O, ja wiem co kermit przeżywasz- u mnie może nie ma awantur, ale bez pomocy osób trzecich nie da rady. Tak jak pisałam wyżej, prościej jest niebotycznie jak jest się w związku z kimś, kto też jeździ. U mnie najgorsze są chwile, kiedy jestem chora/wyjeżdżam/Tycjan jest chory- wtedy Skary..stoi. Bo co mam zrobić? Przed jego operacją nie miałam już osoby która by go prowadziła treningowo. A jednak jak partner doskonale rozumie to, że koń musi pracować- to się robi prosto- bo partner jedzie do stajni i jeździ. U mnie takiej możliwości nie ma, więc drugi koń ma stałą trenerkę. To są straszne dylematy- bo ostatnio łapałam się na tym, że to jest chore, że pracuję również na moje konie- a nie mam czasu do nich jeździć, więc muszę pracować nieco więcej żeby opłacić osobę, która konia ruszy za mnie 😎 Z drugiej jednak strony z pracy nie zrezygnuję, z wyjazdów nie zrezygnuję- i nigdy żaden koń mnie nie powstrzyma np. przed tym, żeby sobie polecieć na dwa tygodnie wybyczyć się w ciepełku. Nigdy żaden. Bo poza końmi mam inne przyjemności w życiu. Różowo nie jest, ale pogodzić się da. Mój mąż doskonale wiedział, że konie to jest znaczna część mojego życia i nigdy, nawet po moim wypadku, mi nie zrobił żadnej poważnej rozmowy o koniach. Z drugiej strony zwyczajnie nie związałabym się z człowiekiem, któremu by przeszkadzały konie. Mój mąż ma dwie pasje w życiu (poza dzieckiem i mną ofkors 😎 )- ja spokojnie akceptuję jego miłość do pracy i nurkowania. Wolę mieć go mniej w domu- ale żeby był szczęśliwy i pełen energii niż miec go częściej i zeby był leniwy, marudny, rozdrażniony etc. Tutaj nie ma żadnych niejasności, niedomówień- każde z nas ma swoje pasje i nie robimy sobie żadnych uwag na tym tle.
Uważam, że jeśli przed ciążą u konia się było 2, 3 razy w tygodniu to nie ma się co łudzić, że nagle po porodzie będzie się w stajni codziennie. Jak się jednak miało ten nawyk, że stajnia jest numer jeden, to będzie nieco łatwiej po porodzie dążyć do tego, żeby być u konia jak najczęściej.
Ja jestem trochę innego zdania niż większość z Was- ja nie lubię jeździć z dzieckiem do stajni. Po prostu. Dla mnie wyjazd do stajni to odskocznia- więc nie chcę zabierać ze sobą nikogo, na kogo będę nadal stale musiała uważać czy prosić się kogoś żeby mi się zajął dzieckiem 🤔wirek: Nie wyobrażam sobie zresztą i tego, że jadę do stajni i jakaś osoba mnie pyta, czy zajęłabym się jej dzieckiem- bo niby z jakiej racji?! Sama mam czas wyliczony co do minuty i nie mam w planach niańczenia dzieci niezaradnych mam. Tutaj naprawdę wychodzę na skrajną egoistkę. Inaczej jednak patrzę na to, jak moje koleżanki mnie pytają, czy zostałabym na 3 godzinki z ich dzieckiem, bo jadą do fryzjera/kosmetyczki etc. Wtedy nie ma dla mnie absolutnie żadnego kłopotu- zostawiają dziecko u mnie (o ile dziecko mnie zna bądź jest w takim wieku że mu to zwisa i powiewa kto wymieni pieluchę) i jadą sobie załatwiać co im tam pasuje.
Pokemon- o rany, gartuluję 😅 Kurczę, nie było mnie raptem kilka dni a tu taka nowina 😅
zen, ale te `ciocie` są umówione wcześniej, w życiu bym nie postawiła kogoś w takiej sytuacji, jak piszesz.... zresztą np. Bandos aż piszczy, żeby się zająć Pomidorem... tak mi się przynajmniej wydawało....
edit: dla jednych jest odskocznią, dla drugich częścią życia (zwłaszcza, jak mam konie pod domem)
m4jek, ale w sytuacji kiedy dla przyszłej mamy konie to aż taka część życia, że nie wyborażają sobie nie być codziennie pojeździć, to w ogóle sobie nie wyobrażam, że taka osoba nie będzie miała poukładane na tip top wszystkiego 😉 Ja wiedziałam, że będę jeździć, więc koń wylądował w stajni niedaleko domu, mąż wiedział, że musi być w domu ok. 19 bo potem ja wychodzę- dziecko i tak było karmione z butelki, więc spokojnie mogłam się oddalić pojeździć. Bez wsparcia męża i mamy NIE udałoby mi się jeździć. Wiele kobiet czynnie startujących w zawodach ma dzieci, czyli wszystko jest możliwe. Inne nie podejmują decyzji o dziecku, bo być może nie będą w stanie pogodzić opieki nad dzieckiem z życiem sportowca.
