Forum konie »

sznurkersi - czyli natural w roznych odcieniach

Mam nadzieje, ze nie zostalam zaliczona do wrotkoidow 😉
Obserwuje osoby pracujace ze swoimi konmi metodami naturalnymi i co widze? Sa to osoby szukajace czegos innego w jezdziectwie anizeli wynikow i ciezkiej mozolnej pracy nad szlifowaniem swojej zawodniczej formy.
Co nie znaczy, ze naturalne podejscie wsrod sportowcow nie jest mozliwe!
Po prostu jak dotad istnieje pewien podzial- mam wiecej czasu, nie mam presji ani cisnienia- moge wiecej przebywac ze swoim koniem, moge sie z nim bawic pracujac.
To tak jak ze mna i z moim koniem. Zajezdzona wg klasycznych kanonow, z wedzidlem w pysku i siodlem na grzbiecie. Bez wiekszych oporow ani niespodzianek- kon bardzo fajnie wspolpracujacy z czlowiekiem. Ale nagle zdalam sobie sprawe, ze ja do niej mowie a ona mnie nie zawsze rozumie. Co znaczy, ze niedostatecznie jasno sie do niej zwracam... Wiec? Wiec szybka analiza sytuacji, szukanie rozwiazania, pomocy i pach- zainteresowanie naturalnym jezdziectwem, sposobem komunikacji.
Ale ja moge sobie na to pozwolic, bo mnie sie nie spieszy i na zadne zawody sie nie wybieram.
Dea, powiedz szczerze: wyobrazasz sobie osobe przygotowujaca sie do zawodow, ktora przyjezdza do swojego konia na trening i z powodow roznorakich, trening konczy po 15 minutach, bo kon i jezdziec nie ma dnia i nie chcac zwierzaka zmuszac, zostawiamy sytuacje do przemyslenia do dnia nastepnego?
Sadze, ze nie byloby to mozliwe. A przeciez szkola PNH mowi o cierpliwosci, duuuuzej cierpliwosci i cieszeniu sie malymi krokami...
Dlaczego tak to podkreslam? Mam teraz okazje obserwowac treningi dresazystow. Kolega szlifuje lotne zmiany nog. I jakos ciezko mu to idzie a zawody za pasem. Jak bym mu powiedziala- zmien ta noge chociaz raz, dwa razy pod rzad i daj koniowi czas aby to przemyslal, to by mnie zwyczajnie wysmial. Dlaczego? Bo nie ma czasu, bo trzeba pracowac/dzialac/spieszyc sie. Tak to niestety wyglada w rzeczywistosci.
Choc nie mam zamiaru przykladac reki do satysfakcjonowania kogokolwiek, mysle, ze z pozytkiem dla wszystkich a na pewno dla koni byloby stworzenie jak najwiekszej ilosci jezdzcow B. Z tym, ze tam gdzie jest sport, tam tez sa i pieniadze i wyscig za slawa i prestizem. Karen nie zarabia na zycie przygotowujac sie do zawodow i startujac. Ona ma konkretne dochody z dzialalnosci trenerskiej, stad zakladam, ze dla niej czas przygotowan do startow schodzi na plan drugorzedny.
Nasi krajowi sportowcy musza w ciagu sezonu niezle sie napocic, zeby zarobic. Nie wiem czy udaloby im sie to samo w tym samym czasie przy uzyciu komunikacji  naturalnej. Mogloby byc ciezko aby wyrobic sie w czasie...
To dla mnie bardzo ciekawa dyskusja merytoryczna i z najwieksza uwaga obserwowalabym poczynania jakiegokolwiek polskiego sportowca, ktory zechcialby jak Karen, polaczyc te dwa aspekty.
Cejloniara,
Wychodzi na to, że ograniczając się do "sznurków", rzeczywiście nie jesteśmy w stanie wytrenować konia do N i wyżej i jechać na zawody konkurować w dressażu z "klasykami", ale już przechodząc po kolei wszystkie poziomy "naturalne" i dochodząc do "jazdy z finezją" jesteśmy w stanie stanąć w szranki z każdym klasykiem.


