Z nikogo nie szydze. Do kuniar nie porownuje. Wyszlo zabawnie, nawet dobrze bo strasznie sie tu kazdy spina. Ale jesli to az tak nie na miejscu to przepraszam.
Kazdemu sie zarzaja pomylki, z moich tez sie inni cieszyli i nie mam im tego za zle.
Marta__sz, nie odbierz mojej odpowiedzi, jako atak na Ciebie, ale już tyle razy tłumaczyłam studentom, dlaczego te konie chodzą w kantarach, że po raz kolejny już mnie to trochę męczy (zwłaszcza pod koniec semestru, kiedy ta wiedza powinna już być przyswojona). Pytanie podstawowe: czy poszłaś do instruktora dyżurnego, (lub dowolnego innego, który właśnie był w stajni), z pytaniem, dlaczego te kantary mają zostać, dlaczego w stajni konie też w nich stoją (a nie np. kantar wisi na boksie)? Zapewne nie, więc się powtórzę, bo już w tym wątku chyba to tłumaczyłam.
1. koni chodzących pod kursem jest 24 (nie licząc kontuzjowanych, wliczając duże kuce) 2. w grupie może być max. 12 jeźdźców
Nie wierzę (a zostało to sprawdzone w praktyce), że 12 osób zdejmie przed jazdą kantar, zawiesi go na boksie (nie pierdyknie w ściółkę) i po jeździe kantar wróci na koński łeb. Zwłaszcza, że bardzo często pojawia się problem w postaci:
Instruktor: Pamiętaj, żeby założyć Pikusiowi łykawkę po jeździe. Jeździec: Tak, tak, pamiętam.
Efekt? Instruktor, słysząc pewiem denerwujący dźwięk dochodzący z boksu Majki i Piccola, zakłada temu ostatniemu łykawkę, która wisi sobie radośnie na boksie. A co dopiero kantar...
Wyjątki w temacie stanowią:
1. dzierżawcy, którzy bardzo często mają swoje własne ogłowia z nachrapnikiem (za zgodą szefostwa) i pilnują, żeby ich koń miał kantar założony po jeździe; 2. osoby jeżdżące na jazdach indywidualnych i w grupach sportowych, które mają zgodę instruktora na zdjęcie kantara i wiemy, że na 100% ten kantar założą na powrót.
Często chcecie wyprowadzić konia do czyszczenia na dwór. Czyścicie, siodłacie i... I już kilka osób dostało "opeer" za przypięcie konia karabińczykiem za wędzidło, bo... No bo kantar wisi obok i tak przecież tylko na chwilę, przecież nic się nie stanie. Otóż, jeśli ten koń się przestraszy i szarpnie, to może sobie trochę zmasakrować paszczękę.
Kolejna sprawa, dlaczego na wybieg konie wychodzą w kantarach, i dlaczego stoją w nich w stajni. Powód jest prosty. Jeśli delikwent i/lub delikwenci postanowią zażyć trochę wolności , to łatwiej łapać za kantary (nawet nie lecąc po uwiązy), niż biegać po stajni i szukać kantarów + zastanawiać się, czy akurat jest to rozmiar pasujący na dany egzemplarz. Uwierz, że te zapadki, które są na drzwiach od boksów, i których część z Was nie jest w stanie podnieść, taki Fart otwiera jednym ruchem paszczy. A kolega Parol, jak ucięto jego wycieczkowe zapędy przestawiając za przegrodę, ma rozrywkę w postaci otwierania drogi ucieczki sąsiadowi Salutowi.
I na koniec dla wytrwałych. Krzyczycie, że w niektórych stajniach konie rekreacyjne nie mają swojego sprzętu, że czapraki przerzucane są z konia na konia, że siodła i popręgi tak samo. W PTT każdy koń ma swoje siodło, czaprak, popręg, koc (jeśli trzeba) i ogłowie. Podpisane. Dlaczego? A dlatego (pomijając główny powód - dopasowania sprzętu do konia), że jeśli któryś z koni złapie tzw. "grzyba", to jeśli przerzucimy czaprak, czy popręg z konia "x" na "y", to za chwilę infekcja przerodzi się w epidemię i złapie ją cała stajnia. Czyli kwestia higieny. I to jest też jeden z powodów, dlaczego kantar zostaje pod ogłowiem, bo nie wierzę, że w ferworze rozsiodływania koni kantar, dajmy na to Kseresa, nie trafi na łeb Kadoka (przecież stoją razem, a kantary są identyczne - czarno-żółte). Zwłaszcza, że w tym samym ferworze szczotki zmieniają właścicieli, albo giną w akcji.
