W sumie-cieszę się,że ta rozmowa nabrała takiego zdroworozsądkowego tonu. Zgadzam się,że nie można pozwalać na wszystko. To jest zbyt niebezpieczna zabawa. Treser tak jak ed mówi.
A ja jeszcze powiem, że metoda postępowania zależy też od umiejętności jeźdźca. Jeśli jesteśmy zbyt cieńcy na to, by wymusić na koniu ruch do przodu w momencie kiedy on świruje ze strachu, to co nam zostaje? Powrót do domu "na tarczy"? I zamiast jazdą konną iść zająć się lepieniem pierogów?
Moim zdaniem można właśnie próbować "po dobroci", z ziemi, po trochu. Tak, by nie dochodziło do sytuacji spięcia między koniem a jeźdźcem. (byśmy Broń Boże nie przegrali). Tak dobierać sposób oddalania się z koniem, trasę itd. byśmy wiedzieli, że w razie konfrontacji z koniem mamy szanse wygrać.
Nie wiem, czy jasno się wyrażam. Chodzi mi o to, że jeśli nie jestem w stanie wsiąść na konia i heja galopem pojechać przed siebie w las, bo jestem po prostu za cienka na to, to biorę konia najpierw na spacer na wędzidle i lonży, z batem i tak z nim idę. Kiedy koń spróbuje się odwrócić i zwiać, mam lonżę, mam bat i wiem, że jakoś sobie poradzę. I tak stopniowo. Sposobami. Nawet jeśli kiedyś tam dojdzie do spięcia ( bo w końcu dojdzie) to myślę, że i jeździec będzie miał większe doświadczenie z danym koniem i koń będzie mimo wszystko spokojniejszy.
Wiem, że koń to tylko koń. I jeśli nie można czegoś załatwić w prosty sposób (heja, bacik i do przodu, bo JA tak chcę) , to trzeba do tego dojść naokoło, kombinując. To o wiele dłuższa droga, ale możliwa prawie dla każdego. Tak myślę. 🙂
Elu- znam takich, którzy tak potrafią. I wcale nie w jakimś strasznie złym tego słowa znaczeniu. Po prostu dobry jeździec potrafi zmusić konia do wielu rzeczy takich, do których cienki jeździec nie ma szans.
I wcale nie musi go przekonywać używając od razu przemocy. Czasami starczy siła spokoju i stanowczość i umiejętność przekazania tego koniowi.
Tak więc pisząc to, nie miałam od razu na myśli wawerkowego "baciora i rury". 🙂
Na pewno każdy przypadek jest inny i trudno o jakiś jeden sposób uniwersalny. Ja to jestem za cienka,żeby pieszo z koniem do lasu się wybierać. 🤣 Jakoś sobie tego nie wyobrażam,a raczej wyobrażam podróż do stajni na końcu lonży brzuchem po ziemi . Jakoś w siodle czuję się pewnie- na ziemi mniej. I mam taki plan na rok 2009- sprawdzony już na innych koniach. Jazda w parze ze stopniowym oddalaniem się,zbliżaniem. Tak jak któryś z przedmówców już radził. W sumie widziałam już ze cztery konie tak przez Tresera wyuczone i nigdy mi się nie chciało samej dołączyć. Nie miałam nigdy takiego parcia na samotne tereny - nudno by mi by było a Treser by zniósł jajko w stajni. Jak znikam w pobliskim lasku to zaraz zaczyna biegać po podwórku. Ale potraktuję to jako rodzaj wyzwania. Już drugi rok z kolei. Tym razem już serio.