No i właśnie o to chodzi: że ciekawi mnie kiedy pojawi się  ktoś wyszkolony od zera, który przeszedł przez wszystkie poziomy i w te szranki stanie.

Wcale nie twierdzę że nie jest to możliwe, choć rzeczywiście wiara we mnie mała. Bardziej wierzę w przypadek, kiedy połączymy sobie obie metody, czyli weźmiemy i z klasyki i naturalu to co najlepsze i wtedy staniemy w szranki.

Pytanie pomocnicze z ciekawości: uświadomcie mnie bo tego nie wiem: rozumiem że Karen nadal startuje po modyfikacji metod i nowe podejście przyniosło jakiś progres? Wiem co usłyszę za moment: że zawody nie są miarą - no ale akurat może mam zboczenie zawodowe w tym zakresie (firma badawcza 😉) dla mnie są miarą. Skoro połączenie metod ma przynieść plusy to muszą one gdzieś znaleźć ujście i przełożyć się na wyniki?

Efka, na jakiej podstawie wyciągasz wniosek, że w PNH natural i klasyka są rozłączone? Inaczje... że w PNH nie ma klasyki?
Wyciągam wniosek na podstawie tego co widzę gdy widzę pracę koni pod jeźdźcami, elementy które wykonują itd. I wydaje mi się że nigdzie nie użyłam skrótu PNH, chyba że naturalizm ogranicza się do jednej szkoły.

Już samo rozróżnienie szkół jest "rozłączeniem", bo zdaje sie że natural nie jest odłamem klasycznej szkoły, tylko powstał właśnie jako metoda odmienna.

Oczywiście podkreślam, że mogę się mylić i że pytania które tu zadaję nie są atakiem czy prowokacją, tylko ciekawością.

Weźmy teraz osobę B: ambitną. Bawi ją sport, współzawodnictwo i nie myśli o koniu jak o narzędziu - tylko jak o partnerze do wspólnego "zdobywania szczytów". Aktualnie sobie "klasyczy" i dobrze jej idzie w sporcie. Czy taka osoba, gdyby dać jej sznurki, nagle zaczęłaby siedzieć na pastwisku i gapić się jak paszczury rżną kupy? Nie sądzę. Ona ma szybsze tempo, co innego ją kręci, więc pobawi się chwilę z ziemi, znajdzie jakiś nowy-fajny-aspekt w siodle, z zainteresowaniem zauważy, że ma jakieś luki, błyskawicznie je uzupełni i będzie doskonalszym jeźdźcem klasycznym, startującym - bo czemu nie? Ku zadowoleniu konia i własnym.

to Ty Deo popełniasz gruby logiczny błąd, zupełnie w sposób nieuprawniony zakładając,że taka osoba "B" potrzebuje jakiegoś amerykańskiego marketingu i nowomowy. zakładasz,że klasyk z krwi i kości nie traktuje konia jak partnera i żywa istotę ,że trzeba sznurkowej ideologii, żeby to poczuć i realizować- gruby błąd i bardzo niesprawiedliwy pogląd-na dobrą sprawę to właśnie tylko to "ewangeliczne" założenie doprowadza mnie w sznurkozie do szału, uzurpujecie sobie przywilej bycia naturalnym, a to tylko hamburger w jeździeckim wydaniu...pokarm bez treści, bez smaku, ale dostępny dla każdego i higienicznie opakowany, z tym że nie mający nic wspólnego ze sztuka kulinarną...ot zwyczajna tandeta, taki erzac dla nieświadomych i naiwnych.
Efka, chyba nie czytałaś mojej wcześniejszej, dość długiej, wypowiedzi, co? A przeciez to tylko jedno a4 :-)

Z tym naturalem to jest troszkę tak jak z socjologią. Choć teorie z dziedziny socjologii istniały w filozofii od starożytności, to dopiero w XIX wieku ją nazwano i jakoś tam wyodrębniono, a to, co było wcześniej w filozofii zaczęto określać, jak historia myśli socjologicznej. A z naturalem? Natural to tylko sposób podejścia do konia, bez przemocy i ze zrozumieniem i wykorzystaniem instynktów. Było takie podejście od zawsze u tych najlepszych trenerów choć i tak, co trener to ma swoje sposoby, metody itd. Przecież w jeździectwie są różne szkoły, prawda? Jakoś nikt tego łysawego Francuza (strasznie przepraszam, że nie pomnę nazwiska) nie kojarzył, że jest czymś poza klasycznym. Jak Podhaysky w swoich czasach chwalił pracę na lonży, to to też chyba nie było takie super utarte i „klasyczne” dla nich – przynajmniej tak zrozumiałam z książki.

