dziekuje pieknie! zaraz ide skladac zamowienie. na razie mam 'cos pozyczonego', 'cos niebieskiego', 'piata aleja'. musze miec solidny zapas na wakacje 😁
dziekuje raz jeszcze 😉 musze wziac cos odmozdzajacego (zreszta po latach spedzonych na polonistyce niechetnie siegam po jakies super wzniosle pozycje), cos, co mnie odprezy, zrelaksuje i zarazem jak zginie lub zapomne zabrac- to plakac nie bede. jak jeszcze cos wam przyjdzie do glowy to piszcie :kwiatek:
O tak, Szwaja pisze świetne babskie opowiadanka... I Izabela Sowa jeszcze. Takie bawiące, ale nie wymagające zbyt wiele myślenia, w sam raz żeby się 'wyłączyć' i zrelaksować 😉
Lov ja czytałam. Zarówno po kolei, jak i według klucza na końcu. Generalnie ponieważ to były moje początki z Cortazarem (i tą estetyką) byłam zachwycona obiema wersjami, ale przede wszystkim możliwością czytania jej na różne sposoby.
Dziś nie wiem czy zachwyciłaby mnie tak mocno, ale chętnie do niej wrócę, przeczytam kolejny raz i dam znać 😉
Acha, jak zasmakujesz w Cortazarze to polecam Ci również jego zbiór opowiadań: "Dla wszystkich ten sam ogień".
ja podobnie jak szepcik - zaczynałam czytac Grę i nie mogłam dokończyc 😉 miałam parę podejść - i w sumie przede mną kolejne 😁
ostatnio przejechalam sie przez kilka klasyków/staroci i było bardzo miło. plus powtórka z rozrywki - zbiór opowiadań z Miss Marple w roli głównej - ona mi sie chyba nigdy nie znudzi 😀
a dzisiaj zaczęlam "w sieci" m.crichtona - oczekuję przyjemnego czytadła 🙂
o nie, wszystko tylko nie 'spoznieni kochankowie' 😵 z musu ja czytalam, ale gdybym nie musiala to zapewne bym jej nie skonczyla. jakis obled na kolkach 😲 i jeszcze te przeblyski widzen w czasie orgazmu, nie to po prostu bylo ponad moje sily. chyba tylko gorzej znioslam pewan powiesc zeromskiego kiedy to glowna bohaterka splukuje swoje dziecko w kiblu. dla mnie to w ogole nie powinno byc uznane za jakakolwiek klasyke.
Zen zgadzam się. O ile cenię Whartona za inne książki, o tyle "Spóźnieni kochankowie" to dla mnie literacko-egzystencjalny paw. 🙄 Przeczytałam i chętnie bym zapomniała. To był długi deszczowy weekend na żaglach, ot co. 🙄
Zatem pozostaje mi się cieszyć, że nie czytałam tej książki Żeromskiego gdzie dziecko jest spuszczane w toalecie 👀
E tam, ja znowu sikałam ze śmiechu przy tej książce 😁 no wyczyn po prostu nie z tej ziemi. Tryskała debilizmem, więc to nie trzeba było brać tak na poważnie 🙂
ja prawie wszystko Whartona przeczytałam. nie pamiętam już na której książce wymiekłam, ale przynaję - nawet ja w koncu wymiękłam 😁
jak to jest, że np. King, Crichton, Grisham, Christie czy Hemingway (swoją droga - ależ zestawienie zrobiłam :hihi🙂 mnie nie zanudzą i kolejne ich ksiązki które trafiają w moje ręce czytam z przyjemnoscią, a tymczasem Wharton czy Coehlo mnie po prosty wykonczyli? 😉 czy miałabym o nich lepszą opinię gdybym nie rzucała się hurtowo na twórczość autorów, którzy przypadają mi do gustu?
E tam, ja znowu sikałam ze śmiechu przy tej książce 😁 no wyczyn po prostu nie z tej ziemi. Tryskała debilizmem, więc to nie trzeba było brać tak na poważnie 🙂
niestety takie podejscie do tematu kompletnie nie zostalo zrozumiane przez prowadzaca zajecia, ktora prawie spazmow dostala jak powiedzialam, ze gorszego gniota dawno nie czytalam- nawet 'paw krolowej' maslowskiej przy tym to majstersztyk i finezja. ehh, krytykiem literackim bym nie mogla zostac 😉
sierra, ta ksiazka to 'dzieje grzechu'. tytul obiecujacy, ale srodek to po prostu WTF?! i jeszcze podobno film na podstawie tej powiesci krecili, w teatrze to grali. dla mnie to szok w trampkach..generalnie topienie dziecka w kiblku to juz byl gwozdz do trumny- po wczesniejszym opisie porodu 😲 rewelacja, zwlaszcza ze czytalam to bedac w ciazy 😵
ja prawie wszystko Whartona przeczytałam. nie pamiętam już na której książce wymiekłam, ale przynaję - nawet ja w koncu wymiękłam 😁
jak to jest, że np. King, Crichton, Grisham, Christie czy Hemingway (swoją droga - ależ zestawienie zrobiłam :hihi🙂 mnie nie zanudzą i kolejne ich ksiązki które trafiają w moje ręce czytam z przyjemnoscią, a tymczasem Wharton czy Coehlo mnie po prosty wykonczyli? 😉 czy miałabym o nich lepszą opinię gdybym nie rzucała się hurtowo na twórczość autorów, którzy przypadają mi do gustu?