Chyba wystarczająco wyjaśniłam.
P.S. W stajni, w której stała do niedawna moja kobyła konie kantary miały zakładane do wyprowadzenia/sprowadzenia z wybiegu i czyszczenia. Ale, jak przyjechało ze Służewca takie coś zagrzybiałe, to nagle wszystkie konie miały kantary na stałe, żeby chociaż minimalnie zmniejszyć ryzyko. W tej samej stajni konie na jazdy wychodzą bez kantarów, ale:
1. koni jest 9; 2. mają ogłowia z nachrapnikiem.
I uwierzcie, że było kilka sytuacji, gdzie wiele dałabym za kantar na łbie, żeby nie musieć się zastanawiać, czy mam lecieć i zamykać wszystkie drogi prowadzące do szosy, czy szukać kantara po stajni.
P.S.S. W obecnej stajni kantary mają zakładane na czas padokowania.
Jaki sam jesteś i jak sobie wychowasz uczniów <------> tak cię będą postrzegać inni.
Nie rozumiem CO stoi na przeszkodzie nauczenia 12 czy 24 osób zakładania/zdejmowania kantarów i tego że konia się nie przypina do wędzidła. Dla mnie to zawsze będzie niechlujstwo i lenistwo i koniec 😀
katija, z tego co pisała Lanka_Cathar wydaje mi się, że mają ogłowia bez nachrapników W tej samej stajni konie na jazdy wychodzą bez kantarów, ale:
1. koni jest 9; 2. mają ogłowia z nachrapnikiem. dzierżawcy, którzy bardzo często mają swoje własne ogłowia z nachrapnikiem (za zgodą szefostwa)
Wiem, że jazda z kantarem nie jest estetyczna, ale często jest to bardzo praktyczne, a koniu to nie przeszkadza 🙂 Pytałam sie nawet kiedyś weterynarza po tym jak było tu bardzo głośno o tym, że jeździmy w kantarach 🙂
Lanka_Cathar hym... prowadząc szkółkę (i ucząc od "0" duże grupy obozowiczów), stajnie hotelową - nie rozumiem przytoczonych argumentów. wygoda - niezaprzeczam, ale argumentacja "powodów" - no niedorzeczne... jeśli nie potrafi się nauczyć zdejmowania i zakładania kantara, odkładania sprzętu na miejsce, dbania o dobrostan koni, co jest rzeczą podstawową - to jak można nauczyć jeździć? być "koniarzem"?
libeerte - jeśli nei ma się kantara to się konia nie przypina. absolutnie nie wolno go przypinać za wędzidło, za inne części podobnie (w końcu są połaczone;]) i do wiązania za nie niedostosowane. pomijając możliwe negatywne kwestie moralno -etyczne (szkoda konia) to pozostają finansowe - porwanie ogłowia.
z kantarem pod ogłowiem (oczywiście bez nachrapnika) jeździłam na rajdy, gdy nie miałam kantaro -ogłowia, a częste były postoje, miejsca w sakwach nie było żeby schować (albo jechało się bez sakw), a plątający sie przy siodle czy na ramieniu przeszkadza bardziej. za jakiś czas zaczynam serie rajdowania i zaczynam się zastanawiać jak ten problem rozwiązać ... ❓
a na padok chodzą u mnie (ośrodek) rożnie - zależy na który i zależy jak gubi. zależy jak akurat są wyprowadzane i gdzie... czy jest ryzyko ucieczki, zgubieni agdzieś gdzie się nie znajdzie... mój (prywatna stajnia, ok 4 koni, tylko ja uzytkuje ) już kilka miesięcy nie nosi - bo w pewnym momencie każdy wytrzymywał góra 2 dni - upodobały sobie z kolegą kantarozapasy, wiec 2 dni i albo zgubiony albo wiszący, zaciśnięty w pysku, i porozwalane sprzączki, podarte paski,. a że przychodzi na wołanie, idzie za człowiekiem luzem, nie ucieka - często nie muszę go w ogóle wiązać (bezpieczny teren, zwykle tylko ja ...). a jeśli potrzeba - zostawiam go samego gdzieś, nie chce żeby za mną łaził - założenie kantara to nie jest przecież jakiś wielki problem ;] reszta jak zgubi to tez nie ma ... i paniki nei ma -przecież kantar na łbie nie jest jedyną szansą na złapanie, podążanie itd....
