Zu, jeśli oba konie bezpieczne - to wepchnij nos swojego w rzep ogona poprzednika i tak wjedźcie 🙂 Dosłownie wepchnij - bez dystansu, żeby "nic nie widział i nie wąchał" - oprócz... ogona 😀
Sonkowa, a czemu nie zrobili na trawie???? w sumie dla mnie lepiej, że piasek, już się ucieszyłam że będzie kolejne miejsce gdzie mogłabym spokojnie pojechać bez podków ale jak grząsko to lipa, już raz sobie konia urwałam w Łobzie :/
[quote author=ulcia_jg link=topic=5776.msg1443201#msg1443201 date=1340742815] czeggra1 na pierwszym zdjęciu wyglądają jak opakowane w takie wielkie niebieskie worki na śmieci 😁 [/quote] A nam na myśl przychodzą marsjanie 😉 A tak na serio, derka przeciw owadowa i maska chyba są jedynym wyjściem dla Orfeusza aby mógł w trakcie letniej pogody spędzać kilka godzin na pastwisku. Latające paskudztwa tną go niemiłosiernie mimo spryskania go środkami odstraszającymi owady. Chłopak ma słodką krew 😉
Zu, szkoda, mnie pomógł. To było tak - drugi teren konia. Wyjeżdżamy ze stajni drogą dookoła jeziora, innej nie było, jeśli przez ruchliwą krajówkę się nie chciało (a się nie chciało, i słusznie, gdy było trzeba przy zmianie stajni, to przejście przez drogę zajęło circa 45 min :emoty327🙂. A tu wysoki poziom wody i droga zalana. Koleżanka wałachem przejechała, my - nie ma mowy, zapomnij. Ok, objechałam jakoś bokiem przez chaszcze, potem się jakoś znalazłyśmy, na telefony 🙂. Potem były jakieś kałuże, jakoś dał radę. Wracamy. Pierwszy, płytszy fragment rozlewiska - z trudem, ale przeszedł, kierunek - do stajni 🙂. No i - utknęliśmy między dwiema wodami 🙁 Płytszej od stajni - zapomnij, więc zawrócić się nie da, głębszej - do stajni przejść nie chce za boga. Ani pod siodłem, ani za koniem (koleżanka "wracała" po mnie z 7 razy), ani w ręku. A wyjścia nie było - przejść musiał. Zdeterminowana wepchnęłam właśnie nos w rzep ogona, ryzykowne, bo ogier i wałach - konkurent, koń wziął wdech - i przeszedł. I potem już było coraz lepiej.
halo, Zu- mój Czesiu również cierpi na "wodowstręt" i pełen, zaawansowany "kałużowstręt" 😉. Kałużowstręt generalnie jest ciężki do przewalczenia i zanika bez śladu tylko w trakcie jakiegoś galopiku w dystansie. Natomiast z wodowstrętem po każdej dłuższej przerwie włażenia do większych zbiorników wodnych jest wszystko od nowa na NIE. Trzeba trochę się namęczyć, dłużej poprosić aby konisko zamoczyło czubek kopytka, a potem już ostrożnie wchodzi. Za każdym następnym razem radośnie i bez oporu, a na tym etapie najbardziej podobają mu się wskoki do wody- łobuz kryje chyba z pół basenu, a ja ląduję (sierota ostatnia) na uszach i bez strzemion 😁.
Orfi jakoś nie ma antywodnych natręctw, ale od jakiegoś czasu uznał, że na placu przed stajnią jest nudno, cicho, bez dodatkowych wrażeń ( otoczony wysokim żywopłotem). Wobec tego należy sobie poszukać na siłę dodatkowych bodźców, bo tak to przecież nie da się niczego dobrze wypłoszyć, a porządnemu folblutowi przecież tak nie wypada... No i znalazł- stojaki odłożone w kupkę z boku 😁. Przejeżdżając obok stępem, bądź kłusem przypatruje się, krzywi, boczy- cały spektakl odstawia. Pracując w galopie już jakoś nie ma czasu na swojego wyimaginowanego stracha. Skubaniec nie wystraszył się lisa przebiegającego przez plac, kotów sąsiada, które z dzwoneczkami na szyjach ganiały się w krzakach żywopłotu okalającego ujeżdżalnię, króliczków, danieli, a stojaków owszem i to codziennie...
Soni z kałużami problemu nie ma. Dzisiaj mieliśmy dwie ogromne na placu i ciągle po nich jeździliśmy. 😁 Co z tego, że potem obydwoje byliśmy cali w błocie. 😁 Ale za to do morza nie ma mowy żeby wszedł.. Jedynie po wielu próbach za mną..
Napatrzyłam się na te Wasze gluty i postanowiłam wrzucić mojego po dłuuugiej przerwie, dawno Nas tu nie było 🙂 aktualnie na urlopie, jak zwykle z resztą ;-)
Cierp1enie, dziękuję bardzo, jest mi bardzo miło :kwiatek:. Mój fotograf został bez aparatu i komórką niechętnie strzela foty. W przyszłym tygodniu będzie aparat i zaraz zapewne zarzucę Was fotkami. Gdzie sie nie obejrzycie będzie Czesiu i Orfik 😉
A u nas jest wszystko ok. Trafiliśmy do dobrego pensjonatu i to nie w sensie, że dobrego bo drogiego 😉. Cena nie wygórowana, w sumie stoją tam prawie same konie ( ponad 30 sztuk)wiecznie kawkujących pań na emeryturze, kobieta prowadząca interes do dresażysta ( i jest na co popatrzeć jak jeździ :emoty327🙂. Przede wszystkim opieka jest świetna, o niczym nie zapominają, dzierżawca i osoba zarządzająca sama przygotowuje dla każdego zwierzaka posiłki (w tym dodaje suplementy, lekarstwa, inne od standardu stajennego mieszanki paszowe- jeśli właściciel ma taką wolę). Jest dwoje młodych pracowników, którzy sumiennie dbają o konie ( rano nawet odwijają z owijek, albo zmywają glinkę z nóg, abstrahując od zmieniania derek, czyszczenia kopyt. Nie mam się czego uczepić 😉. Chłopaki są zdrowe, wesołe i wyglądają dobrze. Powolutku, bez ciśnienia i dla czystej zabawy trenujemy sobie. Wygląda na to, że sobie postartujemy trochę 🙂.
Folbluty- tubylcy z tutejszej hodowli, te które sa w naszej stajni (3 sztuki) maja lekko garbate profile głowy i są wysokie oraz całkiem grubokościste. Są w zupełnie innym typie niż wiekszość naszych rodzimych. Widziałam też takie w lżejszym, znanym mi typie ( jak nasze).