Ja już po rozmowie. Oczywiście przesadzam itede itepe, ale jakoś tak spokojnie i normalnie było. Mam nadzieję, że to coś pomoże. Ale w końcu odkrył się ze swoimi obawami - boi się, że podczas porodu coś mi się stanie. Dlatego podkreśliłam, jak bardzo ważne jest dla mnie, żeby chodził ze mną na tę szkołę, nawet jeśli podczas porodu go ze mną nie będzie. Jak ważne jest dla mnie poczucie bezpieczeństwa. No i zobaczymy...
Anka, zazdroszczę basenu z maluchem, ja też bym chciała chodzić z Julką. Il.e dziecko musi mieć skończone, żeby z nim chodzić na basen? 🙂
Opolanka wlasciwie od skonczonych 3 miesiecy. Ja poszlam po raz pierwszy jak mial 11,5 tyg. Wazne jest tylko, aby woda miala minimum 32°C i nie bylo glebiej, niz 130 cm. 1x tydzien wystarczy. Chodze sama, bez kursu.
Nie dziękuje co by nie zapeszyć, ale wiecie... koniarz do tego 😉
opolanka a właściwie dużo jest mężczyzn na zajęciach w szkole rodzenia? bo ja nie byłam nawet raz, bo nie miałam jak dojeżdżać 😡
CzarownicaSa ja tam nie wiem jak jest u Was 😉 ale po całym tygodniu pracy nie czekałabym aby mąż się obudził i pozmywał 😵 Tak samo z porządkami, skoro większość czasu spędzam w domu to oczywiste, że sprzątam 😉 Na co dzień latam z odkurzaczem, z mopem i jakoś garb mi nie wyrósł od tego 😉 a u rodziców mam 150 m do ogarnięcia - bo przy trójce małych dzieci nie ma opcji śmieci/paprochów na podłodze itp 😉
Byle chłop sprzątał po sobie (nie rozrzucał brudnych ubrań itd), albo ja mam zwyczajnie (nie)dobry charakter, z racji, że lubię nawet samochód sprzątać 😡
Nie czarujmy się też, ale jak się posprząta dom raz a porządnie, to sprzątnąć pojedyńcze rzeczy - żaden problem 😉
Muffinka, przesyłam ogromniaste gratulacje! Ale ekipa w domu 😜 😜 Filip od razu widzę śmiało do młodego. Ależ Ty się wymęczyłaś... A ja Ci jeszcze beztrosko pisałam gdzieś, że drugie szybciej 😡 (Zdaje się, że zapomniałam o takim drobnym szczególe, że drugie sn, po pierwszym też sn) Grunt że teraz już jest Was czwórka 🙂 Trzymaj się tam i wypoczywaj!!!
Pomijając okres połogu i opieki nad noworodkiem, większość kobiet w naszych czasach prędzej czy później wraca do pracy.
Oczywiście. Ja wolny od pracy czas miałam tylko przez 5 miesięcy od urodzenia pierwszego dziecka (klasyczny płatny macierzyński). Hoooo to były wakacje życia!!! Z noworodkiem ale łatwym w obsłudze - czad! I jeszcze mi płacili! Ech to se ne wrati... Cały pozostały okres (czyli od tej pory minęło 5,5 roku i w międzyczasie pojawiło się drugie dziecko) mam nieustająco swoje zlecenia (oczywiście w niepełnym wymiarze czasu do momentu gdy dzieci dorosły do przedszkola) Chcę je mieć i nie zrezygnuję z nich. Z tysiąca powodów. Ale wiem, że wynikają z tego koszty, które ponoszę głównie ja. Bo ja muszę dzielić czas między pracę, dzieci i dom. Chłop dzieli czas między pracę i dzieci. I dom - ale jak ja go kopnę 😀iabeł:. A naprawdę często mi się już nie chce kopać, bo więcej energii/złych emocji wkładam w tego kopa niż w samodzielne załatwienie tematu.
