Forum konie »

Fundacja TARA - co dalej!?

nasze zycie też jest codzienną walką o byt 🤔 nikt nas po tyłku nie całuje że zapieprzamy, ani nie stawia na piedestale i nikt "wstrząśniety" kredytów za nas nie płaci
Duuniu wiesz mi lub nie wierz ale w życiu nie dostałam nic od nikogo.Jak tysiące małzenstw tak i my z męzem błakalismy sie po wynajmowanych mieszkaniach itp itd. Może własnie dlatego ,że wiem co znaczy cięzko potrafie zrozumiEc ludzi i potrafię podzielic się groszem.Czy dzis mi jest Ławo- zapWeniam Cię ,że nie. Zap...alm aby utrzymAc firmę, nie mającą pracy córkę i chorego męza.I...wiem ,że ludzie mają jeszcze gorzej wiec na codzien staram się patrzec na ludzi i swiat życzliwiej. Czasem wysłuchac ich, im to pomaga. Nie zawsze chodzi o pieniądze, czasem o zwykłe wysłuchanie i zrozumienie. Mysle,że o to Piotrowi chodziło.
w porządku Faza, ja tez doświadczyłam Twojej dobroci-ale  Ty z tego powodu nie stawiasz sie na piedestale
i wszystkim jest teraz cieżko a bedzie jeszcze gorzej 😎

i nie chodzi mi o to aby sie NIE dzielić albo NIE pomagać, tylko o sposób w jaki sie to dobro uzyskuje, "bez ściemniania", "wstrząsania" itp socjotechnik
Tomek_J, nie wiem, o co Ci chodzi z tym wyciaganiem reki. Przeciez to oczywiste i logiczne, ze fundacja wszystko co posiada, lacznie z budynkami i hektarami ma z wyciagania reki, zawsze z tego miala nawet wtedy kiedy jeszcze ja popierales. Nie wiesz ze fundacje zyja z wyciagania reki?

Co do tego, ze prawdziwie szlachetnie byloby gdyby fundatorzy mieli wlasnie zrodlo utrzymania bo to swiadczylo by najdobitniej o ich "prawdziwej" szlachetnosci i wykluczaloby inne pobudki typu "wymarzone miejsce pracy" czy "podkarmienie wybujalego ego". No byloby prawdziwie szlachetnie i co z tego? Czy naprawde w pomaganiu najistotniejsze jest uwazanie zeby sie chwala przypadkiem nie dostala komus kto nie do konca zasluzyl? Czy to ze przy okazji (bo to jest przy okazji) dzialalnosci charytatywnej ktos dostal cos gratis, to jest naprawde tak straszna cena ze nie mozna jej zaplacic? Zapytajcie sie faceta, sparalizowanego od szyi w dol, ktory dostal wozek od fundacji, ktory umozliwia mu teraz przejazd ze swojej celi do pokoju gdzie bawia sie jego dzieci, czy jego to interesuje, czy przy okazji ktos podbudowal swoje ego, lub dostal wymarzona prace choc nie bylo tego w celach statutowych fundacji. Przeciez to oczywistem, ze ma to gleboko w d... Ja tez. Dzieki temu, ze ktos postanowil zalozyc fundacje i z niej zyc, gosc ma wozek i to jest to. Plus oczywiscie przejrzystosc finansowa, zeby sie nie okazalo, ze prezes przepuszcza bezmyslnie kase albo on i jego pracownicy zarabiaja przesadna ilosc pieniedzy w stosunku do zakresu obowiazkow.
[quote author=Tomek_J link=topic=72727.msg1217129#msg1217129 date=1323528498]
A owszem, ja opisywanie swoich codziennych heroicznych bojów w taki sposób uważam za stawianie się na piedestale.
[/quote]

Tomku, ale Piotr opisywał te wszystkie boje jako coś co kocha, czemu się poświęcił. O ile pierwszy post pisany tutaj w imieniu Tary odczytałam właśnie w taki sposób, o którym Ty piszesz, to post Piotra wydał mi się zupełnie inny.
,
ok, rozumiem
[quote author=Fundacja Tara - Scarlett link=topic=72727.msg1217009#msg1217009 date=1323519242]
utopia
[/quote] a to co Ty proponujesz, to zwyczajna hipokryzja...no bo jak nazwać taki projekt: "dajcie nam wasze pieniądze, żebyśmy mogli się spełniać uprawiając filantropię i jeszcze mieć z tego na chleb".
filantropię, to się uprawia za swoje pieniądze, a nie za cudze!
a co do przedstawionego nam tu przeciętnego dnia pracy fundatorów Tary, to na dobrą sprawę nie rożni się on w swoim znoju zupełnie niczym w porównaniu z np dniem pracy producenta żywca ubojowego...też wstaje wcześnie rano, idzie spać późno wieczorem, a pomiędzy tymi czynnościami, zajmuje się swoimi zwierzętami, które dają mu utrzymanie. 😎
różnica jest żadna: i zwierzęta Tary i opasy u rolnika, służą utrzymaniu swoich właścicieli.

