednocześnie minus - struganie od razu żywego konia. Plus taki, że macie okazje zobaczyć jak żywemu koniowi sie te nogi trzyma, jak koń chodzi po waszym struganiu itp. Natomiast minus jest taki, że wielu kursanów jest na początku w stresie (normalna rzecz), bo ma pierwszy raz robić kopyta, bo nie wie do końca jeszcze co i jak i wtedy nie dość, że sie spina, co koń czuje, to sie łatwo irytuje. No i potem kursan jest zły na konia, że nie pomaga, a koń myśli tylko o tym żeby sobie móc pójść.
Dlatego moim zdaniem największy sens miałyby kursy, gdzie struga sie najpierw martwe kopyta a potem żywe 😉 Tylko taki kurs musiałby trwać z 5-6 dni, a nie 3-4 i sporo więcej kosztować.

Ale to w sumie nie do końca na temat, także już sie zamykam 😉
Agu - miałam podobne przemyślenia na temat moich pierwszych "trupów" - świadomość, że TO jeszcze niedawno było na podwoziu żywego zwierzaka i z tym żył, bolała.

Kika - czasem koń ma zwyczajnie 2 tryby i można go przestawiać w te i z powrotem (z powrotem trzeba wiedzieć jak :P). U kilku "pacjentów" to obserwuję 😉
Zaskoczyła mnie niewiarygodna precyzja, dokładność i dbałość o detale, którą stosował, a potem wymagał od nas Tomasz. Widać miałam mało szczęścia, choć kilku naszych kowali widziałam w robocie, ale żaden z nich nie miał aż takiej świadomości każdego cięcia.
Różnica między nami kursantami, a prowadzącym kurs polegała oczywiście nie tylko na jakości, ale i czasie wykonywania korekt. Tak więc obawiam się, że w przypadku takich totalnych nowicjuszy, nie znam konia, nawet najbardziej cierpliwego, który by to zdzierżył  😉. Oczywiście mówię za siebie, bo były osoby, które bardzo dobrze sobie radziły. Tak jak piszecie, potrzebny są wiedza i umiejętność jej stosowania oraz czas i doświadczenie - nie wierzę, że tego wszystkiego można nauczyć się na kilkudniowym kursie.

🚫 jak już o tym rozmawiamy to przynajmniej to z siebie wrzucę. Szczerze wkurzyła mnie reakcja osób będących w stajni, ale nie biorących udziału w szkoleniu. Oczywiście martwe kopyta stały się sensacją dnia; rozhisteryzowane panny zażądały, żeby je uprzedzić, kiedy " z tym" będziemy szli. I tu nie chodzi o zwykłą ludzką wrażliwość i prośbę, bo to rozumiem i szanuję, że ktos po prostu może sobie nie poradzić; to było żądanie. Dokładnie tym samym pannom w najmniejszym stopniu nie przeszkadzały okute, zacieśnione kopyta z mega wysokimi piętkami ich własnych koni; przykre, bo od samego patrzenia bolało. Zwyczajny ciemnogród.
Agu- witam wirtualnie :kwiatek: Byłyśmy razem na kursie 😉 przepraszam za  🚫
Kasik  :kwiatek:
Jest jeszcze jeden fatalny aspekt szkolenia, do jego czasu myślałam, że mamy w miarę dobrego kowala... Tragedii nie ma, ale mogłoby być duuużo lepiej.
Pierwsze zdjęcie to kopyto przednie 2 dni po werkowaniu, na drugim "hodujemy" tył.

prosze zmniejszyc zdjecia!

Dea, o tym pozywaniu nie pisałam serio  ... ot , taka gorzka refleksja . I przyznam , że zdarzyło mi się po wystruganiu mieć macające konie , ale to góra trzy dni i tylko na twardym podłożu , a było to po przejęciu koni po kowalu , więc było nie do uniknięcia raczej , no i te inne aspekty zdrowego kopyta też nie grały.
A co do martwych kopyt , to chciałabym takie dostać do ręki i zajrzeć do środka ...
Lira, sama odpowiedziałaś sobie na pytanie - zdarza się, choć nie powinno być to regułą, że po kowalu jest bardziej wrażliwy bądź pojawia się kulawizna, ale przyczyny mogą być różne. Kulawizna jest oczywistym znakiem dla właściciela, że stało się cos złego; tylko nie zawsze oznacza, że coś zostało totalnie schrzanione. Natomiast jezeli koń jest prowadzony regularnie przez tę samą osobę, która odwala fuchę i stopniowo prowadzi do degeneracji i problemów to dlaczego nie, przecież każdy z nas w swojej pracy zawodowej ponosi odpowiedzialność za to co robi.
Co do szkolenia i reakcji osób postronnych, to się nie dziw. Są dowodem na to, że kowalska edukacja nie poszła w las.... ten typ tak, taki sie urodził i taki zdechnie. Tylko czekać chwili jak konie się z podkowami zaczną rodzić.
Co do tarnikowania "z góry" to ja praktykuję tą metodę /sposób na kilku "moich" koniach by zmniejszyć "dźwignię" ale nigdy nie wychodzę poza 1/4 wysokości kopyta  a to i tak jest zależne od grubości rogu.
oto przypadek, u którego to fajnie działa choć do ideału daleko, bo po wewnętrznej stronie wciąż nie jest dobrze. Klacz była kuta 5lat (styczeń 2011) (maj 2011), obecnie

edit: zmieniłam foto, by na wszystkich zdjęciach był p.p
Agu, racja z tą odpowiedzialnością , ale ''bicie'' się w sądzie z kowalo-strugaczem , to prawie jak walenie głową w mur ... mało komu by się chciało  🤔    Ja sądy omijam z daleka .
Ale parę głośnych przykładów by się przydało . Może w niektórych głowach coś by ruszyło w dobrą stronę , a paru innych partaczy zmieniło ''fach'' ...
kasik - trochę nie ten wątek na interpretacje, ale ja bym się trochę czepiła do zrównoważenia 😉 mam nadzieję, że w nowym "środowisku" będzie okazja pogadać na spokojnie i konstruktywnie :kwiatek:
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się