Słówko natural wzięło się właśnie od PNH (Parelli NATURAL Horsemanship), bo Parelli pierwszy go użył w nazwie swojego sposobu trenowania, przygotowania  koni do jazdy w stylu klasycznym lub westernowym.  A potem ludność to słówko sobie porozciągała i powstało takie określenie, które dla każdego, co innego znaczy i tak naprawdę nie ma swojej oficjalnej definicji. Czy w pierwszych książkach Robertsa znajdziemy coś o tym, że uważa się za naturalsa? Nie sądzę. A Hempfling i Nevzorov? Nie sądzę. To my ich sobie tak nazywamy i to my stawiamy ich w nieistniejącej opozycji. Owszem, oni są w opozycji, ale do przemocy, nie do klasyki.

Gdybym ja oceniała, czym jest klasyczna jazda po tym, co widzę, chyba bym musiała bardzo zwątpić. Miałam okazję oglądać treningi prowadzone przez naszą niegdyś czołową zawodniczkę i hmmmm mało przyjemny to był widok. A gdy oglądam na DVD trening Lindy wykonującej kolejne ćwiczenia, która w efekcie dają piaf, jakoś nijak mi się nie zgadza, że to coś nie-klasycznego.

Z drugiej strony wcale się nie dziwię komuś kto miał naprawdę dobrych nauczycieli, kto potrafi się  z końmi dogadywać i nie ma z tym problemu, nie dziwie się zupełnie takiej osobie, że nie interesuje ją i nie porywa PNH, bo ona to wszystko już zna tylko w innym opakowaniu. Zazdroszczę takiej osobie, bo ja niestety takich nauczycieli nie miałam i myślę, że mało ich jest. Niestety bardzo często się zdarza, że takie osoby nie dzielą się swoją wiedzą i nie wiadomo dlaczego warczą na tych, którzy nie dość, że to robią, to jeszcze na tym zarabiają.

Myślę, że problem leży zupełnie gdzie indziej i warto się zastanowić, co stało się z dzisiejszym jeździectwem, że klasyka odruchowo ludziom kojarzy się jako coś nienaturalnego?

Oj, się już chyba napisałam wystarczająco na cały tydzień!! 🙂
No więc właśnie 🙂
Sprzeciwiam się podejściu klasyka=przemoc

🙂

Ja na szczęście spotykałam chyba dobrych nauczycieli więc natural jako taki (jako szkoła, zdobywanie stopni wtajemniczenia itd.) mnie nie porywa w żaden sposób.

Ale zgadzam się że jest na pewno alternatywą dla tych, którzy na klasycznym jeździectwie się zawiedli.
Oni się nie zawiedli na klasycznym jeździectwie, tylko na pseudoklasycznym 🙂.
Oni się nie zawiedli na klasycznym jeździectwie, tylko na pseudoklasycznym 🙂.


Otóż to ❗
W tym sedno sprawy tkwi.

Tak jak prawdziwy solidnie wyuczony i wytrenowany klasyk może sceptycznie podchodzić do naturalu przez pryzmat wszystkich "sznurkowców", dla których naturalna metoda szkolenia koni to tylko i wyłącznie jazda na sznurkach i jedyna słuszna zasada postępowania z koniem. Gdyby wiedza klasyków, ale i samych naturalsów na temat naturalnego treningu konia była większa, to może rzeczywiście wprowadzenie metod naturalnych w treningu mogło by przynieść niektórym klasykom dużo dobrego. Najzabawniejsze jest to, że pewnie niektórzy klasycy niektóre z tych metod wykorzystują nawet o tym nie wiedząc i naturalnymi tego nie nazywając, ani się tym nie chwaląc.

