Forum towarzyskie »

Dzieci, ciąże & pogaduchy o wszystkim i o niczym

biała:
"ale się wykąpałam, umyłam włosy, zrobiłam sobie wałówkę "

nooom, to więcej niż doświadczona matka dwójki nie raz daje radę zrobić  😁. Super, oby tak dalej, wspaniale że wszystko się uklada 🙂.

Super foty, Liliana 😍, masz prześlicznego synka...
Basznia: to dzięki Wam! Okazało się, że moje dziecko jest całkiem normalne, tylko ma takie potrzeby, a nie inne. Otworzyłyście mi oczy na pewne sprawy, na potrzeby dziecka. I teraz jakoś radzimy sobie. Ale skąd ja to miałam wiedzieć wcześniej?
nie mogłaś tego wiedzieć i to normalne 😉

poza tym te pierwsze trzy miesiące nowordztwa/niemowlęctwa, choć czasem może się wydawać że się nigdy nie skończą, mijają błyskawicznie z perspektywy czasu. Ja już tyle rzeczy nie pamiętam!
dla mnie te pierwsze miesiące były najtrudniejsze - potem mi było jest coraz łatwiej  😅
Ale czekam bo wiem, że tak nie będzie wiecznie i się zacznie dziać  🙇
A ja super wspominam moje dziewczyny jak były jeszcze noworodkami śpi je trzeba zmienić pieluchę i tak na zmianę no trochę płacze. Ale wolałam jak na okrągło jadły (przynajmniej w miejscu można było posiedzieć) niż teraz biegają wściekaja się a ja za nimi żeby nic sobie nie zrobiły.  Mam już dość tego wszystkiego czyli skakania po łóżkach, bicia sie krzyku i wycia więc czasami tylko obserwuję żeby się nie pozabijały i niech robią co chcą.
Wasze dzieci też tak zawzięcie sprzątaja? Bo ja przy nikoli nawet odkurzyć nie mogę bo wyję że ona będzie "kuzać'' o prasowaniu już nie wspomnę czy myciu podłogi bo to nie realne w towarzystwie moich córek więc zawsze  👀 czy nie ma kogoś w pobliżu komu mogła bym je podrzucic do towarzystwa 😀.
pooprosimy więcej zdjęc!! I tych Młodszych i tych Starszych!! 🙂 np. Bogusiowego Krisa, Ktosiowo-Wrotkowego Tomka. 🙂


Krisa nie mogę. Obiecałam, ze nie będę się nim chwalić.Ale opiszę- tego nie zabraniał:

16-letni przystojniaczek w długich włosach. Brązowe oczy , dłuuuugie rzęsy i rozmiar buta 46  😲


Liliana- sliczne maleństwo.

Gwash- Bogusiowi równiez wychodzą zębiska, może  przez to jest taki pobudzony.
Mała od 10 wisi na cycu. Z przerwą na pierwszy spacer. 40 minut moje sutki mogły się przewietrzyć i odpocząć. Grzeczna była, ale nie spała. Teraz za to podjadła i padła. To mam chwilę, żeby opisać poród.