Dziewczyny, dzięki za rady! my_karen, po tym jak mi Sander zwiał, od razu go wzięłam na ujeżdżalnię, zsiadłam i zaczęłam go gonić tak długo, aż uznał że jednak jestem szefem. Fakt, że nie jestem superjeźdźcem i może głupia byłam że wzięłam konia na wytrenowanie 😉 ale że to i tak w przyszłości będzie mój koń, to muszę ten problem rozwiązać. Chciałam wczoraj wprowadzić w życie pomysł ze spacerem w ręku, ale była akurat ta moja koleżanka i w teren razem pojechałyśmy. Oczywiście zero strachu, spokój, sam stęp i luz. Dzisiaj pojeżdżę na ujeżdżalni, dlatego że zaraz dopiero mogę pojechać do konia, ale jutro na pewno spróbuję spaceru, bo mam na to cały dzień. Aha, jeszcze co do zachowania w stajni, nie mogę w sumie koniowi nic zarzucić, jest grzeczny, czasem się wierci ale jak go cofam to cofa, jak chcę nogę to podnosi, także w obrządku nie ma problemu.
No, to spróbowałam pójść na mały spacer w ręku 😉 I nie powiem, wyszło lepiej niż z siodła. Najpierw oczywiście wsiadłam i tak dość energicznie pojeździłam, a potem poszłam z Sanderem na ok. 10 min, nie chciałam iść za daleko na pierwszy ogień. Oczywiście na ogłowiu i z lonżą. "Tam" szło nawet nawet, a "z powrotem" był wprawdzie bardziej nakręcony i musiałam mocniej trzymac, ale wyrwał się tylko raz, no i niedaleko bo był zapięty na lonży. Więc myślę, że po prostu będę z nim chodzić na spacery bo może ma do mnie więcej zaufania z ziemi niż z siodła...
Super, że są jakieś postępy. 😅 Postaraj się, żeby takie spacerki stały sie dla niego normą, kiedyś mój dzierżawiony ogr tak sie przyzwyczaił do 5-10 minutowych spacerków po jeździe, że sam wychodząc z padoku skręcał w strone lasu😉 Wtedy na samotne wycieczki nie jeździłam, nie czułam sie na tyle pewnie, ale początkowo kiedy oddalaliśmy sie od koni bunty były, przez jakiś tydzień wychodzenia dzień w dzień, więc pewnie i w teren by sam zbyt chętnie nie poszedł.. Mi chodziło tylko o rozstępowanie porządne po jeździe wtedy. Ale konina spacerki polubiła i relaksowała sie poźniej całkowicie🙂 Trzymam kciuki, niedługo na pewno będziesz cieszyła sie spokojnymi, samotnymi wypadami🙂 pozdrawiam
nie w temacie, ale ja mam podobny problem. Tyle tylko ze moj kon ma baaardzo silny instynkt stadny i kiedy probuje go sama z pastwiska zabrac, bez innego konia to zwyczajnie mi sie wyrywa i ucieka w strone stada :/ Co mam zobic ? pomozcie
Łomatko, plamka odświeżyła temat, i tak aż miejscami dziwnie czytać swoje własne posty sprzed tych prawie 3 lat...
I tak pomyślałam, że może powiem, jak to u nas teraz jest, po takim czasie.
Po drodze sporo rzeczy mi się wydarzyło, na czele z wypadkiem, który na długi czas zostawił mi ślad w pamięci. Przez niemal 2 lata w ogóle bałam się jeździć w teren z kimś, nie mówiąc o tym, że miałabym jechać czy iść sama. Dopiero od niedawna tak naprawdę się z tym wszystkim ogarniam, i teraz jestem już pewna, że wszelkie problemy z naszymi wyjazdami w teren (nawet tymi te parę lat temu) tkwią we mnie.
Sander przez pewien czas był w treningu u osoby o wiele bardziej doświadczonej i stanowczej ode mnie, co dobrze mu zrobiło. Ta osoba była w stanie normalnie jeździć sama w teren, bo po prostu była pewna i spokojna. Potem ja zaczęłam z nim pracować bardziej stanowczo, i wymagać bardziej niż wymagałam dotąd.
