sznurka ja nie uważam że na to jest określony czas tylko mnie interesuje ile wam czasu ta zajęło, wiem doskonale ze zalezy to od konia i jego stosunku do człowieka Ale widze że nie mam po co tu o cokolwiek pytać...
wiorek Błagam Cię- nie rób z nów z siebie ofiary zaszczucia. Co było niegrzecznego, opryskliwego czy złośliwego w odpowiedzi którejkolwiek z dziewczyn? Pomijam fakt, że wszystkie odpowiedziały ile im mniej więcej zajęło uzyskanie kontaktu, który można zacząć nazywać przyjaźnią z koniem. Litości 🙄
to wszystko dlatego że jestem dzisiaj porządnie wkurzona, nie z powodu wypowiedzi na forum tylko całego dnia, kompletnie był nieudany. nie pierwszy raz dziś sie przekonałam ze musze dwa razy pomyśleć zanim coś zrobie
Wiorek Niestety nie potrafię Ci powiedzieć dokładnie ile czasu mi zajęło, zdobycie zaufania mojego konia. Bo uważam, że z koniem można sie tylko wtedy zaprzyjaźnić, kiedy koń czuje się przy Tobie w 100% bezpieczny, kiedy pokonuje swoje strachy bo go o coś prosisz, i choć instynkt nakazuje mu dosłownie: s-p-i-e-p-r-z-a-ć, on woli albo zostać przy Tobie (jeśli to opcja) albo wykonać twoją prośbę.
A zrobi to (lub pozostanie przy Tobie mimo wszystko), tylko i wyłącznie przekonany o tym, że może Ci zaufać... bo przecież nigdy go nie wpakowałeś w żadną kabałę, prawda? 🙂
Dla mnie wyrocznią w tych sprawach jest A de Saint Exupery i przypowieść o Lisie i Małym Księciu, w książce "Mały Książe" właśnie.
Znam mojego konia od dnia jego narodzin, spędziłam z nim właściwie siedem lat dzien w dzień (a lat ma obecnie dziewięć), i bądż pewna, że nie od razu byliśmy ze sobą zaprzyjaźnieni. Bywały okresy lepsze i gorsze. Nie liczę lat, miesięcy od do, grunt że się udało. Że ufa mi i wierzy, że przy mnie mu nic nie grozi.
Teraz pytanie, ile twojemu koniowi i Tobie zajmie to czasu? Pewnie domyślasz się do czego zmierzam: na to po prostu nie ma reguły... 😉 Ani ten proces, tak naprawdę, nie ma końca (moim zdaniem) 🙂
Ja też nie umiem określić momentu w którym przyjaźń zaistaniała. Ale wiem, że z dnia na dzień staje się coraz pełniejsza i coraz bardziej "w lot" się rozumiemy. A w maju stuknie 6 lat odkąd go "oficjalnie" mam. Znam od prawie 7... Ale nie sądzę, żeby ten proces poznawania się kiedykolwiek został w pełni zakończony.
wiorek, Ja pierwsze półroku pracowałam prawie całkiem bez sukcesów pod tym kątem ze swoją (szalona głównie prawopółkulowa ekstrawertyczka). Owszem ona mnie lubiła, akceptowała, była dość przyjazna, dość mocno zmieniła tez zdanie o człowieku, z każdym dniem co raz lepiej wykonywała moje prośby, umiała mocniej skupić uwagę, masę rzeczy się nauczyła, trochę uspokoiła się, ale... ciągle czegoś głębszego brakowało. Zdawało mi się, ze ona ma nadal mnie gdzieś, jest ponad to, gdzieś w chmurach... Pewnego dnia gdyzamknęłam ją za bandą oddalając się od niej o jakieś 5 metrów, ona skoczyła z miejsca i zatrzymała się przy mnie, kopytami o parę centymetrów przed moimi butami. 🤔wirek: I ta jej triumfalna, dumna mina, strzyżenie uszami. Szalona. 😍 To był taki nasz przełom, mega zaskok. A dalej cóż... popieram wypowiedzi dziewczyn. To nie przejście z punktu A do B ale nieustanna podróż. U nas zazwyczaj dwa kroki w przód, krok w tył, dwa do przodu, czasem dwa w tył (np gdy bardzo mało sie widzimy,choć nie zawsze 🙂 ).
W każdym bądź razie powodzenia. A dlaczego pytasz?
Dorotheah pytam bo mnie ciekawi jak inni przez to przechodzą. Staram sie też bardziej zrozumieć kobyłe porównujac ja do innych. Moj problem polega na tym ze jestem strasznie niecierpliwa, wszystko chce od razu, ale im wiecej czasu spedzam z końmi tym bardziej sie to zmienia.
