Ascaia, no i widzisz, piszesz i piszesz, ale gdy konkretnie jesteś o cos poproszona, to któryś raz sie wykręcasz - mam wrażenie, ze bardzo chcesz utrzymać wizje pt. Ja ta dobra i wrażliwa vs wy egoistki, wychowujące dzieci na zimnych psychopatów. A ja dalej nie wiem, co wg Ciebie do tych dzieci w trudnych momentach mówić i jak tej uprzejmości i dobroci (?) chcesz uczyć. A jak dziecko i jego osobiste granice przy tym uszanować.
Ascaia, przeczytałam całą dyskusję, bo jest ciekawa i naprawdę łapiesz ludzi za słówka.
Gabryś jest najbardziej empatyczną osobą we wszechświecie. Nie wiem na ile to mój/nasz udział. Raczej myślę, że taki się urodził. Paradoksalnie, bardziej mnie to martwi, niż cieszy!
pogrubienie moje. Z tego wynika, że Gabryś jest nad wyraz empatyczny. A "paradoksalnie" wskazuje, że choć Julie zależy, żeby dziecko było empatyczne, no to aż taka empatia może być dla niego w przyszłości źródłem problemu. Naprawdę, aż musiałam się odezwać, bo przeinaczasz sens wypowiedzi innych osób.
Sama byłam wychowywana tak jak Ty opisujesz. W efekcie daję sobą orać jak wołem. I nic z tego nie mam, prócz stresu 😉 Zawsze miałam być miła i uprzejma (bo jestem dziewczynką). Stąd też moje skłonności do ryzykowania i sportów ekstremalnych, bo tylko tak wydaje mi się, że udowodnię ludziom swoją wartość.
amnestria, staram się po prostu czytać wprost słowo po słowie. Bo jak kiedyś próbowałam wyciągać wnioski na własną rękę, to było żebym czytała co napisane.
Odwracasz teraz kota ogonem 😉 Ja też czytam wprost i jakoś (i nie tylko mi) wychodzi mi zgoła co innego. Nieporozumienia w dyskusji na forum są oczywiste, ale nie wiem po co brnąć w zaparte. No nic, nie przyszłam tu, żeby na Ciebie najeżdżać, ale nie umiałam przejść obok moim zdaniem ewidentnie nieprawidłowych interpretacji.
Ascaia, ale wprost jest napisane, że Julie nie podoba się nadmiar empatii, a nie empatia w ogóle, czyli nie czytasz wprost. Może masz taki styl dyskusji (raczej gonić króliczka, niż go dogonić - znam to dobrze bo sama potrafie czymś takim wkurzyć interlokutorów ale raczej w realu 😀 ) ale może czas sobie przemyśleć to i owo, co cię tak naprawdę boli w tych dyskusjach.
Ascaia, wychowanie dzieci by były empatyczne i nie były sku***lami jest jak najbardziej słuszne. Ale nie osiągnie się tego poprzez wpieranie, że mają zrobić coś w powszechnym mniemaniu dobrego (dzielenie się, czy inne takie), bo tak. Bo ktoś tak oczekuję. No nie, jestem dobrym człowiekiem, bo chcę nim być, z takiej wewnętrznej potrzeby. Bo jeśli to są motywacje zewnętrzne, to kończy się to jak w moim przypadku, czy amnestrii, czy sienki, czy innych dziewczyn, których jest mnóstwo. Odkąd się uczę tego, że jednak w MOIM życiu MOJE samopoczucie jest ważniejsze, niż INNYCH, to jestem ciut szczęśliwsza, mimo tego czarnego psa włóczącego się za mną. Na pewno więcej jest wolności w moim życiu. I chętniej pomagam, i jestem milsza, i w ogóle. Bo chcę, a nie bo się oczekuje ode mnie.
Maea, nie ma sprawy 🙂 I widzę, że napisałyśmy to samo, uff, rozmiesz mnie 😀 A na co Ignaś był szczepiony? Sara tak miała po 3 w 1.
:kwiatek: 6w1 + pneumokoki. Jak moja mama mi mówi, że każdy organizm inaczej reaguje i bym obserwowała, to chyba się trochę nakręcam, bo faktycznie to nawet gorączka nie jest, a innych objawów nie ma...