I jeszcze jest tak, że ja jestem rozerwana: "czytać dzieciom czy szorować kuchenkę" A facet nie jest rozerwany. Zupełnie. W ogóle nie widzi kuchenki i po prostu czyta dzieciom do 22 i wszyscy są bardzo zadowoleni. Tylko nie wiadomo czemu ja coś ciągle marudzę... 😉
tajnaa, mężczyźni często boja się dotykać brzucha ciężąrnej, zwyczajnie dla nich jest to nie do ogarnięcia, a widok ruszającego się brzucha to jakby pasażera Nostromo widzieli. Ich stosunek do wyprawki, i przygotowań tez nijak sie ma do późniejszego stosunku do dziecka. Nie można tego tak łopatologicznie przekładać. To, że sie nie angażuje w ciążę nie oznacza, że w dziecko sie nie zaangażuje. Też nie można z nich robić osobnego gatunku, ale zostawić przestrzeń na własne przeżywanie. Mimo wszystko nam jest łatwiej psychicznie to ogarnąć, to są nasze doznania, wspomagane przez naturę hormonalnie. Uważam, że robimy sobie krzywdę szukając najprostszych wyjaśnień. Jeżeli przed dzieckiem nie istaniało partnerskie podejście do obowiązków i zobowiązań nierealistyczne są oczekiwania, że akurat po porodzie to się zmieni jak za dotkneciem różdżki. Nie czarujmy się, mimo polepszenia sytuacji rodzących, i tak zostajemy z tym same. Mało szpitali oferuje nocleg dla ojca przy matce i dziecku. Zwykle, nawet po wspólnym porodie oni idą do domu...I tak juz zostaje często. Jeżeli do tego dołozymy sobie same: ja przewinę, ja uspię, ja wiem lepiej to efekt jest. Same nie mamy podejścia partnerskiego (cos jak Czarownica (nie obraź się, ale to tylko przykład :kwiatek🙂 ) a oczekujemy go od męża/partnera.
zet, ja mam te ksiazke i lezy. Wg mnie zwykla ksiazka kucharska, zwykle te potrawy, zadnych rewelacji (tak z tresci bo zadnego przepisu nie sprawdzialm w praktyce) ale ja mam mnostwo sprawdzonych ksiazek kucharskich, jak ktos nie ma to moze mu sie przydac. W ksiazce jest tez obszerny wstep o zywieniu dzieci wg zasad BLW ale ja wczesniej przeczytalam ksiazke podstawowa wiec i to mi sie srednio przydalo.
kasiulkaa25, tam gdzie ja chodzilam w szkole rodzenia bylo 100% facetow, chociaz na poszczegolne zajecia niektorym zdarzalo sie nie dojechac, czasami zas nie zdazyla dojechac przyszla mama i pan siedzial sam.
kasiulkaa25, to milego wieczoru 🙂 pokemon, ja dostalam niedawno tel ze sklepu, ze 'nie ma makaronu marki penne' 😉
Po pokoiku Jasia, jakos przed porodem, kochanie moje odbedzie wycieczke z przewodnikiem 😁 I bedziemy naklejac karteczki na polki w komodzie 'spiochy', 'pajace', 'body krotki rekaw'...itp. Polowa rzeczy dla malego pojawila sie 'magicznie' i T nie wie ani skad, ani co to, ani po co. Dowie sie w praniu, 'na sucho' nie sadze, zeby ogarnal cokolwiek.