Ja się teraz tak mądrzę, a dopiero wczoraj wywód Cejloniary otworzył mi oczy o co w tym wszystkim biega. 😂
Oni się nie zawiedli na klasycznym jeździectwie, tylko na pseudoklasycznym 🙂.

a ja z racji obserwacji znajomych mi mniej lub bardziej koni i jeźdzców mam taką refleksję,być może krzywdzącą dla niektórych,że w PNH bawią się ludzie,którym w klasycznym jeździectwie "nie poszło" z róznych przyczyn...bo trafili na niewłaściwych szkoleniowców,lub nie mieli ich wcale...bo porwali się na konie które były nie stosownie do ich potrzeb wyszkolone...bo boją się koni i przez PNH próbują jakoś oswoić ten lęk...i nie ma w tym nic złego tak na prawdę...ale przykre jest to,że nawet jeżeli w głębi duszy ich motywacją pójścia w PNH był którys z wymienionych przeze mnie powodów (lub było ich kilka...) to dorabiają do tego jakies górnolotne ideologie.....
Oni się nie zawiedli na klasycznym jeździectwie, tylko na pseudoklasycznym 🙂.


Ja trochę inaczej patrzę na to wszystko.
Szkół tzw naturalnych jest przynajmniej kilka , to nie jest tylko PNH .
Dla mnie to ciągle nauka porozumiewania się z końmi , głównie dla ludzi , którzy mają problemy z tą komunikacją.

To nauka rozwiązywania problemów  - jak widzę długa i stopniowana , ale przynosząca trwałe rozwiązania.
Mnie osobiście to w niczym nie przeszkadza, bo przeważnie jest to z korzyścią  dla współpracy pary , a przecież o to chodzi w jeździectwie ?  

Zresztą wydawało mi się , że to są podstawy , natomiast sam sposób użytkowania konia, styl jazdy, to już inna sprawa, choć oczywiście podstawą każdego udanego związku jest dobra komunikacja 🙂
Do tej pory wydawało mi się, że  szkoły tzw naturalne zaczynają się i kończą na opanowaniu tej komunikacji , pozwalają na rozumienie potrzeb, psychiki konia.

Myślę, że to również przydaje się w sporcie - ale to sport głównie kojarzy się z traktowaniem koni instrumentalnie.
Brakiem czasu na spojrzenie oczyma konia , gonienie za wynikami za wszelką cenę.

Wszystkie patenty , nawet bardzo brutalne przyszły przecież ze sportu i niestety wykorzystywane są często bezmyślnie i niepotrzebnie  przez naśladujące  ich osoby.
Może dlatego często klasyka kojarzona jest z przemocą?

Sama nie jeżdżę na sznurkach, choć na ogłowiu bezwędzidłowym.
Ale korzystam czasami z metod "sznurkowych", bo z ziemi dużo więcej widać i można nieźle wyszkolić konia nie wsiadając na niego 🙂

No i można przekonać własną głowę, że  wędzidło nie jest potrzebne do sterowania koniem, przynajmniej ,  jeśli nie ma się zbytnich ambicji.
Ale i w sporcie zdarzają się rodzynki

http://www.youtube.com/watch?gl=PL&hl=pl&v=hgaXZNIinBc



Wszystkie patenty , nawet bardzo brutalne przyszły przecież ze sportu i niestety wykorzystywane są często bezmyślnie i niepotrzebnie  przez naśladujące  ich osoby.jezeli za sport uważasz turnieje rycerskie, to masz rację 😂...no i "sportowe" pędzanie bydła przez prerie...
Oni się nie zawiedli na klasycznym jeździectwie, tylko na pseudoklasycznym 🙂.


