Forum konie »

Ciężko sprzedać, ciężko kupić- Wasze refleksje o handlowaniu końmi

moim zdaniem naditerpretujesz.
moim zdaniem naditerpretujesz.


Nowe przepisy J
statuują, iż \
sprzedawca j
odpowiedzialny jest\
za,f wady fizyczne" I
rzeczy, przy czym \
wady te trzeba
określać pod kątem \
zawartej umowy, \
bowiem wada fizyczna \
zachodzi w przypadku j
niezgodności rzeczy ]
z umową.


Ciekawe w którym momencie  😁 😁 😁 😁 Ale czytać umiesz ??? 😉 Może najpier zapoznaj się z treścią zanim napiszesz że coś nadinterpretuję .  😁
jednak dyskusja na poziomie w dalszym ciągu jest ci obca 🤣

"Oczywiście sprzedawca jest odpowiedzialny wyłącznie za wady, które koń posiadał w chwili jego sprzedaży, a które dopiero ujawnią się w trakcie jego dwuletniego użytkowania, nie zmienia to jednak faktu, że stwierdzenie, czy wada ujawniła się po roku od zakupu, czy też wtedy dopiero powstała, nie będzie proste. "

Smok10 wydaje mi się, że Twoja interpretacja nowych przepisów idzie nieco za daleko. Tzn. rozumiem sytuację, w której u zakupionego konia rozwija się jakaś choroba zwyrodnieniowa (długi, samorzutny proces, który praca lub jej brak może tylko przyspieszyć), a w umowie zapisaliśmy, że koń ma być przeznaczony do sportu/rekreacji/ jakiejkolwiek innej pracy. Jest lista schorzeń, przy których taka interpretacja ma sens niezależnie od tego, czy sprzedający wiedział o chorobie, czy nie. Ale co zrobić w sytuacji, kiedy uraz dotyczy tkanek miękkich i mógł się zrobić kiedykolwiek tak naprawdę? Załóżmy, że u konia pojawił się stan zapalny ścięgna po miesiącu od zakupu, a my użytkowaliśmy go zgodnie z tym, co zapisaliśmy w umowie. Wiadomo, że taki uraz może wystąpić zawsze u każdego konia nawet nie pracującego w ogóle. Z jednej strony zapali się lampka, że reklamowanie takiego konia nie ma sensu, bo wina leży po stronie kupującego - z drugiej, co jeśli uraz jest wynikiem nieprawidłowego prowadzenia kopyt/chowu/diety itd. itd. albo niedoleczonej poprzedniej kontuzji (zrosty albo zbyt słaba jeszcze tkanka).
Podsumowując, przepisy przepisami, a na końcu i tak w opiece mają nas tylko dobrze spisane umowy i dobry adwokat. Bezpośredniego zastosowania dla tych przepisów przy handlu końmi nie ma, bo i zdrowych koni, jeśli przyjrzeć im się każdemu dość wnikliwie, nie ma. Gdyby sprzedający faktycznie miał dać dwuletnią gwarancję na konia, nikomu nie opłacałoby się ich sprzedawać. Gwarancja dotyczy tylko wad "fabrycznych", nigdy tych wynikających z niewłaściwego użytkowania. A tu już ciężko komukolwiek cokolwiek udowodnić.
To jak już napisałaś , kwestia dla prawników ,odpowiedniej interpretacji przepisów prawa ( ustawy z 25 grudnia 2014r ) i odpowiednio spisanej umowy. Już w cytacie z artykułu , zaznaczyłem że teraz wiodącą jest Umowa kupna - sprzedaży . Wystarczy przeczytać .  😉 Ja nikomu nic nie sugeruje  , ale warto czytać co się podpisuję . Cwaniaki są zarówno po stronie sprzedającej jak i kupującej . A nowe przepisy niełatwe. Jak w umowie nie napiszesz że kupujący sprawdził konia , zrobił badania i zapoznał się ze stanem zdrowia oraz nie wnosi zastrzeżeń , także co do przydatności  , to zgodnie z obowiązującym prawem dajesz na wszystko 2 lata gwarancji i bierzesz na siebie olbrzymią odpowiedzialność. 😉 To jasno wynika z przepisów.