7 lutego o 2 w nocy zaczęły mi odchodzić wody. Rano już było tego całkiem sporo. Pojechałam do szpitala, zbadali mnie, wszystko było w porządku i ze mną i z małą, to odesłali do domu. Jeśli poród nie zacznie się samoistnie, mam wrócić na drugi dzień rano na wywołanie. 8 lutego o 9 rano zgłosiliśmy się do szpitala na oddział przedporodowy. Podłączyli mnie do KTG, żeby stwierdzić, że na pewno nie ma skurczy (odczuwałam lekkie bóle miesiączkowe, nic więcej). Położna próbowałam zrobić masaż szyjki, ale nawet paznokcia nie mogła wcisnąć. No to wywołujemy. O 12:30 dostałam podwójna dawkę prostaglandyny. O 14:25 zaczęły się bolesne skurcze. Od tej pory zrozumiałam co to są bóle porodowe. o 15:30 chodziłam z bólu po ścianach. Założyłam sobie TENS (to takie prądy, które przykleja się do pleców i teoretycznie pomagają). Dostałam też cocodamol (paracetamol z kodeiną) na uśmierzenie. Niewiele pomogło. Skurcze nadal nieregularne. O 17 zaczynają się bardziej regularne, wysłano mnie do ciepłej wanny na uśmierzenie. Oczywiście nic nie pomogło. o 18 kolejna porcja cocodamolu, dalej boli jak cholera, zaczynam wspinać się na sufit. o 19:30 dostałam petydynę w zastrzyku. Troszkę pomogło. Zmęczona bólem i czekaniem zasypiam pomiędzy skurczami (czyli na jakieś 2 minuty). O 20:45 skurcze w miarę regularne, co 2 minuty, trwające 30 sekund. O 22:45 gotowa do wyjazdu na porodówkę z 4 cm rozwarciem. Czekam na łóżko, bo akurat są bardzo busy. O 23:44 wyczekana porodówka i znieczulenie. Kilka skurczy przetrwałam na gazie rozweselającym, który mnie może i rozbawił, ale nie uśmierzył bólu. , panowie anestezjolodzy rozłożyli swoje rurki i podłączyli mnie do kroplówki. Po kilku minutach znieczulenie zaczęło działać. Co za ulga. Mogłam pospać, odpocząć, a położna mogła podłączyć mnie do oxytocyny. Jedynie położna mi przeszkadzała, bo przychodziła co kilka minut badać mi ciśnienie i czy znieczulenie działa. Kolejne parę godzin czekania i jest, skurcze jak trzeba, rozwarcie jak trzeba, można przeć. Został mi kawałek brzucha nie znieczulony, nie prosiłam o większą dawkę, było to do zniesienia, a przynajmniej czułam jak nadchodzą skurcze. Dzięki temu sama wiedziałam, kiedy przeć. Mała przyszła na świat po 1h15 minutach. Już chcieli wzywać lekarza, żeby pomagał w przyjściu, bo co trochę wyszła, to się chowała. Położna myślała, że się gdzieś zaczepiła, ale nie. W końcu zdecydowała się wyjść na ten świat. I tak o 8:16, 09.02.2009 roku przyszła na świat nasza Julia. Zostawiła po sobie malutkie rozerwanie, które zszyła mi polska położna. Łożysko urodziłam w 4 minuty po dostaniu zastrzyku w udo.

Podsumowanie. Poród trwał 9 godzin i 26 minut (tyle czasu spędziłam na porodówce), dostałam znieczulenie zewnątrzoponowe, które bardzo mi pomogło. Pomimo trwających tyle godzin skurczy, serduszko Julki biło równo i nie było żadnego niepokoju o jej zdrowie. Nie zamieniłabym tego porodu na żaden inny, mnie bolało mocno, ale cały czas byłam spokojna o zdrowie maleńkiej. Mój chłop wynudził się potwornie, ponad 27 godzin w szpitalu, fizycznie nie wiele mi pomagał, ale psychicznie dawał wielkie wsparcie. Podobnie z opieką szpitalną. Na porodówce miałam swoją własną położną, która przychodziła do mnie co kilka minut. Czułam się objęta dobrą i fachową opieką. Mimo, że nie był to poród u moich położnych, nie był to poród w wodzie, wszystko co mogłam dostać sztucznego - dostałam, a tak chciałam naturalnie, to i tak w tej chwili nie jest ważne. Ważny jest ten mój mały ssak, który właśnie się budzi na cyca.

I dokumentacja fotograficzna.

Przedporodówka:


Menu w angielskim szpitalu:


Choć mój sobie pojadł, bo ja nawet myśleć o tym nie mogłam:


Wanna co niby pomaga:


Na porodówce:


I wreszcie razem:


o rety....

jaki ja się boję...
tak myslalam, ze sie pewnie niektore przeraza, ale w sumie lepiej sie nastawic ze to po prostu boli- czasami tak, ze czlowiek wolalby zeby go dobili- niz myslec ze to taki bol lajcik.

ale wazna uwaga- nie jest to bol ktorego nie da sie zniesc. boli bo musi bolec, natomiast nie jest to znowu jakas masakra przypalania zywcem czy wbijania igiel pod paznokiec. da sie wytrzymac.