Wg mnie nie ma jeździectwa klasycznego i naturalnego. Jest dobre i złe i tylko takim kryterium można się posługiwać oceniając jeździectwo.
Wrotki ma 100% rację stwierdzając, że "naturalne" jeździectwo przypisuje sobie prawo do jedynej słusznej i prawdziwej drogi i szerzy ją z ewangelicznym zacięciem.
Obserwując uważnie wpisy tutejszych naturalsów widzę, że często osiągają oni po wielu godzinach mantr i wpatrywania się we własnych pępek tyle samo co w 5 minut osoba mająca "to coś". Gdzie "to coś" można zdefiniować jako naturalną zdolność podporządkowania sobie konia połączoną ze zwykłym zdrowym rozsądkiem.
Koń jest tylko zwierzęciem (choć przyznam szczególnym) i to zwierzę ma być nam podporządkowane i wykonywać nasze polecenia (oczywiście  od naszego sumienia zależy czy będziemy to robić nie krzywdząc go psychicznie i fizycznie), dlatego o wiele bardziej cenię osoby, które robią to sprawnie i szybko (tzn. uczą konie wykonywać polecenie i później egzekwują je w pracy) używając normalnych metod i narzędzi, od ludzi nawiedzonych, którzy do każdego ruchu uchem przez konia dorabiają teorię uzasadniającą własną niemoc i niewiedzę.
Koń ma służyć człowiekowi, kiedyś jako siła robocza, dzisiaj jako przyjemność i rozrywka, a w czasie kiedy nam służy nie możemy cały czas zastanawiać się nad jego komfortem psychicznym bo to jakaś paranoja.


Obserwując uważnie wpisy tutejszych naturalsów widzę, że często osiągają oni po wielu godzinach mantr i wpatrywania się we własnych pępek tyle samo co w 5 minut osoba mająca "to coś".




Ilu ludzi ma owo szczególne "coś'?
Bo moim zdaniem naprawdę  bardzo niewielu.
Ci pozostali mają prawo szukać rozwiązań  takich ,  jaki im odpowiadają - nawet jesli będą przez godzinę odprawiali mantry- co w tym widzisz złego ?
Nie musisz przecież tego robić , zwłaszcza jeśli masz opanowany doskonale język koński, więc rozumiesz.


.
Koń jest tylko zwierzęciem (choć przyznam szczególnym) i to zwierzę ma być nam podporządkowane i wykonywać nasze polecenia  ....
Koń ma służyć człowiekowi, kiedyś jako siła robocza, dzisiaj jako przyjemność i rozrywka, a w czasie kiedy nam służy nie możemy cały czas zastanawiać się nad jego komfortem psychicznym bo to jakaś paranoja.



Pogląd rodem z czasów feudalnych i typowe traktowanie koni tylko instrumentalnie.

Uważasz, że więcej uzyskasz od niewolnika niż od pracownika , a idąc dalej - od współpracownika?


Ilu ludzi ma owo szczególne "coś'?
Bo moim zdaniem naprawdę  bardzo niewielu.
Ci pozostali mają prawo szukać rozwiązań  takich ,  jaki im odpowiadają - nawet jesli będą przez godzinę odprawiali mantry- co w tym widzisz złego ?
Nie musisz przecież tego robić , zwłaszcza jeśli masz opanowany doskonale język koński, więc rozumiesz.

Pogląd rodem z czasów feudalnych i typowe traktowanie koni tylko instrumentalnie.
Uważasz, że więcej uzyskasz od niewolnika niż od pracownika , a idąc dalej - od współpracownika?


To ci którzy nie mają, mogliby wiedzeni zdrowym rozsądkiem uczyć się od normalnych a nie od "braminów".
Bo zdrowy rozsądek podpowiada, że skoro mogę coś zrobić sprawnie i skutecznie w 5 minut, to robienie tego samego 2 godziny jest trochę ekhmm.. ten nie tego... całkiem normalne.
Bo koń jest instrumentem w naszych łydkach, tyłku i rękach. Tyle, tylko że żywym.
Z tym niewolnictwem to nie wiem, ale nie chciałabym konia jako współpracownika, bo np. w czasie jazdy o wyborze jej kierunku decydowalibyśmy jak? Poprzez naradę, dyskusję, a może głosowanie?