"Oczywiście sprzedawca jest odpowiedzialny wyłącznie za wady, które koń posiadał w chwili jego sprzedaży, a które dopiero ujawnią się w trakcie jego dwuletniego użytkowania, nie zmienia to jednak faktu, że stwierdzenie, czy wada ujawniła się po roku od zakupu, czy też wtedy dopiero powstała, nie będzie proste. "


A może za wady które zachodzą w przypadku niezgodności rzeczy z umową .  😉  To istotna różnica i tak to wygląda w nowej Ustawie. Prawo to nie logika.

Hmm... wydaje mi się, że notka "kupujący nie ma zastrzeżeń co do stanu zdrowia konia" występuje standardowo w umowach kupna-sprzedaży. Tak samo, jak znak "ustąp pierwszeństwa" przed wjazdem na rondo  🤣 może są w Polsce ze dwa, gdzie go nie ma. Podchodzenie do przepisów kupna-sprzedaży na Twój sposób w praktyce sensu ma tyle, co uczenie młodego kursanta, że na rondzie pierwszeństwo ma wjeżdżający na rondo, chyba, że...
Co nie znaczy, że nie ma go wcale. Bo kiedyś pojedziesz do Francji i zaliczysz dzwona, albo kupisz konia ze szpatem i zorientujesz się, że tej notki na umowie akurat nie ma. Ale prawdopodobieństwo nikłe.
Hmm... wydaje mi się, że notka "kupujący nie ma zastrzeżeń co do stanu zdrowia konia" występuje standardowo w umowach kupna-sprzedaży. Tak samo, jak znak "ustąp pierwszeństwa" przed wjazdem na rondo  🤣 może są w Polsce ze dwa, gdzie go nie ma. Podchodzenie do przepisów kupna-sprzedaży na Twój sposób w praktyce sensu ma tyle, co uczenie młodego kursanta, że na rondzie pierwszeństwo ma wjeżdżający na rondo, chyba, że...
Co nie znaczy, że nie ma go wcale. Bo kiedyś pojedziesz do Francji i zaliczysz dzwona, albo kupisz konia ze szpatem i zorientujesz się, że tej notki na umowie akurat nie ma. Ale prawdopodobieństwo nikłe.



Ciekawy monolog  🙄

P.S Powiem pokrótce. Mnie to wybitnie wali . Sprzedacie komuś trupa i cwaniak wejdzie wam na hipotekę , to wasza sprawa , mnie nic do tego . Pisze tu jak każdy inny.
Przepisy się zmieniły i warto zmienić wraz z nimi sposób myślenia bo można tak jak p.  Marchwicki ( cyt, w artykule )  , bardzo tego pożałować . Zwłaszcza że cwaniaki są i z jednej i z drugiej strony  😉
Trudno, by pojedynczy post nie był monologiem. Nie mam rozdwojenia jaźni, by gadać do siebie.

Smok10 właśnie udowodniłeś, że jedyną konsekwencją nowych przepisów jest wydłużenie wzoru umowy o jedno zdanie. A przypadek pana Marchwickiego i tak miał miejsce przed ich wejściem w życie. Czyli przepisy przepisami, chroni tylko umowa i dobry prawnik. Prawo nie egzekwowane nie istnieje, więc po co grzmieć, że coś się diametralnie zmieniło, jak nic się nie zmieniło. No, może poza tym jednym zdaniem.

A, pytanie - czy to zdanie na umowie zwalnia sprzedającego z obowiązku przyjęcia zwrotu również w przypadku wad zwrotnych zgłoszonych w terminie?
Wypowiadasz się bardzo autorytarnie ,rozumiem że dobrze znasz temat i jesteś prawnikiem ?  🙄 To może dokładnie wyjaśnij , co się zmieniło , jak się zmieniło i co trzeba zrobić żeby nie dać się nabić w butelkę z obu stron.
Ja, autorytatnie? Wytknęłam Ci tylko to, co sam napisałeś.
Jak można w umowie napisać że kupujący nie wnosi zastrzeżeń co do stanu zdrowia konia jeśli np, nie zrobił badań ????
Albo napisać na życzenie kupującego że sprzedający poświadcza że koń jest zdrowy a badań nikt nie robił ???

