Forum towarzyskie »

Dzieci, ciąże & pogaduchy o wszystkim i o niczym

Mój do edukacji się w ogóle nie przykłada, był raz na zajęciach (z pięciu) i skwitował, że to wszystko wie. To mu powiedziałam, żeby się wypchał, z listy na zajęciach go skreśliłam. W ogóle w odniesieniu do jego zaangażowania mam ostatnio doła. A może przesadzam? Ja teraz dość płaczliwa jestem... 😉

Po porodzie pewnie bedziesz jeszcze bardziej placzliwa, bedziesz bardziej przesadzac bo tak to zwykle wyglada, a chlop bedzie jeszcze bardziej uwazal, ze wszystko co zwiazane z dzieckiem ty zalatwisz bo jestes dzielna. Lepiej naprostuj go teraz, bedziesz miala mniej wojowania o wsparcie po porodzie.

RaDag, koszmar jakis. Trzymaj sie i nie daj sie bucowi!
wyśmiewa np jakieś poradnie laktacyjne, bo po co? przecież się przystawia i leci, nie? a że moje cycki jak melony, to na pewno żadnych kłopotów nie będzie [...]
Nie chcę Cię na zapas martwić, ale właśnie im większe cycki, tym więcej ewentualnych problemów z laktacją. Powiedziała mi to i doradczyni laktacyjna i nowa pani gin. Powiedz mu o tym.

RaDag, Co za kutafon!  😵
Nie jest Ciebie i Emisi godzien, trzymaj się kochana.  :przytul:
Mój brat z żoną nawet do lekarza nie chodził  😉 czekał w aucie... przy porodzie nie był, pępowiny nie przecinał  😉

KURDE! Mój mąż też ze mną do lekarza nie chodził! Dla mnie to normalne, po co by miał tam iść? Bez sensu zupełnie... gnić w tej kolejce, zwalniać się z pracy, i po co?
To znaczy, ze nic mnie z nim nie łączy?  👀  🤣
Przy porodach był, pępowiny ciął.
[quote author=kasiulkaa25 link=topic=74.msg1753533#msg1753533 date=1366369986]
Mój brat z żoną nawet do lekarza nie chodził  😉 czekał w aucie... przy porodzie nie był, pępowiny nie przecinał  😉


KURDE! Mój mąż też ze mną do lekarza nie chodził! Dla mnie to normalne, po co by miał tam iść? [/quote]
Żeby zobaczyć swoje dziecko na usg?
u nas nie ma w jednym gabinecie usg od razu i lekarza. zapisuję się do lekarza i on mi daje skierowanie na usg. ale widział M. dziecko dopiero 2 razy na usg, bo wcześniej wszędzie go wywalali, bo to badanie i ma wyjść...

Julie,  wiem. mówię. jak grochem o ścianę. "eee takie fajne cycki, to zobaczysz, że będzie fontanna. tylko muszę je przygotować na ssanie małej". czasem mam wrażenie, że on gdzieś w sredniowieczu utknął z tymi poglądami. dla niego to ciąża, poród, połóg i laktacja to rzeczy "proste i oczywiste", problemów nie przewiduje...
Po porodzie było ładniejsze 😉
5 minut, kilka czarno-białych plam i tyle z tego USG. Wydruki oglądał, cieszył się, są w albumie jako pamiątka i tyle.
Nie czułam potrzeby by mieć obstawę podczas wizyt, zresztą tylko jeden jedyny raz widziałam jak jakaś dziewczyna przyszła ze swoim facetem.
Wiadomo - każda z kobiet jest inna. Niektóre może tego potrzebują, ja i mój mąż nie czuliśmy takiej potrzeby, ani razu nie przyszło mi do głowy by go zabrać do lekarza.
Tylko rozśmieszył mnie tekst Kasiulki "nawet do lekarza nie chodził" jakby to było tak wszędzie oczywiste, obowiązkowe i konieczne a brak tego był czymś zadziwiającym.
Brat twierdził, że woli widzieć dziecko jak już się urodzi  😉 bo sam obraz usg nic mu nie mówi... taki chłopski punkt widzenia.