wroteczku drogi... 😀


Weźmy teraz osobę B: ambitną. Bawi ją sport, współzawodnictwo i nie myśli o koniu jak o narzędziu - tylko jak o partnerze do wspólnego "zdobywania szczytów". Aktualnie sobie "klasyczy" i dobrze jej idzie w sporcie. Czy taka osoba, gdyby dać jej sznurki, nagle zaczęłaby siedzieć na pastwisku i gapić się jak paszczury rżną kupy? Nie sądzę. Ona ma szybsze tempo, co innego ją kręci, więc pobawi się chwilę z ziemi, znajdzie jakiś nowy-fajny-aspekt w siodle, z zainteresowaniem zauważy, że ma jakieś luki, błyskawicznie je uzupełni i będzie doskonalszym jeźdźcem klasycznym, startującym - bo czemu nie? Ku zadowoleniu konia i własnym.

to Ty Deo popełniasz gruby logiczny błąd, zupełnie w sposób nieuprawniony zakładając,że taka osoba "B" potrzebuje jakiegoś amerykańskiego marketingu i nowomowy. zakładasz,że klasyk z krwi i kości nie traktuje konia jak partnera i żywa istotę [...]


...jak tam idzie czytanko ze zrozumionkiem? 🙂 🙂 🙂 Serdeczny, wielki uśmiech dla wytrwałego sekciarza, wyznawcy Jedynej Słusznej Prawdy 😀

To ci którzy nie mają, mogliby wiedzeni zdrowym rozsądkiem uczyć się od normalnych a nie od "braminów".
Bo zdrowy rozsądek podpowiada, że skoro mogę coś zrobić sprawnie i skutecznie w 5 minut, to robienie tego samego 2 godziny jest trochę ekhmm.. ten nie tego... całkiem normalne


Kogo nazywasz "braminem" , a nie normalnym?
Monty Robertsa, Parelliego, M.Roshida ? 😲

Myślę, że nawet ci nieliczni mający "coś" jeszcze mogliby się od nich sporo nauczyć.

Nie jest normalnym, że jedni ludzie uczą się czegoś dłużej niż inni ?

Jak długo uczyłabyś się języka  np delfinów?
Bo jesli go nie poznasz, to nie potrafisz z nimi pracować- tak samo jak z końmi.
Możesz wymusić posłuszeństwo , bo zawsze wtedy jest groźba kary.
Dokładnie jak w niewolnictwie  - ludzie byli podporządkowani ze strachu- bo byli warci tyle co sprzęt.


Bo koń jest instrumentem w naszych łydkach, tyłku i rękach. Tyle, tylko że żywym.



Podkreśliłam słowo " żywy" .
Bo jeśli tak uznajesz , to oznacza, że ma  uczucia , system wartości i chęć do pracy- czyli można  zmotywować.

ale nie chciałabym konia jako współpracownika, bo np. w czasie jazdy o wyborze jej kierunku decydowalibyśmy jak? Poprzez naradę, dyskusję, a może głosowanie?


Jeśli masz dobre, a nawet bardzo dobre relacje z koniem, to zaczynasz słuchać, co "mówi".
Jeśli koniowi nic nie dolega,  ufa człowiekowi, to nie kwestionuje kierunku jazdy.
Tak po prostu.
Jeśli kwestionuje, to warto zastanowić się czemu, bo nie jest to jego złosliwość , tylko sygnał, że coś się dzieje,  albo koń traci oparcie w człowieku i wtedy zaczyna postępować tak, żeby dla niego było bezpiecznie.
Z tym niewolnictwem to nie wiem, ale nie chciałabym konia jako współpracownika, bo np. w czasie jazdy o wyborze jej kierunku decydowalibyśmy jak? Poprzez naradę, dyskusję, a może głosowanie?


A jak facet idzie z laską na kolację do restauracji albo na spacer, to prowadzi ją na sznurze czy w kajdankach? Skąd ma pewność, że nie zwieje na zakupy? 🙂 nooo... ja bym wolała zakuć 🙂
[quote author=weblogic link=topic=5.msg319656#msg319656 date=1250759507]
Z tym niewolnictwem to nie wiem, ale nie chciałabym konia jako współpracownika, bo np. w czasie jazdy o wyborze jej kierunku decydowalibyśmy jak? Poprzez naradę, dyskusję, a może głosowanie?