wrotki z jednej strony ok, ale z drugiej to co za różnica czy fundacje zakłada fundator, który zatrudnia pracowników, czy zakładają osoby same będące pracownikami tej fundacji? Pod względem finansowym nie widzę żadnej różnicy, bo pieniądze i w jednej i w drugiej sytuacji i tak są przeznaczone dla pracowników.
natomiast z etycznego punktu widzenia, różnica jest fundamentalna.
Idąc dalej Twoim tokiem rozumowania to żadna fundacja w naszym kraju nie mają racji bytu.
Ja mysle, ze wrotkiemu nie chodzi o racje bytu ale uzywanie terminu filantropia.
Idąc dalej Twoim tokiem rozumowania to żadna fundacja w naszym kraju nie mają racji bytu.
a możesz rozwinąć? bo mam przekonanie, że masz istotną trudność z dotrzymaniem kroku w tym spacerze  🤔
bo choćby tutaj padł przykład Fundacji, która realizuje swoje cele i zupełnie nie służy, swojemu Fundatorowi, do zarobkowania.
Apropo fundacji ktore nie sluza zarobkiem dla wlascicela w Polsce, jest jedna - Horsesport.pl, organizuja kliniki jezdzieckie, szkolenia PZJ itd. 
Panie Piotrze, ja i mój partner nie prowadzimy fundacji, ale zaręczam, że nasze życie nie wiele różni się od waszego. Dzień zaczyna się o 5-6 rano, praca, zwierzęta, gospodarstwo nasze oraz pomoc sąsiadce staruszce. Rąbanie drewna, noszenie wody, naprawa dachu, który wali się na jej kurniku. Nie musimy być harcerzami, by widzieć ludzkie potrzeby i pomagać czerpiąc z tego radość. Też nie mamy siły ani czasu dla siebie. Do tego nie mamy pracowników, wolontariuszy ani nowych butów, a wszystko finansowane jest nie z ludzkich datków a z mojej pracy zawodowej. Rozumiem, że wiele zwierząt to więcej pracy, większa odpowiedzialność. Jednak to nie powód by pracownica Fundacji Tara w taki sposób odnosiła się do potencjalnych darczyńców.
Arimona nie wiem czy pisząc o fundacjach w Polsce miałaś na myśli tylko te "końskie" czy ogólnie wszystkie. Jeżeli wszystkie to jesteś w błędzie. Bardzo długo byłam związana z psią fundacją, w której działali jedynie wolontariusze. Nie ważne jaką kto pełni rolę z fundacji, nikt nie pobiera ŻADNEGO wynagrodzenia.
Troche zle sie wyrazilam. To mial byc przyklad fundacji ktora radzi sobie sama praktycznie (przy okazji rzeczywiscie uprawiajac filantropie za wlasne pieniedzy). Bo ktos chcial zeby sport sie w PL rozwijal, czyli troche ala Nobel, tylko w PL.
Ale to nie jest zaden zarzut Tarze, tylko chcialam nadmienic ze cos takiego jest i w Polsce.
ja ja tak z innej beczki:
skoro macie tak malo czasu i taki zapiernicz (co zrozumiale), to po co zajmujecie sie przeprowadzaniem interwencji i jakie macie ku temu podstawy? odnosze sie tu do wizyty scarlett u mnie- byc moze to pamieta. wizyty skadinad milej, i dla mnie nieklopotliwej, poniewaz jesli chodzi o mnie, to nie mam nic do ukrycia, moge inspekcje przyjmowac dwa razy dziennie, 7 dni w tygodniu. a i w nocy. jednak sadze, ze zamiast jezdzic po okolicy mozna sie zajac sprawami fundacji? i dalej. zakladajac nawet, ze podczas takiej wizyty np u mnie, zostalo stwierdzone, ze konie sa zaniedbane, glodne, chore czy cokolwiek, to co dalej? jakie podstawy ma fundacja do zrobienia..eee.. no wlasnie, czego?
,
katija- a oni tak sami z siebie, czy ktoś doniósł na Ciebie? Z Policją byli, jakiś nakaz?
Wydaje mi się, że wystarczy, że na miejscu będzie osoba będąca inspektorem TOZu, wtedy może przeprowadzić interwencję, a nawet zabrać zwierzęta, jeżeli stwierdzi, że coś jest nie tak. Oczywiście właściciel może nie wyrazić zgody na wejście kogokolwiek na swoją posesję, wtedy przyjeżdża policja.

Może Scarllett ma odpowiednie uprawnienia?

