Na wszelki wypadek pisze juz w pierwszym poscie dyskusji o wchowaniu: nie, nie uwazam, ze dzieci nalezy wychowywac na aspolecznych egoistow, i ze dziecko moze wszystko. Dzieci musza sobie (w swoim czasie) przyswoic pewne normy ale musza tez wiedziec, ze ich potrzeby sa wazne.
Teraz do rzeczy.
Dlaczego dziecko ma mi zawracać d? Dlaczego stoisz na stanowisku ze jego komfort jest ważniejszy niż tego kogo zaczepi? Dlaczego każdy ma mieć ochotę?
Dla mnie i ty i Liliana strasznie egoistycznie postawy reprezentujecie.
Moze dlatego, ze jest matka i komfort jej dziecka jest dla niej na pierwszym miejscu. To jest przeciez logiczne. Najpierw mysle o sobie i swoich bliskich dopiero potem o znajomych, a na samym koncu jest anonimowa pani Krysia w kolejce w carefourze. Dlaczego jest tak dziwnie, ze najpierw mysle o komforcie pani Krysi, ktorej pewnie juz nigdy w zyciu na oczy nie zobacze? Wg mnie jest to pozostalosc epoki, kiedy dzieci "powinno bylo sie slyszec, a nie widziec", i ze miejsce dziecka jest w domu. Dziala
jak fala w wojsku.
Ja moge miec tu przegiete, ale boje sie dawac mojemu dziecku do zrozumienia, ze jej potrzeby sa mniej wazne niz kogos innego, a juz zwlaszcza kogos obcego. Zawsze jestem na tym gruncie bardzo ostrozna. Bo co jak mi uwierzy?
I oczywiscie ktos kto nie mysli o komforcie
sznurki jest egoista, a jak
sznurka nie mysli o komforcie tego kogos to nie jest egoistka 😉 I nie chodzi tutaj o to, ze jakos popieram demon. Gdybym mogla wybrac czy Tymek mnie zaczepi czy nie, to wybralabym to drugie. Ale tez bez przesady, poki nie sciaga ze stolu co smaczniejszych kaskow, to naprawde nie jest w stanie zepsuc mi dnia. Tymek to tez czlowiek i ma jakies tam potrzeby, tak samo jak ja.
[quote author=Mazia link=topic=74.msg1995407#msg1995407 date=1390997951]
Ja popieram Czarownicę, ja bym nie chciała żeby obce dziecko podchodziło do mnie w restauracji, nie jest to dla mnie fajne ani zabawne. Nie lubię dzieci i nie chcę żeby mi się narzucały. Nie powinny podchodzić do obcych osób i zagadywać.
A ja nie znoszę farbowanych blondynek(facetów z brzuszkiem/metrosexualnych młodzieńców/czarnoskórych /wstaw jakąkolwiek inną grupę ludzi). Te naturalne blondynki toleruję, ale tych farbowanych nie trawię. Nie chciałabym żeby farbowana blondynka podchodziła do mnie w restauracji, czy gdziekolwiek, nie jest to dla mnie fajne ani zabawne. Nie lubię farbowanych blondynek i nie chcę żeby mi się narzucały. Nie powinny podchodzić do obcych osób i zagadywać.
[/quote]
The best!!! 👍
Zgadzam sie z toba w calej rozciaglosci.
dzionka, zgadzam sie z tyn co napisalas o nauczycielach, z mojego doswiadczenia wynika to samo. Nauczyciel zawsze patrzy na dziecko przez pryzmat "dziecka w klasie", nie "dziecka w zyciu".
[quote author=zen link=topic=74.msg1995210#msg1995210 date=1390987498]
A mi się wydaje, że mamy małą (jako społeczeństwo) tolerancję dla dzieci i jest nam to kodowane w jakiś sposób, czy chcemy, czy nie. Z tym się zgodzę.
Jak byliśmy z moim półrocznym diabłem w Toskanii, to byłam w szoku. Wszyscy zaczepiali, pytali, ile ma, ile ma zębów 😁 . Starsze babcie potrafiły usiąść obok i błogo oglądać, jak karmiłam berbecia marchewkową breją, uśmiechając się i coś po włosku gadając. Wszyscy byli mili i traktowali dziecko - kompletnie obce - jako coś - nie wiem - jedynego i wyjątkowego?