Mój nawet chciał być przy porodzie, ale nie pozwoliłam z racji takiej, że położną miałam chęć poćwiartować jak nie zrobi czegoś aby mały wyskoczył  😤 a jakby jeszcze K. stał nade mną i pytał ciągle "może chcesz pić?", "może pomasować?", "bardzo boli?" itp to pewnie teraz nie miałabym z nim problemu  🤣 wyrok byłby mniejszy... bo działałabym w afekcie i szoku okołoporodowym 😉  🤣 

Pamiętam jak poszłam na porodówkę i kontakt z nim się urwał (nie używałam telefonu), urodziłam o 11.35 a o 11.20 przysłał smsa "rodzisz?"
Hahaha, może liczył na to, że odpiszę "tak, już prawie widać główkę"  🙄  🤣
Mój mąż był że mną na prawie każdym usg i wchodził że mną do gabinetu.
Bardzo przeżywał że nie mógł być przy porodzie i że nie było mu dane przecinac pepowiny.

Za to jako pierwszy zobaczył naszego skarba pierwszy go przewijal i karmił.
Ja w tym czasie miałam pełen odlot po morfinie.

A Kuba to oczko w glowie tatusia
RaDag trzymam bardzo mocno kciuki za Ciebie - ręce mi opadają jak czytam co ten gnój wyprawia....

A my wczoraj byliśmy pierwszy raz na basenie  🤣 Myślałam, że Monia będzie mieć jakieś obawy przed wielką wodą, ale okazało się, że mam dziecko w czepku urodzone  😀 nawet wbrew prośbom instruktorki (na pierwszych zajęciach się  nie nurkuje) nie dało jej się powstrzymać od pikowania głową pod wodę - największa radocha była jak mama nie zauważyła i udało się trochę wody z basenu wypić  😁

My w środę też byliśmy pierwszy raz na basenie... tylko nie na żadnych zajęciach dla maluchów z instruktorami ale samodzielnie.
Myślałam, że wyjdę wykończona po samodzielnej wizycie na basenie z dziećmi, a wyszłam zrelaksowana jak nigdy dotąd!
A Magda od kilku dni jest członkiem WOPR-u  🙂 więc prawie cała rodzina po długiej przerwie wróciła do taplania się w wodzie.
RaDag, tylko nie bez orzekania  o winie! To jest ogromna różnica, strona winna "rozkładu współżycia" jest np. zobowiązana do alimentacji byłego partnera do wysokości wszystkich uzasadnionych(!) potrzeb, a nie - tylko podstawy bytu.
opolanka, przekonaj męża, żeby po prostu był w szpitalu, żeby "miał oko" na służby medyczne, mógł coś przynieść, o coś zapytać, przecież nie musi "brać udziału w akcji", racjonalnie przekonuj. Czy się "wciągnie" czy nie - inna sprawa, ale taka pomoc "zewnętrzna", "logistyczna" jest nieoceniona.
RaDag naprawdę nóż się w kieszeni otwiera jak się czyta o twoim mężu.
Jak pisała Ktoś alimenty sąd może zasądzić nawet jak mieszkasz z mężem, ale udowodnisz, że on na dziecko nie łoży. On nie ma pracy, ale alimenty będzie musiał płacić. Jak nie będzie płacił to fundusz alimentacyjny, a jemu będą powstawaly długi. Myślę, że jak komornik parę razy do niego zastuka to się ogarnie.
Pisałaś coś o odwyku. Teraz trochę późno, ale np mogłabyś zgłosić na policje o znęcaniu się psychicznym. Nie musi być do tego żadnej interwencji choć jakby mieli notkę, że byli przy awanturze to wiadomo lepiej. Niebieską kartę za znęcanie psychiczne też chyba można założyć. Mój ma, swego czasu było kiepsko więc zaczęłam się zabezpieczać papierkowo. A znęcanie psychiczne jak mi panie w GOPSie wytłumaczyły to nawet wyzwiska więc... Mój ma i wiem, że mi nie podskoczy. Aczkolwiek póki co jest spokój. Panie na pewnym spotkaniu uświadomiły mu, że w sądzie nie będzie miał czego szukać skoro ma kartę założoną i nikt mu dziecka nie da do wychowywania, a widzenia będzie miał tylko pod okiem matki lub kuratora. Miał nad czym myśleć. Minął rok i póki co nie chcę zapeszać.


