Forum towarzyskie »

Pomagać? Nie pomagać?

Padł tu bardzo ciekawy i wyważony głos, jak najbardziej ogólny i nie wiem dlaczego został przeklejony na siłę do wątku szczegółowego. Pewnie teraz i ja dostanę po uszach, ale chyba wolno mi uznać ten wpis za ogólny i na temat .
Zatem zacytuję:
wrotki: gdyby na tym forum, pojawiło się zwyczajne wołanie o pomoc dziewczyny, dziewczyny która została okaleczona w niemieckiej stajni i teraz potrzebuje wszelkiej pomocy, trudno by mi było tej pomocy odmówić.
wołanie opisujące żal, że tak została potraktowana, wołanie opisujące rozpacz, że jest zmuszona prosić obcych ludzi o pomoc i o zdrowie, wołanie opisujące bezradnosc i frustrację,że została potraktowana gorzej niż potrącony na drodze pies, że wszystko sie skończyło zanim na dobre sie zaczeło- nie potrafiłbym czegoś takiego zostawic bez dostepnego dla mnie wsparcia.
sądzę że taki głos byłby doskonałą płaszczyzną do rozpętania burzy, która mogłaby pomóc takiej osobie, a jednocześnie sprawić, że takie przypadki nie mogłyby mieć już miejsca...można by było rozpętać kampanię, która by ustrzegła innych przed takim losem.
świat w dobie internetu jest mały, dlaczego facet który potraktował tak młodą dziewczynę, nie miałby być wytykany palcami na zawodach i pokazach hodowlanych...dlaczego naganiacz, który naraził ją na taki los nadal bezkarnie łowi naiwnych na lep "kariery sportowej w niemieckiej stajni".
...tylko, żeby to wszystko mogłoby się stać, potrzebna była prawda, szczerość i pokora wobec własnej sytuacji-strasznie żałuję, że nieszczęście Ani nie będzie mogło być powodem takiego pozytywnego wybuchu...bo że być nie może, to nie ma żadnej wątpliwości!

Określa warunki brzegowe, opisuje zasady i daje wskazówki.
Uważam,że przeklejenie było ingerencją w bieg dyskusji w tym wątku.
mając dowolny kwitek , przypadkowy zupełnie, byle była na nim pieczątka w kilka minut można na potrzeby internetowej historii wyprodukować "dowolny dokument", wystarczy skaner i edytor tekstu
Masz np wypis ze szpitala swojego dziadka, robisz skan, pieczątka jest wystarczająco uwiarygodniającym elementem i jedziemy, w sumie wystarczy zmienić nazwisko na własne i datę
A tak sobie teraz pomyślałam.... jest wiele osób, które by chciały pomóc, wbrew pozorom sam Wrotek. Może zbiorą się te osoby i osobiście odwiedzą Anie? Miłe spotkanie przy kawie bez przytyków. Jeśli prawda jest prawdą to spokojnie opowie o tym co sie wydarzyło. Jeśli t jednak bujda na resorach w celu wyłudzenia pieniążków dziewczyna będzie się jąkać i motać... Ale ja zakładam z góry, że dzewczyna nie bedzie chciala sie sotkac z nikim z r-v bo: jest zmeczona tym wszystkim, nie ma siły...