Jesteśmy teraz na etapie takim, że nie boję się jechać jako czołowa w zastępie z innymi końmi (a to było dla mnie dłuuugo nie do przejścia), wyprawiamy się też na samotne spacery ALE z towarzystwem z ziemi. Mam zestaw ćwiczeń dla siebie i konia na wykorzystanie w trudniejszych momentach. Ciągle boję się niestety spróbować całkiem sama, nawet na spacer w ręku w tej chwili nie mam odwagi się wybrać, tym bardziej że mamy kawałek do przejechania ulicą... Może za jakiś czas się to zmieni, ciągle pracuję nad swoją pewnością siebie i opanowaniem emocji, bo jak ja jestem spokojna to koń też, i wtedy nie robi mi problemów. Natomiast jak tylko wyczuje, że ja się denerwuję, on automatycznie oczywiście też zaczyna kombinować.
Może komuś pomoże to, co napisałam 🙂 No i mam nadzieję, że to moje ogarnianie będzie cały czas szło do przodu i za jakiś czas pochwalę się tu sukcesem...
Livia, a ja miałam na odwrót. Zawsze czułam się bezpieczniej jadąc na kasztanie sama, on wtedy jest bardzo grzeczny, a jak miałam jechać z kimś to zawsze trzęsłam portkami, że jak drugi koń dostanie odpałów, to mój kasztan też 😉 Teraz już mi przeszło, lubię spacery z siwą i Karoliną, jak dotąd były bezpieczne. I niech tak zostanie 🙂
Ja miałam podobny problem ze swoją klaczą . W terenie jak cos zobaczyła nie było na nia siły aby szła na przód mało tego że nie chciała iść na przód to się cofała. Co prawda mozna było przejechać jakis mały terenik ale trwało to strasznie długo ponieważ co pare metrów klacz stawała i sie cofała bo cos strasznego na nią się czaiło w krzakach.Trwało to około roku na wiosne wymyśliłam sobie że zachęce ją do wyjazdów w teren czymś przyjemnym. W pewien wiosenny dzień wyjechałyśmy w teren oczywiście znowu to samo , jednak udało się nam przejechać las i dojechałysmy nad jezioro gdzie zsiadłam i pozwoliłam Oliwce poskubać pierwszej wiosennej trawki i to był strzał w dziesiądke od tej pory nie ma problenów ze strachami . Całą tą sytuacje powtórzyłam jeszcze pare razy aby ją jeszcze bardziej zachęcic do terenów.
Plamkakochanie, najpierw musisz nauczyć konia, żeby chodził za tobą - bo chce (na luźnym uwiązie) i tak, jak ty chcesz. Musisz być "bardziej atrakcyjna" niż inne konie.
nie w temacie, ale ja mam podobny problem. Tyle tylko ze moj kon ma baaardzo silny instynkt stadny i kiedy probuje go sama z pastwiska zabrac, bez innego konia to zwyczajnie mi sie wyrywa i ucieka w strone stada :/ Co mam zobic ? pomozcie
Brak respektu, respektu i jeszcze raz respektu konia w stosunku do Ciebie. Sorry, ale Twój rumak ma Cię głeboko w poważaniu (żeby nie powiedzieć dosadniej w d..ie). Klania sie praca u podstaw nad wypracowaniem właściwej hierarchii między Tobą a koniem. Tu jest źródło problemu. A wyrywanie się w kierunku innych koni - to tylko objaw zewnętrzny (pewnie jeden z wielu, jak zgaduję) tego problemu. Twoje pytanie powinno brzmieć: co zrobić, aby moj koń zaczął mnie szanować i respektować?
