Forum towarzyskie »

Dzieci, ciąże & pogaduchy o wszystkim i o niczym

Czarownica - ja spotykając się z takimi gówniarzami w pracy gdy byłam sprzedawcą przez 2 lata zwyczajnie zwracałam uwagę i nie pozwalałam sobie na takie zachowanie, ale niestety wśród społeczeństwa ogólnie brakuje jakiegoś poszanowania wobec sprzedawców i nawet dorośli zachowują się bezczelnie "przynieś, podaj, pozamiataj"

Dla mnie dziecko mówiące na "Ty" dorosłym i nieznajomym jest zwyczajnie niewychowane. Nasze normy i kultura tak wyglądają i nie uważam, że nie dostosowanie się do nich przez dzieciaka jest powodem do uznawania go za odważnego i oh ah. Potem z takich dzieci rosną 14 latki, które nie szanują ludzi starszych od siebie. I nie mam na myśli tylko staruszków ale zwyczajnie np 30 latków i taki małolat czuje się bezkarny.

Za to nie przeszkadzają mi dzieciaki, które czasem mnie zaczepią w sklepie czy autobusie. Uważam, że zdecydowanie lepiej mieć dziecko odważne i otwarte na świat niż takie które w windzie ucieka za spódnice mamy, spuszcza wzrok przy ludziach czy "kręci" supły z bluzki. Na własnym przykładzie wiem, że nieśmiałość to ciężka cecha w kontaktach z ludźmi dlatego zawsze serdecznie podchodze do brzdąców, które się nie boją obcego oczywiście jeśli robią to kulturalnie 😉
Ja popieram Czarownicę, ja bym nie chciała żeby obce dziecko podchodziło do mnie w restauracji, nie jest to dla mnie fajne ani zabawne. Nie lubię dzieci i nie chcę żeby mi się narzucały. Nie powinny podchodzić do obcych osób i zagadywać.

A ja nie znoszę farbowanych blondynek(facetów z brzuszkiem/metrosexualnych młodzieńców/czarnoskórych /wstaw jakąkolwiek inną grupę ludzi). Te naturalne blondynki toleruję, ale tych farbowanych nie trawię. Nie chciałabym żeby farbowana blondynka podchodziła do mnie w restauracji, czy gdziekolwiek, nie jest to dla mnie fajne ani zabawne. Nie lubię farbowanych blondynek i nie chcę żeby mi się narzucały. Nie powinny podchodzić do obcych osób i zagadywać.

Ludzie co z wami ❓ ❗ Dziecko to człowiek, nie pies, nie kot, nie wydra, nie samiec fretki w okresie rui, nie kosmita również - TO CZŁOWIEK ❗ Mały człowiek.
sznurka i Ty Brutusie ❓ Jakże inaczej brzmiałaby Twoja wypowiedź - Nie lubię gdy ktokolwiek przeszkadza mi w restauracji, więc nie byłabym zadowolona, gdyby ktokolwiek podchodził do mojego stolika i mnie zagadywał, w tym również mały chłopczyk.

A Wy tu piszecie o tych dzieciach w przestrzeni publicznej jak o jakichś trędowatych. Ale, że co, z dzieckiem przyjść, wejść, przebywać?! Ależ jak można. Dzieci do domów i na plac zabaw ewentualnie oczywiście na smyczy i w kagańcu wyprowadzać.

Nie no, czy tylko ja widzę jakim przejawem nietolerancji jest takie podejście? A może to nie przejaw nietolerancji, a odczłowieczania dzieci, robienia z nich ludzi niższej kategorii? Straszne rzeczy jak dla mnie głosicie.

edit./ No Czarownica dzięki za to sprecyzowanie, od razu inaczej brzmi.
i pisze to jako rodzic najsłabszego dziecka w klasie - pod kątem umiejętności szkolnych = no może jest słaby bo jest, może będzie na poziomie zawodówki, ale żeby z tego robić aferę?