Ascaia, ja Julie bardzo dobrze zrozumiałam, że ma na myśli skrajność. Bo skrajność w żadnym wypadku nie jest dobra. I o tym jest mowa i chyba sama przyznasz rację? Ja naprawdę się z Tobą zgadzam w tym, że trzeba być dobrym - trzeba cały czas być otwartym na innych... i na siebie. Bo powinniśmy mieć prawo do złego humoru (nie jest to równe z wyżywaniem się na kimś, by nie było!), odmówienia, braku ochoty na spotkanie itd. Dawanie radości daje radość, to prawda. Czasem wystarczy, że uśmiechamy się do ludzi na ulicy. Że wniesiemy sąsiadce zakupy na drugie piętro. Że wskażemy kierunek albo wesprzemy dobrym słowem. To małych gestów brakuje najbardziej, ale one muszą być szczere i wychodzić naturalnie. Wyćwiczone mówienie "dzień dobry" każdemu przechodniowi nie będzie równe serdeczności, ciepłu i spontaniczności, które staramy się wspierać w dziecku. Sama przytoczyłaś przykład dziewczynki przytulających obcych - nie robiła tego, bo uczono jej norm społecznych i bycia uprzejmym, tylko dlatego, że nauczono ją jaką wartość ma bliskość i pozwalano jej na ekspresję... To jest właśnie ta "właściwa motywacja", o której mówimy. Naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego stawiasz się w pozycji osoby, która ma monopol na słuszność, definicję dobroci i uniwersalny przepis na lepszy świat. Smuci i drażni mnie, że nie traktujesz swoich rozmówców na równi, że uważasz się za lepszą, bo odmawiasz istnienia w przyszłości, którą będą tworzyć nasze dzieci, twierdząc, że będzie gorsza niż ta, którą znasz. To dosyć gorzkie słowa.
Wracając do wątku, jutro idziemy na obiad do teściowej, trzymajcie kciuki 😀iabeł: Modlę się, by nie wypadło na ten czas karmienie, bo raz, że nie mam ochoty się tłumaczyć dlaczego karmię z nakładkami (na pewno nie z własnego widzimisię), a dwa, że nie uważam, by moje cycki nagle należały do strefy publicznej i wolałabym je odsłaniać w zaciszu, i nie chciałabym być zmuszona do karmienia przy wszystkich.
Nie wiem, mam nadzieję, że będzie. Generalnie sprawa z teściową jest maksymalnie skomplikowana, bo dopiero jutro się tak naprawdę poznamy, ale... no szkoda gadać 😉 Staram się bardzo nie iść tam jak "pies do jeża", ale ciężko nie mieć uprzedzeń jak się kogoś "poznało" bez widzenia go na oczy. Mam jednak nadzieję trochę załagodzić sytuację, ale wiem, że karmienie to mój słaby punkt i może być o to wojna, bo łatwo mi na tym polu zrobić przykrość, a mój partner i tak będzie tam jechać bojowo nastawiony... Ech, pcha się baba gdzie jej nie trzeba 😁 (PS.: ta baba to ja :oczy2🙂
Dempsey, ale ciekawe! Zgłębię temat jak bede miała chwile!
Ascaia, dobrze, czekam na jakis konkret z Twojej strony. Bez tego ta dyskusja nie ma sensu i tylko budzi we mnie niesmak, szczególnie gdy czytam, ze nie chciałabyś, zeby Twoje hipotetyczne dziecko żyło w świecie tworzonym przez moje i inne tego pokroju.
Dodofon, no wlasnie, i znow - rodzic moze ryknąć na dzieci i powiedziec ze zachowują sie jak zwierzęta i wracamy do domu, ciocia przez was jest smutna a mi za was wstyd albo powiedziec: dzieci, zejdziecie ze stołu. Przeszkadza mi to, zreszta ten stół zaraz sie rozpadnie - i dac im jakas grę, włączyć bajkę, cokolwiek. Trzecia opcja to wlasnie to, co opisałaś, czyli udaje ze nie widze :/
Maea, powiem Ci tak! Nie daj się! To Twoje dziecko i Twoje cycki 😉 A tak na serio, może nie będzie tak zle. Ja karmiłam zawsze wychodząc do innego pokoju zaznaczając, ze chce być sama w tym czasie. Moje kp było trudne i stresowe i tez bałam się cioc dobra rada.
