Troche dlugo widze w polsce trzymaja po cesarce, ja wyszlam po poltora dnia... Juz bez szwow zewnetrznych... 🙂
Kamkaz- generalnie jak nie ma przeciwwskazań to puszczają już też w 3-4 dobie.
Ale ja miałam komplikacje podczas porodu i teraz po nim, które spowodowały, że trzymają mnie dłużej (mam zapalenie pęcherza i dostaję antybiotyk dożylnie jeszcze sprzed momentu cięcia, bo na 2 godziny przed cesarką dostałam rzutu wysokiej temperatury- 38,5 stopni- co też było jednym z powodów decyzji o cc).
Opowiem wam po krótce przebieg.
Położyli mnie we wtorek o 10.00 pod KTG na porodówce. Rysowały się regularne mocne skurcze, ale niebolesne i zero rozwarcia.
Po 3 godzinach zapisu mieli mnie już zwalniać do domu, kiedy zaczęły się bardzo bolesne, ale nadal nie było rozwarcia. Lekarka stwierdziła, że z tak bolesnymi już mnie puścić do domu nie może więc muszą zmusić szyjkę do rozwarcia.
O 13.20 założyli mi do szyjki cewnik na dwie godziny, który w tym czasie spowodował 3,5 cm rozwarcia.
Nasiliły się też skurcze i były co ok. 3 min, więc przebili pęcherz płodowy.
I wtedy akcja porodowa ruszyła na dobre i wszystko zapowiadało się bardzo obiecująco. Skurcze były bardzo mocne i regularne, rozwarcie się powiększało.
Z bólu poprosiłam o znieczulenie ZO. Dało mi to niesamowita ulgę i ok. 19.00 było 6 cm rozwarcia. Nadal wszystko wyglądało zachęcająco i myślałam że do północy spokojnie urodzę SN.
Ale godzinę później zaczął się cyrk. Najpierw dostałam rzutu wysokiej gorączki 38,5 stopnia.
Potem z niewiadomych przyczyn ZO przestało mi pomagać- nogi miałam znieczulone, a skurcze czułam tak że łaziłam po ścianach.
W trakcie skurczu mała zamiast schodzić do miednicy podłaziła mi pod zebra do tego stopnia, że nie mogłam mimo pomocy położnych oddychać.
W ogóle nie chciała mi schodzić do miednicy ani o centymetr.
Dali mi dolargan po którym zaliczyłam mały odjazd i wymiotowałam.
Ok. 22.40 mocny skurcz wepchnął córę tak wysoko pod żebra, że doszło do ucisku przepony i płuc na serce i dostałam ataku tachykardii (ok. 180 uderzeń) oraz traciłam przytomność.
W związku z tym decyzja była natychmiastowa i o 23.00 Zośkę wyjęli za pomocą cc.
To tak w telegraficznym skrócie.
Na dniach wam opiszę wrażenia ze szpitala, opieki i tego co się działo po porodzie.
Ładuję foty małej na PB i zaraz wam pokażę
EDIT:

