Forum konie »

sznurkersi - czyli natural w roznych odcieniach

[/quote]


LoveHorses, tak, mieliśmy podłożone pieńki żeby przyczepa sie nie huśtała.



[/quote]

ja bym  nie pakował konia do przyczepy tylko podpartej na pieńkach, nie daje to odpowiedniej stabilności, tzn może jak sama przyczepa stoi dawać takie złudzenie , ale wystarczy ruch konia w przyczepie może spowodować że te " pieńki"  wypadną i wtedy może być naprawdę poważny problem,

naprawdę nie polecam nikomu pakowania koni do niezapiętej przyczepy
Spokojnie, koń już tydzien do niej wchodzi i jest stabilnie😉 Nic nie wypada.
ja jestem spokojny  🙂 to że dwa tygodnie nic się nie dziej nie znaczy ze coś jest robione z głową, oczywiście to wolny kraj i każdy może robić co chce ze swoim koniem i swoją przyczepą,  a mnie wolno powiedzieć iż pakowanie konia do niezapiętej przyczepy niesie za sobą ryzyko zupełnie niepotrzebne ,

zawsze jest spokojnie dopóki nie ...
Przeciez jeżeli nawet pieńki wylecą to przyczepa i tak jest tak 'zatowiczona", że nie odleci. Może lekko zacznie spręzynowac, tak samo jakby zrobiła ta podłączona do samochodu, ale nie zwali się nam na głowę:P

Nie wiem czy jest to niepotrzebne ryzyko skoro nie ma samochodu a koń musi sie nauczyć wchodzić.
alice w czym jest przyczepa zakotwiczona jak nie jest podpięta ?
Może dokonczymy tą rozmowe na PW zeby nie robić offtopu?
Ja słyszałam o przypadku kiedy podparcie spod niezapiętej na samochód przyczepy wyleciało, przyczepa z koniem w środku się przechyliła na przód i skończyło się na sporej traumie przyczepowej u konia.
Burza, Dora... sznurki i klasyka nie wykluczają się przecież :-) zresztą sama Karen fajnie o tym pisze. Cel jest ten sam, pieknie zebrany, rozluźniony koń, zadowolony z siebie itd. Że parelioza śmiga na sznurkach, nie znaczy, że taki jest stan końcowy, raczej początkowy.
tylko kiedy i gdzie będzie można to zobaczyć w wykonaniu tutejszych sznukersów...bo na razie to tylko można "podziwiać" konie łażące po paletach i nakrywane plandekami...ile lat trzeba jeszcze, żeby się te wszystkie deklaracje zamieniły w rzeczywistość?
ps. i proszę nie imputować że nie mam prawa pytać, bo to pytanie zupełnie na temat, skoro celem jest to, co napisane w cytacie, a przecież nikt nie napisał ,że jest inaczej.
Dziękuję za uwagę wrotki :-) Aczkolwiek drugi raz z Tobą w dyskusję nie wejdę. Miłego dnia :-)
tylko kiedy i gdzie będzie można to zobaczyć w wykonaniu tutejszych sznukersów...bo na razie to tylko można "podziwiać" konie łażące po paletach i nakrywane plandekami...ile lat trzeba jeszcze, żeby się te wszystkie deklaracje zamieniły w rzeczywistość?
Napisze jak ja to widze, z puntku widzenia obserwatora-klasyka.
Naturalne jezdziectwo w Polsce trwa nie dluzej jak 10 lat. Ciezko mi teraz znalezc dokladna date powolania stowarzyszenia Parelli czy innych naturalnych odpowiednikow ale moge sie zalozyc, ze nie jest to wczesniej niz 10 lat temu (bede wdzieczna jesli ktos bardziej zorientowany poda date).
Karen Rohlf natomiast "dotarla do szerszej publicznosci" dopiero w ubieglym roku, kiedy wydawnictwo Galaktyka pokusilo sie o wydanie jej ksiazki "Ujezdzenie, naturalnie".
Oznacza to, ze trenerzy dresazowi mogli jeszcze nawet nie miec mozliwosci zapoznania sie z jej metodami, nie mowiac w ogole o wprowadzeniu ich do treningow.
Jesli zas chodzi o szkole Pata Parelliego, to o ile sie nie myle, w Polsce przez te kilka lat wyksztalcilo sie wielu uczniow, jednak nie mamy jeszcze zadnego trenera. Na to wszystko potrzeba czasu, no i niestety pieniedzy.
Dodatkowo, trzeba spojrzec na sprawe w nastepujacy sposob- metody naturalne maja na celu glownie poprawienie/ustabilizowanie komunikacji/relacji kon-jezdziec, natomiast to, o co Ty pytasz wrotku to wyniki sportowe.
Co innego miec konia, ktory jest ufny w stosunku do jezdzca i chce z nim wspolpracowac a co innego miec konia sportowca, ktory osiaga wyniki. Oczywiscie te dwa rodzaje sie nie wykluczaja wzajemnie, jednak naturalny nurt jezdziectwa ma za zadanie kreowanie konia z pierwszego przypadku i na tej bazie mozna potem rozpoczac z koniem trenowanie do startow. Tak jak to jest w przypadku treningow proponowanych przez Karen Rohlf. Ona aplikuje cwiczenia dla koni, ktore sa juz po kilku poziomach wyszkolenia naturalnego, co oznacza, ze maja baze, o ktorej pisalam.
Ja bym jeszcze zaczekala i nie pieklila sie tak aby ujrzec przejazdy wg metody KR. Dajmy ludziom czas- niech trenerzy poczytaja ksiazki, niech przelamia swoje klasyczne stereotypy, niech zmienia punkt widzenia a potem wyszkola jezdzcow, ktorzy sa swiadomi wlasnego ciala, jego mozliwosci i ograniczen oraz potrafia tak skomunikowac sie z koniem, zeby uzyskac od niego to najlepsze, co on moze dac bez uzycia standardowych, klasycznych srodkow.
Na koniec jeszcze taka uwaga: w 2004 w Polsce, ukazala sie pierwsza ksiazka Sally Swift, ktora opisywala zupelnie inne spojrzenie na techniki treningowe. Ksiazka byla bezdyskusyjnym przelomem dla wielu jezdzcow i trenerow. Ale tylko niektorzy zdecydowali sie podazac za radami Sally. Dzis, po 5 latach moge z wlasnego doswiadczenia potwierdzic, ze przekazane za pomoca ksiazki informacje wspaniale zdaly egzamin u jezdzcow klasycznych, ktorzy do tej pory nie rozwazali swiadomosci wlasnego ciala podczas treningow i byli jedynie skupieni na "rzezbieniu" koni wg starych kanonow. Osiagaja oni dobre wyniki i inne podejscie treningowe wcale nie wykluczylo ich zawodniczej wartosci.
Co chce przez to powiedziec? Na wszystko potrzeba czasu. Ujezdzenie naturalne tez sie pokaze na czworobokach, trzeba tylko odrobine na to zaczekac.
Co innego miec konia, ktory jest ufny w stosunku do jezdzca i chce z nim wspolpracowac a co innego miec konia sportowca, ktory osiaga wyniki. Oczywiscie te dwa rodzaje sie nie wykluczaja wzajemnie, jednak naturalny nurt jezdziectwa ma za zadanie kreowanie konia z pierwszego przypadku i na tej bazie mozna potem rozpoczac z koniem trenowanie do startow. i od tych dziesięciu lat nie udało się tego zrobić...trudno o gorszą metodę widać...wygląda, że jednak te "cele" są wyłącznie deklaratywne i nie maja nic wspólnego z rzeczywistością. łażenie po paletach i zabawa z plandeką tak...ale jakoś nie widzę nigdzie koni podstawionych (pod jeźdźcem) a zebranie to chyba tylko sfera sennych marzeń...
co do Sally i jej książki, to nie wiem skąd to info o odkrywczości...?tam nie ma słowa o którym absolwent AWF by nie wiedział...a że recenzent nie wiedział kilku spraw, no to jego problem...widać nie jest miarodajny dla całego środowiska.
[quote author=Cejloniara link=topic=5.msg317577#msg317577 date=1250490784]
Burza, Dora... sznurki i klasyka nie wykluczają się przecież :-) zresztą sama Karen fajnie o tym pisze. Cel jest ten sam, pieknie zebrany, rozluźniony koń, zadowolony z siebie itd. Że parelioza śmiga na sznurkach, nie znaczy, że taki jest stan końcowy, raczej początkowy.
tylko kiedy i gdzie będzie można to zobaczyć w wykonaniu tutejszych sznukersów...bo na razie to tylko można "podziwiać" konie łażące po paletach i nakrywane plandekami...ile lat trzeba jeszcze, żeby się te wszystkie deklaracje zamieniły w rzeczywistość?
ps. i proszę nie imputować że nie mam prawa pytać, bo to pytanie zupełnie na temat, skoro celem jest to, co napisane w cytacie, a przecież nikt nie napisał ,że jest inaczej.
[/quote]

Hej sorki że się wtrącam, ale czy przypadkiem Karen nie miała klasycznych, ujeżdżeniowych podstaw? Chyba to nie sznurki dały jej podstawy umiejętności tylko klasyka? Więc pytanie brzmi czy osoba bez podstaw klasycznych, bazująca tylko na sznurkach jest w stanie pokazać się na czworoboku? takie tam moje przemyślenia...
Tak jak napisalam wczesniej, prosze niech ktos zorientowany lepiej mnie poprawi, jesli pisze nieprawde, w Polsce nie mamy jeszcze zadnego trenera jezdziectwa naturalnego. Sa absolwenci poszczegolnych poziomow jezdzieckich.
Ale Ty nadal mylisz pojecia- praca naturalna nie rowna sie przygotowaniu konia do zawodow jezdzieckich w danej dyscyplinie. Moze ona jedynie owe przygotowania wspomoc. Dopiero Karen Rohlf wykorzystala to, co daje podstawa szkolenia naturalnego w pracy nad klasycznym ujezdzeniem, czyli dresazem. A to dopiero jest znane w Polsce od roku, wiec nie wymagaj aby nagle wszyscy trenerzy na trzy cztery porzucili swoje dotychczasowe metody i rozpoczeli prace w inny sposob, ktory wymaga zdecydowanie wiecej czasu niz jezdzenie 4-latka na czarnej wodzy przez kilka miesiecy np. (nie imputuje, ze Ty to robisz ale wiem, ze bywaja i tacy trenerzy).
Co do Sally Swift, to bardzo cieszy to, co napisales o KAZDYM studencie AWF 🙂 Super, dobra robota, jesli na tych studiach tak edukuja mlodziez, ze KAZDY absolwent jest w stanie dokladnie panowac nad swoim cialem i potrafi zawsze dokladnie wyjasnic jak zadzialac jego czescia aby uzyskac oczekiwany efekt 🙂 Mialam jednak ogromnego pecha spotkac zlych absolwentow AWF, ktorzy jakos nie potrafili do mnie przemowic w sposob, w jaki udalo sie to zrobic tym, ktorzy ksiazke Sally Swift przyswoili do swoich treningow 😉
I jeszcze mala dygresja- nie kazdy absolwent AWF jest trenerem/instruktorem jezdziectwa, prawda?
A odkrywcze bylo nie to, co Sally Swift w ksiazce napisala ale to JAK to opisala- mowie o wizualizacjach, sposobach prowadzenia ciala umyslem i swiadomoscia.
Odkrywcze dla mnie i przynajmniej 50 innych jezdzcow, wiec chyba kwalifikujemy sie na grupe reprezentatywna w Twoim badaniu, hm? 😉

Edit
[quote author=efka link=topic=5.msg318940#msg318940 date=1250672181]
Hej sorki że się wtrącam, ale czy przypadkiem Karen nie miała klasycznych, ujeżdżeniowych podstaw? Chyba to nie sznurki dały jej podstawy umiejętności tylko klasyka? Więc pytanie brzmi czy osoba bez podstaw klasycznych, bazująca tylko na sznurkach jest w stanie pokazać się na czworoboku? takie tam moje przemyślenia...

Efka, zgadza sie- ma silne klasyczne podstawy. Te, o ktorych ja pisze to PODSTAWY NATURALNE a to co innego. To jeszcze inny aspekt. Zeby dobrze zobrazowac jej cel, skopiowalam ponizej tekst z jej strony glownej- moze w ten sposob sama wyjasni Tobie o co jej chodzi:

http://www.dressagenaturally.net/
Creating healthy biomechanics and stronger partnerships through combining principles of natural horsemanship with the art of dressage.

It's about sharing knowledge between the 'natural' and the 'dressage' worlds so you don't have to choose between them.

Many people see the dressage rider and the natural horseman as standing with their backs to each other, looking in opposite directions; instead, I see them as both looking at the horse, just from a different perspective. That is why we must share the knowledge, to find the best in each art so we can be the horsemen and women our horses need us to be.

The goal is to create horses that are ready, willing and able by addressing them on a mental, emotional and physical level.

[/quote]
Odpowiedz dla Efki, ktora pisala w trakcie wysylania przeze mnie poprzedniej wiadomosci- mozna skasowac.
Odpowiedz dla Efki, ktora pisala w trakcie wysylania przeze mnie poprzedniej wiadomosci- mozna skasowac.
Nie rozumiemy się 🙂 ja wiem o co chodzi Karen, ja tylko się zastanawiam czy możliwe jest np. wyszkolić się dresażowo do poziomu (i powyżej) np. N klasy od zera tylko na sznurkach, bez wyjeżdżonych klasycznie dupogodzin.

Rozumiem tok myślenia mówiący o połączeniu klasyki ze sznurkami - że to może przynieść sporo korzyści i otworzyć jakiś fajny wspólny nurt... tylko zastanawiam się nad słusznością idei tych, którzy przerzucili się tylko na naturalizm, bez myślenia o technice (a nawet z jej negacją i potępieniem  😉), zgodnej z klasycznymi zasadami i wierzą święcie że tą drogą osiągną to samo.. Żeby nie było - nie jestem przeciwniczką ani nic z tych rzeczy, po prostu się nad tym zastanawiam.



] i od tych dziesięciu lat nie udało się tego zrobić...trudno o gorszą metodę widać...


Czy 10 lat to dużo w forsowaniu zmian, metod ?

Ok 100 lat temu F.Caprilii nagle zmienił styl jazdy w skokach z maneżowego.
Ciekawe jak długo trwała zmiana  przyzwyczajeń środowiska jeździeckiego?
Jakoś nie wydaje mi się, że nastąpiło to z dnia na dzień .

Anglezowanie też  nie zostało wymyślone bardzo dawno temu,  a biorąc pod uwagę czas użytkowania koni przez człowieka, to całkiem niedawno.
Jakoś przyjęło się, choć też pewnie nie natychmiast.

Każda zmiana sposobu myślenia jeźdźców, ich przyzwyczajeń jest trudna do przeprowadzenia.

Konserwatyzm środowiska , czy może ogólna niechęć ludzi do zmian.
Nie chce nikogo zniechęcać do dyskusji z Wrotkiem (Wrotkami?) na temat metod naturalnych, tylko na podstawie jego tasiemcowych wyśmiewczych postów na starej Volcie ośmielę się stwierdzić, że Wrotki nie pyta po to, żeby czegoś się dowiedzieć, ale żeby te metody skrytykować i zdewaluować i pokazać, że one sę „be”, a „cacy” jest wszystko, co robi Wrotki.   

Żeby uprzedzić atak Wrotka (Wrotków): nie imputuję, że nie masz prawa pytać, tylko poddaję innym pod rozwagę, czy warto tracić energię na odpowiedzi. 

Wrotki, pozdrawiam Cię z szerokim uśmiechem.  😀     
Nie rozumiemy się 🙂 ja wiem o co chodzi Karen, ja tylko się zastanawiam czy możliwe jest np. wyszkolić się dresażowo do poziomu (i powyżej) np. N klasy od zera tylko na sznurkach, bez wyjeżdżonych klasycznie dupogodzin.

Rozumiem tok myślenia mówiący o połączeniu klasyki ze sznurkami - że to może przynieść sporo korzyści i otworzyć jakiś fajny wspólny nurt... tylko zastanawiam się nad słusznością idei tych, którzy przerzucili się tylko na naturalizm, bez myślenia o technice (a nawet z jej negacją i potępieniem  😉), zgodnej z klasycznymi zasadami i wierzą święcie że tą drogą osiągną to samo.. Żeby nie było - nie jestem przeciwniczką ani nic z tych rzeczy, po prostu się nad tym zastanawiam.

Ok, teraz sie rozumiemy 🙂
Mowiac szczerze, nie sadze aby bylo to mozliwe.
Dlaczego? Bo to co obserwuje w klasycznym ujezdzeniu nie ma swojego odzwierciedlenia w naturalnym jezdziectwie. Inna jest sylwetka konia, inne priorytety, nacisk na inne efekty. Sa elementy, ktore sie pokrywaja ale to tylko elementy, nie calosc.
I dodam jeszcze- jesli ktos chce startowac i byc ocenianym wg klasycznej skali, sila rzeczy musi sie do takiej oceny przygotowac tak aby klasycznym wzorcom odpowiadac. Oznacza to, ze kon wykonujac lopatke musi wykonywac ja zgodnie z zalozeniami klasycznymi, nie moze tego robic np. majac nos przy ziemi, bo nie tego oczekuja od niego sedziowie dresazowi.
A zeby taka dobra (wg wzorcow klasycznych) wykonac, trzeba sie jej nauczyc tez po staremu, czyli klasycznie. Mozna zaczac naturalnie ale szlify moim zdaniem to juz kwestia wyspecjalizowanych treningow dresazowych.
Takie refleksje osoby patrzacej z boku... Najlepsza bylaby wypowiedz jakiegokolwiek zawodnika, ktory trenuje metoda naturalna.
I jeszcze maly PS.- jakos nie wydaje mi sie aby w Polsce ktokolwiek z naturalsow byl nastawiony na "zawodniczenie". Mam nieodparte wrazenie, ze wraz z poznaniem innego aspektu pracy z koniem, ludziom zmieniaja sie tez priorytety...

Co do Sally Swift, to bardzo cieszy to, co napisales o KAZDYM studencie AWF 🙂 Super, dobra robota, jesli na tych studiach tak edukuja mlodziez, ze KAZDY absolwent jest w stanie dokladnie panowac nad swoim cialem i potrafi zawsze dokladnie wyjasnic jak zadzialac jego czescia aby uzyskac oczekiwany efekt 🙂 Mialam jednak ogromnego pecha spotkac zlych absolwentow AWF, ktorzy jakos nie potrafili do mnie przemowic w sposob, w jaki udalo sie to zrobic tym, ktorzy ksiazke Sally Swift przyswoili do swoich treningow 😉
I jeszcze mala dygresja- nie kazdy absolwent AWF jest trenerem/instruktorem jezdziectwa, prawda?
A odkrywcze bylo nie to, co Sally Swift w ksiazce napisala ale to JAK to opisala- mowie o wizualizacjach, sposobach prowadzenia ciala umyslem i swiadomoscia.
Odkrywcze dla mnie i przynajmniej 50 innych jezdzcow, wiec chyba kwalifikujemy sie na grupe reprezentatywna w Twoim badaniu, hm? 😉
zupełnie nie, bo tu też ilość nie przechodzi w jakość...ja wyszedłem z innego, ale wysokiego sportu i tam te wszystkie kwestie to były oczywistości.
co do mylenia pojęć to proszę jeszcze raz przeczytać moją wątpliwość. deklaracje że "sznurki" to tylko początek nie mają żadnego potwierdzenia w rzeczywistości.
[quote author=efka link=topic=5.msg318957#msg318957 date=1250673358]
Nie rozumiemy się 🙂 ja wiem o co chodzi Karen, ja tylko się zastanawiam czy możliwe jest np. wyszkolić się dresażowo do poziomu (i powyżej) np. N klasy od zera tylko na sznurkach, bez wyjeżdżonych klasycznie dupogodzin.

Rozumiem tok myślenia mówiący o połączeniu klasyki ze sznurkami - że to może przynieść sporo korzyści i otworzyć jakiś fajny wspólny nurt... tylko zastanawiam się nad słusznością idei tych, którzy przerzucili się tylko na naturalizm, bez myślenia o technice (a nawet z jej negacją i potępieniem  😉), zgodnej z klasycznymi zasadami i wierzą święcie że tą drogą osiągną to samo.. Żeby nie było - nie jestem przeciwniczką ani nic z tych rzeczy, po prostu się nad tym zastanawiam.

Ok, teraz sie rozumiemy 🙂
Mowiac szczerze, nie sadze aby bylo to mozliwe.
Dlaczego? Bo to co obserwuje w klasycznym ujezdzeniu nie ma swojego odzwierciedlenia w naturalnym jezdziectwie. Inna jest sylwetka konia, inne priorytety, nacisk na inne efekty. Sa elementy, ktore sie pokrywaja ale to tylko elementy, nie calosc.
I dodam jeszcze- jesli ktos chce startowac i byc ocenianym wg klasycznej skali, sila rzeczy musi sie do takiej oceny przygotowac tak aby klasycznym wzorcom odpowiadac. Oznacza to, ze kon wykonujac lopatke musi wykonywac ja zgodnie z zalozeniami klasycznymi, nie moze tego robic np. majac nos przy ziemi, bo nie tego oczekuja od niego sedziowie dresazowi.
A zeby taka dobra (wg wzorcow klasycznych) wykonac, trzeba sie jej nauczyc tez po staremu, czyli klasycznie. Mozna zaczac naturalnie ale szlify moim zdaniem to juz kwestia wyspecjalizowanych treningow dresazowych.
Takie refleksje osoby patrzacej z boku... Najlepsza bylaby wypowiedz jakiegokolwiek zawodnika, ktory trenuje metoda naturalna.
I jeszcze maly PS.- jakos nie wydaje mi sie aby w Polsce ktokolwiek z naturalsow byl nastawiony na "zawodniczenie". Mam nieodparte wrazenie, ze wraz z poznaniem innego aspektu pracy z koniem, ludziom zmieniaja sie tez priorytety...
[/quote]

hmm no właśnie... 🙂
Martik, co masz na myśli pisząc o rzeźbieniu koni wg starych kanonów ❓ O jakich kanonach tu mówimy ❓ Utartych i "przyjętych" jako kanony metodach postępowania klasyko-laików niedouczonych i z przerostem formy nad treścią oraz przekonaniem o swojej "wielkiej wiedzy i doświadczeniu" ❓ Czy prawdziwych kanonach jeździectwa klasycznego ❓

Ja przestudiowałam (nie tylko przeczytałam) obie książki Sally. Fajnie napisane, ale np. do mnie lepiej przemówiła "Równowaga w ruchu", bo po prostu w kilku przypadkach wizualizacja Sally do mnie nie dotarła, a w wielu momentach była dla mnie wręcz niezrozumiała. Akurat taki środek przekazu w danym aspekcie do mnie nie przemówił. Tylko, że dla mnie książki SS maja naprawdę niewiele wspólnego z tzw. jeździectwem naturalnym. Dla mnie to jest "wywód klasyka dla totalnego laika". To, że wielu jeźdźców nie wiedziało o wielu rzeczach w książce zawartych i po przeczytaniu książki przyjęli to jako prawdę objawioną, nie jest winą jeździectwa klasycznego jako takiego, a instruktorów i trenerów, którzy nie umieją tak wizualizować jak Sally i/lub są po prostu niedouczeni i o tych aspektach/tajnikach jeździectwa klasycznego nie mają pojęcia, a często gęsto pojecie nawet mają, ale raczej czują to intuicyjnie i do końca nie zdają sobie z tych rzeczy sprawę i dlatego nie potrafią tego dalej przekazać. Ale to raczej wina systemu edukowania/szkolenia tychże instruktorów, czy trenerów, a nie wina jeździectwa klasycznego jako takiego.
jakos nie wydaje mi sie aby w Polsce ktokolwiek z naturalsow byl nastawiony na "zawodniczenie". Mam nieodparte wrazenie, ze wraz z poznaniem innego aspektu pracy z koniem, ludziom zmieniaja sie tez priorytety...
czyli to jednak początek końca ,a nie początek...
ps.swoją drogą, jak na "obserwatora-klasyka"...no nic, bez komentarza 😉
Martik, co masz na myśli pisząc o rzeźbieniu koni wg starych kanonów ❓ O jakich kanonach tu mówimy ❓ Utartych i "przyjętych" jako kanony metodach postępowania klasyko-laików niedouczonych i z przerostem formy nad treścią oraz przekonaniem o swojej "wielkiej wiedzy i doświadczeniu" ❓ Czy prawdziwych kanonach jeździectwa klasycznego ❓
No dobrze, to moze tak. Co innego wytyczne a co innego zycie, jak to zwykle bywa 😉
Jesli chodzi o kanony z ksiazek, to dla mnie autorytetem jest Anthony Paalman czy James Fillis. Zaden z nich nie wspomina np. o codziennym uzywaniu czarnej wodzy jako srodka pacyfikujacego konia i zmuszenia go do zrobienia czegos, o co "prosi" jezdziec.
A jakie sa realia? Przypatrz sie treningom prowadzonym w taki sposob aby zmusic konia do czegos a nie by go zachecic. Wszedzie na swiecie, prawdziwym sportem steruje kasa, wiec wszyscy sa nastawieni na wyniki i na jak najszybsze osiagniecie celu przy jak najnizszych kosztach. Czysta ekonomia 🙂
Stad te kanony ksiazkowe maja sie czasami nijak do kanonow rzeczywistych, powtarzanych przez trenera przy kolejnych zawodnikach. I zeby bylo jasne: nie generalizuje i nie mowie, ze kazdy trener tak ma.
Sa konie, na ktore to dziala, sa takie ktore moglyby byc swietnymi sportowcami i partnerami do zwyciestwa ale droga, jaka sie probuje je do tego naklonic jest nieodpowiednia. W "klasycznym" sporcie na takie konie nie ma czasu, pieniedzy ani ochoty. W naturalnym podejsciu ten kon to wyzwanie 🙂

Ja przestudiowałam (nie tylko przeczytałam) obie książki Sally. Fajnie napisane, ale np. do mnie lepiej przemówiła "Równowaga w ruchu", bo po prostu w kilku przypadkach wizualizacja Sally do mnie nie dotarła, a w wielu momentach była dla mnie wręcz niezrozumiała. Akurat taki środek przekazu w danym aspekcie do mnie nie przemówił. Tylko, że dla mnie książki SS maja naprawdę niewiele wspólnego z tzw. jeździectwem naturalnym. Dla mnie to jest "wywód klasyka dla totalnego laika". To, że wielu jeźdźców nie wiedziało o wielu rzeczach w książce zawartych i po przeczytaniu książki przyjęli to jako prawdę objawioną, nie jest winą jeździectwa klasycznego jako takiego, a instruktorów i trenerów, którzy nie umieją tak wizualizować jak Sally i/lub są po prostu niedouczeni i o tych aspektach/tajnikach jeździectwa klasycznego nie mają pojęcia, a często gęsto pojecie nawet mają, ale raczej czują to intuicyjnie i do końca nie zdają sobie z tych rzeczy sprawę i dlatego nie potrafią tego dalej przekazać. Ale to raczej wina systemu edukowania/szkolenia tychże instruktorów, czy trenerów, a nie wina jeździectwa klasycznego jako takiego.

Nie czytalam tej drugiej ksiazki, wiec nie porownam.
A Sally Swift przytoczylam nie jako prawde objawiona a jako przyklad zmiany sposobu komunikowania z zawodnikiem. A takze po to aby pokazac, ze zajmuje kilka lat to aby przyswoic jakies  nowosci.
I nie mowie o rekreacji, bo bylam swiadkiem treningow prowadzonych na zawodnikach, ktorzy wczesniej takiego sposobu nie znali.

Wrotki, ja bym tego poczatkiem konca nie nazwala... PSa nie rozumiem ale nie musisz mi tlumaczyc ani tym bardziej mnie komentowac 😉 Milo sie dyskutowalo, do nastepnego razu 🙂
Co innego kanony, wytyczne, zasady, a co innego życie - to stwierdzenie pasuje do każdego aspektu życia i do każdego jeździectwa również: klasycznego, westowego i naturalnego też.

Co do treningów metodami iście średniowiecznymi - tu trzeba uczyć i uświadamiać. Mnie się naturals osobiście bardzo podoba, ale nie uważam, że mógłby on być panaceum na wszystkie nasze jeździeckie bolączki. Bo jak ktoś ma mordercze instynkta, to znajdzie sposób na objawianie ich nawet jeżdżąc "naturalnie".

A dressaż, no cóż, dressaż jest klasyczny, nie naturalny. I to o czym efka pisze:
Nie rozumiemy się 🙂 ja wiem o co chodzi Karen, ja tylko się zastanawiam czy możliwe jest np. wyszkolić się dresażowo do poziomu (i powyżej) np. N klasy od zera tylko na sznurkach, bez wyjeżdżonych klasycznie dupogodzin.



Też nad tym myślałam. Ale wydaje mi się, że nie da się. Bo wyszkolimy konia w zupełnie innej dyscyplinie (która nota bene jeszcze oficjalnie nie istnieje) w ujeżdżeniu naturalnym. A jak tu się pokazać na klasycznych ujeżdżeniowych zawodach z koniem, który może faktycznie wykonuje wszystkie elementy z N, ale nie wie co to kontakt i ganasz  👀

Ale to takie moje skromne przemyślenia dupoklepa  😁
Dodam swoje trzy grosze.
Karen w swej książce pisze, że stara się jeźdźcom naturalnym pomóc, oraz uzupełnić ich wiedzę nim pójdą w profesjonalny trening dresażowy. Dodatkowo podpowiada swym uczniom jakiego trenera wybrać ( od str.237), pod kątem jego podejścia, tak by jednocześnie nie psuć już zrobionej pracy.

Kolejna sprawa, że do póki natural nie będzie masówką  na wyższych poziomach w PL nie ma co oczekiwać wyników porównywalnych z wynikami masowego-klasycznego sportu. Tym bardziej, że zapewne nie wielu naturalsów w ogóle dąży do wyników sportowych.
A nim się pokusimy o ocenę i podsumowania wyników jakiejś grupy jeźdźców należało by się najpierw przyjrzeć  strukturze owej grupy i przede wszystkim mnogości i jakości jeźdźców wyższych poziomów, oraz trenerów. A tu chyba w sztukach liczyć możemy jeźdźców poz.3 , trenerów zero.  Patrzenie na wyniki i dokonania grupy głównie "przedszkolaków"(poz.1),  obojętnie jakiego systemu jest śmieszne.

A ciekawostka dla szukających wyniki sportowe :
Podobno w Hodowca i Jeździec Online " Metody naturalne mają coraz więcej zwolenników.Zachwycony jest nimi mistrz olimpijski w WKKW w Sydney David O'Connor". 

Kolejny utytułowany klasyk czerpiący z naturalu?  A może... zamiast negować i walczyć ze sobą obydwie strony się wzbogacają nawzajem .
Nie wytrzymam! To wszystko nie tak!  😕
Może warto uściślić trochę o czym się mówi, bo te wszystkie dywagacje dotyczą chyba najbardziej PNH, od którego wzięło się pojęcie „natural” i jego głównie na początku dotyczyło – tak przynajmniej zrozumiałam wypowiedź Pata, który tłumacząc etymologię natural horsemanship wskazał na siebie, jako autora tegoż związku wyrazowego.
Nie potrafię zrozumieć skąd wziął się pogląd i takie nastawienie, że natural to coś przeciwnego do klasyki. PNH nie jest jakąś nową zupełnie metodą treningu. Na pierwszy rzut oka bardzo się niby różni.. te wszystkie sznurki, jazda bez ogłowia (która na marginesie wcale nie jest jakimś odgórnie danym celem, bo to zależy od osobistych chyba celów jeźdźca) … ale w samych zasadach i sposobie UCZENIA konia wcale nie różni się bardzo od dla nas już znanego klasycznego, tego poprawnego, podejścia. W książkach Mullera, Mickunasów obu, Podhayskiego jest pełno naturalnego podejścia – naturalnego czyli bez przemocy a przy wykorzystaniu instynktu i naturalnych mechanizmów uczenia się zwierząt, np. pozytywne i negatywne wzmocnienie i wygaszenie zachowań. Nie czytaliście „Psychologii treningu konia”? Hiszpanie chyba też trenują młode konie najpierw na bosalu, potem dopiero pojawia się wędzidło.
A tu pojawia się taki Parelli (lata 80te), który opowiada o swoich różnych trenerach i ile go nauczyli o koniach i podejściu do nich i w fajny sposób buduje system uczący LUDZI, jak się z koniem dogadać. Wymyśla sobie, że najpierw będzie ich uczył jak koń myśli, potem podstawowej pracy  z ziemi, na sznurkach aż do wyższych poziomów (ponad levelem 3 – w Polsce na razie tylko dwie osoby miały na tyle wytrwałości, by oficjalnie poziom 3), gdzie jest JAZDA NA KONTAKCIE, WĘDZIDLE I W ZEBRANIU i jest to jazda klasyczna lub west, zależy, kto w jakim stylu się porusza. I nie widzę tu wielkiego problemu, że Parelli korzysta ze wszystkich dobrodziejstw klasyki, bo sam przecież się od niej nie odżegnuje… zresztą dlaczego ma odrzucać to, co jest dobre? Przecież Parelli nie wymyślił jazdy konnej  Na pokazach sam mówi, że w gruncie rzeczy nie robi nic innego, jak wielu innych dobrych trenerów na świecie. Dla mnie to jest tak troszkę, jak z nauką języka angielskiego – są różne szkoły, metody, ale angielski jest jeden. Jeden każe dzieciom wkuwać słówka na pamięć pod groźba użycia drewnianej linijki a inny robi to w zabawie. Z koniarstwem jest podobnie – konie i podstawowe zasady jazdy na nich są niezmienne, tylko różnie się to osiąga.  Natural wynikający z PNH to nie jest nowy styl jazdy… to jest tylko trochę inny sposób trenowania, oparty na pewnym schemacie i tyle. I co, zaraz będziemy zarzucać klikerowcom, że mają czelność anglezować, bo to przecież takie klasyczne?? I o co tu drzeć szaty? Naprawdę tak trudno to pojąć? A, chyba trudno, trzeba by było trochę więcej wiedzieć o tym, więcej niż filmiki i sznurki. Dla mnie osobiście sprowadzanie tzw. naturalu do sznurków jest wielkim nieporozumieniem i zrobiło wiele szkody w wizerunku tej metody.  Szczególnie, gdy na filmie słyszę Pata mówiącego, że marzy o osiągnięciu takiego porozumienia z koniem by móc jeździć na munsztuku. A że długo to trwa? No cóż… podobno w starej dobrej szkole klasycznej dojście z koniem do prawdziwego zebrania też trwa lata, nie miesiące. Kiedyś czytałam zarzut, że Linda ma klasycznego trenera. O matko, straszne  Ci „klasycy” co kopia by ruszyć, ciągną, by się zatrzymać to chyba wymyślili, że PNH jest przeciwko klasyce. 
W PNH jazda na wędzidle i na kontakcie nazywa się jazdą z finezją i jej początek pojawia się już na drugim poziomie, czyli jakiś drugi rok regularnej, dobrej pracy (zerkam na kartę zaliczeniową i wymagania, jakie są tam stawiane). Na poziomie 3 pojawia się zaangażowanie grzbietu a na poziomie 4 jest już mowa o silnej linii grzbietu. Na tych poziomach ciężar ciała konia też już powinien być przeniesiony na zad. Pojawia się też program impulsu (znane słówko, prawda?). Patrzę dalej na tabele wymagań i co czytam… elegancka, subtelna komunikacja! A teraz szyja: level 2 – short reins, med-low neck; level 3 – short reins, medium neck; level 4 – short reins, high neck. I nie trzeba oddzielnych konkurencji, by ktoś jeżdżący PNH pojawił się na czworoboku, bo nie ma tu sprzeczności.
Na koniec takie moje przemyślenie odnośnie tego, dlaczego w PNH na sznurkach się zaczyna. Ponieważ człowiek to taki łapacz i bardzo lubi łapkami ciągać, gmerać, trzymać się itd. Na początku programu PNH ludzie uczą się nie używać tych łapek przesadnie a polegać na swoim dosiadzie aż do jazdy bez ogłowia. Jak to jest opanowane to jazda na kontakcie daje o wiele więcej szansy, że będzie to kontakt naprawdę subtelny i spełniający swoje zadanie. Zdaniem tej metody jazda w stylu wolnym (nie na kontakcie) pozwala na wyuczenie niezależnego dosiadu. Czy to jedyna metoda na to? Nie sądzę. Ale to nie znaczy, że nie jest dobra.
Czasem zerkam sobie do tematu bo lubię patrzeć na pracę ludzi którzy chcą nauczyć się "rozmawiać" ze swoim koniem. Kiedyś czytanie o PNH brzmiało absurdalnie ale sama pracowałam ze swoim koniem w tej metodzie nie wiele ale na tyle by móc napisać śmiało że PNH to świetna sprawa dla ludzi którzy chcą nauczyć się czegoś więcej niż wsiadania na konia, używania patentów i pracy w której często nie ma czasu na szukanie kompromisu z koniem.
Śmieszą mnie ludzie którzy wypowiadają się w absurdalny sposób o czymś czego nigdy nie doświadczyli i nie mają raczej o tym pojęcia a na pewno takiego by tak otwarcie i bez przeszkód móc zarzucać ludziom dla których PNH to sposób na odnalezienie harmonii z koniem, że to co robią nie ma sensu albo jest żałosne.
PNH odbieram jako metodę na odnalezienie pewnej płaszczyzny jeźdźca i konia, jako metodę która obala pewne bariery gatunkowe i pozwala na swobodną komunikację bez przemocy i użycia przymusowych narzędzi pracy jeździeckiej.
Nie zrozumie tego na pewno nigdy osoba która po pierwsze uważa się za bożyszcze świata jeździeckiego a po drugie nie próbowała tej metody na tyle długo i tyle wnikliwe by wypowiadać się o efektach tej pracy.

