Lanka odniosę się do słów przytoczonego przez ciebie 'trenejra' - wiadomo chyba nie od dziś, że padokowanie w mniejszych grupach to nie kwestia większego lub mniejszego usportowienia koni... Ja po ostatnim roku i 3 kontuzjach wywołanych zachowaniem kompanów z padoku najzwyczajniej nie chce, żeby mój koń wychodził w dużym stadzie bo znacznie zwiększa to ryzyko zarobienia np. kopa. W efekcie miałam przestoje, które odbijały się na jego zdrowiu - m.in. tracił z trudem wypracowane mięśnie, ma areszt boksowy, jest sfrustrowany bo nie może iść jak inne konie na padok etc. etc. etc.. szczerze to wolę go wypuścić z 2-3 kumplami z boksów obok niż całą zgrają niewyżytych wałachów 😕
Mój niewyżyty wałach całe życie wychodził na padok sam, co kończyło się małymi i większymi kontuzjami. Za wszelką cenę chciał się przedostać do kolegów lub koleżanek obok. Teraz wychodzi już 3 miesiąc z kolegą i dwoma koleżankami i jest spokój. Towarzystwo się poustawiało, obyło się bez rozlewu krwi. Jestem bardzo zadowolona, bo na reszcie koń się padokuje z innymi końmi, a co najważniejsze nie szuka na siłę przygód poprzez przeciskanie się i wyskakiwanie przez ogrodzenie!
Te drobne kontuzje typu pogryzienie mi nie przeszkadzają, gorzej jak na 22-latku (wciąż na chodzie) wyżywają się młodsze konie, które dostają 'słuszne' żarcie a nie maja możliwości spożytkowania energii bo np. właściciele przyjeżdżają do nich wyłącznie w weekendy. W efekcie miałam już na tapecie : 'obite żebro, nadwyrężenie więzadła w kręgosłupie i teraz trzepniętą nogę. Naprawdę mam wiele wyrozumiałości do padokowania z towarzyszami o ile są oni bezpieczni dla mojego konia.
BTW. z dawnych czasów pamiętam wypadek w jednej z dość renomowanych podwarszawskich stajni (nota bene kilku revoltowiczów obecnie w niej stoi), gdzie podczas wypuszczania koni na padok (wszystko byłe realizowane zgodnie ze 'sztuką'😉 jeden drugiemu podczas radosnego brykanka złamał nogę - wiem zdarzenie losowe- ale od tamtego momentu mam to non-stop z tyłu głowy, bo koń ze złamaną nogą po długiej ponad półrocznej walce o życie i zdrowie został niestety uśpiony 🙁
Trusia, nie, nie zgadzam sie w imieniu padokowego towarzysza Twoich stworow!!! To juz pewne?
No, nie, na razie to rozmyślania o przyszłości. Bo np. jak Dawid zbuduje halę i walnie nam cenę, która z kolei walnie mnie, muszę mieć jakiś plan B. A poza tym nie jest łatwo zdecydować, z którego obiboka zrezygnować (wierszem piszę 😉 ).
Nie mów, że na obu moich stworach zależy Twojemu stworowi tak samo! Doskonale wiem, dla kogo wychodzi ze swojej roli półfaceta. Przecież nie dla Duszka! 😁
Trusia, no oczywiscie, ze nie dla Duszka🙂😉) ale BTW polfacet to jakos pejoratywnie brzmi🙂 wole trzecia plec🙂 Ja swego czasu powiedzialam Dawidowi, ze bez hali to on nie ma po co podnosic pensjonatu, bo nie jest konkurencyjny juz teraz.... Mam nadzieje, ze wezmie to sobie do serca. Marzy mi sie hala... co raz lakomiej patrze w strone Liderowki...
Bjooork, powinnam dodać, że słowa te padły z uśmiechem, kiedy pytałam, czy mój koń po przeprowadzce miałby stado, czy ze względu na usportowienie stajni byłby skazany na samotność na padoku. Ja akurat uważam, że stado jest warunkiem zdrowia psychicznego, zwłaszcza, że mam konia trudnego i tkającego. Wiem, co się dzieje, gdy z jakiegoś powodu nie może wyjść ze stadem - jest histeria, ze wspinaniem się w boksie włącznie.