Dzionka, dziękuję za odroczenie terminu. Jest mi szczerze bardzo przykro, że Tobie jest przykro. Bo nie jest to moim celem. (poniżej więcej wytłumaczenia)
amnestria, z ręką na sercu - w tym fragmencie wypowiedzi Julie i innych jej wypowiedziach czytam "empatia jest beee". Nie ma tam słowa nadmiar. No nie ma.
bobek, jak wyżej. A jeszcze dodam, że w mojej opinii nie ma czegoś takiego jak "nadmiar" empatyczności. Może być nadmiar emocjonalności, ale nie można być "za bardzo dobrym i życzliwym". Tak jak np. "za szczęśliwym", "za zdrowym", itd. PS. Wiem co mnie boli w tych naszych dyskusjach, ale nie znajduję na to rozwiązania.
fin nie przypominam sobie, żeby uciekała przed dyskusją. Raczej to forum przestawało kontynuować rozmowę ze mną. Tak jak teraz padało "skończ już". Czasem się dostosowywałam, czasem nie. Czasem wręcz było do mnie pisane "nie umiesz skończyć". Więc ta teza nie ma poparcia w rzeczywistości.
Maea, Naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego stawiasz się w pozycji osoby, która ma monopol na słuszność, definicję dobroci i uniwersalny przepis na lepszy świat. Smuci i drażni mnie, że nie traktujesz swoich rozmówców na równi, że uważasz się za lepszą, bo odmawiasz istnienia w przyszłości, którą będą tworzyć nasze dzieci, twierdząc, że będzie gorsza niż ta, którą znasz. To dosyć gorzkie słowa. Nie mam monopolu. Na nic. Nie uważam się za lepszą czy mądrzejszą (skąd taki zarzut?!). Nie napisałam, że ja jestem ta dobra, a wy jesteście te złe. NIE NAPISAŁAM TAK, ANI NIE MIAŁAM TAKIEJ MYŚLI W GŁOWIE! Ale nie da się ukryć, że się różnimy w światopoglądzie, celach. I to ja jestem w tym kontekście "gorsza i nieprzystosowana". Jak widać po tej dyskusji jestem w ogromnej mniejszości (np. w myśleniu o znaczeniu empatii czy rozumieniu pojęcia "karanie/nagradzanie" czy ustawieniu hierarchii moje dobro a dobro innych). Nie odnajduję się w świecie budowanym w oparciu o Waszą hierarchię wartości. Nie dlatego, że jest "lepszy-gorszy", ale dlatego, że tak dla mnie odmienny. Moje dziecko byłoby tak samo odmienne. Tak samo słyszałoby "jesteś kosmitą", tak samo by się z niego nabijano jak teraz nabija się ze mnie Lotnaa - a dziecko z takimi słowami by sobie mogło nie poradzić. Dlatego nie chciałabym, żeby się pojawiło na świecie. I nie mam na myśli, że ta przyszłość będzie taka straszna, taka zła, ale mówię wprost i szczerze i zgodnie ze sobą, że to nie będzie przyszłość dla mnie, że ja się w niej nie odnajdę. Bo albo będę staczać takich dyskusji jak ta coraz więcej, albo będę musiała na zawsze zacisnąć zęby i zaszyć się w kąt życia społecznego, albo musiałabym rzucić o ścianę tym, w co wierzę w imię tego by się przypodobać innym.
Do wszystkich - z ręką na sercu, słowo honoru - nie uciekam, nie wykręcam się, nie kombinuję, nie odwracam kota ogonem, itd. Piszę to co myślę i jak czuję, jak oceniam, jakie są rozumienia pojęć. Jestem odpowiedzialna za swoje słowa. I potrafię się przyznać do błędu, co nie raz na forum robiłam. Co więcej to moje "nie rozumiem" jest poniekąd przyznaniem się do porażki w dyskusji. Bo ten zwrot oznacza dla mnie - "nie nadajemy na tych samych falach" "nie mogę tego złożyć w logiczną całość" "nie nadążam" "nie wiem jak to zinterpretować".
