kolejny cytat, zawsze placze ze smiechu jak to czytam
- Ja nogi - oświadczył stanowczo i bez namysłu Paweł. - Pamiętam same nogi. - Jakie nogi? - zainteresował się pan Muldgaard. Paweł popatrzył na niego, jakby nieco stropiony. - Nie wiem - powiedział niepewnie. - Prawdopodobnie czyste... Pan Muldgaard przyglądał mu się ze zmarszczoną brwią i w głębokiej zadumie. - Dlaczego? - spytał stanowczo. Paweł spłoszył się ostatecznie. - O rany, nie wiem. No, bo to chyba myją, nie? Tu wszyscy myją nogi...
"Co powiedzieć o Cahul? Z Cahul jest parę kilometrów do rumuńskiej granicy i potem jedzie się do Gałacza nad Dunajem. W Cahul przy głównej ulicy było widać tę graniczną bliskość. Jeździły auta z dudniącymi basami i w knajpach na powietrzu wygrzewali się smutni królowie życia. Zamawiali mołdawski koniak, wypijali szklankami, ale ich twarze nie zmieniały wyrazu."
"- Pizza - śpiewnie oznajmiła przewodniczka i oto bez najmniejszego ostrzeżenia niebieska fala morska wezbrała mi pod sercem, bo z maty ułożonej w sadzawce słońca, półnaga, na klęczkach, na kolanach rozkołysana, moja miłość z Riwiery przyglądała mi się sponad ciemnych okularów."
Myślałam, że fragment raczej charakterystyczny. No to dodam jeszcze kawałek z następnej strony:
"Jest mi nadzwyczaj trudno opisać z należytą wyrazistością ten błysk, dreszcz, wstrząs, który stał się mym udziałem w chwili namiętnego rozpoznania. Przez tę rozsłonecznioną sekundę, gdy przemknąwszy spojrzeniem po klęczącej dziecince (mrugała sponad srogich ciemnych okularów - mały Herr Doktor, co miał mnie uleczyć z bólów wszelkich), mijałem ją w przebraniu dorosłego (dorodna, urodna proporcja filmowej męskości), próżnia mej duszy zdążyła wessać każdy detal jej promiennego piękna i porównać je z rysami zmarłej oblubienicy"
Czy ktoś tu jeszcze zagląda, czy to jakiś weekendowy leń? 😉 Bo nie wierzę, że nikt nie wie. Książka przecież bardzo znana - kontrowersyjna klasyka XX w. Fragmenty też starałam się dać charakterystyczne. No to ostatnia mega podpowiedź: "Chciałbym teraz przedstawić następującą tezę. Otóż między dziewiątym a czternastym rokiem życia zdarzają się dzieweczki, które pewnym urzeczonym wędrowcom, dwakroć lub wielokroć starszym niż one, zdradzają swą prawdziwą naturę, nie ludzką, lecz nimfią (czyli demoniczną); tym to stworzeniom wybranym proponuję nadać miano nimfetek."
"Co za podły zwyczaj mówić, że nikomu nie przeszkadza, skoro przeszkadza mnie. To tak jak mówić, że nikogo nie ma w domu, kiedy się jest samemu. Albo "i tak nikt nie widzi", kiedy łóżko nie pościelone, naczynia nie umyte i człowiek sam się zapuszcza. To unicestwianie siebie, niebezpieczne zaprzeczenie, że się JEST"
drugi fragment: "Z premedytacją zabić kreta to rzecz nie do pomyślenia, ale pozbyć się oślizgłego ślimaka bez skorupy na miekkim, kleistym grzbiecie, z oczami na czułkach, jak u Marsjanina- to czysta przyjemność"
No to proszę: "- Prawdę mówiąc, na karę śmierci został skazany dopiero za przeprosiny - wyjaśnił aptekarz. - A to jakim cudem?! - Glurk tak się zdziwił, że zapomniał o słoju. - Powiedział, że jest mu przykro, ale po głębszym namyśle przyznaje się do pomyłki: w rzeczywistości cesarz jest głupszy niż szpadel bez trzonka. " 😉
Hm, to niech będzie: "Zrównała się z tłumem przy Bramie Północnej i wcisnęła się między ludzi. Przepychała się do przodu, odtrącając tych, którzy stanęli jej na drodze, aż znalazła się w samym środku tłumu. Kamienie wciąż obiciążały jej kieszenie, więc je wyrzuciła. Coś szarpnęło ją za nogi i przewróciło na ziemię, ale podniosła się, by biec dalej."