Spoko Dodo, spośród moich ludzi z podstawówki, obecnie 30sto latków:

- Dziewczyna trójowa - nauczycielka w znanej szkole społecznej
- Chłopak trójowo-czwórkowy - informatyk, fotograf
- Dziewczyna słaba trójowa - coach (!)
- Dwójowo-trójowy mój brat cioteczny - najpierw trafił do zawodówki chemicznej, potem do technikum a na koniec skończył pedagogikę resocjalizacyjną, robi doktorat. Oczytany, inteligentny, w podstawówce uchodził za debila.  Ewidentnie za wcześnie do szkoły poszedł (z 30 grudnia), później dojrzał do szkoły.

Kto by pomyślał! Ja na pewno nie. Byłam w TAKIM szoku jak się o tym dowiedziałam (o reszcie, o bracie rzecz jasna wiedziałam) bo myślałam, że tacy to mogą teraz najwyżej za kasą gdzieś stać. A tu! Chapeau bas. Teraz wiem, że wyniki w podstawówce absolutnie nie definiują tego, na kogo delikwent wyrośnie...


Edit: ElMadziarra, a odniesiesz się do mojego poprzedniego posta w kontekście swojego pliz? Odnośnie nietolerancji? 🙂
Kto by pomyślał! Ja na pewno nie. Byłam w TAKIM szoku jak się o tym dowiedziałam (o reszcie, o bracie rzecz jasna wiedziałam) bo myślałam, że tacy to mogą teraz najwyżej za kasą gdzieś stać. A tu! Chapeau bas. Teraz wiem, że wyniki w podstawówce absolutnie nie definiują tego, na kogo delikwent wyrośnie...



Ooo i o tym pisałam wcześniej. Nawet nie wiesz ile razy ten ktoś stojący za kasą czy w sklepie na dziale ma magistra i kilka kursów zrobionych. Oczywiście nie wszyscy ale niestety boryka się z tym problemem teraz wielu młodych ludzi po studiach.
Dobra, to był skrót myślowy, wiadomo chyba, o co chodzi...
Pediatra mi powiedział,że jak będzie plus 5 stopni to mogę wcyhodzić na spacery.. a póki co werandowac..czyli co jak całą zimę będzie na minusie albo 3 stopnie 😉 to nie mogę wyjść z domu z nim?;/
A u mnie juz na pewno dziewczynka  🙂 😍
Hiacynta, tylko ja tego nie pisałam w kwestii wyżalenia  sie - pisałam, bo to fakt.
Nie mam aspiracji.

Nie łażę do nauczycielek, nie awanturuje sie, nie wymagam zeby dziecko było geniuszem.
A to co zobaczyłam na zebraniu = płacę = żądam.
Wszystkiemu winna szkola i nauczyciel.

Ja sobie nie mam nic do zarzucenia - idzie do szkoły zawsze przygotowany, z odrobionymi lekcjami, w domu poświęcam na to ok 2 h. Plus zabawy typu srcable (nauka wyrazów) karty (nauka liczenia).
Inaczej nie potrafię nauczyć.
Po porostu odstaje od reszty.
Ale nie mam pretensji jak większość rodziców do nauczycielki.
Bo jak chciałabym mieć pretensje to zatrudniłbym guwernantke do 1 dziecka.
Sakura ja z Monią całą zimę wychodziłam, nawet jak było -20st.  A jak ktoś mieszka na Alasce to ma też z dzieckiem cały czas w domu siedzieć  😉 Zacznij od werandowania przy otwartym oknie ze dwa/trzy dni. Potem na 5-10-15 minut na spacerek, a potem coraz bardziej wydłużaj. Pamiętaj żeby posmarować małemu buźkę warstwą kremu ochronnego (my akurat używamy Nivei na każdą pogodę), ubierz cieplutko na cebulkę. Ja się zaopatrzyłam w śpiwór wełniany dokładnie taki http://allegro.pl/womar-n20-cieply-spiwor-spiworek-welna-owcza-dlugi-i3887503991.html i zawsze byłam pewna, że Moni cieplutko. Śpiworek jest przedłużany i tą zimę też w nim jeździmy  🙂 Nasz pediatra każe wychodzić w każdą pogodę - Monia jest teraz trzeci czy czwarty raz dopiero podziębiona przez całe swoje króciutkie życie  😀

Liliana gratulacje  😅

A to my z testowania nowych sanek  🤣


Hiacynta sama nie jesteś nietolerancyjna, Twoja wypowiedź mnie nie przeraziła, co więcej spodobało mi się, że prędzej pogadałabyś z dzieckiem w restauracji niż z dorosłym.