A jak facet idzie z laską na kolację do restauracji albo na spacer, to prowadzi ją na sznurze czy w kajdankach? Skąd ma pewność, że nie zwieje na zakupy? 🙂 nooo... ja bym wolała zakuć 🙂

[/quote]
Nie mówi się "z laską" tylko "o lasce" 😉
A pod drugie, skoro dla Ciebie człowiek i koń to takie same istoty, to gratuluję. Może jeszcze mi powiesz, że koń ma świadomość?
A pod drugie, skoro dla Ciebie człowiek i koń to takie same istoty, to gratuluję. Może jeszcze mi powiesz, że koń ma świadomość?


A nie ma?
I czym się różni koń od człowieka oprócz tego, że ewolucja nie wykształciła u konia pewnych cech, bez których konie nie przejmą władzy nad światem?

Nie mówi się "z laską" tylko "o lasce" 😉
A pod drugie, skoro dla Ciebie człowiek i koń to takie same istoty, to gratuluję. Może jeszcze mi powiesz, że koń ma świadomość?


A ja polecam kurs czytania ze zrozumieniem, o ile dobrze zrozumiałam sens wypowiedzi to wątpię żeby można było opierać się o długonogą blondynkę idąc z nią do restauracji.
Presja, to był Żart 😉

Tak, koń może być traktowany jako partner - emocjonalnie jest do człowieka BARDZO podobny, a może i bardziej rozwinięty - i UWAGA, może chcieć z własnej woli robić to, o co człowiek poprosi, zupełnie jak zauroczona blondyna (disclaimer: nie, sznurki nie są do tego potrzebne niezbędnie  :wysmiewa🙂 🙂

Jeśli Twój koń kwestionuje nawet kierunek jazdy na luźnej wodzy, to raczej masz coś nad czym można by się zastanowić 🙂
Tak myślałam  😁

A nie ma?
I czym się różni koń od człowieka oprócz tego, że ewolucja nie wykształciła u konia pewnych cech, bez których konie nie przejmą władzy nad światem?

Nie wiem czemu przypisać to stwierdzenie, ale zamurowałaś mnie.
Właśnie dlatego konie nie przejęły władzy nad światem, że nie mają świadomości, zdolności abstrakcyjnego myślenia (czyli wg Ciebie pewnych cech) oraz innych właściwych tylko istotom ludzkim.
Dea -
Nigdzie nie pisałam, że mam problem z określaniem kierunku, ale to ja jako jeździeć mówię dokąd, jakim chodem, w jakim tempie. A koń mi ufa dlatego, że nie wie iż mogłoby być inaczej, a nie dlatego, że drapię go "za przeproszeniem" pod ogonem i zastanawiam się nad tym co mówi.
[quote author=In. link=topic=5.msg319689#msg319689 date=1250761684]

A nie ma?
I czym się różni koń od człowieka oprócz tego, że ewolucja nie wykształciła u konia pewnych cech, bez których konie nie przejmą władzy nad światem?

Nie wiem czemu przypisać to stwierdzenie, ale zamurowałaś mnie.
Właśnie dlatego konie nie przejęły władzy nad światem, że nie mają świadomości, zdolności abstrakcyjnego myślenia (czyli wg Ciebie pewnych cech) oraz innych właściwych tylko istotom ludzkim.
[/quote]

Nie. Nie chodzi tu o świadomość, a o coś innego, co mają tylko ludzie. To się nazywa nienawiść i chora ambicja. A co, uważasz się za "nadistotę", bo...? Chętnie posłucham. Jak chcesz podyskutować to na pw zapraszam, bo temat nie od tego.