nie noszą też w okresie zmian sierści - bo wtedy się b. łatwo obcierają
horse_art, dlatego pytałam się gdzie konia przypiąć do kantara, bo wiem, że do wedzidła nie wolno 🙂 Często ludzie początkujący są mało "ogarnięci" w pracy przy koniach, ja nie wyobrażam sobie siebie jakieś 3,5 roku temu zdejmującej kantar, bo ładniej wygląda 🙂
a wiesz dlaczego sobie nie wyobrażasz? nic w tym dziwnego - poprostu gdy się uczyłaś nie było to "normą". gdy uczymy kogoś od podstaw - uczymy nawyków. dobrych (no lub złych) ucząc że kantary się zakłada i zdejmuje (ucząc odrazu jak to się robi - a to chyba jedna z najprostszych, a podstawowa rzecz przy tym hobby/pracy - uczymy nawyku. tak się robi bo..tak sie robi. tak samo jak proste plecy, pięty w dół itd ... i tak to się koduje. oczywiście wyjaśniamy po co i dlaczego. ale odruch to odruch
tak samo z kaskami - jeśli od początku jest przyjęte, że jeździ się w kaskach - człowiek ma już taki nawyk, nikt się nie "burzy" że ma założyć, czy jeździ w szkólce, z trenerem czy sam...
często dzieciaki z innych stajni pytają czy mają kantar zdjąć - odp że tak, uczmy się jak to robić bezpiecznie ..i już i nikt problemów nie ma. tak jest i już. wiadomo że tak łatwiej, wygodniej. na rajd jedziemy - wtedy jest omawiane czy kantary maja zostać czy nie, od razu z kwestia wiązów - jak je zabrać, gdzie doczepić itp.
dostając "dzikusa" w trening - często zostawiam kantar bo jest po prostu tak łatwiej i bezpieczniej ...i mniej stresu dla konia - niedotykalskie uszy, zabieranie łba, ucieczki, ataki.... ale to jest sytuacja czasowa a nie stała ...
horse_art, z kaskiem się w 100% zgodzę : > Jeśli chodzi o kantar, może i masz rację też 😀 Nie uważam, że kantar jest dobry, ale skoro ma ułatwić pracę, to czemu nie ? 🙂 Często zamieniamy konie, to trzeba przypiąć i iść do innego i jak kantara nie ma to jest problem 🙂
o i tu sie zgadzam - jeśli jest w uzasadniony powód - te częste zmiany i bezpieczeństwo z tym związane (choć u mnie nie było nigdy takiej potrzeby - ale potrafie sobie wyobrazić), brak miejsca żeby go schować czy zmniejszenie ryzyka np ucieczki... to tak - to jest uzasadnienie.
ale to, że uczniowie nie potrafią zmieniać czy olewają - to to uzasadnieniem nie jest. to błąd w systemie treningowym. zaraz za tym będzie np trzymanie konia cały dzień w siodle - bo a nóż przyjdzie klient to będzie szybciej (a też już z takimi sie spotkałam) i inne takie "wygodne" rozwiązania ...
Lanka_Cathar rozumiem, ze jest tak a nie inaczej, przychodza rozni ludzie, nie wszystko umieja ogarnac, nie ma tylu osób aby pomoc itd. Organizacja jest taka a nie inna, itp. Wytłumaczyłaś z czego to wynika w konkretnej sytuacji. Takie macie zasady. Proste. Ja jestem nauczona inaczej. I nie planuje tego zmieniac, ale też nie bronie swojego stanowiska jak niepodleglosci, bo wiem, ze rozne sytuacje moga zaistniec.
I rozumiem, ze nudzi Cie wieczne wałkowanie tego samego wiec tym bardziej dziękuję.
Nie odbieram nigdy sensownych tlumaczen jako ataku. Mam dystans do siebie.
Często ludzie początkujący są mało "ogarnięci" [...]
Przepraszam za takie wyrwanie z kontekstu, ale to się sprowadza tylko do jednego.