Katija ja tak właśnie myślałam, że Ty potwór jesteś i razem z Hersztem siłą przetrzymujecie pozostałe konie 😉
tak, doniesiono na mnie, bo katuje konie wypuszczajac je zima na padok. wtedy mialam na stanie 3 konie w tym dwa tkajace. i mialam regularne wizyty policji, inspektoratu wet, az kiedys rowniez scarlett. zadna z instytucji nie dopatrzyla sie niczego niewlasciwego w sposobie utrzymania "moich" koni. scarlett rowniez nie zauwazyla niczego niepokojacego, porobila troche zdjec koniom i innym zwierzakom, sfotografowala min rowniez moj dyplom hodowcy. jak juz pisalam- wizyta mila i dla mnie nieklopotliwa, ale celu nie rozumiem. z reszta na poczatku padlo zdanie: dzien dobry, ja jestem skarlett szylogalis z fundacji tara. nie wiem czy pani mnie wpusci.
wpuscilam, bo dla mnie to nie problem. ale moglam nie wpuscic. a ponad 50km w jedna strone juz zostalo przejechane. lacznie ponad 100.
Kurczak hersztu pilnuje, zeby do stajni nie weszly i siana nie jadly 😉
bo to jest Herszt szajki 😉
To by wszystko tłumaczyło. 😀

A tak na poważnie, to kurcze nie przesadzajmy. Ciągle wszyscy narzekają, że fundacje tak na prawdę g robią, nie reagują na alarmy itd., a gdy Tara zareagowała (nie wiedziała przecież, że katija końskim oprawcą nie jest), to też jest źle. Oni od tego właśnie są. Mają pomagać, ratować i dbać o lepszy byt tych zwierząt. Nie rozumiem do końca zarzutu 🙁
Kurczak, ja sie po prostu pytam po co to jest robione, skoro ja nawet ich wpuscic nie musze, a pewnie gdybym miala cos do ukrycia, to bym wlasnie nie wpuscila. a zakladajac, ze byc moze bym wpuscila to co dalej? jake maja narzedzia do zrobienia czegokolwiek?
Ok, teraz rozumiem 🙂 Co do narzędzi to tutaj musi się wypowiedzieć już sama Tara. A co by zrobili? Wciąż chcę wierzyć, że jest to na prawdę fundacja warta zaufania, więc pewnie podjęli by dalsze kroki.
he, he z tym niewpuszaniem to uwaga ale gdyby przyszedł przedstawiciel Tozu lub starży dla zwierząt w asycsie Policji to niestety ale wpusciłabys nawet gdybys nie chciała.
Kiedys sama uczestniczyłam w odbiorze zwierząt od pewnego goscia, pozniej sprawa w sądzie (wygrana) toczyla sie 1,5 roku.
Nie dziekuj fundacji a temu co donióśl. Fundacja i inne organa tylko sprawdzala donos. To wszystko, u mnie pare lat temu tez byli ( z innej fundacji) i ...nic się nie stalo. Napilismy się kawki, przewiozłam ich bryczką po okolicy naprawdę miło wspominam tą wizytę.
A niby w jaki inny sposob mają zanlesc tych którzy znecają sie nad swoimi zwierzakami, reagują na donosy i dobrze.
Policji z nakazem prokuratorskim, bo w innej sytuacji można odmówić wpuszczenia na teren posesji, a żeby odebrać zwierzęta to TOZ lub SdZ musi mieć pismo od wójta lub burmistrza władnego na tym terenie. Inaczej nie maja prawa i można im wytoczyć sprawę o naruszenie miru domowego i przywłaszczenie mienia
nakaz to jest do przeszkudania domostwa a nie do wejscia w godzinach od 6 do 20 -tej jest obowiązek wpuszczenia policji i to bez nakazu.
Co do wydania zwierzaka , jak ja byłam podczas interwencji to rzeczywsicie była decyzja Burmistrza a przy odbiorze zwierząt był równiez weterynarz powiatowy.
Faza, Policja nie ma prawa wejść na teren bez nakazu prokuratorskiego, o TOZie czy innych strukturach nie wspomnę. I odebranie zwierząt też wcale nie jest takie łatwe- jak wspomniał melechow, musi być pismo od wójta/burmistrza, które uzyskać jest strasznie ciężko. I jest to czasowy nakaz odebrania zwierząt. Wiem, bo jako pracownik PIW zajmujący się m.in. ochroną zwierząt nie raz byłam w sytuacji, gdy nawet w asyście Policji ludzie odmawiali wpuszczenia nas na teren posesji.I nic nie mogliśmy zrobić...
Faza, ja nie mam obowiazku wpuszczac nikogo. ba! byla taka historia, ze jeden policjant przyjechal ogladac katowane konie jak mnie nie bylo domu i wszedl na moja posesje. akurat napadalo swiezego sniegu i widzialam slady kolo stajni, w dodatku zostawil otwarta furtke, a u mnie jedna kobyla otwierala padok i wyprowadzala konie. napisalam na niego skarge i to on mial klopoty, nie ja 😉  jak pisalam, ja nie mam pretensji do tary, ze mialam te wizyte, chodzi mi tylko o jej sens, zwlaszcza, ze scarlett przyjechala sama calkiem.
nie wiem jak jest teraz  ani jak było. Ja tylko asystowalam przy odbiorze zwierzaków które zresztą pozniej trafiły na "tymczas" do mnie.
Jesli odbiór zwierzaków jest tak trudny to jak on wogóle sie odbywa. Jak odebrano konie z Prądzewa czy jak odebrano psiaki z pseudohodowli pod Warszawą. Przeciez Ci ludzie musieli byc swiadomi ,ze nikogo nie muszą wpuszczac a tu.... raz dwa  i zwierzaki odebrane.

Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się