Wiem, że nadstawiam kark moderatorom naszym kochanym, ale cóż... zaryzykuję  😉
na ilus tam potrzebujących, zawsze znajdzie się naciągacz, oszust. Tak już jest i tak będzie. Zawsze znajdzie się Ktos kto będzie próbował w ten czy w inny sposb "zagrac " na naszych uczuciach.
Podobnie jest z pseudorencistami, wyłudzającymi renty.Finał- ludzie w potrzebie ,naprawdę chorzy sa traktowani z góry jak Ci oszusci. Naprawdę chorym i potrzebującym ZUS odmawia renty i kaze sc do pracy a oszustowi często się udaje ..bo gra dalej. A uczciwy człowiek skuli głowę i zaciskając zęby wróci do pracy. To nic ,że przepłaci to zdrowiem a oszust.....wiadomo da sobie radę.
I my tu postępujemy jak ten ZUS, kazdego i w kazdym najpierw dopatrujemy się oszusta. No cóz -może i tak byc musi.
Faza to prawda jestesmy jak ten ZUS. Ale z drugiej strony gdyby nie ten ZUS to państwo utrzymywalo by darmozjadów-naciągaczy. Wielu. Nawet wiecej niż tych naprawde potrzebujących. Ciągle w głowie mi siedzi jedna sprawa... Na pb Ani ktoś napisał aby wstawiła zdjęcie swojej twarzy obecnie. W pierwszej chwili pomyślałam "co za kretyn", ale pozniej zastanowiła mnie odpowiedz Ani... Coś w stylu "po co i tak niczego nie zobaczycie bo nie ma widocznych śladów na mojej twarzy w chwili obecnej. Niemieccy lekarze byli tak dobrzy że idealnie mnie poskładali". Nie pamietam dokładnych słów, ale było to coś w ten deseń. I teraz sobie myślę: Nie ma lekarzy cudotwórców, którzy po tak ciężkim wypadku, kiedy twarz to jedna płyta i śruby dotknęli magiczną różdżką i sprawili by nie było śladów. Więc coś tu jest nie halo... Po takim wypadku dziewczyna miała by twarz zmasakrowaną pokrytą bliznami, mało tego na pewno krzywą w wielu miejscach co jest nie do uniknięcia nawet przez NIEMIECKICH lekarzy. Czekało by ją dziesiątki operacji plastycznych by wyglądać w miarę jak przed wypadkiem. Cóż może jestem zacofana i nie mam pojecia ja może wyglądać pacjent 4 miesiące po zmiarzdźeniu twarzy przez konia... A koń jak wiadomo jest twardy na końcach... Bardzo.
[img]/forum/Themes/multi_theme/images/warnwarn.gif[/img] Offtopic
Naprawdę ciężko pisać to we właściwym wątku? Specjalnie to robicie? Testujecie moderację? To są pytania retoryczne i proszę na nie tutaj nie odpowiadać.
Ania gdzieś pisała ze wygląda źle, ze ma blizny i resztki włosów, głownie siwych. Nie wiem  czy nie na blogu.

[img]/forum/Themes/multi_theme/images/warnwarn.gif[/img] kontynuowanie offtopicu
A pomagacie ludziom żebrającym na ulicach?
Jestem wrażliwą  na krzywdę innych osobą, a przynajmniej tak mi się wydaje... Jak idę ulicą i widzę żebrającego inwalidę bez nogi, albo matkę z dzieckiem klęczące na chodniku przy -10 stopniach to od razu mnie serce boli.  A mimo to od jakiegoś czasu nie daję im pieniędzy.

W Szczecinie jest taki jeden żebrak, fizycznie niesprawny i ma swoje stałe miejsca żebrania. Często widziałam go jak  wracał z żebrania tą samą ulicą. A na końcu tej ulicy spotykał się z kolegami i dzielili się "łupem" pijąc alkoholowe trunki. I po to mam mu dać pieniądze, żeby mógł sobie wypić?
Jakiś czas temu czytałam artykuł w jednej z gazet właśnie o tym, jak żebracy uliczni łączą się w grupy, idą każdy osobno na żebry, żeby wieczorem za uzbierane pieniądze "golnąć" wódę czy też inny tańszy trunek.
Często matki z dziećmi, same dzieci są "wcielane" do grupy, którą zakłada przedsiębiorczy "lider", a który następnie wysyła tych ludzi na żebry. Po całym dniu przynoszą mu całkiem pokaźne sumy pieniędzy.

Przypomniała mi się jeszcze jedna sytuacja. Do mojego szefa, który robił zakupy w Makro podszedł jakiś młody chłopak prosząc o pieniądze. Szef nie dał mu pieniędzy, ale zaproponował żeby przyszedł następnego dnia do pracy (firma budowlana). Chłopak odpowiedział mu, że nie ma mowy, że po co on ma pracować skoro żebrając zarobi więcej...