Jak ludzie są mało ogarnięci, to znaczy że mają mało ogarniętego instruktora. Proste. DOBRY instruktor, to taki który chce, któremu zależy, który dba o dobro koni, o dobre imię stajni i przede wszystkim własne. I nie dopuszcza do takiego wieśniactwa jak kantar pod ogłowiem! Dobry instruktor nie pozwala sobie na narzucanie takiego tempa pracy, czy ilości klientów, żeby tak banalnie prosta czynność jak zdjęcie/założenie kantara stanowiło problem. A jeśli konie robią problem ze zdejmowania/zakładania kantarów/ogłowi, to znaczy że są niewłaściwie traktowane. I tak dalej... 😀
Nie uważam, że jest to kwestia lenistwa, czy narzuconego tempa. Na pewno jest to ułatwienie, na pewno nie przeszkadza koniom. Jeśli uważasz, Julie, że kantar pod ogłowiem to wieśniactwo, to miło być wieśniakiem, jeśli w tym samym worku są stajnie treningowe, tak jak ta, z której zdjęcie wstawiono wcześniej. 😉 Mam wrażenie, że ten wątek to trochę takie udowadnianie wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. Nikt z nas nie wykazał, że koniom dzieje się krzywda, te kantary nie są powżynane w skórę konia, nie obcierają. Tak naprawdę, to każda z osób wypowiadających się w tym wątku ma rację. Każda potrafi podać argument za i przeciw. Nigdzie nie napisałam, że uczniowie olewają. Natomiast w większości przypadków, (i tu kłania się uwaga z wątku o rekreacji, że w dużej liczbie szkółek ludzie dostają gotowe konie), ludzie, którzy przychodzą do PTT na jazdy (czy to zaliczając WF, czy po prostu jeżdżąc dla przyjemności) są przerażeni faktem, że konia trzeba wyczyścić i osiodłać. Sama perspektywa czyszczenia kopyt doprowadza niektórych do zimnych potów. I po prostu pewne kwestie im umykają, dlatego też napisałam, kto stanowi wyjątek od reguły. Są to osoby już z końmi obyte, a nie szczypiorek, który twierdzi, że koń chce go zabić, bo... podniósł nogę do czyszczenia i trzyma ją w górze. Sam, bez pomocy człowieka. Po części są to osoby, które myślały, że jazda konna w ramach WF, to takie łatwe i przyjemne zajęcie, że wsiądzie się na konika i pojedzie. A nagle okazuje się, że koń może, niechcący, nastąpić na nogę, że trzeba się na niego wdrapać, że nie idzie tam, gdzie się pociągnie, i że system kierujący jest bardziej złożony. A często najtrudniejsze do zaakceptowania jest to, że ten koń... rusza się.
mnie uczono, że tranzelka nie służy do przypinania niezależnie gdzie by się chciało przypiąć. zwłaszcza gdy mowa o przypinaniu w sensie wiązania do koniowiązu czy ściany boksu czy czekokolwiek. przypięcie do wędzidła kosztuje ból końskiej szczęki + nowy pasek policzkowy przypięcie do nachrapnika kosztuje nowy nachrapnik
(uczono mnie, ale nie dość skutecznie, bo sama rok temu przypięłam beztrosko "grzecznego" konika na lonży do nachrapnika 😵. nie wiem czemu uznałam, że z braku kawecana to będzie taki świetny pomysł - lepszy niż lonżowanie na wędzidle. ok. 30 sek. później grzeczny konik wywinął takiego bryka z zawijasem, że długo potem szukałam pasującego kolorystycznie rurkowego nachrapnika 😡 )
Julie, Przy świetnym instruktorze cieżko, żeby osoba, która po raz pierwszy ma do czynienia z końmi była ogarnieta 🙂 Z resztą, naucz takie 8, czy 9 letnie dziecko zdjemowania kantara i jeszcze, żeby pamietało ze sobą zabrać, pamietało gdzie odłożyło i pamietało, że nie wolno przyczepiać za wedzidło 🙂 na obozach jest takich dzieci mnóstwo, częste zmiany koni i tak dalej, wiec kantar zdecydowanie ułatwia prace 🙂 Albo na przykład w taką sobote, czy niedziele jest ok 10 osób na jazdę, kilka na 12, kilka na 13, kilka na 14. Nie damy 3, czy 4 koni, żeby chodziły 3h, tylko np. 10 koni, to instruktorka jak jest sama ma osiodłać każdego konia pomiędzy jazdami ? 🙂 siodła wszystkie na 12, zostawia kantar, związuje wodze, luźny popręg i daje gdzieś na lonżę, albo po prostu do ogrodzenia i jak przychodzi klient to ma konia zrobionego, tylko dociąga popręg etc. i wsiada, a po jeździe idzie rozsiodłać i odkłada wszystko na miejsce, no i nie ma problemu, że kantar sie zgubił 🙂