Dziewczyny ciężarne. Ja jestem w drugiej ciąży i mój naprawdę nigdy nie był ze mną u lekarza, ani na USG, o porodzie nie wspominając. Nie chciałabym go przy porodzie, do lekarza jeżdżę sama bo już taka jestem, poza tym załatwiam potem swoje sprawy, rodzinę swoją odwiedzam, czy znajomych. Po co mi on tam jeszcze? Do czego zmierzam. Właśnie zjedliśmy w trójkę obiad. Teraz leży z Małgosią na łóżku i czyta jej bajki. Nikt go nie zmusza, nikt go nie prosi. Też wychodził z założenia, że samo wszystko się zrobi bo kobieta jest do tego stworzona, i taka jest nasza powinność. Światopogląd się zmienił po porodzie jak siadać przez tydzień nie mogłam, a na siku latałam pod prysznic. Pomagać przy noworodku nie pomagał, ale teraz mam wielką z niego wyrękę - oczywiście jak nie jest zajęty robotą w gospodarstwie.
Także dziewczyny głowy do góry, będzie dobrze tylko trzeba im dać czas.



Ja nie rozumiem "dawania wyboru".
Czy mi ktoś dawał wybór, czy muszę chodzić w ciąży? Nie. Nie mógł być to facet.
Czy potem dawał mi ktoś wybór, czy muszę karmić i mieć cycki do pasa? Nie, nie mógł być to facet.
Błagam. O jakich wyborach Wy mówicie?
Więc u mnie nie było dyskusji, do lekarza, do kolejki, na kurs, na USG, do szpitala.
Koniec.
I tak jest nierobem, więc trochę tresury mu nie zaszkodziło.
opolanka, przekonaj męża, żeby po prostu był w szpitalu, żeby "miał oko" na służby medyczne, mógł coś przynieść, o coś zapytać, przecież nie musi "brać udziału w akcji", racjonalnie przekonuj. Czy się "wciągnie" czy nie - inna sprawa, ale taka pomoc "zewnętrzna", "logistyczna" jest nieoceniona.
Potwierdzam. Pamiętam, jak mnie przekonywałaś, bo ja niby nie chciałam żeby Adam był przy porodzie.
Ale bardzo dobrze, że był, bo wypełnił za mnie papiery, a potem był taki sajgon na oddziale, że większość czasu byliśmy sami i wołał położną jak coś chciałam. Gdyby go nie było, to nie wiem czy bym się dowołała anestezjologa.
Podawał wodę, pomagał mi się wiercić, wstawać, kucać... a na najgorszy etap porodu wyszedł i git. 😀
Chodzi o zwykłą pomoc, o kobiety i dziecka bezpieczeństwo, bez dorabiania do tego filozofii.

Zostałam sama na weekend, Adam na zawodach w Lesznie, więc jadę z Gabuniem na wieś, w Bory Tucholskie, do domku letniskowego mamy. Dwa dni bez netu mnie chyba nie zabiją. 😉

Jedziemy na wycieczkę, bierzemy Gabrysia w teczkę,
a Gabryś fiku-miku, narobi w pieluszkę siku...
  💃
pokemon  🙇
bo to znów jest tłumaczenie faceta. ze poród to nic pięknego i biedulek, zeby znosić nie musiał 😉

próbuję motywować do zaangażowania, a zmusić do tego nie mogę. próbowałam w stylu "a teraz idz i wybieraj wózek" to było wieczne zaraz i w efekcie wieczne... nigdy. olewa. awanturą i płaczem nic nie wskóram, bo też ... olewa  i twierdzi, że przesadzam. wtedy mam ochotę go huknąć czymś bardzo mocno. czasem mam chęć zabrać rzeczy i na tydzien się wyprowadzić. żeby się przestraszył i przestał być taki pewny siebie.
Mój był ze mną chyba 3 razy, pierwszy raz jak potwierdzaliśmy ciążę. Dla niego dziecko w brzuchu było jeszcze "nierzeczywiste", bał się ucieszyć, żeby nie było rozczarowania jakby coś się podczas ciąży stało. Dopiero po porodzie zakochał się na zabój 😉 Więc na USG poszedł dlatego, że ja chciałam, aby był- bo potrzebowałam takiego wsparcia te dwa razy.