Tak więc ja już wiem, że nie będę pomagać komuś nie wiedząc czy wykorzysta moją pomoc odpowiednio.
nigdy nie daję pieniędzy. Ale w czasach kiedy miałam trochę kasy zdarzało mi się kupować komuś jedzenie. Tak jak na przykład kiedyś na dworcu podeszła do mnie kobieta i zamiast mówić to się rozpłakała. Obok był mleczny bar, kupiłam jej zupę i drugie danie. Poczekałam aż zje a w sumie to połknie w jedną chwilę. Dałam jej jeszcze kilka kanapek, które miały być dla mnie na cały dzień.
Moja matka regularnie kupuje bułki dzieciakom, które się pałętają po ulicach. Ale pieniędzy? nigdy.
Niedaleko moich teściów mieszka taka rodzina. Pseudorodzina można rzec. Matka pijaczka i 3 obdartych wiecznie głodnych i brudnych dzieciaków. Pewnego razu wziął te dzieci na kolacje do siebie mój teść. Naładował im parówek na talerze i z radością patrzył jak znikają w pustych brzuszkach. W pewnym momencie najmłodsze się rozpłakało. Moj tesc sie pyta czemu płacze, a chłopczk na to że to dlatego że została mu ostatnia parówka... Serce sie krajało ojcu mojego TŻ więc pojechał do supermarketu i za ponad 200zł zrobił im zakupy, mieso, wedliny, owoce, warzywa i coś słodkiego dla dzieciaków. Zaniósł to ich matce. Za kilka dni spotyka sasiada i słyszy: Stachu ale jajca wiesz jaka mialem okazje? Za 50 zł Zocha mi sprzedała 4 pełne reklamówki świeżutkiego jedzenia. Mój teść o mało się tam nie przewrócił z wrażenia...  I pomóż tu człowieku bliźniemu swemu  🤔
na podstawie tej Twojej opowiesci wynika ,że pomagać warto tylko ,że pomoc trzeba dobrze adresowac. Twój tesc postąpił na poczatku wspaniale, nakarmił głodne dzieci, pozniej fatalnie dając pijaczce zakupy.Wiadome z góy było ,że wszystko przepije. Bo adresatem tej pomocy powinny byc dzieci.
Ten sam błąd często powiela opieka społeczna, dając pieniązki pijakowi Tatusiowi na węgiel aby dzieci miały cieplo- final dzieci mają zimno ,są głodne a Tatulko znów pijany.
W takich sytuacjach pomagac jest trudno ale pomagac dzieciom zawsze nalezy. Co one zawiniły ,że maja takcih rodziców?
zabrakom nie pomagam...ot wczoraj akcja z dworca centralnego- jakas rumunka/cyganka z dzieciakiem przepycha sie w mcdonaldzie, dopchala sie do kasy i 4 razy happy meal prosi...wyciaga z kieszeni woreczek drobiazgow. za 40zl mozna sporo jedzenia kupic na kilka dni a nie zarcie z maca. Widuje ja za kazdym razem gdy jestem na centralnym ( srednio 3 razy w tyg.) kilka razy proponowalam ze kupie kanapke zupe itp. nie.... ona chce pieniadze.
Pomagam tylko zwierzeta i tylko sprawdzonym fundacjom itp.
Miałam sytuację, że przyszły 2 młode cyganki. Chciały kasę, odmówiłam. Jednak miałam sporo ciuchów na oddanie i zapytałam czy chcą. Odpowiedziały, że chętnie. Dałam wielki wór, oglądały, przymierzały i chowały do plecaka. Podziękowały i poszły. Po 5 min moja siostra szła do sklepu, a te cyganki 2 piętra poniżej wywalały te ciuchy do zsypu ;/
Jeśli chodzi o biednych chodzących po domach, to nigdy nie daję kasy, ale zawsze dam coś do jedzenia.