I naprawdę - z kim jestem znajomym na fb to pewnie wie - jestem w toku intensywnej pracy, przechodzą z projektu w projekt. Nie dosypiam, nie mogę doleczyć zapalenia krtani. Wywiązała się ciekawa rozmowa, w której chciałam uczestniczyć. Ale mimo chęci nie jestem w stanie być w niej non stop na 100%, non stop w pełni skoncentrowana. A tym trudniej odpisywać idealnie dobierając każde słowo gdy postów mnoży się tak wiele i 80% jest skierowanych do mnie i jednocześnie kilka osób oczekuje odpowiedzi. Moich pytań do Was pewnie ponad połowa została pominięta. Nie uciekam od dyskusji, ale nie nadążam fizycznie. A drugim faktem jest, że kiedy zaczynają się ironie, podśmiechujki i docinki to mnie to stresuje, zamyka i wybija z rytmu. I zaczynam pisać jeszcze bardziej chaotycznie.
Ale nie osiągnie się tego poprzez wpieranie, że mają zrobić coś w powszechnym mniemaniu dobrego (dzielenie się, czy inne takie), bo tak. Bo ktoś tak oczekuję. No nie, jestem dobrym człowiekiem, bo chcę nim być, z takiej wewnętrznej potrzeby.
High five! Czytam tę dyskusję od kilku stron i pomimo, że własnych dzieci nie mam (a czytam ten wątek dosyć regularnie) to wróciły mi wspomnienia z lat dziecięcych i doskonale pamiętam, że przymus dzielenia się z innymi nigdy nie budził we mnie pozytywnych emocji. Nie budował we mnie empatii. Raczej nakaz oddawania czegoś sprawiał, że czułam żal i złość, do osoby, która kazała mi się podzielić. Wydaje mi się, że jeśli czymś się nie chcemy dzielić to jest to dla nas zwykle bardzo ważne. Dzielenie się sprawia, że mam z tego radość i wewnętrznie jest mi puchaciutko i różowo, ale wtedy kiedy chce się dzielić. I uważam, że to całkiem normalne, że komuś się odmawia dzielenia. Dosyć długi kawał swojego życia zajęło mi dochodzenie do siebie, że wcale nie muszę pomagać wszystkim, oddawać wszystkim i podkładać się przed innych żeby ich zadowolić, nie urazić czy zabiegać o ich względy. Bardzo długo uważałam, że powinnam, miałam takie poczucie odpowiedzialności. Dziś chce się dzielić i pomagać to to robię. Bo chcę.
Słowem, którego najbardziej nie lubię to "wypada". I owszem wychowanie w rodzinie gdzie wszystko szło pod linijkę, że wypada, co inni powiedzą sprawia, że właśnie może coś takiego istnieć jak nadmiar empatii. Taka potrzeba, a raczej wielki opór na odmowę sprawia, że przestajemy być asertywni. Taka postawa często kusi, by zwyczajnie kogoś takiego wykorzystywać. Uważam, że każdy wolny człowiek ma wybór. I to jego wybór czy chce się dzielić czekoladą, wypłatą, mężem czy obiadem. I nie uważam, że odmowa jest zła i koniecznie dla odmowy trzeba znaleźć alternatywę. Patrz przykład odmowy pożyczeni auta, ale wożenia po mieście czy odmowy oddania wypłaty, ale urządzenia zbiórki. Jeśli chcesz, masz czas i paliwo - ok. Jeśli lubisz urzadzać zbiórki - tez ok. Odmowa i nie zrobienie nic też jest ok. Nie uważam się przez to za egoistkę. Za osobę turbo oddaną innym również nie.
