Emisia ma anginę.
Ale czuje się świetnie, bryka jak zawsze, śmieje jak zawsze, łobuzuje, gorączki nie ma.
Dostała Augmentin, wit.C, probiotyk i Tantum Verde.
A Instytut...
Zaczęło się tak, że u teściowej na obiedzie nie podobała mi się- mętne oczy i ciepła główka, reszta chłodna.
Zmierzyłam temperaturę w odbycie i 39,3.
No to do szpitala...
Przyjechałam i na wstępie dostaliśmy opieprz, że nie podaliśmy przeciwgorączkowych- ja, że bliżej mam tu niż do apteki a temp była tak wysoka, że bałam się zwlekać.
(Innych ochrzanili, że podali przeciwgorączkowy- bo zły... A jeszcze inni niepotrzebnie podawali, mieli jechać do szpitala- przez tel; i bądź tu mądry)
Dali nam czopek i posadzili na korytarzu.
Po 15 min temp spadła.
Po godzinie pobrali Em krew...
i założyli woreczek na mocz.
po kolejnej godzinie stwierdzili, że się przykleił i trzeba jeszcze raz, po następnej okazało się, że nadal jest źle przyklejony, ale już nie poprawiali- kazali czekać.
Kiedy minęły 4 godziny nie wytrzymałam- ubrałam Em i kazałam M wyjść z nią natychmiast z tej poczekalni.
Obraz Emilki i dookoła niej dzieci wymiotujących raz po raz, słaniających się na nogach, kaszlących z zapaleniem płuc mnie przeraził.
Poszłam po jej wyniki.
Odczekałam swoje w kolejce, gdzie pani doktor robiła wywiad kiedy dziecko zaczęło chodzić, kiedy mówić itd- bo owo nie miało tego w książeczce.
Usłyszałam, że jeszcze nie ma wszystkich wyników- pytam czego brakuje, a Ci, że moczu, ja- że moczu nie oddałyśmy w końcu i konsternacja.
Wysłuchałam swoje o podejrzeniu molestowania- bo moje dziecko ma siniaczek na nóżce wielkości ziarnka grochu (nie wiem- może to to zameldowanie w Sosnowcu tak działa 😉 ), nie pomogło tłumaczenie, że zbój zaczyna chodzić i ogólnej patologii, bo przybrudzone śpioszki na kolanach.
Diagnoza zapalenie ucha i angina.
Dostała antybiotyk i probiotyk.
Ale na tyle nie miałam zaufania do tej pani doktor, że zadzwoniłam do mojej lekarki, podałam wyniki krwi i postanowiłyśmy, że przetrzymamy ją do pn na tantum i ew przeciwgorączkowych +wit C, a po niedzieli ona ją osłucha i zobaczy.
Zapalenia ucha nie ma.
Nie wiem- może tak to musi wyglądać.
Może to wina kryzysu i zbyt małej ilości lekarzy przyznanych na SOR.
Ale ja byłam przerażona jak to wszystko się odbyło.
I matkami. które 4h nawadniają dzieci strzykawką, wodą z butelki w płaczu, w tej samej poczekalni i słyszą raz po raz, że dziecko jest "skrajnie odwodnione" i że jak im się nie uda to oddział, po czym i tak podłącza się po takim czasie kroplówki. Matką, której miesięczne dziecko wyczerpane płaczem, maleńkie nie chce jeść a ona słyszy- proszę to dziecko po prostu nakarmić i kontrolować masę przed i po jedzeniu, a kiedy biedna zapłakana chce wyjść- to, że wychodzą na własną odpowiedzialność i tylko tyle (przyjęli ich na oddział).
Traktowanie masakryczne...
Moja lekarka w pn tłumaczyła mi, że pracowała tam, ale właśnie przez zbyt małą ilość lekarzy poziom frustracji jest taki i nie wygląda to dobrze.
Emi na spacerku z ukochanym tatusiem:

niestety z komórki 🙄
i z nianiami 😉