Niestety nietolerancja w naszym społeczeństwie jest bardziej powszechna niż nam się wydaje. Dostało się Tobie i Twojemu Boga ducha winnemu psu. Gdyby poproszono Cię, żebyś nie przychodziła z psem, w czasie gdy szaleją tam stada dzieci dla obustronnego komfortu, też miałoby to zupełnie inny wydźwięk. A tak, wyszła nagonka. To nie jest tak, że u nas społeczeństwo jest pro dziecięce. Nikt oficjalnie nie reaguje i nie walczy, nawet gdy jest taka potrzeba, ale jak posłuchasz w kuluarach, to w większości usłyszysz, że przeszkadzają, że niewychowane, rozwydrzone, że cicho po kątach nie siedzą.

Ja rozumiem, że nie każdy musi kochać zwierzęta, że można się ich obawiać i reagować histerycznie. Rozumiem. Ale odmawiać ludzkich przywilejów człowiekowi, tylko dlatego, że ma mało lat? Ja też nie kocham wszystkich ludzi, nie przepadam za dziećmi prócz swojego, no ale nie twierdzę, że ziemia dla ziemniaków a Polska dla Polaków. Toleruję ludzi. Mogę nie tolerować różnych nieakceptowalnych zachowań, ale nie człowieka.
Na wszelki wypadek pisze juz w pierwszym poscie dyskusji o wchowaniu: nie, nie uwazam, ze dzieci nalezy wychowywac na aspolecznych egoistow, i ze dziecko moze wszystko. Dzieci musza sobie (w swoim czasie) przyswoic pewne normy ale musza tez wiedziec, ze ich potrzeby sa wazne.

Teraz do rzeczy.
Dlaczego dziecko ma mi zawracać d? Dlaczego stoisz na stanowisku ze jego komfort jest ważniejszy niż tego kogo zaczepi? Dlaczego każdy ma mieć ochotę?
Dla mnie i ty i Liliana strasznie egoistycznie postawy reprezentujecie.

Moze dlatego, ze jest matka i komfort jej dziecka jest dla niej na pierwszym miejscu. To jest przeciez logiczne. Najpierw mysle o sobie i swoich bliskich dopiero potem o znajomych, a na samym koncu jest anonimowa pani Krysia w kolejce w carefourze. Dlaczego jest tak dziwnie, ze najpierw mysle o komforcie pani Krysi, ktorej pewnie juz nigdy w zyciu na oczy nie zobacze? Wg mnie jest to pozostalosc epoki, kiedy dzieci "powinno bylo sie slyszec, a nie widziec", i ze miejsce dziecka jest w domu. Dziala jak fala w wojsku.

Ja moge miec tu przegiete, ale boje sie dawac mojemu dziecku do zrozumienia, ze jej potrzeby sa mniej wazne niz kogos innego, a juz zwlaszcza kogos obcego. Zawsze jestem na tym gruncie bardzo ostrozna. Bo co jak mi uwierzy?

I oczywiscie ktos kto nie mysli o komforcie sznurki jest egoista, a jak sznurka nie mysli o komforcie tego kogos to nie jest egoistka 😉 I nie chodzi tutaj o to, ze jakos popieram demon. Gdybym mogla wybrac czy Tymek mnie zaczepi czy nie, to wybralabym to drugie. Ale tez bez przesady, poki nie sciaga ze stolu co smaczniejszych kaskow, to naprawde nie jest w stanie zepsuc mi dnia. Tymek to tez czlowiek i ma jakies tam potrzeby, tak samo jak ja.

[quote author=Mazia link=topic=74.msg1995407#msg1995407 date=1390997951]
Ja popieram Czarownicę, ja bym nie chciała żeby obce dziecko podchodziło do mnie w restauracji, nie jest to dla mnie fajne ani zabawne. Nie lubię dzieci i nie chcę żeby mi się narzucały. Nie powinny podchodzić do obcych osób i zagadywać.