Arimona, do elytarnej po prostu się przejedź, obejrzyj, będziesz miała po drodze jeśli wybierasz się do bajarda.
A te padoki w aromerze to wygradza się na terenie należącym do stajni?
trusia, niedługo odwilż więc będzie mokro- przyjedź i oceniaj 😀
W liderówce też mi się widzi, że podwyżka już 900 była, nie jestem pewna, ale raczej mało realne, żeby nie było.
Jak się nazywa stajnia p. Czartoryskich, bo nie pamiętam? Stronke kiedyś mieli, potem im padła. W okolicy są jeszcze Rzęszyce i kilka dalszych stajni. Czy mi się wydaje, czy w okolicy jest też Celbant?
baba jaga, W Cabrioli chyba ciężko że skokami, a Sokole trochę za daleko, jak się zdecyduje na taka odleglosc to wolę wrócić do Poczernina. A w tej chwili próbuje coś wykombinowac bliżej. Cieciorka, właśnie to zamierzam zrobić. 🙂 Anaa, na hali, bo na placu chyba jest piach kwarcowy i jest fajnie.
Arimona, IMO podłożu na hali nie można nic zarzucić. Jest wymieszane stare podłoże + ścinki włókniny + kwarc albo coś w ten deseń 🙂 Anyway zapraszamy w odwiedziny 🙂
trusia, niedługo odwilż więc będzie mokro- przyjedź i oceniaj 😀
Jak się nazywa stajnia p. Czartoryskich, bo nie pamiętam? Stronke kiedyś mieli, potem im padła. W okolicy są jeszcze Rzęszyce i kilka dalszych stajni. Czy mi się wydaje, czy w okolicy jest też Celbant?
Namówię maab i jedziemy! Kiedy poglądową odwilż nam zafundujesz? 😀
Celbant jest, owszem, od Rzęszyc nie tak daleko, ale od Warszawy ok. 50 km. Jak dla mnie padoki bardzo kiepskie - w sensie że małe.
Arimona a kiedy ostatnio byłaś na hali w Bajardo? 😉 Obecnie podłoże jest naprawdę fajne! trusia, do Celbanta od granic Warszawy jest niewiele ponad 40km - 5 minut drogi dłużej niż do Rzęszyc 😉
No nie wiem, jeździlam tam wielokrotnie i było ok. 50, do Rzęszyc ok. 40. Może inną trasą? Bo ja jeździłam drogą Warszawa-Żelazowa Wola. Ale nie będę się kłócić, może się mylę. Następnym razem zwrócę dokladniejszą uwagę.
Edit: Cieciorka, działa, ale tam cięzko o miejsca.
Byłam w sumie dawno, na zawodach jakoś jeszcze. Ale słyszałam że coś nie tak bylo z wodami gruntowymi teraz i mokro było, itd. Ale nie wiem jak na żywo teraz, tak że coś już może zrobili po prostu z tym.
A to fakt, ze 2 razy nam weszła woda na halę tej zimy. Mam nadzieję, że zrobią z tym porządek przy powiększaniu hali, bo po prsotu robiąc podłoże nie wzięli pod uwagę, że podłoże siądzie trochę i w efekcie teraz poziom gruntu na hali jest trochę niżej niż na zewnątrz i prawdopodobnie to jest przyczyną tego, że wchodzi woda.
Celbant to nie jest ośrodek nastawiony na pensjonat...stoją tam raczej konie osób które na stałe trenują z właścicelką lub ewentualnie krewni i znajomi królika... wolne boksy zawsze są i zawsze jakies konie w treningu tam stoją... od wielu lat tam bywam i szczerze mówiąc to bym za dopłatą tam konia nie wstawiła...tam nawet jak mieszkasz na miejscu to jest "ciężko"
Wiesz, stoję tam już ponad 4 lata i woda nam weszła na halę może ze 4 razy w sumie, jeśli nie liczyć przypadku kiedy stajenny zapomniał wyłączyć podlewanie i podlewało całą noc 😉 I pomijając ten wypadek za każdym razem dawało radę spokojnie jeździć, tylko areał był ciut pomniejszony 😉 A podłoże samo w sobie jest jednym z lepszych jakie na halach widziałam- nie zamarza, jest elastyczne.