Wlasnie jest z kumplami w Bydgoszczy (w pracy) i w sumie ciagle Jasiek na tapecie 😉 On potrafi zagiac 'dzieciatych' wiedza na jakis temat, mimo, ze nie czyta i nie szpera sam nic, tylko slucha, pyta, analizuje i przyjmuje do wiadomosci. A zagwozdki omawia z 'naszym' lekarzem 😉 A niedzieciatym to tonem mentora szerzy 'prawdy objawione' 😁
Ja mam w najblizszym otoczeniu taki przyklad skrajnego 'wrocilem z pracy, wiec leze'. Moj ojciec. Co tam, ze pracuje w sumie chyba mniej od mamy, ze ona gotuje, sprzata, a teraz jeszcze kilka godzin dziennie spedza w szpitalu u dziadka. Ojciec palcem nie kiwnie. Lezy, oglada tv i grzebie w necie, albo w pasjansa czy w kulki gra. I tak od max 15 (o tej porze NAJPOZNIEJ wraca z pracy- o przepraszam, nie wraca, tylko mama go przywozi...) do poznej nocy. W ten weekend pojechal na dzialke pic z kolega. Zabral samochod. A mama 2 razy dziennie do szpitala jezdzi, ja jestem sama i w razie czego nie moge liczyc, ze mi pomoga, jakby cos sie zaczelo dziac np. w srodku nocy, bo jak-bez samochodu?
edit: Anka Boskie! A maly jaki juz niemaly i meski, no fiu fiu! 😀
Jeżeli do tego dołozymy sobie same: ja przewinę, ja uspię, ja wiem lepiej to efekt jest
TAK, ALE 😉 np. czasem to jest po prostu niemożliwe bo ja jestem kobietą a on jest mężczyzną. Karmiłam dzieci piersią długo i przez ten czas oczywiście on do dzieci w nocy nie wstawał. Tzn. zrywał się na początku, podawał mi dziecko itp, ale dalej szedł spać. Mnie do szczęścia jego gapienie się nie było potrzebne, a po co dwie osoby mają mieć zarwaną noc? Niech jedna się wyśpi i przejmie obowiązki za dnia.
Więc nocą ja byłam dla dzieci dopóki były małe. Teraz jak są większe to tak samo jest w przypadku choroby. Mój czteroletni syn w trakcie zaostrzenia choroby wybudza się o 1, 3 i 5 nad ranem. Mąż w ogóle już nie się nie wybudza, a ja się zrywam momentalnie. Podejmowaliśmy próby żeby to mąż go usypiał, ale wtedy nie spały trzy osoby: próbujący mąż, płaczący "do maaaaaaamy" chory syn i ja 🤔 Więc zarzuciliśmy ten system. Noce są moje a chłop nawet się nie budzi. Uznałam, że tego nie zmienię i muszę się z tym pogodzić. I próbować odbić sobie w innych rejonach.
Anka super super wyglądacie! Reklama macierzyństwa 🙂 🙂
Kasiulkaa25, udanej randki 😉 RaDag, przerypane z tymi dziadami 😀 ale przynajmniej znajdujemy w sobie tą siłę, niesamowite ile kobieta jest w stanie znieść. Trzymaj się. Wiecie co mój pokręcony wujek powiedział? Że teraz jest taki okres, że ziemia przechodzi na wyższą częstotliwość i ludzie muszą się dostosować, swoją wibrację do wibracji ziemi, a kto nie dostosuje jej, świruje mówiąc skrótowo. Taka ciekawostka, która może być jakkolwiek prawdziwa. On jest nastawiony na koniec świata odkąd pamiętam i ciągle czyta o hiperfizyce i apokalipsie 🙂 Coś może w tym być jednak, bo widać zmiany w ludziach na każdym kroku. Ja wczoraj wieczorem spotkałam się z tym moim byłym facetem i rozmawialiśmy sobie spokojnie, wspominaliśmy trochę, stwierdziłam, że nie ma sensu mieć żalu, bo lepszy jest spokój. Udało mi się wymusić obietnicę pójścia na oznaczenie hormonów, podejrzewam, że może mieć niedobór testosteronu, co i tak nie tłumaczy tego co zrobił, ale źle mu