To nie są standardowe formułki tylko gwoździe do trumny. Skąd ktoś ma wiedzieć czy koń jest zdrowy jeśli nie zrobił badań ,a jeśli zrobił badania to można tylko potwierdzić że koń jest zdrowy w zakresie przeprowadzonych badań . 😉

Najważniejszy zapis i tak nie dotyczy bezpośrednio stanu zdrowia ale zgodności rzeczy z umową . Jeżeli koń np> ma być do sportu i tak jest zapisane w umowie  a wyjdzie że nie ma takich predyspozycji  to też rzecz jest niezgodna z umową ( czyż nie tak ???  ) . 😉

O ile się nie mylę , to : Każdy sąd bada czy przedmiot sporu ( np; Koń, rzecz , towar) jest zgodny z umową , a umowę bada pod kątem obowiązujących dla niej przepisów prawa. ( w tym wypadku ustawa z dn 25 grudzień 2014 r ). Więc nie tylko przydatności ze względów zdrowotnych ale także z treścią zawartą w umowie , np , do czego ma być wykorzystywany i czy jest zgodny ze specyfikacją  🤣
A jak można zajmować się sprzedażą koni i sprzedać bez tej formułki konia komuś, kto nie zdecydował się na zbadanie go przed kupnem? Oczywiście, że jest to standardowa formułka. Świadomy sprzedający to wykorzysta, świadomy kupujący przebada.

Co do niezgodności z umową, to jeszcze głębsze bagno niejasności - reklamowanie konia jako towaru niezgodnego z opisem, bo miał mieć predyspozycje do sportu na jakimś poziomie, a do startów się nie nadaje. Przecież na przydatność konia do konkretnej formy użytkowania wpływ ma wiele czynników zmiennych w czasie (choć o takim absurdalnym w mojej ocenie przypadku rozstrzygniętym na korzyść kupującego słyszałam).

Temat rzeka, do rozpatrywania konkretnego przypadku. Chcę tylko zaznaczyć, że Twoje pojęcie "dwuletniej gwarancji na konia" z tego i w wielu innych wątkach to nadużycie. Teraz doprecyzowujesz, to się chwali. W mojej ocenie nowe przepisy zamiast chronić konsumenta otwierają oszustom jeszcze większe pole do popisu, co sam zauważyłeś. Radą na to jest tylko doświadczenie. Własne niestety najdroższe, dosłownie i w przenośni.
Co do niezgodności z umową, to jeszcze głębsze bagno niejasności - reklamowanie konia jako towaru niezgodnego z opisem, bo miał mieć predyspozycje do sportu na jakimś poziomie, a do startów się nie nadaje. Przecież na przydatność konia do konkretnej formy użytkowania wpływ ma wiele czynników zmiennych w czasie (choć o takim absurdalnym w mojej ocenie przypadku rozstrzygniętym na korzyść kupującego słyszałam).


