jeśli rodzic tego nie rozumie, to dla mnie faktycznie inny swiat.
Nie chodzi o to, że inaczej pojmujemy strefę publiczną, tylko jakich ludzi spotykamy. Żyje w dużym mieście, często wychodzę na spotkania, chodzę do restauracji, wyjeżdżam na wakacje i nie pamiętam, żebym ciągle widywała drące się dzieci i rodziców, którzy maja to gdzieś. Czyżbym miała to szczęście przez całe swoje życie spotykać na swojej drodze tylko wychowanych rodziców i ich wychowane dzieci ? 😉 Mam wrażenie, że trochę się nakręcacie tymi niegrzecznymi bachorami wokół Was. Ja naprawdę takich nie spotykam- tych wiecznie wrzeszczących i przeszkadzających żyć. Mam dziecko w szkole publicznej gdzie jest 11 klas II i nie przypominam sobie biegających notorycznie po stołach tych samych osobników. Ok, pewnie tam komuś się zdarzyło przebiec po krześle bo takie są dzieci maja więcej energii niż dorośli. Dzieci są różne jedne spokojne, siedzą w kącie i rysują ( te zapewne dla większości społeczeństwa to te grzeczne, wychowane 😉), a drugie muszą pobiegać, czuja potrzebę kontaktu z innymi ludźmi ( te to zapewne to te niewychowane 😉).
Pandurska ja mam tylko wrażenie, że jest takie typowo polskie nakręcanie się, nakręcanie się, a później wrzucanie do jednego wora agresywnego osobnika ( patrz wbijanie cyrkla w udo koleżanki ) z dzieckiem, które nie ma kija w tyłku i potrafi pobiegać, zaczepić, powariować. No kurcze niektórzy posiadają w sobie radość życia i starają się nim podzielić z innymi.
Dodofon a dlaczego Jacek poszedł do szkoły ze starszym rocznikiem? Pisałaś już o tym? Pytam z ciekawości .
A z innej beczki...Ponieważ moje młodsze dziecko nagle przestało jeść zupy i obiadki to żeby nie ładować w niego takiej ilości mleka zaczęłam kilka dni temu robić mu kaszę/ryż z owocami duszonymi. Dziś dostał ryż z duszonym jabłkiem, bananem i kawałkiem marchewki. Z cynamonem. Słodkie to to i pyszne. Tylko że moje dziecko zjadło tego tyle że nawet ja bym tego w siebie nie wcisnęła 🤔 Dokładnie 3/4 torebki ryżu, jeden duży banan, jedno duże jabłko i jedna marchew. Zjadł i dokładnie sprawdził czy aby to już na pewno koniec.
Muffinka pewnie dlatego że nie było tyle sześciolatków żeby utworzyć całą klasę. Bardzo mało rodziców posłało sześciolatki do szkoły w tym roku szkolnym. A czemu Dodofon wysłała to nie wiem 😉
Nikt nic o tym foteliku.
Kurcze dziwne jest nasze społeczeństwo, naprawdę zagadnięcie do ludzi w restauracji to jakieś zakłócanie spokoju???. Zawsze wiedziałam że powinnam się urodzić gdzieś w cieplejszych i "luźniejszych" obszarach 😉
gwash, czy ja wiem, czy dziwne jest to, że jak wybieram się z kimś do restauracji i chce porozmawiać, to nie akceptuję tego, że jakiś dzieciak biega wkoło i zaczepia? albo wali łyżką w stół? dla mnie dziwna jest właśnie ta atmosfera naszych czasów, w której przyzwala się dzieciom na takie rzeczy
Nie wiem Edyta, mnie odpowiada model włoski czyli wszyscy gadają ze wszystkimi naraz, a dzieciaki jak to dzieciaki biegają wokoło i się bawią. To jest dla mnie hmmm normalne życie społeczne czy jak tam to nazwać. Nikt z niego nie jest wykluczony ani traktowany inaczej, oprócz tego że dzieci traktuje się pobłażliwiej. W Polsce strasznie często przypisuje się złą wolę dzieciom, w sumie to wszystkiemu wokół, łącznie z pogodą 😀
dziecko które by podchodziło i waliło mi łyżką w stół (WTF?! to już zdecydowanie naruszenie strefy osobistej) bym pogoniła po prostu. Ale nie patrząc przy tym z oburzeniem na rodziców i nie robiąc jakichś większych mecyi 😉
do poszczegolnych wypowiedzi odniosę się wieczorem.