Jeszcze Carolla bym dodała do spółki Wharton i Coehlo 😉 wystarczy "Krainę Chichów" przeczytać i pozostać z dobrym wrażeniem, reszty nie ruszać 😀 Chociaż ja Whartona cenię za "Ptaśkę", za "Tatę" i za odjechanego "Frankiego Furbo"
A ja na wakacje zakupiłam to: historia odwrotna do tych znanych, o tym jak młoda nowoczesna kobieta odnajduje się w religii islamskiej. czytał ktoś?
I jeszcze "Miasto i psy" oraz "Gawędziarz" M. V. Llosa 🙂
Jeszcze Carolla bym dodała do spółki Wharton i Coehlo 😉 wystarczy "Krainę Chichów" przeczytać i pozostać z dobrym wrażeniem, reszty nie ruszać 😀
dobrze wiedziec 😉 Kraina mi sie bardzo podobała, przeczytałam tez zbior jego opowiadań, bardzo mi sie podobały (szczególnie to o palcu i to o piekle 😉), mialam zamair jeszcze poczytac jego proze... ale mnie skutecznie odstraszyłas 😉
Gwash "Miasto i psy" jest mało wakacyjne 😁 Ale i tak b.dobre IMO 😉
Ja wciąż - jak to zgrabnie acz egzaltowanie ujeła Bush - "gwałcę mózg" Fabryką Słów 😉 Teraz na tapecie mam dorwany okazyjnie zbiorek: "Poczet dziwów miejskich". Ktoś czytał może? 😉
Ja niedawno pochłonęłam "Błędy". BUHAHA i tyle potrafię powiedzieć o tej książce. Opowiada o staruszku i jego świcie (smerf, hipopotam, duchy itp.) który pragnie zniszczyć świat, a raczej Poznań. Jeszcze trochę o porąbanych ćpunach. A wszystko tak, jakby napisał to jakiś sfrustrowany nastolatek - nafaszerowane wciśniętymi na siłę przekleństwami. Jednak łatwo się czyta 😁 Jedyne co mi się podobało to to że czytałam o duchach i innych dziwactwach tudzież mordach w miejscach które znam od zawsze (Poznań) a nawet w autobusach którymi codziennie podrózuję. Jednym słowem zdecydowanie nie polecam.
Co do Carolla - Kraina Chichów była świetna poza baardzo moim zdaniem skopanym zakończeniem. Potem zabrałam się za "Szklaną zupę" i po kilkudziesięciu stornach wymiękłam. Bez sensu,
Wharton - czytalam "Ptaśka" i "Rubio". Obie bardzo mi się podobały a Ptasiek to już w ogóle 😜
Coehlo skutecznie odstraszył mnie już w Empiku fragmentami więc go nie ruszam.
ja na wakacje znowu wrocilam do uwielbianego Fowles'a 🙂 juz po raz 3 przeczytałam The magus i po raz 2 The French Lieutenant's Woman oraz The Ebony Tower. teraz tylko czekam na dostawe kolejnych jego ksiazek z empik.com 😜
Co do Carolla - Kraina Chichów była świetna poza baardzo moim zdaniem skopanym zakończeniem. skopane to są zakończenia książek (i to nawet tych najlepszych) Kinga 😁 pamiętam jak czytałam Kongo - 100 stron wstępu, 200 stron akcji...czytam czytam... i patrze - o! zostało mi moze ze 20 stron do konca ksiazki! jak on zwinie teraz tę rozbuchaną akcję! jak uratuje bohaterów??? czytam, czytam. koniec. WTF??!! nie mogłam uwierzyć, ze tak się wykpił, oburzające! :P
Ramires też przeczytałam "Błędy" Małeckiego i może to kwestia pozytywnego nastawienia, ale zrobiła na mnie "jakieś" wrażenie. Z jednej strony odniosłam wrażenie że to momentami mocno nieudolna wariacja - a może fascynacja - Mistrzem i Małgorzatą. Oto mamy uosobione zło (Upadłego Anioła) i jego przedziwną świtę. Oto mamy miasto jak każde inne i ludzi zaprzątniętych swoim nudnym jak schabowy z ziemniakami życiem. Po czym zaczynają się dziać przedziwne rzeczy. W międzyczasie dostajemy pamiętnik Judasza i zdjęcia (!!!) z męki pańskiej zamiast kroniki życia i fragmentów rozmów z Jeszuą (jak u Bułhakowa), z drugiej strony ni to horror - bo mało straszny - ni to moralitet.