Czyli sama tego nie negujesz. Jak widać można sobie narobić bagna w momencie kiedy zostawia się wszystko nie jasne w umowie.Liczenie na czyste intencje kupującego czy sprzedającego w świetle nowych przepisów prawa to Rosyjska Ruletka  🙁 Gentlemen's Agreement odchodzi do lamusa , a szkoda , bo uczciwe intencje powinny być podstawą .  🙁
Smok10 pewnie, że nie neguję. Wnioski jak widać mamy podobne. Realną zmianą będą dokładniejsze umowy i zawsze na piśmie. Ciekawostka, sprawa o której czytałam wynikła chyba jeszcze przed zmianą przepisów.
Pytanie do osób, które szukały/szukają konia do skoków - na ile ważny dla decyzji o oglądaniu konia jest film z korytarza? czy film pod jeźdźcem wystarczy?
BaŚ, to chyba zależy od konia. Przy surowym ważne, a przy takim co już chodzi konkursy to koniecznie.
Baś  przyda się film z korytarza. Praktycznie wszystkie "poważniejsze" ogłoszenia  go  mają.  A za granicą chyba wszystkie 🙂 Poza tym  to też pokazuje nam ruch konia luzem. A czasem zdarza się  , że  kiepski jeździec sporo psuje i można nadrobić . Oczywiście nie twierdze , że u Ciebie tak jest 😉
O tym nie pomyślałam, dzięki  :kwiatek: z drugiej strony wolałam sama wystąpić w filmie ze skoków pod jeźdźcem, żeby ktoś nie pomyślał, że koń skacze tylko pod profesjonalista - czy to złe myślenie?
Ja pokazałabym konia pod tym ,pod kim najlepiej chodzi. Nie interesuje mnie jako kupca czy to profesjonalista czy nie  😉
BaŚ, ja myślę, że to dobre myślenie, bo jak sprzedajesz konia profesora to ma skakać np. pod Tobą, a nie pod jeźdzcem zawodowym bo to nie sztuka. Ludzie, którzy szukają koni dla dzieci często tak myślą : o siedzi facet to pewnie normalnie wyłamuje.
Przydałby się też filmik z zawodów.
No właśnie to jest koń dla amatora - szczery i grzeczny - a pamiętam jak te kilka lat temu sama szukałam konia i było wiadomo, kto jeździ na co dzień, a na filmie siedział stary wyga to zapalała mi się lampka, czyżby pod kim innym nie chciał skakać. Z zawodów mam niestety tylko zdjęcia... a tyle razy prosiłam luzaka, żeby coś nagrał...  🤬 I jeszcze jedno pytanie - nie chcę podawać w Internecie numeru telefonu, bo to podobno niebezpieczne, dlatego napisałam w ogłoszeniu, że zainteresowanych proszę o kontakt mailowy, to prześlę wiadomość z numerem telefonu. Czy to może zniechęcać? W końcu jak komuś zależy to wysłać maila to 2 minuty?
BaŚ, zazwyczaj to jest podany numer telefonu, bo łatwiej się zdzwonić niż pisać ( dla mnie ) i umówić na jazdę, ale tu ludzie myślą pewnie różnie.
Jak ktoś jest poważnie zainteresowany to nie będzie to przeszkodą.
ja myślę, że to dobre myślenie, bo jak sprzedajesz konia profesora to ma skakać np. pod Tobą, a nie pod jeźdzcem zawodowym bo to nie sztuka
Jak już klient przyjedzie to możesz konia pokazać pod sobą, ale najpierw musisz  kogoś zachęcić do przyjazdu.
ja jak wystawiałam konia na sprzedaż to podawałam i maila i numer telefonu. Choć powiem, że wolalam jak ktoś pisał niż dzwonił, z uwagi na to, że albo dzwonili mi po nocach i pytali sie o takie rzeczy co napisałam w ogłoszeniu i jak któryś raz miałam z kolei mówić to co jest o koniu napisane w ogłoszeniu to mi się odechciewało, albo dzownili do mnie jak byłam w pracy.
A ja odnoszę wrażenie, że ludzie często nie czytają treści. Wystawiam konie znajomych, opisane na tyle ile informacji dostałam. Jak wół napisane, ze
proszę o telefon do właścicieli, bo ogłoszenie grzecznościowe. I co? Dostaję masę PW i maili z pytaniami na które nie znam odpowiedzi lub negocjacji ceny.
bera7 też mi się wydaje, że nie czytaja. Ja miałam bardzo dużo napisane na temat sprzedaży konika, by jak już to dzwonić i się umawiać oglądać, a nie jeszcze pytać o rzeczy, które są napisane w ogłoszeniu.
To moje jest takie długie, że pewnie nikt nie przeczyta od początku do końca :/ Wyszłam z założenia, że jak w ogłoszeniu napiszę wszystko, co może interesować kupującego, to jak ktoś się skontaktuje, to już tylko po to, żeby się umówić na oglądanie i nie będę musiała w kółko odpowiadać na te same pytania...  I mailowanie ma tę przewagę nad dzwonieniem, że mogę odpisać, jak tylko będę miała dostęp do smartfona, a nikt nie będzie dzwonił jak śpię/siedzę na koniu/prowadzę samochód/kończę bardzo pilny projekt w pracy 🙂
Podejrzewam że większość osób patrzy tylko na cenę,płeć i dwa pierwsze zdania z ogłoszenia z tego co ostatnio miałam przyjemność między innymi się zorientować.
Z fejsa, z grupy sprzedażowej..
Gratuluję cierpliwości p. Krzysiowi. 😵 Sprzedaje konia za garstkę bździn i jeszcze tłumaczy się jakiejś małolacie . która nie ma kasy na rower a co dopiero na konia  🙄
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się