nie napisałam nigdzie, ze należy agresora lać i że jakby moja Nika była takim łobuzem to bym lała. Napisałam, że NIE OBCHODZI MNIE jak sobie z tym dzieckiem poradzą rodzice. to nie jest moj kłopot i moj dylemat. moje dziecko ma prawo byc niezagrożone, a inny łobuz nie ma prawa sie nad nią pastwić fizycznie albo psychicznie, a jeśli sprobuje, to mu oddam. . trzeba rozrożnić kuksańce od spuszczania manta.
i nie piszę konkretnie o agresorze u Jacola, tylko ogolnie o takich sytuacjach.
nie znam matki, ktora przedkładałaby komfort i dobrostan cudzych dzieci od własnych. bo to obce to takie biedne, pozwól córeczko się sprać, bo on jest taki żywiołowy. dla mnie moja cora jest najwazniejsza i to ona ma nie być bita czy męczona. jak rodzice innych dzieci ustawią je do pionu-nie mój biznes, odpowiadam tylko za zachowanie mojego.
Dodofon a dlaczego Jacek poszedł do szkoły ze starszym rocznikiem? Pisałaś już o tym? Pytam z ciekawości .
bo tak zdecydowałam, ja też poszłam do szkoły mając 6 lat, dla mnie to normalne = nienormalne jest, że sie kisi dziecko 7 letnie w przedszkolu 😲
Jacek chodził do przedszkola zwykłego, po 2 latach - Panie zaproponowały przeniesienie do zerówki - wiec sie zgodziłam - bo był nad wyraz rozgarnięty życiowo. Zapisałam go do zwykłej szkoły - do 1 klasy, ale również do społecznej - która jest dosłownie 200 m od domu, klasy są po 18 dzieci, są jezyki, basen, obiady i wszelkie udogodnienia. Do społecznej NIE dostał się. W ogóle dzieci tam przyjmowali tylko do ZERÓWKI - więc kiblowałby i jeszcze raz powtarzał zerówkę.
Ale w sierpniu Pani zadzwoniła, że jest miejsce w 1 klasie. Więc go dałam do pierwszej Z dziećmi, które już sie rok znały i starszymi. Okazało się, że w społecznej zerówce UCZONO pisać, czytać (pomimo, że niby nie wolno) a w przedszkolu (państwowym) nie. Stąd taki przeskok.
Społecznie sie doskonale zaadoptował. Jest chętny do chodzenia, lubi sie uczyć, Jest obowiązkowy (sam sie pakuje, sprawdza plan, pamięta o lekcjach itd)
Dla mnie drugi raz zerówka byłaby uwstecznianiem dziecka. Chętnego do szkoły, które nudziło się już w przedszkolu.
Pierwsze miesiące to był koszmar - bo codziennie ok 2-3h lekcje. Np. jedna strona kaligrafii - to godzina. I full zaległości ze szkoły = bo nie nadążał na lekcjach. Pani zapisała go 2x w tygodniu na zajęcia wyrównawcze - raz indywidualnie i raz z jedną dziewczynką. I w sumie obecnie nadrobił. W miarę czyta dukając, pisze też. Lekcje obecnie trwają ok 20-40 minut. Robi SAM - sam siada - czasami zawoła jak nie rozumie polecenia. Z liczenia itd. jest bardzo dobry. Sam robi matmę.
Niemiecki, angielski, czasami pomagam. Kaligrafia - sam, jakieś lektury, czytanki z nim czytam (ja czytam, część on) Generalnie MEGA postęp. Myślę, że pod koniec roku dorówna. On jest mega chętny, sam czyta Tytusa (komiks), garnie się i interesuje.
Dla mnie jeszcze raz zerówka byłaby uwstecznieniem.
Demonmasakra, jakie slodkie zdjecie. Az mi sie przypomina moje wlasne w tym stylu z moim bratem, ktorego nie lubilam, bo sie nie urodzil siostra 😂 Oj, nie mialam takiej slodkiej miny, jak Twoj starszy syn 😎 Btw. rozumiem Cie w 100% z tym worem. Moj osobisty maz byl dzieckiem nadaktywnym, robiacym mnostwo zamieszania i chcacym sie nauczyc wszystkiego od razu i prosze, jaki cudowny i zdolny mezczyzna z niego wyrosl! 😉A znamy sie od podstawowki, wiec troche wiem, jaki z niego byl gagatek..
