Też mam niesmak po "Spóźnionych kochankach". To moja druga i ostatnia książka Whartona. Pierwszą był "Ptasiek". Rety, czy ten facet jest zoofilem, bo w każdej jego książce pojawiają się te srające gołębie? 🙄
NO więc dziewczyny - POlecam, gorąco POLECAM! książkę ,, Złodziejka książek" Marcusa Zusaka. Do przebrnięcia jest 500 stron wspaniałej, lekkiej historii. Lekkiej na zasadzie- Szybko i łatwo się ją czyta. Historia za to jest tak poruszająca, że wyłam całą noc przy ostatnich rozdziałach. Mało która książka doprowadziła mnie do takiego napadu. No rozbeczałam się jak dziecko. Gościu który stworzył tą pozycję jest dla mnie mistrzem. Raz jeszcze polecam.
czytal moze ktos greywalker pani richardson ? jesli tak to moze znacie jakas podobna do tej ksiazke,greywalker bardzo mi sie spodobal i chcialabym przeczytac cos podobnego. 😉
ciekawe, ciekawe, bo spotkalam sie z zupelnie inna recenzja "zlodziejki.."
mery książka jest niesamowita i cudowna. Na mojej liście na pierwszym miejscu była pozycja Irvinga ( zanim cię znajdę) ale spadła na drugie. Złodziejka książek rządzi. Tam można wycztyać sposób na życie, recepte na wiele boleści dotykających nas ludzi. KOcham takies ciepłe historie w czasach gdzie śmierć i poniżenie było spotykane na każdym rogu. te 500 stron to dla mnie za mało. Dzisiaj cały dzień rozmyślałam w autobusie o książcce. Czujecie? traktowałam główna bohaterkę jakby w rzeczywistości żyła. NIGDY mi się takie coś nie zdarzyło, a uwierzcie mi czytam namiętnie od 17 roku życia. To moja pasja, która niestety zagraca mój pokój coraz bardziej. Za to zapach świeżego druku- jezu lepszy jak orgazm 🙂 W każdym razie nie odbiegając od tematu: książkę gorąco polecam .
Teraz zabieram sie z ciekawości za ,,Księżyc w Nowiu". Dużo słyszałam i złego i dobrego na jej temat. JEdnak nie lubię zmielonej papki i wolę sama zbadać pozycję ( Wyrobic sobie opinię ) 🙂
zwrócę się z prośbą. może ktoś może polecić mi jakąś dobrą, godną uwagi książkę dla początkujących, związaną z medytacją? książka na prezent, ja osobiście się tym nie interesuję, więc nie mam zielonego pojęcia co kupić. będę wdzięczna 😉
A ja po raz kolejny czytam serię książek M. Musierowicz, teraz jestem przy "Opium w rosole", te książki są tak pozytywne i ciepłe, że często do nich wracam 🙂
No tak, zauważyłam, że Musierowicz ma równie wielu fanów co tych, którzy nie przepadają. Na przykład moja przyjaciółka, której gusta pokrywają się w znacznej większości z moimi, także nie trawi Musierowicz 🙂
Heh, ja uważam, że świat u Musierowicz taki trochę mało realistyczny - np kwestia seksu to jedno wielkie tabu, a mimo to jakoś lubię wracać do Jeżycjady, zwłaszcza do początkowych części, np. "Opium w rosole", "Idy sierpniowej" czy "Kwiatu kalafiora" 😉
Musierowiczową wspominą dośc ciekawie ale jak dla 14 latki 🙂 ,,Ucho w rosole i dziecko piątku" byly dość sympatyczymi pozycjami jak na tamte lata. Dodatkowo pamiętam że nawet kilka rozdziałów było dośc zabawnych. hmm... no nic czas zanurzyć się do piwnicy i odkurzyć stare książki tej no dośc specyficznej autorki 🙂 Zobaczymy jak to tym razem nam wyjdzie 🙂
edit: taaaa jeszcze przeciez gdzieś leży ,,Kwiat kalafiora" na śmierć zapomniałam 🙂
Ja właśnie przebrnęłam przez pierwszy tom "Retrospektyw" Martina. Czytało się jak zbiór opowiadań. Niektóre zwyczajnie słabe ("Tylko dzieciaki boją się ciemności"😉, inne niezłe ("Drugi rodzaj samotności"😉. Naprawdę godna polecenia jest tylko "Pieśń dla Lyanny", czyli trochę cienko zważywszy, że "Retrospektywa" ma nieco ponad 500 stron. Mnie Martin dużo bardziej podoba się w Pieśni lodu i ognia, czyli chociażby w "Grze o tron". Nie dlatego, że nie lubię fantastyki. Raczej dlatego, że w każdym z tych opowiadań (poza "Pieśnią..."😉 czegoś mi brakuje; a to puenta jakaś wymuszona lub z przekazem, który jakoś do mnie nie trafia, a to trafią się nielogiczne głupotki w budowie świata przedstawionego i inne takie kwiatki.