biala- dzielna babeczka z ciebie! ciesze sie ze juz julka sie lepiej zachowuje 😅
Pewnie, że boli. Ale da się znieść. Nie jest to ból nie do zniesienia, jak pisze Zen i wiesz, że kiedyś się skończy. Poza tym zawsze jest ta świadomość, że to maleństwo wykonuję najcięższą robotę. Ono musi się przepchnąć na ten świat, my tylko mu w tym pomagamy.
No dobra, niech wam będzie  😵
Dam radę... Nie mam wyjścia zresztą...
W bólach najfajniejsze są przerwy! Można w brydża pograć  😁
Mnie wkurzały badania w najgorszej fazie skurczu, pierścienie na rękach P. Ordynator 🍴, niepotrzebne przyspieszanie porodu (bo koniec zmiany). Rodzić naturalnie to sobie można, gdy wszystko przebiega naprawdę naturalnie (po wczesnym odejściu wód jest "po ptokach" - stąd Białej efekty specjalne :icon_rolleyes🙂 "Mi robi różnicę", czy Osoba Bliska jest w pobliżu, czy nie (może złudzenie, ale personel duuużo milszy). Wkurza mnie traktowanie rodzącej jako chorej i niezdolnej do odpowiedzialności za siebie. Gdy żądano ode mnie zgody z góry na wszelkie zabiegi, dopisałam, że tylko wtedy, kiedy nie będzie można się ze mną lub mężem skontaktować (ale była afera!).
Tak sobie cichutko myślę: gdy traktują cię jak zdrową (którą przecież jesteś) - to jest O.K. gdy jesteś "chorym obiektem" - nie jest O.K. Zdrowy człowiek inaczej postrzega zabiegi medyczne niż chory. Gdy jestem chora, czuję rodzaj wdzięczności za dążenie do mojego zdrowia, za ulgę. Ale rodząc - jestem zdrowa! I tak chciałabym być traktowana.
Biała - jesteś megadzielna :kwiatek: A Julcia jeszcze bardziej 😍 Super, że z tym karmieniem się normuje, musi kiedyś, i tak jak pisały dziewczyny - trzeba celebrować teraz każdą chwilę, bo później stają się bardzo ulotne. Macie najpiękniejsze dni przed sobą - choć wydaje się, że zmęczenie, ból brodawek, niewyspanie będą trwać wiecznie, to "po chwili" już ich nie ma.

Specjalnie dla Was wkleję jeden z moich ulubionych tekstów:
Życie we dwoje pozwalało wam na wspólną ciszę,
długie rozmowy, beztroskie partnerstwo,
niedzielne obiady jedzone bez pośpiechu.
Teraz musicie nauczyć się żyć w inny sposób
- w świecie rozmytym przez nocne karmienia,
kolki, zatkane noski, ząbkowanie,
złe humorki i chwile nagłego lęku.
To nie jest takie trudne.
Wyciąganie rąk, by przytulić przestraszone dziecko.
Dzielenie obaw. Dzielenie radości.
Głupiutkie szepty w ciemnościach
i maleństwo rozpychające się między wami.
Czas kąpieli i zabaw. Niespodziewane uśmiechy.
Co dzień nowe cuda – pierwsze słowo,
pierwszy krok, pierwsze wszystko.
Życie trochę mniej łatwe
- ale pełniejsze niż w najpiękniejszych snach. :kwiatek:

Ach...nie mogę uwierzyć, że za chwilę zostanę po raz drugi mamą. Na pewno będzie zupełnie inaczej, niż przy Igorze, ale wierzę, że równie pięknie i wzruszająco...