Dla mnie kalkulacja jest bardzo prosta, np zwolennicy czarnej wodzy dzielą się na dwie grupy tych którzy wiedzą jak jej użyć i tych którzy tak myślą, podzielić można również przeciwników na tych którzy używali i nie zachwalają i tych którzy nie używali ale krzyczą bo tak szybko powstaje sztuczny tłum. Sumując jeżeli chce się stać po stronie przeciwnej to należy chociaż mieć doświadczenie wynikające z autopsji nie z opowiadań, i mieć na tyle rozszerzony horyzont w tym zagadnieniu by za słowami szły twarde i nie zbite dowody, których brakuje w przypadku wypowiedzi nie których osób.
Cejloniara, twój wywód dużo mi uświadomił, a przede wszystkim uświadomił mi jak mało wiem  😁


Wychodzi na to, że ograniczając się do "sznurków", rzeczywiście nie jesteśmy w stanie wytrenować konia do N i wyżej i jechać na zawody konkurować w dressażu z "klasykami", ale już przechodząc po kolei wszystkie poziomy "naturalne" i dochodząc do "jazdy z finezją" jesteśmy w stanie stanąć w szranki z każdym klasykiem. Dobrze myślę ❓


Czyli bzdury pisałam o innej dyscyplinie "dressażu naturalnym" ❓ Błądzić rzecz ludzka.


Ale swoja droga chyba nie tylko mi natural kojarzy się ze sznurkami. Znam "naturalsów" dla których jazda to tylko i wyłącznie na sznurkach, ale oni pewnie zorientowani tak jak i ja. To jak z klasykami i "klasykami".
I jeszcze maly PS.- jakos nie wydaje mi sie aby w Polsce ktokolwiek z naturalsow byl nastawiony na "zawodniczenie". Mam nieodparte wrazenie, ze wraz z poznaniem innego aspektu pracy z koniem, ludziom zmieniaja sie tez priorytety...


No i to jest właśnie logiczny błąd wrotek i wrotkoidów 🙂 Nie można różnicować po osiąganych wynikach sportowych, jeśli cele są inne. Jeśli weźmie się osobę A: powiedzmy mnie, i usunie się ze wszechświata PNH, pozostawiając ino całą resztę, to czy będę startować w zawodach? Jarać się sportem? Nie, będę telepać się po lesie, kiepawo siedząc, jak to robiłam wcześniej. Będę siedzieć sobie na pastwisku po godzinach gapiąc się jak paszczury żrą trawę.
Weźmy teraz osobę B: ambitną. Bawi ją sport, współzawodnictwo i nie myśli o koniu jak o narzędziu - tylko jak o partnerze do wspólnego "zdobywania szczytów". Aktualnie sobie "klasyczy" i dobrze jej idzie w sporcie. Czy taka osoba, gdyby dać jej sznurki, nagle zaczęłaby siedzieć na pastwisku i gapić się jak paszczury rżną kupy? Nie sądzę. Ona ma szybsze tempo, co innego ją kręci, więc pobawi się chwilę z ziemi, znajdzie jakiś nowy-fajny-aspekt w siodle, z zainteresowaniem zauważy, że ma jakieś luki, błyskawicznie je uzupełni i będzie doskonalszym jeźdźcem klasycznym, startującym - bo czemu nie? Ku zadowoleniu konia i własnym.

Nie ma osób B? Ależ są. Chociażby Karen właśnie. Tylko że osoby A częściej szukają poza klasyką, szybciej znajdują NH, nie przeszkadza im wreszcie "najazd klasyków", czyli w skrócie ogólny dym wokół metody. Osoby B myślą często, słysząc o metodzie, że to coś dla świrów i nawet nie próbują. Potrzeba zmiany sposobu myślenia, potrzeba właśnie takiej Karen, żeby znaleźli tę drogę - bo to psychiczna blokada. Osoby B często zaczynają od ooookeeeej, pobawię się po sznurkowemu z ziemi dla funu, ale jeździć to będę klasycznie.

Dopiero jak trochę osób z "profilu B" zainteresuje się naturalem bez najeżenia, jest szansa na to, żeby usatysfakcjonować wrotka. Ponieważ albowiem osoby z profilu A kompletnie nie są zainteresowane satysfakcjonowaniem wrotka, przy użyciu sznurków i innych narzędzi czy też bez nich 🙂 Jak będzie więcej osób B i zmieni się klimat (a już się zmienia powolutku, jak chociażby tu widać), to niektóre osoby małe b, czyli ambitna młodzież, będą się chcieli uczyć u nich (i będzie u kogo!) - wtedy dopiero mogą pojawić się wyniki w sporcie.

Dokładam swój szeroki uśmiech dla wrotek 😀
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się