Powiedz mu na ucho, że jeśli nie będzie za tobą łaził - to go zjesz 😀iabeł: A na serio - pilnować odpowiednich proporcji "roboty" (wymagań, dystansu) i relaksu (bliskości). Jednego nie rozumiem - ty go w ogóle dajesz radę zabrać z padoku do jakiejkolwiek pracy? Jeśli tak - to jest coraz lepiej (dzień po dniu), czy coraz gorzej? A jeśli nie - to co robisz, gdy ucieka do koni? Dajesz spokój?
damarina : oczywiscie ! wiem ze masz racje . Ale ja wiem jaki jest problem, tylko jaka ""praca u podstaw" by mi i mu pomogla ? Sprecyzujci co mam zrobic ! A iwec pytam : co zrobic zeby moj kon zaczal mnie szanowac ??
halo : hehe mowilam ale ona chyba nie uslyszala xD. Jak narazie to zawsze zabieralam ja z innym koniem. Gdy raz sprobowalam sama , za kantar podprowadzic w srtone wyjscia z padoku to mi sie w pewnym miejscu ( co ciekawe zawsze mniej wiecej w tym samym sie wyrywa) i sie wtedy okrecila i wyrwala. Problem w tym ze ten inny kon narazie sie wyprowadzil i wraca dopiero na wiosne a ja musze ja czasami zabierac np. na czyszczenie, za kilka miesiecy na lonzowanie czy cos takiego ( narazie nie jezdze na niej bo ma kontuzje) Powiedzcie mi co DOklADNIE mam robic zeby kon nabral do mnie szacunku bo jak narazie to rzeczywiscie ma mnie generalnie w dupie :/
Plamkakochanie, zażądałabym jakiejś pracy, skupienia - już na drodze na padoku, Przestawianie zadu, przodu, wolty, zatrzymywanie, cofanie - reakcje na "mowę ciała", żadne "ciąganie". Z przerwami na relaks w spokojnym stój, centralnie przed tobą - głowa luźno opuszczona. Praca - zabawa.
tylko jest pewnien problem , bo ja jej na padok nie wyprowadzam tzn. jest w pensjonacie i ja rano wyprowadza trenerka i wieczorem konie same wracaja do stajni. A jak ja zabiore z jakims koniem i chce odprowadzic spowrotem np. po myciu to sie strasznie rwie do przodu. To wtedy mam to probowac? A nie staranuje mnie i nie poleci na padok...sama ?
Przestań zabierać z innym koniem! Masz kłopot - poświęć czas. Definiując problem: koń nie umie chodzić na uwiązie, prowadzony przez człowieka. To jest twój koń?
ale nie zabieranie z innym koniem = nie zabieranie w ogole . Umie chodzic na uwiazie tylko nie umie, jesli chodzi o padok : zaprowadzenie albo zabranie. Tak, to jest moj kon to co ja moge z tym zrobic ? mam czas, moze nie codziennie ale jestem w stanie duzo czasu poswiecic oby tylko kon nauczyl sie ze jak go zabieram z padoku samego, to nie jest koniec swiata i ze tam wroci.
Plamkakochanie, "zanabądź" sobie długi uwiąz - linę z normalnym, mocnym karabinkiem. Zarezerwuj czas. Idź na padok i spróbuj skoncentrować uwagę konia na sobie. Możesz go poganiać, pobiegać z nim - aż będzie miał z lekka dosyć. Ma interesować się tobą, a nie innymi końmi. Nie daj mu "wcisnąć się" w stado - coś jak przy oddzielaniu cielaków 🙂 Gdy stanie/skieruje się w twoją stronę/wykona "manewr" (o, coś cudownego na ziemi) taki, że będziesz mogła podejść - podchodzisz, "miziasz" i bierzesz na uwiąz. Uwiąz luźny. Ruszasz - koń powinien ruszyć za tobą. Powinnaś zaproponować coś od ciebie - np. zatrzymanie, zanim (!) koń "zaproponuje" coś od siebie 🙂 (hamulec, w tył zwrot). I zaczynasz się z koniem "bawić" - cofać lekkim "postraszeniem" linką, przesuwać zad sugestią twoich ruchów, prowadzić po wolcie. Dążysz do tego, żeby koń podążał za tobą i był skupiony na twoich "propozycjach". Nie zapominaj o relaksie i chwaleniu, ale uwaga konia musi być cały czas zwrócona na ciebie. W ten sposób stopniowo zbliżacie się w stronę wyjścia. Możesz potem odprowadzić (tak samo) z powrotem, puścić do stada, a po jakimś czasie (15 min. powiedzmy) proces powtórzyć. Nie pozwalaj innym koniom włączyć się do waszej "zabawy". I - nie - jeśli koń nie odchodzi od stada - nie umie (!) chodzić na uwiązie (czyli - podążać za człowiekiem). BTW - po co koniowi "wiedzieć", że wróci na padok? A jeśli będziesz go chciała gdzieś przewieźć? sprzedać? cokolwiek? I nie wróci? To nie jest rzecz konia (związanego z człowiekiem) decydować o tym, gdzie ma być. Nie zazdroszczę, bo sporo wysiłku włożyłaś w to, żeby nauczyć konia, że inne konie są ważniejsze od ciebie. I wygląda mi na to, że masz jakieś "poczucie winy", że oddzielasz konia od stada i wymagasz pracy.