Staram sie też bardziej zrozumieć kobyłe porównujac ja do innych Nie ma co porównywać jej do innych bo każdy koń to indywidualność i takie poróby porównania mogą tylko wywołać u Ciebie frustrację. Moj problem polega na tym ze jestem strasznie niecierpliwa, wszystko chce od razu, ale im wiecej czasu spedzam z końmi tym bardziej sie to zmienia. No właśnie i to jest całe sedno sprawy, powoli, małymi kroczkami nie ma się gdzie spieszyć. Opowiem wam o swojej klaczy która potrzebowała kilku lat żeby zaufać człowiekowi. Teraz jeździmy sobie w tereny na linie przerzuconej przez szyję a kiedyś strach było na nią wogóle wsiąść. Klacz ma obecnie 16-scie lat. Jest z nami od początku tzn. kupił ja mój maź jako 3,5 letniego konia. Hodowca zajeździł ją w tragiczny sposób, tzn jak sie później dowiedzieliśmy podczas zajeżdżania uciekła mu z siodłem do lasu podobno strasznie się tam pokiereszowała i od tego momentu już zawsze chciała uciekać. Nawet po zakupie do domu( na szczęście nie było to daleko) trzeba było na niej przyjechać wierzchem bo w żaden sposób nie dała sie wsadzić do przyczepy. Przyznam się że nam też trochę czasu zajęło aż zrozumieliśmy że niczego nie da się przyspieszyć i nic na siłę nie da się zrobić. Ale na szczęście dla nas i dla niej w porę zetknęliśmy się z naturalnymi metodami. Dzięki temu zrozumiałam ,że nic mi nie da mocniejsze kiełzno czy inne patenty jeżeli ona nie będzie mi ufała to będzie wykonywała moje polecenia ze strachu a i tak przy pierwszej nadarzającej sie okazji zrobi mi krzywdę. Obecnie ludzie którzy znali ja z "tamtych" czasów nie wierzą że to ten sam koń a dla mnie w naszej stajni jest koniem do którego mam największe zaufanie.
Sznurka Nie, nie, nie - esp. 4 U sprzet od p.Podkowy w wersji "ohne Czardaszo" 😁
Cała paczka była super zapakowana, oprócz tego dostaliśmy rzeczywiście praktyczny - jak to opisał p.Podkowa - upominek, czyli torbę z logo firmy. i po macaniu i złożeniu do kupy co trzeba 😉 Lina (rzeczywiście wygląda i jest w dotyku jak oryginalna, co pozwala mi wierzyć, że rzeczywiście jest wykonana z oryginalnych materiałów 🙂 ) Halterka detal 😉 Carrot już ze stringiem 🙂
Voila!
A jutro już nie podaruje Sznurce i postaram się wrzucić zdjęcia na modelu, i jak fotograf dopisze, to i w akcji 😉
Koniczka, prześlij i mi proszę na maila, bo jestem ciekawa czy dostałaś stary czy już nowy (o ile rzeczywiście taki zaistniał) cennik. 😉
Za swój komplet zapłaciłam 270zł (+wysyłka), więc patrząc przy obecnym kursie euro, i tak w nawet podobnej cenie nie udało by mi się dorwać oryginału 😉
O sierka czekam na relację z użytkowania sprzętu, ja ze swojej długiej liny jestem niesamowicie zadowolona! Kantarek też jak się okazało jest okej, już trochę dopasował się do konia i nie jest taki 'plastikowy' 😉
p.s to nie sprawiedliwe, ja długą liną dostałam jeszcze ze starą, nie oryginalną-parellowską skórką na końcu 😁
Sznurka Ty masz oryginalny sprzęt prawda? Jak Twoje oko ocenia ten p.Podkowy? Sierra czekam na relacje z uzytkowania, bo też się czaje na ten zestaw 🙂 Bo na razie kurs dolara zamiast maleć ciągle rośnie 🙁
Sprzęt już po pierwszych crash-testach. o Boże, jak mnie serce bolało! 🤣
Zresztą po zdjęciach widać, że dzisiaj nie pląsaliśmy a raczej taplaliśmy się dzielnie wpław lonżownika.
Czardasz jak zwykle gdy nikt nie patrzy zachowywał się wzorowo, bo niestety jak ma publikę, to zwykle gwiazdorzy 👿
Kilka ujęć: Potem: "ups, ja tylko chciałem podejść, a ta lina..." 👀 I na koniec oczywiście: "to nie ja..." 😁
Oczywiście sprzęt jest czarno-bury od błota i wody z kałuż, ale było fajnie. Dzisiaj najwięcej czasu poświęciliśmy na to caaałe zakładanie haltera - bo mój koń nie czaił "waszej dziwnej" potrzeby rytuału zakładania - i pilnowanie własnej (czyli mojej 😉 ) strefy. Niestety to mi idzie najgorzej.
To są zdjęcia z początku. Potem jak pisałam, była nauka całego procederu zakładania i zdejmowania halterka "jak pan Bóg przykazał" 😉 Wtedy go porządnie dopasowałam bo i koń się nie wiercił, i łeb trzymał grzecznie nisko na wysokości dla mnie optymalnej.