nie życzę, niech się zbada i leczy, bo tak będzie lepiej dla wszystkich. Bardzo mnie zabolało, kiedy powiedział, że teraz się czuje spokojniejszy, nie jest tak zmęczony i chodzi spać o 1 w nocy, wstaje o 6 i jest wyspany. Trochę wyglądało to jakby całą winę zrzucił na mnie, ale ja już nie będę tego rozpamiętywać. Przeszłość już się nie liczy, teraz się skupiam na teraźniejszości i przyszłości. Po tej całej rozmowie, na którą czekałam cały dzień ze ściśniętymi wnętrznościami, dziś rano obudziłam się tak lekka i spokojna, jestem szczęśliwa. To niesamowite, ale to doświadczenie było najwidoczniej potrzebne do ruszenia dalej. On chyba hamował mój rozwój, tak mi się wydaje. I teraz wiem już co robić, jak działać, żeby to swoje szczęście przywołać do siebie i Adasia. A najzabawniejsze jest to, że to siedzi w moim umyśle i nim jestem w stanie zrobić wszystko. Możecie mi nie wierzyć, ale wczoraj udało mi się siłą woli podnieść dmuchaną piłkę z podłogi na parę milimetrów. Zawsze miałam skłonności do takich rzeczy, potrafię dotykiem pozbawić osobę bólu głowy np. Jakoś to zdusiłam w sobie, nie było czasu i wyszło źle. Pewnie sobie myślicie, że zwariowałam z tych nerwów 😀 Fajnie. Wreszcie czuję, że nic mnie nie ogranicza.
Kasiulka ale ja nie twierdzę, że się nie da- bo na co dzień jednak codziennie piorę, zmywam, odkurzam, myję podłogi i wszystko ogarniam bez problemu, Konrad zazwyczaj przychodzi na gotowe. Teraz złapał mnie atak alergii, od 3 dni jestem ledwo żywa, dlatego większość olałam. Zdaj później relację z randki! 😀 Sama bym poszła na jakąś 😁
Anka super fotki! Jaka Ty w ogóle młodziutka jesteś! 😀
Tak sobie myślę, że będąc samotną matką... jest o tyle "łatwiej" bo trzeba trzymać się założenia "umiesz liczyć - licz na siebie". Nie ma opcji podziału obowiązków i nerwów z tym związanych 😉 nikt w nocy do dziecka nie wstanie... nikt dziecka nie przewinie, nie wykąpie, nie nakarmi - jak stara się nie ruszy 😁 Do lekarza nikt inny nie pójdzie, spać nikt inny dziecka nie położy (przez co do domu wieczorem wrócić będę musiała 🙄 bo mój już cwaniak, kwiczy jak wychodzę z domu). Zakupów nikt nie zrobi, w moim przypadku to pogoń po markecie w godzinach drzemki... albo z dzieckiem na plecach...
Wyrka nikt nie pościeli, nie posprząta, śniadania do łóżka nie poda 😉 nie ma opcji wyjścia na wspólny spacer, chyba, że samotny/z dzieckiem 😁
Rok czasu minął, ani razu, nigdy przez ten czas (jak i okres ciąży), nie spotkałam się z nikim zostawiając dziecko w domu... chyba, że nocne pogaduszki z kumpelą, po położeniu Krzysia spać. Konie mam na podwórku, nie jeździłam ani razu przez ostatnie dwa lata... sprzęt wisi zakurzony 😉 nie byłam na basenie... nawet na porządnych zakupach nie byłam, bo wiecznie nie mam kasy 😉 Także kobietki, nie narzekajcie na swoich chłopów :kwiatek: Naprawdę mimo konfliktów, macie na kogo liczyć, komu wypłakać się i wyżalić... 😎 Macie do kogo przytulić się 😉 jest ktoś, kto o Was się martwi i na pewno nie podsumuje po trudzie porodu tekstem "kurcze, jaki byłem głupi, mogłem stracić was oboje... nie chciałem dziecka, ale ty mogłaś też przez to umrzeć" 😲
Anka, Mufiinka super fotki 😜! Kasiulka trzymam kciuki za miły wieczór!