No i nareszcie wklejacie fotki! Dzieciaki cudowne: Kazio już super dorosły, Anasia cudna, Ishi obłędny, dziewczyny Siwulki boskie 😜 O Baszniowej Julci już pisałam - tak samo roześmiana jak Martuu 😍

A reszta gdzie? Boguś? Jacol? Filip?
To ja Wam też pokażę naszego dużego mena 🤣

tak gotuje z mamusią...


tak od kilku dni jest kowboyem...


tak jest nieodłącznym synem swojego tatusia... 😁


U mnie rozwarcie sprawdzali dwa albo trzy razy w ciągu całego porodu. Ostatni raz jak już były takie skurcze, że można przeć. Jak się zaczęła druga faza porodu, to minęło ponad 48 godzin od odejścia wód i bano się o zakażenie. Dlatego nikt mi niepotrzebnie paluchów tam nie pchał.

A to, co robili anestezjolodzy to majstersztyk. Jak widziałam jak oni żonglowali igłami, jak przekładali rurki, wtykali welflon. Byliśmy z TZ pod ogromnym wrażeniem  👍. W kręgosłup wbili mi się między skurczami.

ana: ależ on ma oczy, jak lazurowe wybrzeże 😀 Ostatnie zdjęcie bomba 😀 😀
wow Biała!
niezła jazda...

ciekawe podejście też = w Polsce jak wody odejda każą jechać do szpitala i już nie odsyłają ;-)

nie wiem dlaczego tak długo czekali ze znieczuleniem...
ja dostałam po odejściu wód - i dodawali mi na każdą prośbę...
wiec ja nie wiem co to bolesny poród  🤣 🤣 🤣
dodofon: zoo dają na porodówce, na porodówkę można się dostać jak ma się rozwarcie na 4cm albo regularne skurcze. U mnie nie było ani jednego ani drugiego. To czekałam na przedporodowej. Ale w PL też mi się wydaje, że nie dają zoo jak nie ma rozwarcia, co? Żeby nie wstrzymywać porodu.
dodofon: zoo dają na porodówce, na porodówkę można się dostać jak ma się rozwarcie na 4cm albo regularne skurcze. U mnie nie było ani jednego ani drugiego. To czekałam na przedporodowej. Ale w PL też mi się wydaje, że nie dają zoo jak nie ma rozwarcia, co? Żeby nie wstrzymywać porodu.


trudno mi powiedzieć bo nie wiem...
mi odeszły wody o 9-tej... (dodam, ze 5 dni leżałam przeterminowana po wywołaniu i wszelkich możliwych próbach wywołania)
o 10-tej byłam juz na porodówce i miałam znieczulenie w kręgosłupie... (znaczy rurkę i cewnik)
o 16.45 urodziłam
Biała, po pierwsze to wielkie Gratki. Żeby nie forum to z Moniką byśmy dalej zastanawiały się kiedy urodzisz. Mała jest cudna !!! A centrum dowodzenia.... powiem krótko, jak mnie się w końcu trafi ciąża i dzidzia to sobie takie też zmontuję 🙂
trzeba sie 'wpasowac' z rozwraciem, bo jak slusznie biala mowi- jak jest znikome to nie daja i podobno jak juz jest full opcja- to tez niechetnie. mi dali jak mialam ok. 5 cm- wlasciwie cos tam marudzili, ze jeszcze jest czas, ze zo praktycznie uniemozliwia skuteczne parcie i jakies inne blablabla- ale w koncu znalazl sie anestezjolog i bylo git. w moim przypadku to raczej nie zo zabilo parcie- a ich trzymanie mnie 19 godzin na skurczach- zwyczajnie nie mialam juz sily przec- wlasciwie to ja nie wiem co to jest parcie, bo bylo mi juz wszystko jedno. i moze dobrze, ze tak sie stalo, bo az strach myslec co by sie stalo jakbym nie miala cc (tycjan byl owiniety pepowina dookola szyi i jeszcze mial z niej szelki na ramionkach- pewnie by go udusili jakby sie uparli na wypychanie..).

ana- piekne zdjecia 😜 jak przygotowania do porodu? czujesz juz 'cisnienie'? ciekawa jestem jak to sie czuje w drugiej ciazy.
z jaka mina skupiona jedza twoi chlopcy 👍
oczy igorka to osmy cud swiata! sliczne!!
Zen - boję się tysiąc razy bardziej niż wtedy 😵 👀 Nawet czytać o porodach nie mogę....w ogóle o tym nie mogę myśleć 🤔 Już nawet nie muszę się oszukiwać, bo czuję się tak, jakbym nigdy nie musiała rodzić - po prostu - do końca życia będę sobie w tej ciąży chodzić 🤔wirek:
szalona! dobrze bedzie :kwiatek:
Biala  👍
Swietnie wygladacie z mala🙂😉) No i wszystkimi czlonkami rodziny  😀

A teraz ja wstawie mojego mlodego jak byl jeszcze mlodym  🤣
Bo teraz juz duzy chlop z niego jest  😎
Mala sesja z kolega w ogrodku ...




obserwejszyn co sie w wodzie rusza 🙂


No i mam nadzieje, ze niedlugo drugie sie pojawi... 😀 Mam nadzieje, ze sie  niedlugo uda i dam rade pozniej ze wszystkim, bo zapomnialam juz  co i jak ....
dragonnia: wielkie dzięki. Pozdrowienia dla Giżycka, ale mi się tęskni.

Zen: Kurcze, to miałaś gorzej niż ja, a ja się nad sobą użalam. I widzisz, ja sama urodziłam, na zzo sama parłam. Akurat zmieniła mi się położna, o 7😲0 mają zmianę a ja o 8:16 urodziłam. Ta moja, z którą byłam całą noc pokazała mi jak przeć, wszystko dokładnie wytłumaczyła. Jak już pisałam, czułam skurcze w niewielkim kawałku brzucha. To wystarczyło. Ta druga (nowa) położna tylko pisała w jakichś papierach, a ja jej mówiłam, że mam skurcz, to ona wtedy mi dopingowała. Trochę dłużej to trwało, bo 1.15h, ale wypchnęłam Julkę sama i na zzo.

ana: już pewnie zapomniałaś jak to jest być w wysokiej ciąży. Ja jestem na świeżo. Uwierz, przyjdzie taki moment, że już będziesz chciała rodzić, byleby się tego balastu pozbyć. A poród, cóż, z perspektywy tych 9 dni, myślę, że przetrwałabym to jeszcze raz. Byle z dzieckiem było w porządku, to można cierpieć te parę godzin.
Jak się zjawisz w Polsce to daj znać. Może uda nam się jakoś spotkać. My też tęsknimy.

Matko Jedyna!!!!!!! Jak wyście te wszystkie porody przeżyły?????? Ja przy przekłuwaniu uszu padłam zemdlona 🙇 Kobiety normalnie szacun. Doszłam do wniosku, że w ciąży to ja jeszcze ewentualnie chodzić mogę ale rodzić to już nie. Mam strasznie niski próg bólu i jakoś ja + porodówka wydaje mi się nierealne.

Dziwi mnie tylko jak ja wysiedziałam robienie tatuażu? 🤔wirek:
robienie tatuazu w porownaniu z bolami partymi- to mile drapanie po skorze 😁
No i sama widzisz? Ja się dziwie, że te "drapanie" wytrzymałam, a tu trzeba dziecko wyprzeć. Chyba będę koty hodować przez ten strach
to jest tak specyficzny rodzaj bolu, ze trudno go opisac, trudno w ogole zdefiniowac.. na pewno jest niepowtarzalny i szczerze- do wytrzymania. tak naprawde jak sobie przypomnisz najgorszy bol miesiaczkowy, spotegujesz go parokrotnie- to otrzymasz bol porodowy. co do bolu wyciskania dzieciatka- to niestety nie mam pojecia jak to czuc, bo mnie pokroili.
OOOOO Twoja opcja mi pasuje 🤔wirek: Już niech lepiej kroją - tam mi sie wydaje 🤔
Smerfi - super  chłopak! 😅 Ile teraz ma?

Taaa.....bóle porodowe....bóle parte....masakra! Ale oczywiście do wytrzymania. Dobrze, że mnie w końcu pokroili 😎
Wy już doświadczone więc pewnie mi powiecie. Czy to jest prawda, że jak się ma torbiele i guzy na tarczycy to jest obowiązkowa cesarka? Opinie słyszałam różne ale żadna z ust kobiety, która rodziła.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się