A ja nie znoszę farbowanych blondynek(facetów z brzuszkiem/metrosexualnych młodzieńców/czarnoskórych /wstaw jakąkolwiek inną grupę ludzi). Te naturalne blondynki toleruję, ale tych farbowanych nie trawię. Nie chciałabym żeby farbowana blondynka podchodziła do mnie w restauracji, czy gdziekolwiek, nie jest to dla mnie fajne ani zabawne. Nie lubię farbowanych blondynek i nie chcę żeby mi się narzucały. Nie powinny podchodzić do obcych osób i zagadywać.
[/quote]
The best!!!  👍
Zgadzam sie z toba w calej rozciaglosci.

dzionka, zgadzam sie z tyn co napisalas o nauczycielach, z mojego doswiadczenia wynika to samo. Nauczyciel zawsze patrzy na dziecko przez pryzmat "dziecka w klasie", nie "dziecka w zyciu".

[quote author=zen link=topic=74.msg1995210#msg1995210 date=1390987498]
A mi się wydaje, że mamy małą (jako społeczeństwo) tolerancję dla dzieci i jest nam to kodowane w jakiś sposób, czy chcemy, czy nie.

Z tym się zgodzę.
Jak byliśmy z moim półrocznym diabłem w Toskanii, to byłam w szoku. Wszyscy zaczepiali, pytali, ile ma, ile ma zębów  😁 . Starsze babcie potrafiły usiąść obok i błogo oglądać, jak karmiłam berbecia marchewkową breją, uśmiechając się i coś po włosku gadając. Wszyscy byli mili i traktowali dziecko - kompletnie obce - jako coś - nie wiem - jedynego i wyjątkowego?
Uderzyło mnie to (miło oczywiście), a w zderzeniu z polską rzeczywistością... to szok był.
[/quote]
Ja tez sie tym zgadzam. Bylismy na Seszelach i tam wszyscy odnosili sie do Jagody niesamowicie serdecznie. Tam dziecko to skarb, dostaje wiecej uwagi i zainteresowania niz dorosly. W Polsce rzeczywiscie jest jakis odchyl w tym temacie.

Hiacynta, podstawowe pytanie, czy po psie sprzatasz? Bo jak nie to dobrze, ze cie wyadministrowali. Jak sprzatasz to pozostaje tylko wspolczuc, tym bardziej ze chodzisz w takich godzinach...

Co do tego chlopca z filmiku, ja nie sadze zeby ten chlopczyk byl "sztuczny". To po prostu dzieciak, ktory znalazl sie w centrum uwagi i sie popisuje. Gadki ma typowe podpatrzone u doroslych, widac po tym ze bystrzacha. Co do fortepianu, mam nadzieje ze sie myle ale amerykanie to swiry. Rodzic ktory przygotowal 7latka do Carnegie Hall wlozyl w niego baaardzo duzo pracy, to jest granie prawdopodobnie po kilka godzin dziennie codziennie. Znalam tam chlopczyka, zywego ale jak na polskie warunki nawet nie ocierajacego sie o jakies ADHD. Ale nie chcieli go do jakiegos wyjechanego przedszkola (tam musisz sie dostac do wyjechanego przedszkola, zeby sie potem dostac do wyjechanej szkoly i zeby rodzice mogli sie chwalic w swojej kascie, ze dziecko przyjete do kastowego przedszkola) bo sie za bardzo rozpraszal, to co? Dawaj do pediatry, ten przepisal proszki i przedszkolak ma koncentrtacje jak 12latek. Dodam, ze rodzice wyksztalceni bogaci, a matka to nawet medyczne wyksztalcenie miala.

Filmik z amerykanskiej kampani o "leczeniu" dzieci z zaburzen Labeling kids

no nic, tak jak sznurka uważam, że są różne przestrzenie publiczne i o ile "zaczepianie"przez dzieci , czy dorosłych w sklepie, w kolejce do lekarza, nawet na ulicy, to zupełnie inna sprawa niż w restauracji.
Tak samo głośne zachowanie, nie musi mnie nikt bezpośrednio "zaczepiać", wystarczy że hałasuje w restauracji i to też mi przeszkadza. To nie nie hyde park. Podobnie w kościele. Jeden bezstresowo chowany dzieciak załatwia mszę wszystkim.