Nie mam dziecka, ale mam pasierba, wiec nie mam do niego stricte podejścia jak matka, więc mój osąd może być nieco zaburzony. Jeśli proszę go, a raczej pytam czy mogę poczęstować się czekoladą, chrupkiem czy jak ostatnio czy odpali mi coś z mikołajkowej paczki i to robi to mu dziękuję i pokazuje, że to było super. Jeśli mi odmówi to ok. Jego paczka, jego czekolada, nie mogę go brać na szantaż emocjonalny i mówić, że mi przykro. Powiem mu, że mi przykro jak mi powie, że jestem gruba i brzydka 😉
i faktycznie przedstawiasz wersje czarno-biała: "dobry" umartwiający się w imię szczęścia innych "empata" vs paskudny egoistyczny zimny drań
a prawda taka, że nie da sie uszcześliwiać innych nie będąc samemu szczęsliwym i bycie "empatą" nie oznacza podkładania się każdemu i zawsze i przedkładania potrzeb innych nad swoje i asertywność nie oznacza egoizmu i braku wychowania
a poza tym, da się byc "za szcześliwym" i "za radosnym" - o ile się nie mylę nazywa się to mania i tak samo da się być zbyt "empatycznym" takimi sa ludzie którzy zostali wytresowani na "grzecznych" którzy nie znają siebie i swoich potrzeb, tylko zostali w taki czy inny sposób "naprostowani" drażnią mnie zresztą strasznie, choć jednocześnie im współczuję
to tak jak z odwagą to nie jest brak strachu tylko pokonanie go wiec zeby byc odwaznym mozesz sie bac - musisz sie bac bo inaczej jestes bezmyslnym miesem armatnim, jakims szalonym berserkerem
i to co tu jest nazywane "empatia" podobnie nie wynika z automatycznego przekonania ze dobro innych jest wazniejsze i nie mam prawa do egoizmu i MUSZE tylko ze swiadomosci tego ze wlasnie mam, ze moje szczescie jest istotne i wazne ale moim wyborem jest zrobic cos dla innych, moze i nawet kosztem siebie, swojej przyjemnosci ale to moj WYBOR nie obowiazek bo wtedy to nie jest "empatia" tylko tresura - puste gesty
swoja droga z moich obserwacji wynika, ze ludzie tak wlasnie tresowani, wychowani w tych kosmicznych ramach "bo nie wypada" "bo tak sie robi" itp, bardzo czesto sa mili i uprzejmi i "poukladani" na zewnatrz, ale tak naprawde, w glebi siebie nie lubia ludzi bo wlasnie zostalo im odebrane prawo do lubienia samych siebie
JARA, bardzo fajnie napisane. Zgadzam się z Tobą tak w 80% 😉 A przynajmniej tyle, że rozumiem co napisałaś.
Ponieważ teraz w Waszych wypowiedziach pojawia się pojęcie egoizm jakby w kontrach do moich wypowiedziach to chciałam przypomnieć, że użyłam sformułowania "egoistyczne podejście" wyłącznie w ocenie jednej konkretnej sytuacji i komentarza - stwierdzenia nerechty, że to nie jej problem gdy jej dziecko może przeszkadzać innym podczas koncertu.
Moze tez byc tak, ze taka osoba, której wiecznie mowilo sie, ze jest zła, nierodzinna, bez empatii - tak sie usztywnie ze wlasnie potwierdza to wszystko, bo juz nie ma siły i pomysłu jak udowodnić ze jest inaczej i wbrew swojej naturalnie dobrej naturze zgrywa chama, osobę bezczelna, twardzielkę której nic nie rusza... i tak brnie i rani ludzi juz naprawdę. A jak ktoś jej powie, ze jest dobra i miła to wpada w płacz i nie moze przestać płakać przez 15 minut. Historia oparta na faktach.
i faktycznie przedstawiasz wersje czarno-biała: "dobry" umartwiający się w imię szczęścia innych "empata" vs paskudny egoistyczny zimny drań
Nie przedstawiłam takiej wersji. Nigdy nie uważałam, że świat jest czarno biały. (Za to tak odbieram niektóre posty innych dziewczyn, np. Julie - zacytować fragmenty?) Tak jak nie mówiłam o uczeniu dzielenia się na siłę. I podkreślałam to już wielokrotnie.
Ascaia, no jeśli z wypowiedzi Gabryś jest najbardziej empatyczną osobą we wszechświecie. Nie wiem na ile to mój/nasz udział. Raczej myślę, że taki się urodził. Paradoksalnie, bardziej mnie to martwi, niż cieszy!
stwierdzasz: czytam "empatia jest beee". Nie ma tam słowa nadmiar. No nie ma. to widać, że nigdy się nie dogadamy. To jak rozmowa Biedronia z profesor Pawłowicz, z góry pozbawiona sensu.
Ascaia przykład dzielenia sie był mój, ale to przecież Ty napisałaś co bys powiedziała i co sie mówi w Twojej rodzinie, gdy po dobroci nie chce sie podzielić. Przecież sama to napisałaś, nie rozumiem czemu sie wypierasz tak namiętnie?