uważam, że ten wątek to już troche offtop, bo każdy ma swoje racje i nikt tego nie zmieni 🙂 Ja jak już pisałam nie uważam, że kantar pod ogłowiem jest dobry, ale skoro ułatwia pracę, to czemu nie ? 🙂
[quote author=Lanka_Cathar link=topic=56934.msg1269752#msg1269752 date=1327186312] Nie uważam, że jest to kwestia lenistwa, czy narzuconego tempa. Na pewno jest to ułatwienie, na pewno nie przeszkadza koniom. Jeśli uważasz, Julie, że kantar pod ogłowiem to wieśniactwo, to miło być wieśniakiem, jeśli w tym samym worku są stajnie treningowe, tak jak ta, z której zdjęcie wstawiono wcześniej. 😉 Mam wrażenie, że ten wątek to trochę takie udowadnianie wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. Nikt z nas nie wykazał, że koniom dzieje się krzywda, te kantary nie są powżynane w skórę konia, nie obcierają. Tak naprawdę, to każda z osób wypowiadających się w tym wątku ma rację. Każda potrafi podać argument za i przeciw. Nigdzie nie napisałam, że uczniowie olewają. Natomiast w większości przypadków, (i tu kłania się uwaga z wątku o rekreacji, że w dużej liczbie szkółek ludzie dostają gotowe konie), ludzie, którzy przychodzą do PTT na jazdy (czy to zaliczając WF, czy po prostu jeżdżąc dla przyjemności) są przerażeni faktem, że konia trzeba wyczyścić i osiodłać. Sama perspektywa czyszczenia kopyt doprowadza niektórych do zimnych potów. [/quote]
Ja wiem że to nie krzywda, wiem że tak jest wygodniej... Ale dla mnie koń po prostu NIE ZASŁUGUJE na takie traktowanie jak wieśniackie ubieranie ogłowia na kantar.
Ja wiem, że w takich stajniach o jakiej mówisz konie są traktowane jak rowery do masowej "nauki" jazdy konnej. Wiem. Życie. Ale ja nigdy się z tym nie pogodzę ❗ Bo żeby taka stajnia istniała, muszą być ludzie, którym korzystanie z konia jak z roweru nie przeszkadza. Nie lubię ich, potępiam ich i zawsze będę ich wyzywać od wieśniaków po kres żywota mego ❗ 🏇
Dla mnie osoba początkująca/dziecko (czyli taka która np. wsiada na konia z doskoku, na wakacjach, w ramach WF czy whatever) czyli taka która nie zamierza docelowo uczyć się jazdy konnej powinna mieć przygotowanego konia przez obsługę stajni ❗ (Libeerte) (dempsey: koń dla dzieci i początkujących powinien być osiołkiem, który chętniej stoi niż biega i można mu przypiąć uwiąz choćby i do ogona i będzie stał! 😉 ) A jeśli stajnia-fabryka wykorzystująca konie takiej obsługi nie ma, to potem takie wieśniackie zwyczaje przechodzą na całą stajnię ❗ I kończy się to tym, że powstają szkoły PNH i inne NH, bo człowiek który "jeździ konno" od kilku lat w takiej fabryce, kupuje sobie konia i nie umie założyć/zdjąć kantara ❗ Przez to tysiące ludzi myśli że klasyka jest zła i trzeba iść na kurs "naturalu". Przez takich wieśniaków 😀
Julie, akurat u nas wiekszość ludzi, która przyjeżdża na obozy chce sie uczyć wszystkiego i zostają u nas przez długi czas, a nie tylko przez jeden oboz. Dzieciaki kochają siodłać, czyścić itp (tak tak, zaraz powiesz, że skoro to lubią to powinniśmy ich uczyć od początku poprawnie). Tu jednak chodzi o bezpieczeństwo, jak konia przypniesz do kantara to masz pewność, że stoi, a jak nie masz kantara, to łazi po całym boksie, bo wie, że takie dziecko nie jest w stanie nad nim zapanować 🙂
edit : dodaj "szlachta jeździ bez kantarów" i będziesz spełniona. Przepraszam, musiałam to dodać. 😵
Dziecko, które nie jest w stanie samodzielnie osiodłać konia musi mieć nadzór i pomoc obsługi stajni. Dobry instruktor sam zdejmuje/zakłada ogłowia/kantary 10 koniom w 10 minut. Paski mogą podopinać dzieci. No chyba, że jest wieśniakiem... 😀
edit: Szlachta broni dobrego imienia klasycznej szkoły jazdy. Dobra klasyka uczy wszystkiego. Z istnieniem złej walczę.