RaDag
nie daj mu się omotać, on Cię zwyczajnie szantażuje psychicznie. Bądź silna, nie daj się! Becikowe jest DLA DZIECKA, nie dla jego widzimisię. Kup za nie coś Emisi, jakąś zarąbistą zabawkę czy nowe ciuszki. On jest ojcem do cholery, jego obowiązkiem było zadbać o rodzinę, Ty jako matka tak naprawdę nie powinnaś się w ogóle przejmować finansami- w końcu zajmujesz się dzieckiem.
Tylko Was podczytuję, bo dzieci nie mam i nie planuję

po tych kilku ostatnich wypowiedziach zastanawiam się po co w ogóle kobiety zachodzą w ciążę z takimi frajerami  🤔
edyta, tez mnie to zastanawia czasem. Tylko, że czasem nie widac tak gołym okiem, że buc i kawał ch... na kaczych nogach. Jak zaczyna się życie na serio i odpowiedzialność to bucostwo z nich wyłazi jak paluch z dziurawej skarpety.
pewnie tak, ale ... no pisze dziewczyna, ze ma faceta z założoną niebieską kartą, ma z nim jedno dziecko i pomimo tego, że wie jaki jest ciągnie związek i następna ciąża

żeby nie było - nikogo nie oceniam, to zjawisko da się zapewne wyjaśnić psychologicznie, pewnie jest to zaspokajanie jakiś potrzeb kobiety
ale no jednak mnie to zadziwia i już
Pomagać przy noworodku nie pomagał

Mi chlop pomagal przy noworodku bo to taki fajny chlop ale bylo tez w ciazy powiedziane jasno, ze to nie jest tylko moje dziecko, tak ze wyjscia nie mial. Kazdemu wg gustu, tak wiec dziewczyny do roboty, wyrabiac w leniach dobre nawyki.

pokemon zreszta idealnie podsumowala.

I wazna rzecz napisala halo, trzeba miec kogos bliskiego przy porodzie. Czasami sa komplikacje, czasami personel sie niemily trafi, czy cos. A jak jest ktos bliski to i personel milutki bo jest swiadek itd.
Mam pytanko żywnościowe.
Chciałam dziś malutkiej kupić jogurciki dla odmiany, ale załamałam się ceną- 10zł(!!!) za 4 małe kubeczki 🤔 Czym te jogurty różnią się od takich zwykłych, naturalnych? Nie mogę jej podać naturalnego np. z owocami?
Możesz, tylko czytaj skład. Niektóre normalne są mniej nafaszerwoane chemią niż te dzidziusiowskie.

Ja tak odpowiem, wiem, że to nie do mnie, ale dlaczego mam dziecko z bucem  😁 Buc generalnie głupi nie jest, patologią nie jest, no i powiem szczerze, że został sklasyfikowany jako dawca nasienia po prostu. A reszta całokształtu, no cóż. Rozwody są dla ludzi (dla mnie też, ale pewnie jak będę miała 86 lat).
U mnie w domu nie ma sytuacji na ostrzu noża, typu chłop mnie bije, pije, no nie odpowiada mi jego model rodziny i tyle. Jemu nie odpowiada mój. Nawet się nie kłócimy, to tak tkwimy w takim koleżeńskim stadle.
pewnie tak, ale ... no pisze dziewczyna, ze ma faceta z założoną niebieską kartą, ma z nim jedno dziecko i pomimo tego, że wie jaki jest ciągnie związek i następna ciąża

żeby nie było - nikogo nie oceniam, to zjawisko da się zapewne wyjaśnić psychologicznie, pewnie jest to zaspokajanie jakiś potrzeb kobiety
ale no jednak mnie to zadziwia i już

Wcześniej też napisałam, że zaczęłam się zabezpieczać papierkowo. Dużo złego nie było. Nie pił, nie bił, ale ja z tych co wiele słuchają i czytają o ludziach i wolę się zabezpieczać bo historie są niektóre przerażające. Nie będę pisała szczegółów co i jak i dlaczego bo nie o to chodzi. Ciąża też nie była planowana tak naprawdę, ale usuwać nigdy bym się nie zdecydowała. Tak wyszło przez nieuwagę i tyle. Złym człowiekiem nie jest, a tak naprawdę najwięcej się zmieniło jak odcięłam jego matkę od nas. Przejrzałam na oczy i zobaczyłam kto tu naprawdę najwięcej szkód robi.
A od jakiej ilości zacząć? 3-4 łyżki? Czy mogę więcej?
Ja zaczynałam od całego małego. Ale moja miała wieczne problemy ze sraniem, to jak raz na tydzień się wysrała porządnie, to było dobrze  😁
pokemon  👍

agulaj79, ja bym po prostu w takiej sytuacji, kiedy nie jestem pewna faceta rozstała się z nim, a tym samym nie poszła po raz kolejny o łóżka

