Forum towarzyskie »

Jakie AUTO, czyli czym i dlaczego jeździmy? ;)

Zen ja też byłabym zainteresowana takim kursem, więc byłabym wdzięczna za informację 🙂
Są takie kursy organizowane na warszawskim Bemowie, ale ja jeżdżę z zaprzyjaźnionym 'rajdowcem' swoim samochodem. Wiem od niego, że któraś autoszkoła jest zgłoszona jako prezent, np. tutaj, i też można brac udział w takim doszkalaniu na własnym samochodzie.

edit, przypomniało mi się 🙂

Ten kurs organizuje akademia bezpiecznej jazdy, ABJ
No to znowu zapytam... Chodzicie na takie kursy, bo czujecie, że słabo jeździcie? Potrzebujecie dowartościowania?
wawrek, ja byłam kiedyś na takim kursie służbowo. W ramach integracji mielismy szkolenie. Dla mnie był to spory fun, bo mogłam w bezpiecznych warunkach sprawdzić "ile można". Tak naprawdę często w sytuacji ekstremalnej nie ma czasu na zastanowienie jak się wyratować. To musi być odruch. a odruch gdzieś trzeba wyćwiczyć. Na drodze to nie jest dobrym pomysłem. A tam jest bezpieczne auto - klatka, doświadczony kiedowca obok, który tłumaczy "dlaczego tak a nie inaczej". Wpierw wykonujesz manewr na mniejszej prędkości, potem na większej.
Pozatym takie jadzy dają obraz tego jak możesz zapanować na lodzie przy 60km/h a jak przy 80km/h. Taka zabawa, ale pozwala później zachować zimną krew.
Mi kilka technicznych uwag i łopatologiczne wytłumaczenie pojęć nadsterowności i podsterowności też swoje dało. Nauczyłam się też korzystać z ręcznego by sie wyratować a nie tylko jako uzywać go na postoju.
Wogóle, moja pierwsza nauka jazdy z chłopakiem polegała na nauce wprowadzania auta w poślizg i wyprowadzania z poślizgu. Hahaha, nie umiałam płynnie ruszyć, ale "bączki" kręciłam. Po kilku latach za kierownicą ta zabawa nabrała innego charakteru.
Gdybym miała z własnej kieszeni zapłacić za kurs- mocno bym się zastanawiała czy warto. Ale skoro miałam możliwość to skorzystałam i każdemu polecam choć raz pojeździć pod okiem fachowca.
Inna rzecz, że nasze kursy na prawko to za mało, by być dobrym kierowcą. Instruktorzy też nie zawsze są "trenerami". Trochę jak w jeździectwie, każdy może jechać, ale nie każdy potrafi robić to dobrze technicznie. To samo za kierownicą, każdy kierowca ma swoje przyzwyczajenia. Nie koniecznie dobre.
No to znowu zapytam... Chodzicie na takie kursy, bo czujecie, że słabo jeździcie? Potrzebujecie dowartościowania?


dowartościowania...no co Ty wawrek.
Nie jednemu facetowi spuściłam łomot na wyścigach lap race  😀 także nie, nie potrzebuje dowartościowania!
Polecam takie jazdy, szczególnie w zimę organizowane np. na lotnisku w Modlinie!
powoli sie zegnam ze swoim autkiem, dzis robie zdjecia i zostanie wystawiony  🙄
Jak to jest z pokrowcami na siedzenia, używacie?
Faktycznie się dobrze dopasowują, czy odstają gdzieniegdzie i wyglądają niezbyt..?
Takie uniwersalne pewno nie będą dobrze pasować?

Ktoś keidyś wstawiał takie wybajerzone z wzornictwem dla kobiet, Sznurka? 🙂
Nauczyłam się też korzystać z ręcznego by sie wyratować a nie tylko jako uzywać go na postoju.

Nie chciałbym być nietaktowny, ale jeżeli potrzebujesz "ręcznego", by się ratować na publicznej drodze, to stanowisz zagrożenie dla innych uczestników ruchu.
Kilka stron wyżej są filmiki z p. Kucharem (kierowca sportowy) - z dosyć jasnym komunikatem - na drodze publicznej nie ma żadnych "poślizgów" - w sytuacji awaryjnej trzeba pozwolić samochodowi wytracić prędkość i nie przywalić w coś, a nie implementować rajdowe sztuczki.
Trening technik sportowych - jest przydatny - ale nie po to, by je stosować "w razie czego" - ale po to, by wiedzieć, jaka prędkość i manewry są odpowiednie dla danych warunków.
Dobre szkolenie dla amatorów to uświadomienie im, że istnieją dwa algorytmy zachowań - sportowy i ten od drogi publicznej.
Tzn. na drodze publicznej jeździ się z zachowaniem dużego marginesu bezpieczeństwa, co nie oznacza, że nie można jeździć dynamicznie i szybko.