A jak chcesz ochrzcic dziecko to masz dziecku dac srodki nasenne, zeby nie przeszkadzalo wazniejszej reszcie wiernych? Kosciol to jest dla wszystkich wiernych chyba. Dzieci czasem placza, tak to jest. Kiedys ludzie zyli bardzo blisko siebie i w ogole nie istnialy "miejsca bez dzieci" i ludzkosc jakos przetrwala. Poza tym jak moje dziecko ma sie nauczyc jak sie zachowywac w kosciele albo reatauracji jezeli nie moge go tam zabierac? Dzieci nie wychowuje sie do placu zabaw ale do zycia! Ostatnio bylismy w restauracji ze znajomymi i Jagodzie zdarzylo sie tam krzyknac (ze szczescia, ze tak fajnie). Ona jeszcze nie rozumie ze w restauracji nie wolno krzyczec ale jak mialabym ja nauczyc, gdybym chodzila tylko na plac zabaw? Dodam tylko, ze bezdzietni znajomi nie byli zachwyceni 😉 ale przy wyjsciu zaczepily nas panie z sasiedniego stolika (zaczepily, co za chamstwo!! 😉 ) , zachwycone ze mamy takie grzeczne dziecko (1,5 godz i tylko 3 okrzyki, poza tym dziecka nie bylo).

dodofon, jestes pewna, ze dobrze robisz, przeciez on widzi, ze mama w niego nie wierzy, a teraz pewnie jestes jego najwiekszym autorytetem. Chodzi mi o to zeby to nie zadzialalo jak samospelniajaca sie przepowiednia.

I koncze, zapewnieniem, ze nie uwazam, ze dzieci powinno sie wychowywac na aspolecznych egoistow i pozwalac im na wszystko. Ale dzieci to tez ludzie.
tez mam taki spiworek 🙂
a dwa do lekarza tez musial wyjsc i zyje 😉
jakos mnie tym 5st nie przekonala... 🙂
Liliana gratki  😅 Nawet nie wiesz jak zazdroszczę  🤣.

Dla mnie nie ma różnicy dorosły/dziecko
W pracy często jestem świadkiem tego, jak rodzice mają głęboko gdzieś wychowywanie "kulturalne" dziecka. Wiele razy podchodziło do mnie dziecko już 8-10 letnie i per "ty" zadawało jakieś pytanie.


Czyli mozna z tego zrozumieć, że Ty  zwracasz się do  każdego dziecka per Pani/Pan ? Absolutnie rozumiem oburzenie przy  chamskim zachowaniu typu "Podaj…..", " "Przynieś….." i nie wyobrażam sobie, żeby tak mówił do mnie nawet mój maż czy mój syn.

Ale rozumiem, że oburza Was także jak  ¨uśmiechnięty 9 latek zwróci się do " Czy mogłabyś mi podać …. ?. Oburza  i uważacie, że jest niewychowany tylko dlatego, że nie użył formy Pan/Pani ?
Tak? Dobrze rozumiem ?
A gdybym ja starsza od Was o jakieś minimum 10 lat usmiechnieta zapytała w sklepie " Czy mogłabyś mi podać ….? To też Waszym zdaniem miałabym poważne braki w wychowaniu.
A gdybyśmy się  my dwie Polki ( ja nadal starsza  😉) spotkały na campingu we Włoszech w toalecie myjąc zęby i spytałabym " Czy mogłabyś mi podać papier lub ….? to też uważałybyście, że nikt mnie dobrze nie wychował ?
Szczerze? Ja nawet w sklepie do dziewczynek na oko 14-15 lat zwracam się per "pani". Bo nie wiem ile faktycznie mają lat, a dla mnie są klientkami a nie dziewczynkami. I tak, moim zdaniem od tego jest rodzic, żeby wyjaśnić dziecku, że do dorosłego zwraca się per "pan/pani" nawet, jak ktoś jest dla niego niemiły czy niekulturalny. Bo czyiś brak kultury nie zwalnia go z zachowania własnej kultury osobistej. I jak dziecko 3-4 letnie jeszcze może tego nie zrozumieć, tak sorry- ale dziecko powyżej 6 roku życia już jest an tyle duże, że to zrozumie.
Nie mogę stwierdzić, że mnie "oburza" takie zachowanie u 9 latka czy uważam, że jest niewychowany- ale na pewno mnie to zwyczajnie razi. Tak samo jak do mnie ktoś dorosły z d**y za przeproszeniem zwróci się per "ty".