Julie, Dobrze, wszscy już wiemy, że jesteśmy głupimi wieśniakami, bo ułatwiamy sobie życie używając kantarów. Miałam nadzieje, że obejdzie sie bez głupich i bezsensownych wypowiedzi tylko zwykłe argumenty i tyle (ja wasze rozumiem, zrozumcie i wy moje..), ale widze, że volta to świat mających wiecznie rację i nie umiejących podejść do sprawy ze zrozumieniem. UWAGA! Jestem zwykłym wieśniakiem, bo jeżdżę w kantarze na zwykłej rekreacyjnej jeździe !
dempsey: koń dla dzieci i początkujących powinien być osiołkiem, który chętniej stoi niż biega i można mu przypiąć uwiąz choćby i do ogona i będzie stał! 😉
w sumie tak Ale i tak bym takiego za nachrapnik nie przypięła (chociaż ten brykający z mojej opowieści nie był szkółkowym tylko prywatnym). sama z moich zamierzchłych czasów rekreacyjno szkółkowych nie pamiętam by zachodziła konieczność przypinania konia z ogłowiem gdziekolwiek. w ostateczności można założyć kantar na obrożę - tak mnie uczono i to uważam za logiczne.
dempsey: No jasne że można założyć kantar "na obrożę", albo na ogłowie w momencie jak konik ma chwilę poczekać, albo poprosić rodzica/opiekuna (bo przecież dzieci zawsze są z jakimś opiekunem) żeby konika przytrzymał. Tylko trzeba CHCIEĆ 😉
Libertee: Nie jestem "voltą" kochana. Jestem mną. Jestem instruktorem rekreacji. Obserwuję nasilającą się falę osób myślących, że klasyka nie uczy więzi z koniem. Że żeby uzyskać porozumienie z koniem, trzeba bawić się w 7 zabaw i iść na kurs PNH.
Nie potrafię się z tym pogodzić.
W normalnej stajni, takie czynności jak zakładanie i zdejmowanie ogłowia i kantara są najnormalniejszymi na świecie czynnościami, które szkoły NH nazywają zabawą w przyjaźń, miłość, jeża i kreta... 😁 A klasyka jest zła, bo takich rzeczy nie uczy.
Otóż uczy, tylko, że żyjemy w czasach "szybciej, więcej, wygodniej". Kwestia wyboru. Ja zawsze będę walczyć o wyższość jakości nad ilością. Ty wolisz szybciej, więcej i wygodniej. Twój wybór 💃
przypięcie do wędzidła kosztuje ból końskiej szczęki + nowy pasek policzkowy przypięcie do nachrapnika kosztuje nowy nachrapnik
no wlasnie, ktosztuje TYLKO nowy nachrapnik 😉 ten problem jest mi obcy- moj kon stoi tam gdzie go postawie. NIGDY nie mam kantara pod oglowiem. czasem jesli wiem, ze bede potrzebowac zakladam kantar na siebie, albo chowam go do kieszeni rajdowki. tyle na temat. nie widze problemu w tym, aby kantary byly przy koniowiazie i w razie koniecznosci uwiazania kon mialby nakladany kantar na oglowie. edit : dodaj "szlachta jeździ bez kantarów" i będziesz spełniona.
zebys wiedziala! konno jezdzi szlachta a nie dziady! i powinno sie to wlasnie tak robic. i tyczy sie to nie tylko kantara. mieszkam w malej wsi, rzadko kiedy widzi mnie ktos na jezdzie. ale ZAWSZE! moj kon jest czysciutki, mam czyste, wypastowane buty, a jesli sie pobrudza podczas czyszczenia, to ide je wytrzec zanim wsiade. zawsze mam nakrycie glowy i nigdy nie jezdze w koszulce na ramiaczkach, albo samym topie itp. zawsze mam rekawki, albo kamizelke. kon ma zawsze czysty rzad. wyprany, swiezutki czaprak. tak, szlachta o takie rzeczy dba. to twoj wybor, jesli chcesz byc dziadem. bo to nie od urodzenia teraz zalezy.