Jeju, stwierdziłam właśnie, że mam w domu fajny model faceta 😁. Wczoraj ja upolowałam mamuta w postaci 2 kg karkówki. Dziś jestem w pracy a mój W właśnie dzwonił, że te 2 kg na raz to chyba za dużo i czy on może tylko połowę upiec i że może ją trochę rozklepać, żeby lepsza była? I na pewno posprząta bo ma wdrukowane, że w sobotę się w domu porządki robi (to zasługa teściowej akurat :hihi🙂. I dzieciakami się zajmie (czasem lepiej niż ja bo ja nie umiem się bawić i wymyślać bajek). Prasować lubi. Umie zrobić różne domowe naprawy, wybudować kojce dla moich psów i "laboratorium" na strychu dla Natalki 😜. Żeby nie było wady też ma :potrafi być upierdliwy w drobnostkach typu "tą ściereczką nie wyciera się stołu bo ta jest do blatu", nie gasi światła za to zapala wszystkie możliwe żarówki i bywa rozrzutny.
kasiulkaa25, tylko widzisz, jesli wiesz,ze mozesz liczyc tylko na siebie to liczysz i juz. Najgorsze jest chyba poczucie, ze ma sie partnera takiego jak opisujesz, ta przyslowiawa druga polowke, a potem, nieoczekiwanie i nagle, okazuje sie, jak zludne to bylo wrazenie. Bach i juz. Nie ma wsparcia, pomocy, nie ma sie komu wyzalic i wyplakac, bo 'przesadasz' i 'wez sie ogarnij', nie ma ciepla i poczucia bezpieczenstwa, opoki takiej, bezpiecznej przystani. Nie ma 'kochanie, poradzimy sobie ze wszystkim, raze damy rade, powiedz co moge zrobic'. O to sie rochodzi. Nie o to, czy chlop jest czy go nie ma, tylko JAK JEST w danym momencie zycia.
Ciaza jest jednoczesnie super doswiadczeniem, ale bywa do d... , bo niesie ograniczenia, bo zmienia cialo i w koncu- bo przez 9 miesiecy zyjemy w niepewnosci i mniejszej/wiekszej obawie czy wszystko bedzie dobrze, czy dziecko jest zdrowe, czy nic sie nie okaze, czy porod przebiegnie bez komplikacji. I ja sie nie godze na myslenie, ze to kobieta jest w ciazy i dla faceta to zbytnia abstrakcja zeby swiadomie w tym uczestniczyl i byl pomocny. Ma oczy? To widzi wielki brzuch, zmeczenie na twarzy, spuchniete nogi, czasem jakis bol. To wystarczy. On nie musi rozumiec do konca, ma reagowac adekwatnie i byc oparciem. Niby ciaza to nie choroba, ale swoj zespol objawow i ograniczen ma. Widocznych i odczuwalnych.
Wlasnie apropo wplywu stanu umyslu na stan fizyczny. Od kilku dni mam taki zastrzyk sily, energii i mozliwosci, ze poruszam sie prawie biegiem, zalatwiam milion spraw logistycznych (zwiazanych z jutrzejsza robota i faktem, ze wypisuja ze szpitala mojego ciezko chorego dziadka), jezdze, dzwonie, biegam po miescie i zbieram do kupy rodzine, ktora 'nie ogarnia'. Nie czuje przy tym, ze jestem w ciazy! chodze swobodnie, nic nie ciagnie, nic nie boli, nic nie dokucza, nie przeszkadza. Dzisiaj sie wybieram na parapetowe z rodzina mojego Tomka. Ku przerazeniu mojej babci, bo '9 miesiac to juz nie czas na imprezy' 😁
Żeby nie było wady też ma :potrafi być upierdliwy w drobnostkach typu "tą ściereczką nie wyciera się stołu bo ta jest do blatu", Nooooooo, taką upierdliwość to i ja sobie bym życzyła 😀 U mojego to wsio ryba! Jedną szmatką stół, zlew, buty... Nie robi mu to różnicy.