p.s. są samochody, które nie mają tradycyjnego ręcznego, ale wspomagany elektrycznie 🙂
Nestor, co robisz w sytuacji: jedziesz sobie drogą z pierszeństwem. Na lekkim łuku jest droga podporządkowana. Wyjeżdża Ci z niej auto. Z naprzeciwka nic nie jedzie, droga jest oblodzona i hamowanie mimo niewielkiej prędkości będzie nieskuteczne. Walisz?
Pytanie jak szybko jedziesz skoro droga jest tak oblodzona, że nic poza dzwonem albo ręcznym...? Chyba zbyt szybko.
wawrek, ok 40km/h. Gość ślimakiem wjechał mi na drogę, jakby wogóle nie patrzył w lewo. Za mała odległość na hamowanie.
To prawdziwa historia? Co zrobiłaś?
Skoro nic z naprzeciwka nie jedzie to mimo wszystko uciekałbym od dzwonu. Redukcja, hebel, drugi pas. Ale to tylko teoria. Przy koleinach ze śniegu gwarantowane tańce i rów zapewne.
wawrek, prawdziwa. Ręczny i kierownica w lewo. Postawiło mnie lekko bokiem. Prędkość niewielka, puste 2 pasy. Na łuku nie miałam czasu uciekać na lewy pas, bo łuk był w lewo, za długa droga. Redukcja, za mało czasu i ryzyko, że przydzwonię jednak. Podobną sytuację miałam jak wbiegło mi na drogę stado 9 młodych dzików przy pierwszym śniegu. Też ręczny to było to, co przyszło mi na szybko do głowy, jak się warchlaki rozbiegły. Szkoda było auta, a 3 bym jednym uderzeniem trafiła.
Nestor, co robisz w sytuacji: jedziesz sobie drogą z pierszeństwem. Na lekkim łuku jest droga podporządkowana. Wyjeżdża Ci z niej auto. Z naprzeciwka nic nie jedzie, droga jest oblodzona i hamowanie mimo niewielkiej prędkości będzie nieskuteczne. Walisz?

Dawno temu ukazała się książka Sobiesława Zasady (dosyć utytułowana postać, zapewne znana) w której proponuje on przyjęcie reguły, że inni użytkownicy drogi są albo pijani, albo nienormalni. Boczna droga implikuje przypuszczenie, że osobnik jest miejscowy, może być pijany, może mieć niesprawny samochód, albo mózg. Może mieć np. zimny silnik i słabe panowanie nad maszyną, która mu odmówi posłuszeństwa na środku skrzyżowania. Zachowanie jest zależne od tego, czy ja ten samochód widzę, czy nie. Jeżeli nie - noga z gazu, jeżeli tak, to być może też. Prędkość zależy też od tego, czy mam gdzie wyjechać - czy jest rów, drzewa, pobocze. Tzn. jest taka, że ten wyjeżdżający musiałby zrobić coś bardzo, ale to bardzo głupiego, by zagrożenie było więcej niż minimalne. Wiem, że to teoria - ale skuteczna - tzn. wiem, że może mi się przydarzyć wypadek, nawet poważny - ale dążę do sytuacji, gdy byłoby to spowodowane okolicznościami faktycznie nadzwyczajnymi i nieprzewidywalnymi. Wbrew pozorom to też rodzi konflikty z prawem - ponieważ czasem jadę mniej, niż jest dozwolone - a czasem sporo więcej.