Nie napisałam nic o dzieleniu NA SIŁĘ. Napisałam, że podałabym jako kolejny argument, jeden z kilku, że jest mi przykro, że babci może być przykro. Nigdzie nie napisałam o nakazie(!) oddania czekolady, o zagrożeniu "jak nie oddasz czekolady to Ci pokażę", o straszeniu, a już tym bardziej o zabraniu czekolady siłą i podzielenia jej na dziecko, babcię i innych.
No i to poszło. O to, że nie należy uczyć dzieci, że mają coś robić błahego lub nie robić czegoś błahego, bo komuś będzie przykro. Bo to prowadzi do niezdrowego uczenia dzieci, że mają żyć ciągle tak, by to INNYM nie było przykro.
Pisząc o błahym, mam na myśli, że ja rozumiem, że czasami używa się argumentu, że "nie rób tego bo komuś będzie przykro"- teraz nie chce mi się szukać porównania, ale np nei wiem... "jeśli powiesz Zuzi że jej mama jest stara i głupia", to Zuzi będzie przykro i smutno, nawet jeśli to prawda z tą mamą. Są sytuacje, kiedy bym uczulała dziecko na to by NIE robiło innym przykrości. Bo to ważne. Ale nie naduzywac tego. Bo wcale nie trzeba zyc tak, by głownie INNYM nie było przykro. A ty właśnie sugerujesz, że tak zyć nalezy i że to jest słuszne podejście. I o to chodzi.
sienka, dla mnie to nie jest szantaż. To jest stwierdzenie, że tak to działa, że tak działają relacje międzyludzkie, że jest takie uczucie jak "przykrość". (tylko bierz pod uwagę, że ja sama tematu dzielenia czekolady bym raczej w ogóle nie podejmowała) No i go nie stosuję, bo nie mam dziecka przecież.
tunrida, ale przecież wiesz, już akurat Ty wiesz to bardzo dobrze, że ja autentycznie tak uważam :/ Że należy żyć tak, by nikt przez nas nie płakał. To jest jedno z ważniejszych mott życiowych jakimi operuję. Nie mogę się teraz, na potrzeby tej dyskusji tego się wyprzeć...
A tutaj, z tą babcią to jak pisałam - to jest dla mnie jeden z wielu innych argumentów. Nie główny, nie ostateczny. Jeden z wielu. (lepszy jest ten przykład z autobusem i miejscem dla starszych/niepełnosprawnych - "kochanie, zejdź, damy usiąść tej pani, bo jest zmęczona, i zobacz ma laskę, bo jej ciężko chodzić, na pewno jej będzie miło, gdy jej ustąpimy, a przykro jak będzie musiała stać, bo ją pewnie nogi bardzo bolę"😉 I tak jak napisałaś wcześniej - i tak to co się dokładnie powie dziecku zależy od całości sytuacji, od zachowania innych obecnych przy tym osób, od tego jak reaguje dziecko, itd.
Już to pytanie zadałam i nie dostałam odpowiedzi od głównych dyskutantów - nie rozmawiacie z dziećmi o takim "zjawisku" jak sprawianie przykrości innym osobom?
PS. Jak dla mnie szantaż emocjonalny ma wywołać poczucie winy, zastraszać. Dla mnie to sytuacje typu "tak się dla Ciebie poświęcam, a Ty... " "jak tego nie zrobisz to zrobię sobie krzywdę" "jeśli mnie kochasz... ". Naprawdę nie czuję tego w stwierdzeniu "bo będzie przykro". Dla mnie taki komunikat, użyty sytuacyjnie, z całą otoczką innych argumentów to tylko opisanie ciągu przyczynowo-skutkowy. Dla mnie to jest ten sam rodzaj co "nie bij kota, bo go to boli"
oczywiście że tak ale nie w taki sposób, zeby dziecku wtłaczać do mózgu myśl, że zawsze i wszedzie i pod każdym względem ważniejsze jest żeby INNYM nie było przykro, kosztem tego, że jemu jest przykro że nie ma praw tylko obowiązek służenia innym
kurde, tak działają najbardziej toksyczni i przemocowi ludzie "jest mi przykro ze musialem ci podbic oko, sprowokowalas mnie" "jest mi przykro ze twierdzisz, ze jestes nieszczesliwa" "jest mi przykro ze nie doceniasz tego co dla ciebie robie (kij z tym, czego faktycznie chcesz/potrzebujesz)" nope nope nope