katija: A jak to było jak uczyłaś się jazdy konnej? Na pewno w jakiejś szkółce. I jak tam było? Czy w momencie zakupu własnego konia musiałaś uczyć się zakładania ogłowia, siodłania i obsługi konia jako jakichś nowych, nieznanych dotąd, osobnych, magicznych czynności ❓
Julie, ja jak uczylam sie na poczatku, to wlasnie w takich dziadowniach. ale pozniej trafilam pod piecze osoby, ktora wpoila mi, ze sloma w ogonie to WSTYD! wtedy nie musialo byc glupich przesadow o tym, ze sloma w ogonie= gleba. nam bylo WSTYD za niedoczyszczonego konia, za brudne buty! nauczono mnie, ze czysty czaprak, dopasowany rzad, regularny kowal to element SZACUNKU do konia. a jazda konna to sport elegancki, a nie dziadowski. mialam w zyciu etap, ze na konie bralo sie najgorsze ciuchy. pozniej bylo mi wstyd. zetknelam sie tez z Pania Trener. przebywanie z ta osoba rowniez uswiadamia czlowiekowi, ze w jezdziectwie nie ma miejsca na dzadostwo. a dziadostwo zaczyna sie na brudnych butach, kantarze pod oglowiem i koniu wyczyszczonym tylko pod siodlem, a konczy na dopasowaniu tegoz siodla, struganiu i robieniu zebow. NIE MA NA TO MIEJSCA. jezdzac w roznych dziwnych miejscach za prace, rowniez nigdy nie zostawialam koniom kantara na jezdzie, i staralam sie z dostepnego wybierac sprzet najbardziej dopasowany. i pralam brudne czapraki. zeby mi nei bylo wstyd za innych. i jak jade przez moja wies na pieknie wyczyszczonym, blyszczacym koniku, z czysciutkim czaprakiem i pasujacym rzedem, to czuje sie dobrze. i tak czuje sie szlachta- bo sa u nas DZIADY co tez maja konie. i po dziadowsku te konie traktuja. a ludzie- ludzie to widza. kiedys byla jakas taka mini parada u nas. i podszedl do mnie pan, od ktorego niemal wszyscy kupowalismy siano swego czasu. powiedzial do mnie: pani kon prezentuje sie najpiekniej, pani ma czysty rzad, lsniacego konia, od razu widac. prosty czlowiek, gospodarz. bylo mi milo. Czy w momencie zakupu własnego konia musiałaś uczyć się zakładania ogłowia, siodłania i obsługi konia jako jakichś nowych, nieznanych dotąd, osobnych, magicznych czynności ❓
w momencie zakupu konia mialam 15 letni staz jezdziecki 😉 (nawet jesli dupoklepny 😉 ) nie wyobrazam sobie, ze takie czynnosci moga byc obce osobie, ktora jezdzi 3 miesiace.
Teraz często jest tak, że własnego konia kupują osoby jeżdżące sporadycznie, w weekendy w fabrykach rekreacyjnych. Tak jest i będzie. Nieszczęsny kantar pod ogłowiem, to tylko mały, głupi i pozornie nieszkodliwy przykład pośpiechu, wygodnictwa i zaniedbania. W tej chwili atakuje mnie tylko jedna osoba, ale boję się, że będzie ich więcej. Więc musimy się jednoczyć w walce przeciw wieśniactwu, jeśli nie chcemy, żeby "naturale" kwitły...
Julie, masz rację - rzeczy (i postawy) się z sobą łączą. "Przydatny" kantar. Argument: "przecież jak koń łazi po boksie to jak ma dziecko go osiodłać?". A potem ludzie przyjmują za normę "łażące" przy siodłaniu konie. A potem sami kupują i latają za nimi w kółko... Itd. Jedno z drugim się wiąże. Łatwo przegapić jak bardzo 🙁
tak sobie myślę, ze w sumie nie ma tragedii jesli koń ma oglowie bez nachrapnika, kantar w takeij sytuacji moze pomóc, bo łatwiej komus poczatkujacemu ubrac konia ktory ma kantar, ale pod warunkiem ze ubiera go poza boksem i wiele koni wykorzystuje mment kiedy kantar jest juz zdjetyy a oglowie nie zalozone. Czasem w czasie jazdy okazuje sie ze trzeba klienta wziac na lonze, mamy kantar wiec jest do czego przypiąc.