raz sprobowalam sama , za kantar podprowadzic w srtone wyjscia z padoku to mi sie w pewnym miejscu ( co ciekawe zawsze mniej wiecej w tym samym sie wyrywa) i sie wtedy okrecila i wyrwala.
NIGDY nie próbuj wyprowadzać jej na kantarze.Przy pierwszym szarpnięciu nie masz szans i musisz puścić żeby nie stracić ręki a koń się uczy że skoro raz pomogło.... Cała reszta tak jak pisze halo,dużo oprowadzaj ją na padoku,jeżeli tam będzie posłusznie podążać tam gdzie zechcesz to spróbujesz wyjść z padoku.Choćby na minutę i wrócić,później dłużej,itd...
no,z tym bieganiem to narazie musze zaczekac bo konik ma kontuzje i nie moze biegac ale sprobuje pozniej porobic to co napisalas halo Wiesz, ja konia mam od 2 miesiecy, nie wiem jak z nim postepowac, co zrobic zeby uwazal mnie za kogos waznego. Zwyczajnie sie na tym nie znam. Dlatego prosze o pomoc.
Skoro masz w realu jakąś trenerkę w pensjonacie, to ja podpytaj jak postępować z koniem. 🙂 Ciężko to wszystko tłumaczyć w necie, bo można by zapisać całą stronę. A do tego warto pokazać mowę ciała konia. Bo zanim koń zrobi coś, zwykle pokazuje chwilkę przed, że takie coś może zaraz zrobić. Poproś trenerkę, by ci dała wykład na temat wychowywania i postępowania z koniem. Tak będzie dużo łatwiej.
Twoje zachowanie wobec konia musi być jasne, zrozumiałe dla niego. Reakcje powinny być natychmiastowe, zdecydowane. Decyzje sprawiedliwe. Zachowanie powtarzalne, przewidywalne dla konia. Koń musi mieć jasno postawione granice co może a czego nie może. I ty tych granic musisz pilnować i nie pozwalać koniowi wchodzić sobie na głowę. Twoje zachowanie ma znaczenie w każdej chwili przebywania z koniem. Swoją dominację nad koniem możesz wypracowywać podczas prowadzenia na uwiązie, czyszczenia, głaskania, karmienia, siodłania, lonżowania, jazdy. W każdej chwili gdy jesteście razem. Nie da rady ci powiedzieć tego wszystkiego. Dnia by brakło. 🙂
pytam ponownie : czy ktos z was wie, jak oduczyc konia uciekania, kiedy chce go samego z padoku zabrac ? 🙂
ale co: 1) nie daje ci się złapać czy też 2) jak konia masz złapanego to się wyrywa ci i ucieka?
Jeśli 1)
to bierz ze soba smakołyki, podchodź najpierw do innych koni, im dawał smakołyki, głaszcz je, potem idziesz do tego konia swojego (kantar i uwiąz schowany masz za plecami) jemu dajesz smakołyki, głaszczesz go, potem zakładasz kantar i już.
Jeśli 2)
to niestety jest problem z podstawowym respektowaniem człowieka