Ale wiele rzeczy mi się podobało, cała pierwsza część i historia bezdomnych (Aniołów). I podobało mi się to, że lekko się to czyta pomimo absurdalnej skali absurdu.
Więc ja nie będę taka kategoryczna i polecam zainteresowanym. Acz uprzedzam, że nie jest to najlepsza książka na świecie 😉
Oj byłabym bardzo ostrożna porównując Błędy do Mistrza i Małgorzaty. Ta książka mogłaby być dobra bo tematyka z upadłymi aniołami i tym wszystkim co opisałaś jest bardzo ciekawa. Jednak jak dla mnie za bardzo na siłę i... no za śmieszne. Z jednej strony poobcinane twarze wiszące w pralni a z drugiej Smerf Harmoniusz 😁 Tak jakoś nic mi tu nie pasuje.
Za to bezgraniczny absurd można bez wątpienia pochwalić 😉
I dopiszę może ze mimo ze po przeczytaniu tej książki nie stałam się bogatsza i raczej trudno z niej coś wynieść, to jakaś niewidzialna siła trzymała mnie przy niej i raczej nie mogłabym jej zostawić i nie dokończyć.
Jestem ostrożna, dlatego napisałam: [quote=Sierra]odniosłam wrażenie że to momentami mocno nieudolna wariacja - a może fascynacja - Mistrzem i Małgorzatą.[/quote] bo tak naprawdę to nie wiem, co autor miał na myśli 😉 🤣
Grę w klasy czytałam daaaawno temu, kiedy w liceum mieliśmy zbiorowy pęd do literatury hiszpańskiej i iberoamerykańskiej. A przynajmniej staraliśmy się mieć 😉 Patron zobowiązywał. Do Cotazara jakoś miłością wielką nie zapałałam, ale też mnie nie odrzuciło. Za to jestem mu wdzięczna, bo chyba dzięki niemu natknęłam się po raz pierwszy na Octavio Paz.
Co do Carolla pełna zgoda - lepiej w porę przestać, bo można się niesmaku nabawić.
Mnie ostatnio (odwrotnie) zadziwił Kazuo Ishiguro. Czytałam jego Kiedy byliśmy sierotami (przełom XIX/XX w, Szanghaj, kolonia brytyjska, miłość, zagadka rodzinno-detektywistyczna). Oglądałam Okruchy dnia ze scenariuszem wg jego powieści. Pomyślałam, że czuję już jego klimaty. I się zdziwiłam. Sięgnęłam po Nie opuszczaj mnie - i dostałam sf zaangażowane w problemy społeczne. Żadnych pikających maszyn, trudnych słów i kosmosu, raczej rozważanie, jak wyglądałby świat, gdyby możliwości biotechnologii były większe, albo rozwinęły się szybciej. Rozważania egzystencjalne, lęki, odpowiedzialność, sens życia, bycia człowiekiem itd. Nawet ciekawe, tyle, że nie tego się spodziewałam. Mam na półce jeszcze jego Malarza świata ułudy. Już się niczego nie spodziewam, tylko zabieram za czytanie.
Mnie ostatnio (odwrotnie) zadziwił Kazuo Ishiguro. Czytałam jego Kiedy byliśmy sierotami (przełom XIX/XX w, Szanghaj, kolonia brytyjska, miłość, zagadka rodzinno-detektywistyczna). Oglądałam Okruchy dnia ze scenariuszem wg jego powieści. Pomyślałam, że czuję już jego klimaty. I się zdziwiłam. Sięgnęłam po Nie opuszczaj mnie - i dostałam sf zaangażowane w problemy społeczne. Żadnych pikających maszyn, trudnych słów i kosmosu, raczej rozważanie, jak wyglądałby świat, gdyby możliwości biotechnologii były większe, albo rozwinęły się szybciej. Rozważania egzystencjalne, lęki, odpowiedzialność, sens życia, bycia człowiekiem itd. Nawet ciekawe, tyle, że nie tego się spodziewałam. Mam na półce jeszcze jego Malarza świata ułudy. Już się niczego nie spodziewam, tylko zabieram za czytanie.