Ja mam dziwne auto - z tyłu ma hamulce tarczowe i bębny - a ręczny jest elektryczny i nie działa, jak w normalnym samochodzie - tj. działa na bębny tylko przy małej prędkości, a przy większej decyduje o tym co i jak - komputer.
Podejrzewam, że jechałbym wolniej, niż Ty - ale to tylko przypuszczenie. W mojej okolicy dziki na drodze (nawet w mieście) to rzecz normalna 🙂
Ja też mam dziwne auto. Raz, że czerwone, dwa - stacyjka między fotelami 😁 Reszta w miarę normalna 😉
Nestor, książki nie czytałam, ale zasady ograniczonego zaufania staram się przestrzegać. Jednak drogi mamy jakie mamy, jazda po nich to koszmar kierowców, a po kilkuset przejechanych kilometrach człowieki ledwo myśli za siebie.
Wychodzę z założenia, że jeśli jadę sama, staram się nie stanowić zagrożenia dla innych użytkowników. Jak mam pustą drogę czasem jeżdżę zbyt szybko. Ale to mój problem. Z pasażerami jeżdżę ostrożeniej i wolniej.
Niestety brak bezpiecznych dróg ekspresowych i autostrad powoduje, że nie mam możliwości jeździć wolno i przepisowo. Np. droga W-wa - Szczecin zajmuje mi przy dobrych warunkach 7h-8h. Gdyby była dobra droga powinnam tam dojechać w 4,5 h. Niestety to jest bolączka, jeśli ktoś jeździ często w długie trasy i na dodatek klientów może odwiedzić w godzinach ich pracy.
Drogi to owszem, dramat..bezmyślność innych to też bolączka, bo co z tego, że jedziesz wolno, uważasz na innych, starasz się myśleć co taki kretyn zaraz wymysli- jak i tak w razie czego możesz zostać zabrany wraz z kimś, kto sobie powiedzmy umyśli, że wjedzie w ostry zakręt 120, trochę go zetnie i cóż, ojej, tez tam akurat byłeś i jechałeś sobie swoje 30? Pechunio. Nie na wszysto jest rada.

Samochodem w trasy to prawie w ogóle się już nie zabieram. Taniej i szybciej jest mi wybrać pociąg lub samolot. Do Poznania i tak jadę pociągiem, bo co z tego, ze mam 'autostradę'. Nie przejadę samochodem szybciej niż pociąg, nie ma mocnych.
I z pewnością taniej.
zen, też miałam przygodę z kobitką, gdzie przywaliła we mnie czołowo! I co z tego, że ja jechałam dużo poniżej minimalnej, bo holowałam inne auto i hamowaliśmy, by skręcić do celu. Uderzenie było tak duże, że cofneło mój samochód na auto z tyłu (ślady na asfalcie) i zrobili ze mnie kanapkę.
Niestety moja praca nie pozwala na korzystanie z PKP. I siodeł też nie będę pod pacha taszczyć😉
Nestor, miałes na myśli książkę Zasady pt. "Szerokiej drogi" z taką żółto-zieloną, twardą oprawą? Była rozdawana za darmo w szkołach jakiś czas temu - tzn. w liceach, w okresie kiedy ludność robiła kursy ;-)
I z pewnością taniej.

w dwie osoby nie koniecznie
No to znowu zapytam... Chodzicie na takie kursy, bo czujecie, że słabo jeździcie? Potrzebujecie dowartościowania?

Ja na takim kursie nie byłam, startowałam w KJS, rallysprintach i innych podobnych ściganiach, a koledzy stamtąd są instruktorami.

A co do książek - bardzo fajna jest książka S. Zasady "Prękość bezpieczna". Niestety opisuje czesto jazde autem tylnonapędowym, nie te czasy 🙂
te czasy rtk, te 🙂
Ogórek - zależy ile chleje. Np u zen to z pewnością nawet przy 2 osobach taniej wyjdzie...
I małym dziecku 😉 Dla mnie koszty to jednak nie samo paliwo. To też eksploatacja samochodu, amortyzacja i..również stres, czyli moje zdrowie. Stąd jak mogę wybrac między samochodem a pociągiem- wybiorę pociąg. Są oczywiście wyjątki, gdzie samochód zdecydowanie wygrywa (np. wyjazd na wakacje z dzieckiem lub zwyczajnie mus zabrania psa ze sobą), ale nie lubię tego środka transportu.
Nestor, amen.
gdybym kilka lat temu widząc w Łęgowie peugeota chcącego się włączyć z podporządkowanej na E1 którą jechałam pomyślała tak jak sugeruje S. zasada uniknęłabym poważnego wypadku..

facet ewidentnie miał niesprawny mózg... 😉
wawrek, licząc 350km, 15l/100km, 4,80zł/l wychodzi 252zł
w EC/ICE druga klasa 111,50 pierwsza 148,80 nie wiem czy z miejscówkami (ceny ze strony PKP)
oczywiście pomijamy wygodę, dyspozycyjność czy czas
I nie każdemu auto pali 15l. Mój HDI pali poniżej 6l.
nie każdemu pali 15, nie na każdej trasie kursuje ICE, chciałem tylko zachwiać pewność
Oczywiście, że nie. Mój pali nawet więcej 😎 Ale chyba tematem nie był wybór NAJLEPSZEGO środka lokomcji, tylko stwierdzenie faktu, że czasem warto zostawić samochód w garażu 😉
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się