Daniela, ja przede wszystkim zwracam uwagę, żeby buty, które mają mieć kontakt ze śniegiem były z gładkiej skóry. Żaden zamsz, bo zwyczajnie nie mam ani czasu, ani chęci na każdorazowe cackanie się z butem po powrocie do domu 😉
Moje już niestety wyglądają dość tragicznie, ale ni diabła nie mogę znaleść godnych ich zastąpienia :[ A biorąc pod uwagę, że te buty kosztowały mnie 159zł (bez żadnej przeceny) i tegoroczna zima jest ich ósmą, to w sumie nie narzekam 😀
Tu bez pastowania, fotki robione przed chwilą, pół godziny po powrocie z brodzenia w miejskich zaspach:




Poza tym, że są wygodne jak kapcie, lekkie i ciepłe, to cenię w nich niesamowitą przyczepność do podłoża! Przyczepność do tego stopnia, że w LO przez tydzień twardo nie ćwiczyłam na w-fie, bo głupio mi było koszulkę założyć - wracając pewnego dnia do domu, chciałam poślizgać się na pięknej, długiej ślizgawce. Z rozbiegu. A one... a one nie chciały i zamiast się ślizgnąć poleciałam na zęby podpierając się łokciami 😁