edit: sprostuję. Nie mówimy tu o sytuacjach jak np. spotykam kogoś z volty, kogo teoretycznie znam, ale  praktyce widzimy się pierwszy raz. Czy jest impreza, ludzie rozmawiają, poznaję kogoś. Wiadomo, że nie będzie zwracał się do mnie na "pani". Ale gdy jestem na ulicy/w sklepie/w restauracji to sama zwracam się do wszystkich per "pan/pani" i raczej mile widziane jest, żeby do mnie też się tak zwracano. Jak ekspedientka niewiele starsza ode mnie mówi mi "dasz mi 20gr?" to zazwyczaj odpowiadam "tak, dam PANI 20gr".
Bobek sprzątam, oczywiście, że tak! ElMadziarra dzięki za odpowiedz 🙂 jak usiądę znowu do kompa to sie jeszcze odniosę do tematu
Czarownico napisałaś znowu to samo tylko użyłaś innych słów  😉

Szczerze? Ja nawet w sklepie do dziewczynek na oko 14-15 lat zwracam się per "pani". Bo nie wiem ile faktycznie mają lat, a dla mnie są klientkami a nie dziewczynkami.


Wnioskuje z Twojej wypowiedzi, że do 5 czy 9 latka zwracasz się per " Ty". Dlaczego ? To taki sam klient jak 15 latka ?
CzarownicaSa,  do 4 letniego dziecka też mówisz na "panno" 😉 ? albo "pani" ? 😉 skoro nie ma różnicy dorosły a dziecko? 😉

idę stąd, bo mi szwy puszczą ze smiechu 🙂 właśnie sobie wyobraziłam 4-6 latke, która wybiera prezent a Czarownica do niej mówi "Proszę Pani, tam stoją różowe klocki, wyglądają ciekawiej, jeśli byłaby Pani łaskawa zerknąć..."

Paniuję wszystkim, ale nie czuję się wybitnie urażona jak ktoś powie do mnie na Ty. nie zwracam na to większej uwagi. chyba, że to jakaś 14-15 latka waląca na Ty z bezczelności a nie spontanicznie, wtedy to jest różnica 😉
Bobek - ale ja nie mowię mu ze jest gorszy. Wręcz przeciwnie. Motywuje go, nagradzam za kazdy mały postęp.
Mowię, ze jest super jak cos dobrze napisze. Daje wygrywać w karty (tak aby nie wiedział ze ma fory)
A jak złe, mowię by sie nie przejmował - bo sie uczy, ze ja tez robiłam błędy, ze tez sie uczyłam. Itd.

Ale patrzę obiektywnie na niego = w porównaniu do innych dzieci i ich umiejętności szkolnych.

Za to nie jest "inwalida społecznym". Pójdzie sam do sklepu, sam sie ogarnia, zawsze wie co jest zadane, sam sie pakuje do szkoły, i robi dziesiątki rzeczy "życiowych" niekoniecznie szkolnych i potrzebnych.
Ma kasę swoją i ją wydaje na co chce - i wiem ze nie kupi syfu w sklepiku. A np. było larum w klasie zeby nie dawać kasy - bo dzieci kupują syf. (Batony, słodycze itd)
Co mnie obchodzą inne dzieci i co kupują - jak rodzic nie nauczył - to dlaczego moje dziecko ma cierpieć i nie mieć pieniędzy na własne gospodarowanie ???
Albo problem - wyjazd na wiosnę na zielona szkola. Larum, ze dzieci same jadą, ze jak sie umyją, ze jak zasną.
Co mnie obchodzi, ze ktos ma lemura, co go matka myje i ze nie potrafi sie ogarnąć do spania sam i ze nigdy nie był sam na wyjeździe (sam znaczy bez rodziców, ale z inną opieką).

Apropo Pan/Pani - ja do wszystkich (od nastolatek po babcie) mowię na pan/ pani i nie życzę sobie zeby obca osoba zwracała sie do mnie per "ty". Nawet jak ktos jest ode mnie o 20- ścianę lat starszy.