Naboo, nie wiem czy ta sytuacja u nas to taka znowu wyjątkowa, zwyczajnie wychowawczyni zauważyła problem, inni nauczyciele potwierdzili, skonsultowano się z pedagogiem i wprowadzono do klasy zajęcia. Dzieciaki miały nawet zajęcia z psami 😉
no własnie, każdemu co innego odpowiada, ale warto trzymać się jakiegoś kanonu zasad, który pozwoli wszystkim poczuć się komfortowo
mnie naprawde nie interesuje co te dzieci wyprawiają w domu i co z nich wyrośnie - noblista, czy recydywista, nie chcę żeby wchodziły w moją strefe spokoju w przestrzeni publicznej. uważam, że źródłem problemu jest dom i przekaz kierowany dziecku przez rodziców też zauważyłam prawidłowowść, że zrównoważony rodzic = zrównoważone dziecko,
equi.dream, trafił się Wam wstydek? Czy tak się kręci? Ja mam USG we wtorek i pewnie się już dowiemy. I będzie można się o nim wyrażać konkretnie, a nie per "Pasożytek" 🙂 A u mnie OK, zero dolegliwości, zero wyczuwalnych ruchów, zero senności, zero humorów - właśnie odwrotnie, jakaś taka bardziej wyluzowana się czuję, bardziej mi wszystko "zwisa". Dziś znów mi utoczyli krwi na badania, uroczy poranek... Za to w kolejce same brzuchate, czułam się częścią lokalnego społeczeństwa 😉
Dopiero mi się pokazało zdjęcie. Demon wrzucaj częściej, zwłaszcza najmłodszy element, jest przesłodki 😍 Maleństwo wiercioch, ewentualnie pupkopokazywacz, zależnie od humoru 😉 We wtorek idę na 4D i zapowiedziałam lekarzowi, że nie zlezę z kozetki póki mi nie powie 😉 Zazdroszczę braku dolegliwości, mnie dziś u lekarza nawet panie położne żałowały. Nie chciały źle, ale weszłam się zważyć, a one "dalej pani lepiej nie wygląda" 😁 Nie udało mi się w dodatku zrobić krzywej cukrowej, glukoza nie chciała zostać w żołądku. Brrr, obrzydliwe.
Ja się zgadzam z edytą, również uważam, że należy wychować tak dziecko, żeby umiało szanować czyjąś przestrzeń, czyjeś prawa, ale żeby również umiało dbać o komfort swojej przestrzeni i umiało pilnować swoich praw. Wszystko trzeba jakoś wypośrodkować, nauczyć trudnej sztuki kompromisu, nie pozwalać być czyimś podnóżkiem, ale też nie uczyć agresji. O, a propos. Miałam o tym nie pisać, ale napiszę. Mój syn dwa razy wdał się w bójkę w szkole. Dwa razy z tym samym chłopakiem. Ten sam rocznik, mało tego, trenują w jednym klubie sportowym, są drużyną. Ale się nie znoszą. Tycjan i Kuba to dwie bardzo, ale to bardzo silne osobowości, Kuba z problemem nadpobudliwości, ale reaguje agresją doprowadzony do ostateczności, a spokój płynący od mojego syna źle działa na Kubę, Tycjan ma po prostu takie coś w sobie, że spokojnie i rzeczowo odpowiada na argumenty, a punktem zapalnym między nimi jest zazwyczaj fakt, że Kuba nieco inaczej widzi rozgrywany mecz, często widzi błędy u innych niż u siebie, co mój syn mu skrupulatnie wylicza. Im bardziej Tycjan rzeczowo mówi 'nie masz racji, było tak i tak', tym bardziej Kubę nosi 'nieee, to Ty nie masz racji, ja podałem, ale coś tam coś tam', więc mój syn swoje, on swoje i nagle Kuba już nie ma argumentu, a raczej sił na spieranie się słowne i startuje z rękami, a mój syn, cóż, jest duży, silny i nie pozwala sobie na takie zaczepki, więc zazwyczaj Kuba ląduje na jakiejś ścianie odepchnięty przez mojego syna. Znam się dobrze z rodzicami Kuby, normalni, spokojni ludzie. Raczej nie jest w domu bity (chociaż za nikogo ręki nie położę), jest pod opieką psychologa. Dzieci bywają różne, ja nie uczę mojego syna załatwiania sprawy siłą, ale młody doskonale wie, że jak ktoś do niego wystartuje z rękami, to zasada nie używania przemocy przestaje obowiązywać. Chłopcy spinali się też na treningu, ale dosyć szybko trener ich ustawił, jedno i drugie, pomimo młodego wieku, miało kary w postaci nie dopuszczenia do meczu w rozgrywkach, co ich szybko ostudziło. Tutaj ogromne zasługi przypisuję trenerowi, jest człowiekiem o niesamowitym kontakcie z dzieciakami, ale też niesamowicie konsekwentnym, chłopaki go prosili przed meczem, że już nie będą się przepychać na treningach, że przepraszają, że to był ostatni raz, a trener twardo 'ława'. Niestety czasem w szkole na przerwie się zobaczą i coś sobie wtedy chcą wyjaśnić.