Anka piękne fotki!!! dempsey no ja też miałam nadzieję na szybszy drugi poród, szczególnie że z Filipem szło sprawnie w miarę. Niby też długo ale szło jakoś, a tu koszmarek. No nic, ważne że mam to już za sobą. Jak tylko przestanie mnie boleć tam na dole 😉 to zapomnę 😉
Serdeczna prośba. Moja koleżanka pisze pracę mgr i poszukuje respondentów. O wypełnienie ankiety proszone są kobiety w ciąży i/lub posiadające dzieci do 3 r.ż., o wypełnianie są proszeni także partnerzy ww kobiet.
[quote author=Złota link=topic=74.msg1754390#msg1754390 date=1366468995] Dziewczyny ja osiwieje zaraz. Białe krosty na języku młody nie chce jeść i pić. Plesniawki?? Opryszczka ?? Z buzi śmierdzi ropa i to bardzo mocno.
Dziś sobota biec na swiateczna pomoc?? Jedyne co młody przelknie to kefir, mleko, monte reszta nawet woda jest nie do przelkniecia
leciałabym tez na jakies pogotowie- nie czekała nawet do jutra
a tak dziecię dostanie leki i mu będzie lepiej [/quote]
Ehhh dzięki jade właśnie na dyżur świątecznej pomocy medycznej Dlaczego no dlaczego dzieci musza chorować w weekend. masakra jakaś jak ja nie ufam lekarzom szczególnie tym których nie znam
Uzpełnię: nie pisałam po to, żeby facetom bić brawo. Chodziło mi o... realia. Realia super opisała bobek. Opcja podziału "ognisko-mamut" to nie jest zła opcja jeśli naprawdę są na nią szanse (włącznie z tym oprawianiem mamuta itd.) Rzadko są. A szarpanie się "i ognisko i mamut" jest właśnie... szarpaniną. Chyba, że... chyba że młoda rodzina ma potężne wsparcie. Ale nie ma zmiłuj - małym dzieckiem ktoś musi się opiekować non-stop. Jeśli nie matka, to ojciec, babcia, opiekunka, "ciocia" w żłobku - ktoś musi, ktoś pełni rolę matki gdy matka "poluje na mamuta". Pamiętam opisy dempsey o urokach: dziecko w chuście na spotkaniu z klientem. Sama też uprawiałam malutkie "polowania" "ubrana w dzieci". Dziś wiem, że to czego zawsze chciałam: w miarę wolny zawód, który umożliwi jednocześnie opiekę nad dziećmi - to żadna bajka jest. Ale piszę z perspektywy matki, która nie miała żadnej babci na podorędziu, a jeśli chciała, żeby dzieci w ogóle widywały ojca - wlokła je na zawody 🤔 Gdzieś czytałam, że płynna zamiana ról dobrze funkcjonuje w społecznościach, gdzie rodzina ma zapewnione gigantyczne wsparcie. Kiedyś w PL takie wsparcie było: i wszystkie socjalistyczne pomysły i ogromne zaangażowanie starszych pokoleń. A dziś? Wsparcia instytucjonalnego - zero, a od rodzin same się odcinamy "bo co się będzie ktoś wtrącał". Oczekiwania, że "wszystko się da" to pobożne życzenia na dłuższą metę, obawiam się. Każda decyzja niesie konsekwencje. Ile rodzin tyle rozwiązań. Jakieś koszta są zawsze.
Anka, zazdroszczę basenu z maluchem, ja też bym chciała chodzić z Julką. Il.e dziecko musi mieć skończone, żeby z nim chodzić na basen? 🙂
Opolanka jak ja się dowiadywałam to dziecko musi mieć skończone 6 tygodni. W czwartek pływały ze mną dwa 7-mio tygodniowe maluchy i bardzo im się podobało 😀