Demon dla mnie to jest różnica, czy dziecko ma te 9 czy 15 lat. I to duża. Ale to dla mnie, dla nikogo innego być nie musi. I to 9 latka zwrócę się per "ty", ale do przypuszczalnej 15-latki per "pani" bo faktycznie nie wiem ile ma lat. Nie umiem Ci tego inaczej wyjaśnić.
A wszystko sprowadza się do tego, że moim zdaniem dziecku od małego wypada tłumaczyć, że do ludzi zwracamy się per "pan/pani". I akurat to, jak ja się zwracam do dzieci nie ma najmniejszego znaczenia- bo mogłabym sobie nawet do 16 latki mówić per "ty", ale ona powinna mówić do starszej osoby per "pan/pani". Gdy byłam dzieckiem przez myśl mi nie przeszło, żeby mówić do dorosłego "ty". Nawet do sąsiadki mając już 20 lat, a znając ją 15 mówiłam "czy ciocia mogłaby?". Dopiero gdy sama zaproponowała przejście na "ty" to się zgodziłam.
Każdy robi jak uważa, moje zdanie jest takie, że dziecko/nastolatek/dorosły powinien zwracać się do osoby starszej per "pan/pani". Ja będąc starsza mogę odezwać się do dziecka/nastolatki per "ty", ale do osoby "dorosłej" powyżej 18 roku życia jednak wypada odezwać się per "pan/pani". Tak mi wpojono za młodu, to mi się podoba i sama staram się to stosować, mojej córce też mam zamiar takie wartości przekazać. I dla mnie- tylko dla mnie, osobiście, nie mówię że tak powinno być dla ogółu- jednak dziecko 9 letnie powinno mówić do dorosłych "pan/pani" a nie "ty".
I odniosę się jeszcze do Towjego poprzedniego posta opisującego "sytuację z Tobą"- nie uznałabym, że jesteś źle wychowana, tylko że jesteś niekulturalna.

Isabelle lubię Cię, ale przeczytaj uważniej. Nie bierz wszystkiego dosłownie. Są pewne standardy kulturalne, po których ludzie nas widzą i opisują. Więc piszę ogólnie, bo gdybym miała wypisać wszystkie przykłady z życia gdzie wypada a gdzie nie zwrócić się per "pan/pani" czy "ty" to by mi internetu zabrakło 😎

Po co ja się w ogóle odzywałam...
A poza tym sorry- tak tu trąbicie, że dziecko to przecież człowiek- to czemu nagle nie miałabym się odezwać do dziecka per "pan/pani"? To tak jak się już szczegółów czepiamy 😎
Ale rozumiem, że oburza Was także jak  ¨uśmiechnięty 9 latek zwróci się do " Czy mogłabyś mi podać …. ?. Oburza  i uważacie, że jest niewychowany tylko dlatego, że nie użył formy Pan/Pani ? Tak? Dobrze rozumiem ?
Jeśli o mnie chodzi, to i tak i nie. Nie, bo absolutnie nie czułabym się oburzona. Miłe, uśmiechnięte dziecko zawsze wzbudzi moją najszczerszą sympatię. Ale to nie zmienia faktu, że uważam, iż powinien zwrócić się do mnie na "pani".
Przekonałam się przez ponad dziesięć lat pracy jako instruktor, że spoufalanie się z dziećmi i przechodzenie na "ty" nie służy byciu szanowanym instruktorem.
Chyba zgodzisz się z tym, że dziecko nie powinno mówić do nauczyciela na "ty"? A jeśli się zgadzasz, to czemu może do np. instruktora, czy obcej osoby w restauracji? Na czym polega różnica?
Julie idealnie napisałaś to, co ja chciałam przekazać. Ale nie umiem... no nie umiem i tyle.
Czy mi się wydaje, czy naprawdę dyskutujecie, czy do dziecka powinno się zgłaszać pan/pani. Miałam coś napisać, ale dobrze, że tego nie zrobiłam bo poziom tej dyskusji mnie przerasta  🙇.
Matko bosko z córko...

Ale wynika z tego co piszecie, że jak ktoś - dziecko nie mówi Pan/Pani, to nie szanuje. Córka mojej kumpeli z Austrii wali do nas wszystkich (znajomych matki) na TY, ale nigdy nie odczułam braku szacunku. Powiecie: tak, ale to Austriaczka, a tam są inne standardy. Czy jak polskie dziecko wali do mnie na TY, to oznacza o brak szacunku? Czy może, że zostało wychowane w innych standardach? Gdzie domniemanie niewinności? Pretensje do dziecka, że chamskie? Czy pretensje do rodziców, że preferują inne standardy?