edit - a "nie bij kota, to go boli" to zupelnie cos innego niz "oddaj komus cos co masz swojego, cennego (prezent w postaci czekolady, zabawke) bo ten ktos ma taka chec (albo i nie, vide babcia ktora wlasciwie to ma cukrzyce, ale "wypada"😉"
to nie uczenie empatii tylko wpedzanie w poczucie winy - "daj lopatke bo chlopczykowi bedzie przykro" tlumaczy sie jako "nie wazne ze tobie bedzie przykro, tamten chlopczyk jest wazniejszy, a jak tobie jest przykro ze ktos zabiera twoje rzeczy to jestes zly" wychowanie do bycia ofiara
swoja droga z moich obserwacji wynika, ze ludzie tak wlasnie tresowani, wychowani w tych kosmicznych ramach "bo nie wypada" "bo tak sie robi" itp, bardzo czesto sa mili i uprzejmi i "poukladani" na zewnatrz, ale tak naprawde, w glebi siebie nie lubia ludzi bo wlasnie zostalo im odebrane prawo do lubienia samych siebie
Bardzo dobrze napisane. Miałam o tym wspomnieć ale już mi się nie chciało edytować wiadomości i poszerzać wątku. Jeśli ciągle robisz wszystko, żeby innym było dobrze, przedkładasz innych ponad siebie, rezygnujesz ze swojego komfortu, żeby innym nie było przykro, żeby innym nie robić kłopotu, to wreszcie jesteś tym tak zmęczona, że masz tego dość. A co za tym idzie masz dosyć ludzi, bo zaczyna ci się wydawać, że wszyscy tylko czegoś od ciebie chcą. Bo każda drobna prośba, którą można by zwyczajnie odbić, bo nie ma się czasu, siły, możliwości i ktoś przyjąłby to bez problemu urasta do ogromnej rangi. Bo jak ktoś poprosił, to trzeba to zrobić, niezależnie od tego, że trzeba przewrócić swoje plany do góry nogami, że sama nie masz kasy, że nie masz czasu etc. I buduje się frustracja w tobie, a pewien kwas w tej relacji - przynajmniej z twojej strony. Bo ten proszący właściwie nic złego nie zrobił, bo poza jakimś tam procentem, który świadomie i bez skrupułów wykorzystuje cudzą dobroduszność, większość osób nie wymaga od nas takiego poświęcenia i zarzynania się, jakie im czasem sprezentujemy. Często nie są nawet jego świadomi. Dajemy więcej niż tak w zasadzie ludzie oczekują, a potem się dziwimy, że coś nie zostało docenione. Ciężko się buduje zrównoważoną relację z takim człowiekiem. Więc paradoksalnie zbyt duża dobrotliwość, która ma nam zjednać ludzi powoduje, że oni nas lubią, ale my ich coraz mniej. Zdrowy egoizm pozwala zbudować zdrowe relacje, bez niedomówień, bez poczucia krzywdy i bycia poszkodowanym i wykorzystywanym
Ascaia, Czy nadal nie jest dla Ciebie jasne, że martwi mnie to, iż Gabryś jest czasem ZBYT empatyczny? Podałam przykład: jest gotowy się ożenić, mimo że nie chce. To akurat było zabawne i urocze, ale martwi mnie, żeby nie był skłonny do AŻ takich poświęceń na serio. Kilka osób też napisało o co mi chodziło. (Dziękuję :kwiatek: ) Nadal nie rozumiesz?
safiePowyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym termin 12 grudnia 2018 19:37
Julie, haha przypomniało mi się, jak w przedszkolu "oświadczyli" mi się bliźniacy i im powiedziałam, że jak będę chciała to męża sobie sama znajdę 😂
Ascaia jest ta sytuacja kiedy należało by się podzielić a więc mamy taki dialog:
- no podziel się z babcią - nie chce - ale babci będzie miło jak się podzielisz - ale ja na prawdę nie chce - no ale wiesz, że tak wypada - no ale ja nie chcę - ale babci będzie przykro jak się nie podzielisz - no ale ja nie chcę (łzy w oczach)
Jak długo tak? Do skutku? Jaki będzie kolejny argument? A jak małoletni z uporem maniaka się nie podzieli to co dalej? I jaki właściwie ma być cel takiej wymiany zdań? Trzymam się tej babci i czekolady już tak dla porządku.