mój mąż odwiedził wczoraj swoją siostrzenicę, która ma maluszka opowiedział, że dziecko nie chce jeść niczego z mięsem ja na to, że to pewnie dlatego, że Kasia - matka, jest wegetarianką, więc i w ciąży i w okresie karmienia mięsa także nie jadła zapomniałam tylko, że dziecko ... jest adoptowane 😂
uważam tak samo jak Zen i Edyta, nie lubię (delikatnie powiedziane) jak ktoś zakłóca moja przestrzeń osobistą, czy jest to dorosły czy też dziecko. Z tym, że dzieci mają rodziców, którzy za nich odpowiadają poniekąd. W domuniech robią co chcą, ale nie w publicznych miejscach
Jeszcze tak ogólnie. Wychowanie bez przemocy. W naszym świecie? Te fabryki broni za ciężkie pieniądze to zabawki? Policjant czy żołnierz mają grzecznie przemawiać do skutku? Judo, karate, zapasy, boks - wymyślono dla zabawy? A choćby futbol czy piłka nożna, czy ręczna - sporty "kontaktowe" - wróżycie przyszłość piłkarzowi, który nie potrafi sfaulować? Czy choćby wejść w zwarcie? Przemoc wszędzie jest bardzo obecna. Bardzo, bardzo płyciutko. Kto nigdy w życiu nie oberwał? Choćby wiaderkiem/łopatką w piaskownicy? Nawet mocne przytrzymanie za rączkę jest przecież przemocą fizyczną. Czy przytrzymanie w objęciach rozszalałego dziecka. Czy - wsadzenie w fotelik bez dyskusji. Jeśli się oczu starannie nie zamyka wyraźnie widać, że nasz świat nie jest pląsaniem po tęczy 🙁 Ani człowiek - powołanym do nieustannej szczęśliwości na tym "łez padole". Nikt z nas nie będzie w nieskończoność w "sytuacji optymalnej". Każdy spotka się z bólem, cierpieniem, atakiem, niesprawiedliwością, pewnie i z odrzuceniem. Nasze dzieci też, niestety. Stopniowo będą poznawać wszystkie blaski i cienie bytu - życia. Będą uczyły się z nimi sobie radzić. "Normalnie" jest tak, że opieka rodziców jest w stanie zapewnić nieco bardziej przyjazny świat w okresie dzieciństwa. Ochrona potomstwa jest podstawowym... obowiązkiem? instynktem? matki i ojca. Ochrona obejmuje też naukę funkcjonowania w grupie - bo bez tego "młode" nie będą miały świetlanej przyszłości 🙁
Człowiek funkcjonuje bardzo prosto (o ile nie ma zaburzeń biologicznych czy już wtórnych dysfunkcji układu nerwowego i "nadbudowy"😉: szuka własnej korzyści, będzie robił to, co dla niego korzystne - dopóki ktoś inny nie postawi tamy. Dojrzałość zmienia rozumienie korzyści: w kierunku bardziej idealistycznym, z satysfakcją odsuniętą w czasie itd. Niemowlaki są bezwzględnymi terrorystami 😀 Stopniowo stawiamy dzieciom granice. Rodzice, rodzeństwo, kumple, "panie", znajomi i nieznajomi. Żaden kilkulatek nie powinien zachowywać się jak dorosły - to nie jest normalne. Dziecko percepuje tylko te granice, do których jest w stanie się dostosować. Dzieci społecznie także rozwijają się w różnym tempie, nie tylko fizycznie, nie tylko intelektualnie, nie tylko emocjonalnie. Społeczna część wychowania - należy także do całego społeczeństwa 🙂 (jak nazwa umiejętności wskazuje), nie tylko do rodziców.
Ja Wam mowie, demon cos jara i ja tez chce to jarac! 😁 btw- pisalam, ze moje dziecko nie wstaje. Taaa, to od kilku dni juz wstaje. Ale tylko wtedy, kidy np na kanapie lezy cos, co on koniecznie chce miec (klucze, komorka, gazety), albo chce popatrzec w okno bedac na kanapie. W innych okolicznosciach nie widzi potrzeby 😉