Uderzyło mnie to (miło oczywiście), a w zderzeniu z polską rzeczywistością... to szok był.
[/quote]
Ja tez sie tym zgadzam. Bylismy na Seszelach i tam wszyscy odnosili sie do Jagody niesamowicie serdecznie. Tam dziecko to skarb, dostaje wiecej uwagi i zainteresowania niz dorosly. W Polsce rzeczywiscie jest jakis odchyl w tym temacie.
Hiacynta, podstawowe pytanie, czy po psie sprzatasz? Bo jak nie to dobrze, ze cie wyadministrowali. Jak sprzatasz to pozostaje tylko wspolczuc, tym bardziej ze chodzisz w takich godzinach...
Co do tego chlopca z filmiku, ja nie sadze zeby ten chlopczyk byl "sztuczny". To po prostu dzieciak, ktory znalazl sie w centrum uwagi i sie popisuje. Gadki ma typowe podpatrzone u doroslych, widac po tym ze bystrzacha. Co do fortepianu, mam nadzieje ze sie myle ale amerykanie to swiry. Rodzic ktory przygotowal 7latka do Carnegie Hall wlozyl w niego baaardzo duzo pracy, to jest granie prawdopodobnie po kilka godzin dziennie codziennie. Znalam tam chlopczyka, zywego ale jak na polskie warunki nawet nie ocierajacego sie o jakies ADHD. Ale nie chcieli go do jakiegos wyjechanego przedszkola (tam musisz sie dostac do wyjechanego przedszkola, zeby sie potem dostac do wyjechanej szkoly i zeby rodzice mogli sie chwalic w swojej kascie, ze dziecko przyjete do kastowego przedszkola) bo sie za bardzo rozpraszal, to co? Dawaj do pediatry, ten przepisal proszki i przedszkolak ma koncentrtacje jak 12latek. Dodam, ze rodzice wyksztalceni bogaci, a matka to nawet medyczne wyksztalcenie miala.
Filmik z amerykanskiej kampani o "leczeniu" dzieci z zaburzen
Labeling kidsno nic, tak jak sznurka uważam, że są różne przestrzenie publiczne i o ile "zaczepianie"przez dzieci , czy dorosłych w sklepie, w kolejce do lekarza, nawet na ulicy, to zupełnie inna sprawa niż w restauracji.
Tak samo głośne zachowanie, nie musi mnie nikt bezpośrednio "zaczepiać", wystarczy że hałasuje w restauracji i to też mi przeszkadza. To nie nie hyde park. Podobnie w kościele. Jeden bezstresowo chowany dzieciak załatwia mszę wszystkim.
A jak chcesz ochrzcic dziecko to masz dziecku dac srodki nasenne, zeby nie przeszkadzalo wazniejszej reszcie wiernych? Kosciol to jest dla wszystkich wiernych chyba. Dzieci czasem placza, tak to jest. Kiedys ludzie zyli bardzo blisko siebie i w ogole nie istnialy "miejsca bez dzieci" i ludzkosc jakos przetrwala. Poza tym jak moje dziecko ma sie nauczyc jak sie zachowywac w kosciele albo reatauracji jezeli nie moge go tam zabierac? Dzieci nie wychowuje sie do placu zabaw ale do zycia! Ostatnio bylismy w restauracji ze znajomymi i Jagodzie zdarzylo sie tam krzyknac (ze szczescia, ze tak fajnie). Ona jeszcze nie rozumie ze w restauracji nie wolno krzyczec ale jak mialabym ja nauczyc, gdybym chodzila tylko na plac zabaw? Dodam tylko, ze bezdzietni znajomi nie byli zachwyceni 😉 ale przy wyjsciu zaczepily nas panie z sasiedniego stolika (zaczepily, co za chamstwo!! 😉 ) , zachwycone ze mamy takie grzeczne dziecko (1,5 godz i tylko 3 okrzyki, poza tym dziecka nie bylo).
dodofon, jestes pewna, ze dobrze robisz, przeciez on widzi, ze mama w niego nie wierzy, a teraz pewnie jestes jego najwiekszym autorytetem. Chodzi mi o to zeby to nie zadzialalo jak samospelniajaca sie przepowiednia.
I koncze, zapewnieniem, ze nie uwazam, ze dzieci powinno sie wychowywac na aspolecznych egoistow i pozwalac im na wszystko. Ale dzieci to tez ludzie.