Chciałam się zabrać za "Operację Dzień Wskrzeszenia" Pilipiuka ale po pierwszych pięciu stronach mnie odrzuciło. Głupawy język, który nie przystoi literaturze (określenie "od czapy" sprawdza się tylko w mowie potocznej ale autor chyba jeszcze o tym nie wie), idiotycznie napisane dialogi i akcja, w którą można uwierzyć chyba tylko po jakichś środkach odurzających (ucznia wyprowadza z klasy, w samym środku lekcji, ktoś w mundurze bez żadnych dystynkcji, który nie podaje nawet swojego imienia- tłumacząc, że tegoż ucznia "naród potrzebuje". Po czym nauczyciel kontynuuje lekcję, jakby nic się nie stało. Litości 😵 ). Wielkie, tłuste nie. Każda książka Pilipiuka jest taka? Dotąd myślałam, że to dość poważany autor (chociaż nurtu bardziej rozrywkowego)- ale doprawdy wpisuje się idealnie w główny nurt Fabryki Słów. To druzgocące, że człowieka piszącego felietony do gazety można porównać do debiutanta w wydawnictwie, która przyjmuje wszystko, co jest napisane po polsku i ma w sobie jakiś nadnaturalny element.
Mnie tez Pilipiuk troche rozczarowal. Po "Kuzynkach" i dwoch nastepnych z tej serii ksiazkach,bylam nim zachwycona,natomiast inne jego dziela sa dosc kiepskie.
Teraz czytam"Krola Zlodziei" -Corneli Funke,calkiem mile zapowiadajaca sie,lekka ksiazeczka 😉
Czy ktoś czytał jakieś książki Bernharda Schlinka? Czytałam tylko "Lektora", podoba mi się jego styl pisania i zastanawiam się czy warto przeczytać też coś innego. Np. "Miłosne ucieczki" czy "Powrót do domu"?
czaję się jeszcze na "Jesienną miłość" Nicholasa Sparksa na podstawie której nakręcono film "Szkoła Uczuć". Film bardzo mnie poruszył, więc mam nadzieję, że książka wywoła we mnie podobne odczucia jak wkońcu ją dorwę! 😁
Mery mimo to przeczytam 😉 W przypadku "Lektora", gdzie najpierw oglądnęłam film, a później przeczytałam książkę - byłam zachwycona. Książka oczywiście była dokładniejsza, ale miała taki sam klimat co film.
Szepcik Nicholas Sparks napisał wiele książek, a w Polsce ukazały się: - "Jesienna miłość" - "Na ratunek" - "Na zakręcie" - "I wciąż ją kocham" - "Noce w Rodanthe" - "Pamiętnik" - "Prawdziwy cud" - "Wybór" - "Trzy tygodnie z moim bratem" 😉 ktoś coś czytał?
szepcik, a mi książka się o wiele bardziej podobała. Wszyscy zachwycali się nad filmem, że taki wzruszający bla bla bla, a my oglądając z kumpelą... zaśmiewałyśmy się do łez 😁
zaczynam właśnie czytać "Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz"- zobaczymy. Póki co "przedostatnie marzenie" odłozyłam na bok bo jakos nie mogę przez to przebrnąć :/ może kiedyś wrócę i dam radę. 🙂
A Musierowiczową lubi b moja mama. Zwłaszcza Jeżycjadę bo pamięta tę dzielnicę Poznania właśnie z tamtego okresu, mieszkala w tamtych rejonach jako dziecko. A ze historia lubi zataczac kolo- aktualnie mieszkam calkiem niedaleko Jeżyc i również Jezycjadę lubię- fajnie czytając widzieć miejsca, w których dzieje sie 'akcja' przed oczyma 😉
a ja przeczytałam ksiażkę Cezarego Harasimowicza - "Nieoczekiwana zmiana miejsc na najwyższym szczeblu". Dobra na wakacje, na plażę, na nudne wieczory.