Ale uwazam ze nalezy uczyc ludzi ze kantar nie jest naturalna naroślą na łbie konia. Ze nalezy go zdejmowac na noc i zakladac na dzien. Jezeli w stajni nie ma kto pomagac, praktykuje zkladanie rano kantarów wszytskim koniom, kiedy rozpoczna sie jazdy, kazdy juz moze łatwo złapac konia. wiec zorem podczas np karmienia zdejmujemy kantary. Wg mnie nie ma w tym problemu. Uwazam tez ze osoby które juz są ogarniete jezdziecko powinny miec nakaz zdejmowania kantara i zakladania go, bo potem nawet nie beą wiedzialy jak to urzadzenie działa. jest to takze element edukacji jeździeckiej.
I dla tych co niewiedza co zrobic z koniem jak trzeba go przypiąc a kon nie ma kantara pod ogłowiem. Nalezy wziac kantar i zalozyc go na oglowie zapinajac jednoczesnie pod ganaszami tak by przypiac wiszace wodze, nastepnie zapinamy do uwiazy i kon nigdzie nie pojdzie i nie zrobi sobie krzywdy.
ja zaczynalam w stajni z instruktorami strej szkoły gdzie (pomimo, że na rynku NIC nie było) jeździec jak i koń musiały być eleganckie. czysto, schludnie, bezpiecznie. były gąbki pod siodłami, koce, ogłowia parciane, a na głowach kaski budowlane - takie czasy, taka dostępność. ale wszystko było schludne, czyściliśmy sprzęt, praliśmy koce, koń czysty, siodłany i rozsiodływany przez najeźdźców przed/po każdej jeździe, poprostu przychodziło się wcześniej czy kończylo później (jak wchodziło się na konia po kimś czy oddawało komuś). miałam z 8 lat i nie pamiętam żebym nigdy dziwiła się, że kantar się zdejmuje. a robiliśmy (po przeszkoleniu przez starszych kolegow najczęściej) wszystko sami. i jakoś dałam rade. instruktor sprawdzał na placu. jak było coś źle - poprawka. a że jazda juz leciała - albo przychodzilo się wcześniej albo szybko uczyło się robić dobrze.
po którymś tu z kolei wpisów poczułam się naprawde wybitnym instruktorem 😉 -bo moje dzieci - i to też takie 8-9 letnie same kantary ściągaja/zakładają ...nic w tym trudnego... porobić zdjęcia? dziś przyjeżdża nowa grupa - same "świeżynki" - każde sie nauczy 🙂 jedno załapie odrazu inne będzie pare razy stac 10 min i kombinować, albo zawoła koleżanke. nie musze być przy tym- nie trace czasu. a jęsli nawet to co z tego? kiedyś muszą się nauczyć! po to włąśnei jest szkółka, po to obóz! nie żeby dupe wyklepać tylko się nauczyć! nawet jak stracą kawałek jazdy - i co z tego? ważniejsze że nauczą się siodłać, czyścić itd a nie pojeżdzą pare min krócej ..... nadrobią to kiedyś. tak szkolone dzieciaki (jak są starsze oczywiście) nie boje sie potem same wysłac do stajni - wiedzą co robic, krzywdy ani sobie ani koniom nie zrobią
uważam że nalezy uczyc ludzi, że kantar nie jest naturalną naroślą na łbie konia.
Bardzo dobre motto! 😀
[quote author=horse_art link=topic=56934.msg1270054#msg1270054 date=1327236448] miałam z 8 lat i nie pamiętam żebym nigdy dziwiła się, że kantar się zdejmuje. a robiliśmy (po przeszkoleniu przez starszych kolegow najczęściej) wszystko sami. i jakoś dałam rade. instruktor sprawdzał na placu. jak było coś źle - poprawka. a że jazda juz leciała - albo przychodzilo się wcześniej albo szybko uczyło się robić dobrze. [/quote]
Otóż to. A niestety w wielu stajniach jest tendencja traktowania dzieci i początkujących jak niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo. Ludzie kupujący własne konie po kilku miesiącach/latach "nauki jazdy konnej" w takim miejscu myślą, że umieją jeździć. A potem okazuje się, że nie umieją zrobić z koniem nic na ziemi - wyczyścić, przesunąć, wprowadzić , wyprowadzić... bo zawsze robił to ktoś za nich. A "naturalsi" tylko czychają na takie sieroty...