Nie przeszkadza mi, że ktoś wali do mnie na TY, gdy jemu nie przeszkadza, gdy ja zwracam się w ten sam sposób. I zawsze to robię, pomijając stuletnie babcie, które mogą mi mówić nawet dziecinko i ja wciąż zwracam się do nich Pani. Faceci nie mają tej taryfy ulgowej, bo od faceta, nawet stuletniego, oczekuję szacunku jako kobieta. Jestem nietolerancyjna. Jestem szowinistką.

Jednak gdy ktoś mi Paniuje, to ja również na Pan/Pani się zwracam, chyba, że na pierwszy rzut oka widać, że mam do czynienia z dzieckiem. Nastolatka w sensie 14-15 to dla mnie jeszcze dziecko, choć obecnie trudno po wyglądzie wiek odgadnąć.

edit./ bez się, zwracam zabrzmiało pretensjonalnie co najmniej
ElMadziarra ale córka Twojej kumpeli nie jest dla Ciebie obcym dzieckiem. A my- a przynajmniej tak mi się wydaje- cały czas piszemy o sytuacji, gdy dziecko jest nam totalnie obce i nagle odzywa się do nas na "ty".

Wyraziłam swoje zdanie, więcej się nie wypowiem, bo nie ma sensu. Każdy wychowuje dziecko jak chce i sądziłam, że można wyrazić swoją opinię i nie zostać wyśmianym, ale się myliłam.
Podsumuję- tak, uznaję za brak kultury gdy obce mi dizecko mówi do mnie na "ty". I jeśli rodzic na to przyzwala(jeśli rozpatrujemy to w kwestii kto jest winny)- tak, to wina rodzica, że nie nauczył dziecka kultury i norm kulturowych.
mnie chyba też już przerosło....  😵

człowiek wejdzie, napisze coś od siebie, chce się podzielić smutkami czy radościami a tu ciągle wałkowane to samo...
aż szkoda coś pisać nie w temacie bo i tak zginie

Lili, gratuluję dziewczynki!! Mam nadzieję, że za drugim razem i mnie się uda  😜
kkk, faktycznie, ucieklo: ja mialam doidycup, bez rewelacji, mozna sie obyc bez niego, zalete ma taka ze dziec sobie nie odcisnie filizanki na czole 😉 zwykly kubek tez starczy.
Mikolaj jest sliczny 🙂
Liliana, gratulacje, widac do trzech razy sztuka 😉
Czarownica, ale ona tak mówi do wszystkich dorosłych, nawet jak widzi ich pierwszy raz w życiu, bo takie ma standardy.  Jest dobrze wychowana i bardzo poukładana, nie wiem jak zwraca się do nauczycieli, ale chodzi do szkoły salezjańskiej, ma bardzo wysoką średnią i bardzo dobre zachowanie. A wszystkim wali na TY i w Austrii i w Polsce.
Ja tez nie ciągnę wątku, widać jestem z mało popularnej frakcji ceniącej kindersztubę.
Ktoś o huśtawkę pytał- fajna jest little tikes, brzydka jak noc ale ma pałąk i pasy. Aktualnie mam ekkore z ikei i Lew wlazi od pasa w gore w wór i sie w niej kręci😉
bobek nie  to mi chodziło... 🙂 ale dziękuję. Zastanawia mnie czy faktycznie 3/6 miesięczne dziecko jest w stanie się z niego napić...

chodzi mi raczej o to, że kiedyś jak dziewczyny pisały  o jakichś swoich problemach, troskach czy zwyczajnie chciały się czymś podzielić to był jakiś odzew, komentarze. Dziewczyny, które były w takiej sytuacji radziły, wspierały, albo znając temat, większe doświadczenie podpowiadały rozwiązania.  ehhh
nie umiem się wypowiedzieć... w każdym razie jakoś inaczej było.
kkk, jest w stanie. Ja doidy lubiłam. Teraz hiciorem jest emaliowany kubeczek, ale ja generalnie próbuje sie pozbyć niekapka. Bo Lew lubi ale ja obawiam sie o zeby.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się