Wymęczylam już 4 kryminały medyczne Robina Cooka. Już drugi zaczął mnie nudzić, wszystkie podobne do siebie.
I przeczytałam Dana Browna "Zwodniczy punkt", za mocno nakręcone, zbyt fantastyczne, nierealne 😉
Teraz zastanawiam się co złapać, chyba "Złodziejka ksiażek" mnei zaciekawiła🙂
Busch, każda książka Pilipiuka jest taka, a wiele jest jeszcze gorszych. Pamiętam gdy publikował opowiadania o Wędrowyczu w Fenixie (świetne czasopismo fantastyczne, z rewelacyjną publicystyką, niestety już nie istnieje) i te opowiadania ukazujące się od czasu do czasu, zajmujące kilka stronek wydawały się świeże i zabawne. Wiele lat później kupiłam opowiadania o Wędrowyczu w formie książki i to już okazało się nie do przejścia. Żenada. Wszystkie takie same, na jedno kopyto, cięzki humor w takim natężeniu obrzydza. Jego twórczość obraża moją inteligencję, nie przygotowuje się do książek, zero wiedzy merytorycznej, oprócz historycznej, to mu trzeba oddać. Jest w stanie popełnić nawet koszmarne na półtorej strony opowiadanie ("Ochwat" w którymś numerze Magazynu Fantastycznego), autor, który nie potrafi nawet na półtorej strony trzymać jakiegoś poziomu, to dla mnie gość na ktorego wypociny szkoda czasu, Pilipiuk jest w ogóle oryginalną osobą, jak ktoś ma ochotę może sobie poczytać na forum firmowego już pisma Fabryki Słów: Science Fiction. Pilipiuk chwali się, że jest w stanie w ciągu dnia napisać kilkadziesiąt stron i rzeczywiście jest bardzo, bardzo płodnym autorem. Osobiście wolę takiego Teda Chianga, który wolniutko, publikuje sobie po jednym opowiadanku, z których każde zgarnia Hugo albo Nebula. IMHO Pilipiuka lepiej sobie odpuścić.
A ja po raz kolejny jestem przekonana o genialności M.V. Llosy po przeczytaniu "Gawędziarza" - mistrzostwo za oddanie klimatu i języka prymitywnego świata plemion amazońskich i za kolejny ciekawy temat i za to że każda jego książka jest inna a każda świetna. MISTRZ po prostu 🙂
Za to "Minaret" przeciętny, nic odkrywczego, o tym jak pozbawiona pozycji, pieniędzy i samotna kobieta odnajduje się w religii islamskiej, jak dla mnie coś w stylu "jak trwoga to do Boga"..
Teraz "Miasto i Psy" Llosy czekają w kolejce a potem Dukaj
Co do Pilipiuka nie mam zdania, można ale niekoniecznie, Jakub Wędrowycz mi się dość podobał zwłaszcza jak okupowali hotel 🤣
Mnie się wydaje, że w przypadku Pilipiuka wiele zależy od tego czego się kto spodziewa zabierając się za niego. Na pewno nie jest to ambitna lektura 😉 Mi przypadł do gustu, ponieważ czasem lubię nieskomplikowany humor i niezbyt wymagającą książkę. Momentami tarzałam się ze śmiechu 😉 Do tej pory nie zdarzyło mi się czytać czegoś podobnego... Być może w nadmiarze jest ciężkostrawny, ale ja miałam w rękach tylko jeden zbiór opowiadań o Wędrowyczu, więc nie miałam okazji się o tym przekonać. Powiem tylko, że gdyby coś jeszcze tego autora wpadło mi w ręce, na pewno bym się skusiła i przeczytała 😉