Presja u nas jest bardzo po taniości - bo cięgle jeszcze nie wiemy, jak docelowo będziemy wszystko grodzić. A więc ogrodzenie mamy z drągów sosnowych, które służyły jako stemple przy remoncie domu.
Nie wiem, ile kosztowały, ale to tanie jak barszcz, a w podkarpackiem to już pewnie połowa ceny...
A więc pionowe te słupki - których końcówki się moczyły tydzień w beczce ze starym olejem silnikowym... A poziome - wszystko pastuch.
I odległości między słupkami są różne, w zależności od potrzeb, ale 6 metrów też bywa. Oczywiście pastuch w izolatorach...
A dlaczego tak?
Bo już po roku widzimy, że ten padok za duży, na drugi trudno wejść i trzeba wejście przesunąć z drugiej strony....
Ujeżdżalnia też ogrodzona w ten sam sposób, tyle że jest na tyle duża, że nie jeździmy przy samym pastuchu.
W przyszłości grodzimy padoki rurkami metalowymi, a ujeżdżalnia - jeżeli powstanie, bo w sumie to my częściej w teren jeździmy - na pewno będzie ogrodzona drewnianą barierką - bo drewno zawsze `miękciejsze`
edit: jeszcze przydatny jest taki świder np.
http://www.twenga.pl/oferta/53765/3472338927004766819.html