edit: nie doczytałam - Sparta UWIELBIA jak się ja drapie w okolicach ogona x) może wstawię jakąś fotkę jej rozanielonego pyska jak się ją po dupce drapie? A... I koń nadal mi ufa, mimo że ją tam drapię i się zastanawiam nad tym co mówi. I Sparta doskonale wie, że mogłoby być inaczej, bo na początku naszej znajomości KAŻDYM rzucała o podłoże, nawet bardzo znanymi osobami, które jeżdżą super zawody i napewno mają "to coś" czy "świadomość" czy jak chcesz to nazywać. Ale wie, że po partnersku obu nam jest łatwiej. I jej to odpowiada.
I nie, nie jestem "naturalsem".

edit2: literówki  😡
No faktycznie, ja drapię za ogonem. Campi pieruńsko to lubi. Ale nie wiedziałam, że to ma wpływ na świadomość obowiązku utrzymania kierunku przez konia.

Kurczę, ludzie mają ciekawe wizje na temat tego, co robimy 🙂 Im wieksza odległość obserwacji, tym ciekawsze 🙂
[quote="weblogic"]A koń mi ufa dlatego, że nie wie iż mogłoby być inaczej[/quote]

Czy zaufanie powinno polegać na niewiedzy? Albo inaczej: czy zaufanie jest możliwe "tylko" dzięki niewiedzy?
....
Kurczę, ludzie mają ciekawe wizje na temat tego, co robimy 🙂 Im wieksza odległość obserwacji, tym ciekawsze 🙂

Nawet nie wiesz jak bliska 😉
wroteczku drogi... 😀

[quote author=wrotki link=topic=5.msg319477#msg319477 date=1250717329]

Weźmy teraz osobę B: ambitną. Bawi ją sport, współzawodnictwo i nie myśli o koniu jak o narzędziu - tylko jak o partnerze do wspólnego "zdobywania szczytów". Aktualnie sobie "klasyczy" i dobrze jej idzie w sporcie. Czy taka osoba, gdyby dać jej sznurki, nagle zaczęłaby siedzieć na pastwisku i gapić się jak paszczury rżną kupy? Nie sądzę. Ona ma szybsze tempo, co innego ją kręci, więc pobawi się chwilę z ziemi, znajdzie jakiś nowy-fajny-aspekt w siodle, z zainteresowaniem zauważy, że ma jakieś luki, błyskawicznie je uzupełni i będzie doskonalszym jeźdźcem klasycznym, startującym - bo czemu nie? Ku zadowoleniu konia i własnym.

to Ty Deo popełniasz gruby logiczny błąd, zupełnie w sposób nieuprawniony zakładając,że taka osoba "B" potrzebuje jakiegoś amerykańskiego marketingu i nowomowy. zakładasz,że klasyk z krwi i kości nie traktuje konia jak partnera i żywa istotę [...]


...jak tam idzie czytanko ze zrozumionkiem? 🙂 🙂 🙂 Serdeczny, wielki uśmiech dla wytrwałego sekciarza, wyznawcy Jedynej Słusznej Prawdy 😀
[/quote]u mnie lepiej ze zrozumionkiem niż u ciebie z konia prowadzonkiem...co mu włożysz do pyska żeby wreszcie szedł w tym kierunku w którym go prowadzisz...?pamiętaj że lepiej jednak nakłaniać niż gwałcić kolcem...zwłaszcza że ten rumak nie jest przerażająco wieki...warto mieć jednak jakiś smakołyk dla konia w kieszeni..? 😁

u mnie lepiej ze zrozumionkiem niż u ciebie z konia prowadzonkiem...co mu włożysz do pyska żeby wreszcie szedł w tym kierunku w którym go prowadzisz...?pamiętaj że lepiej jednak nakłaniać niż gwałcić kolcem...zwłaszcza że ten rumak nie jest przerażająco wieki...warto mieć jednak jakiś smakołyk dla konia w kieszeni..? 😁

Przecież dea pisała, że koń jej ufa bo wcześniej długo ćwiczyli różne sztuczki i on jako jej partner doskonale wie co jest dla nich dobre, ufa jej i pokłada w nią wszelkie swoje nadzieje. I wie (to PNH mu dało), że w czasie gier i zabaw obowiązkowo ma wytłumić swoje instynkty.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się