ale to ja, natomiast zdaję sobie sprawę, ze różne są sytuacje życiowe i różne potrzeby kierują ludźmi
tylko po co potem tyle cierpienia?
Moja ostatnio bawi się w królika i robi bobki średnio co 2 godziny 😁 Więc chyba skuszę się na podanie połowy 😉

edit: A wspominałam już, że ta mała wariatka próbuje się puszczać przy staniu? 😵
Pokemon rozumiem cię odnośnie modelu rodziny. Mnie nie pasował model rodziny jaki reprezentuje jego strona. Niestety mimo mieszkania ze sobą przed ślubem, jakoś potrafili wiele rzeczy ukryć. Nie mieszkaliśmy z jego rodzicami tylko na swoim, więc łatwiej im było. Dopiero po ślubie jak pojawiło się dziecko, teściowa weszła z buciorami w nasze życie. Ja głupia, że moja mama nie żyje, potrzebowałam kobiecego wsparcia, pomocy trochę bo przecież nie jestem alfą i omegą jeżeli chodzi o dziecko. Ale miarka się przebrała. Od jakiegoś roku teściów odsunięta, nam sie stosunki poprawiły, mąż się emocjonalnie otworzył. Ale widać trzeba było odpowiedniego "wirusa" usunąć.
to może małe rady praktyczne? tak się ciutek mocniej otworzę, bo przydałaby mi się rada.

próbuję już za wczasu szkolić, że będzie MUSIAŁ pomóc przy maleństwie. więc marudzę, że ma wracać wcześniej. ja rozumiem, że jest w pracy i nie  neguję tego, że zarabiać musi i nie ciągnę go do domu jesli ma robotę. ale już marudzę jak np jedzie do kumpla na kawę zamiast wrócić wcześniej, bo to nie jest praca a spotkanie towarzyskie, a chcę go przyzwyczaić, że nie będzie tak, że będzie sobie na kawki jezdzić a ja będę siedzieć z małą. wtedy zaczyna się chryja, że od "pracy go odciągam i zabraniam pracować". i nijak nie mogę przetłumaczyć, że praca=nie ma sprawy, spotkania towarzyskie=sorry, dziecko.

widzę, że mu się często nie spieszy do domu i wymyśla pierdyliard durnych powodów ile to on musiał pozałatwiać i dlaczego tak długo, a oboje wiemy, że np popijał sobie z kumplem kawkę. i nie wiem co zrobić. układ, że on ma czas na spotkania ze znajomymi, a ja przecież dziecka nie zostawię samego i nie pojadę do koleżanki i muszę siedzieć. na pewno będzie zostawał z dzieciakiem i ja będę jezdzić gdzie chcę, ale w weekendy najpewniej. nie podoba mi się to, że wykręca się wirtualną pracą i boję się, że będzie tak robił. grozbą, prośbą, wyrozumiałością-nic.

to nie jest zły facet, dużo znosi. pomaga trochę. ale sorry mnie nie odpowiada błaganie i proszenie o pomoc i taki nieuczciwy trochę układ, bo pracę rozumiem, natomiast skoro ja nie mogę się z nikim spotkać bo siedzę z dzieckiem to trochę nie fair, że on sobie urządza kawusie i wraca pózniej przez to zamiast postarac się wrócić wcześniej, żeby mi pomóc. i widzę, że już sobie na to wymyśla zagrywkę (i oskarża mnie, że musi kombinować, bo mu zabraniam), że mówi, że coś tam jest do roboty, a się okazuje, ze to kawusia taka ważna była.

nie chcę niczego zabraniać. chcę, żeby sam z siebie chciał wracać jak najszybciej, niech się spotyka z kim chce, tylko dlaczego ja mam wtedy siedzieć z dzieckiem? też bym chciała. nie wiem jak będzie jak maluszek przyjdzie na świat, może oszaleje i będzie do domu gnał jak na skrzydłach, na pewno nie będzie problemem, żeby np weekend spędził z dzieckiem a ja wtedy np na babskie spotkanie.

nie wiem jak to rozwiązać, i nie wiem czy nie przesadzam, oraz nie wiem jak go zmotywować (bo już nie wspominam o tym, że jak kolega o coś prosi to leci jak na skrzydłach od razu, a ja się nie mogę po pół roku się bzdurki doprosić)
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się