Muffinka, nie zamartwiaj się zbytnio- na pewno wszystko się ułoży! Gdy się czegoś bardzo mocno chce, wtedy problemów nie ma. Może spróbuj już teraz wybadać grunt np. u rodziców czy będą Cię wspierać jak już się dziecko pojawi. Trzymam mocno kciuki za Ciebie :kwiatek:
My zaliczyliśmy pierwszą kąpiel w dorosłej wannie.Było super 🙂 Dzisiaj moje dziecko dało mi zacząć wiosenne porządki.Obudził sie 30 min temu i leży grzecznie.Szok 😜
Galantova- wstawiaj zdjęcia małej 😅 Super, że się zdecydowaliście jednak na imię Maja 🏇 Mam duży sentyment do niego, bo moja przyjaciółka, która mi "świadkowała" na ślubie jest jej imienniczką i jest to złota kobieta 😀 Cieszę się, że paczka dotarła. Mam też już sporą stertę ubranek z których wyrosła Zosia, więc teraz nie będzie wymówek 😀iabeł: Musimy się spotkać jak się ogarniecie
Wawrek, Ktosina- właśnie miałam się zapytać co to za stelaż pod tym fotelikiem Maxi-Cosi. Bo mam fotelik i jak jade gdzieś na moment to żeby nie targać wóżka chcę kupić coś na co będzie możliwość zamontowania Maxi-cosi. Trzeba mieć do tego jakiś adapter czy pasuje bezpośrednio na stelaż Mutsy?
zen dziekuję. Z tego co mi mamy (obie) mówią to bedą się zajmować, pomagać, ale ...jak dowiozę pewnie. Szczególnie mojej mamie raczej zawozić bym musiała. A jak zrobie kurs do niej, z powrotem, do stajni, po dziecko i do domu, to wyjdzie mi tyle km ile teraz robię przez prawie cały tydzień jazd do stajni. A u mnie kwestia finansowa jest ważna. No ale zobaczymy. Faktycznie, mam jeszcze tyle czasu że nie mam się co na zapas zamartwiać.
Ktoś - Mutsy rulezzz 2 krosy w BB(góry i piasek),2 krosy w Sopocie,jeden w Nowielicach(błoto i kamienie) - to o czymś świadczy 😅
Wawrek, Ktosina- właśnie miałam się zapytać co to za stelaż pod tym fotelikiem Maxi-Cosi. Bo mam fotelik i jak jade gdzieś na moment to żeby nie targać wóżka chcę kupić coś na co będzie możliwość zamontowania Maxi-cosi. Trzeba mieć do tego jakiś adapter czy pasuje bezpośrednio na stelaż Mutsy? potrzebne są adaptery,które ja miałam na stałe wpięte w maxi-cosi,zresztą razem z nimi sprzedałam tez ten fotelik.adaptery są dostępne na allegro gdzieś za 50-100 zł,zależnie od okazji,a znacznie ułatwiają życie,wpinasz i jedziesz 😉
na jak dla mnie dół wózka (koła plus rama) to jest stelaż 🙂 może brzmi taniej,ale to właśnie ten dół jest dla mnie najbardziej drogocenny,bo używam go do teraz ze spacerówką....zresztą,moja córka przesiadła się do spacerówki w miarę wcześnie,bo miała 5 czy 6 miesięcy...mój mały gigantozaur 🙂 http://www.allegro.pl/item956620776_mutsy_czarny_super_stelaz_bcm.html mi 4 koła zdecydowanie lepiej pasują - chociaż może trzema łatwiej pchać w ciężkim terenie,ale za to trudniej postawić na nierównym 🙂
zairka - PIotruś śliczny...ale dla mnie x-landery są mniej poręczne po złożeniu...mniej składalne i coś jeszcze mi w nich nie pasowało,ale już nie pamiętam co...łojezu,ale ten czas leci,jeszcze 3 lata temu nie było dla mnie ciekawszego tematu jak wybór terenowego wózka 🙂
Nosek to jedyne co po mnie ma 😅 Laguna z tego co pamietam jak kupowałam to mozna bylo własnie kupic adaptery do maxi cosi kiedys juz chyba wrzucałam x-1 spawdzone juz chyba w kazdym terenie lacznie ze sniegiem ktory zakrywal 3/4 koła, kamienie, piasek las daje rade 100% a dzieki amortyzatorom Pietruszce jest komfortowo
A mi sie w tych wózkach nie podoba jedna rzecz - brak mozliwości przełożenia rączki. Czy jest taka mozliwość i źle widzę? Nie chciałabym pchac dzieciaka i nie widzieć co tam u niego sie dzieje.
Mówię o x-landerach...Oglądałam je na allegro i nie doczytałam że rączkę można zmienić. A na wszystkich fotkach są w jednej pozycji. Mutsy nie pamiętam.
edit: mam na myśli wersje spacerową oczywiście, no bo gondola oczywiście jest przodem 😉
W mutsy też się koła zdejmuje w kilka chwil- naciskasz i wyjmujesz 😉 Na początku miałam tylko kłopot ze składaniem stelaża, ale jak już wyczułam co i jak to szło sprawnie. Jeżdżąc voyagerem wózka jednak nie musiałam składać 😎 Z minusów mutsy to, jak dla mnie, taka sobie spacerówka- podwiewa bokami (między budką a siedziskiem spacerówki robi się jednak przestrzeń), nie da się materiału z budki jakoś naciągnąć ani podpiąć od spodu, żeby nie podwiewało. Musiałam kocami utykać jesienią i zimą. Ale poza tym bez zastrzeżeń, pojechałam tym wózkiem plażą całkiem normalnie, podczas gdy inni już po 20 cm wymiękali i taszczyli wózki na plecach, względnie ciągnąc je za sobą.
Ja oczywiście do wyboru wózka mam jeszcze sporo czasu, ale wiem jedno - musi sie składać względnie łatwo i do takich rozmiarów żebym mogła załadować wózek do bagażnika przeciętnego auta. Nie wiem jeszcze jakiego bo bedziemy musieli zmienić. 😉