Oglądałam też program, że gangsterzy zmuszają takie cyganki czy to innych narodowości kobiety, by żebrały na mieście ze swoimi dziećmi. Potem przyjeżdżali w mercedesach i zabierali kasę.
dlatego ja przekazuję pomoc TYLKO poznanym fundacjom. Po prostu.
uważam, że jeśli daję komuś kasę czy rzeczy, to chciałabym, żeby były zużytkowane sensownie i wedle wczesniejszych zapewnień. może jestem "upierdliwa" (przepraszam za słowo, ale najlepiej określa takiego cżłowieka), ale trudno. Mnie kasa z nieba nie spada. a żal 😎
Kolorwiatru- a nie macie jakoś chęci załatwić tej sprawy sądownie? Bo dzieci szkoda ogromnie i pewnie lepiej by im było jednak gdzie indziej.
Hija z tego co wiem to dzieci  zostały odebrane i sa w domu dzecka, jednak na weekendy, swieta i wakacje sa w domu z "mamusią"
Tak jeszcze rozmyślam nad tym pomaganiem. I nad tym, w jakim stopniu robimy to dla siebie.
Widziałam na Dworcu Centralnym w Warszawie taką scenkę: starsza, elegancka pani i para szarych, chudych narkomanów. Pani na pół peronu wygłaszała im pogadankę, że muszą się ogarnąć, wyjść z nałogu, wrócić do domu etc. Potem otworzyła torebeczkę i dalej perorując wyjęła pugilaresik i otworzyła. Narkomani milczeli, stojąc nieruchomo. Pani doszła w swym występie do kulminacji i oświadczyła, że da im pieniądze, jeśli przysięgną, że użyją ich na zakup jedzenia. Powtórzyła to kilka razy, coraz głośniej. Narkomani coś tam bąknęli pod nosami. Na to pani wyjęła ….. 2 złote. (Sic!!) I im wręczyła tak, żeby wszyscy widzieli. Okropne to było. A pańcia urosła z pół metra dumna, że zrobiła dobry uczynek.
Ja cyganom nie pomagam, bo po godzinach żebrania tatuś ich odbiera mercedesem.
pieniedzy na ulicy nie daje, ale..
gdybym dala kase, to niby dlaczego mam miec prawo do kontrolowania na co zostala wydana? jak dajecie alkoholikowi, dla niego kwestia priorytetowa jest alkohol, dla dziecka moze baton. A wy wybrzydzacie, chcielibyscie widziec jak za uzebrana kase robia idealne (wg was)zakupy, na cele(wg was) priorytetowe.
edit: bledy
pieniedzy na ulicy nie daje, ale..
gdybym dala kase, to niby dlaczego mam niby miec prawo do kontrolowania na co zostala wydana? jak dajecie alkoholikowi, dla niego kwestia priorytetowa jest alkohol, dla dziecka moze baton. A wy wybrzydzacie, chcielibyscie widziec jak za uzebrana kase robia idealne (wg was)zakupy, nacele(wg was) priorytetowe.

Ja też właśnie o tym pisałam. Darczyńca lubi mieć happy end.
Miałam kiedys takiego prawie znajomego bezdomnego. Czasem prosił o pieniądze. Np. mówił: "Daj mi 5 zł, bo tam sprzedają grilowane kurczaki i ja bym takiego kurczaka zjadł". I jak miałam, to dawałam. To miłe było, dla obu stron. I kazdy miał swoją chwilę przyjemności 🙂
A ja zwykle daje jak ktos mi powie, ze na tanie wino zbiera
Jego wybor czy woli sie upic i byc glodny czy nie
A wole uczciwe postawienie sprawy niz "zbieram na jedzenie" a jak jedzenie dostanie to za rogiem wywali
No i tu chyba leży pies pogrzebany - nie mamy o co mięc pretensji, jeśli wrzucimy kasę do kubeczka czy damy osobie, która jasno mówi, że zbiera na np. alko. Niefajnie jest, kiedy damy kasę zbieraną pod hasłem "na jedzenie", a ta zostanie wydana na fajki, alko, narkotyki, x,y,z...
MIałam sytuacje ( 3-4 lata temu) że podszedł do mnie żebrak na przystanku- poprosił o 2 złote na chleb. NIgdy nie wspomagam tego typu ludzi ale gość miał dośc  sympatyczną twarz. Wspomogłam go . Obserwowałam gdzie idzie- wszedł do spozywczaka i wyszedł z chlebem. Jadł go po drodze a kiedy wsiadałam do autobusu pomachał mi na droge 🙂

;]
Poniewaz nikt nie lubi byc okłamywany.
dawać można pieniądze na rózne cele - nawet jesli ktos zbiera na nowy pad czy wakacje na Karaibach - jesli powie szczerze, a chcemy dac (ujmie nas tym), to dajemy i jest dobrze.
najgorzej, gdy ktoś pisze, że na chore dziecko zbiera, bo na leki nie ma, ale na nowe autko potem ma. bo nikt nie lubi być robiony w balona.  ed.literówka
Pieniędzy na ulicy nie daję nigdy ale jeśli ktoś do mnie podejdzie i poprosi kasę na jedzenie, to proponuję wejście do najbliższego sklepu.

Okolice w których mieszkam to przekrój polskich nieszczęść.
Na pobliskich ulicach mam wszystko - od żebraków, ćpunów, chorych psychiczne, pijaczków po rumuńskie dzieci, romki chcące powróżyć i emerytów którym nie wystarcza na nic. Mam tu samozwańczych "parkingowych" i panie na numerek  - zarówne te początkujące jak i te co w tym fachu pracują od lat.
Samo centrum stolicy. 
NIE daję pieniędzy NIGDY ale też nigdy nie odmawiam kiedy ktoś prosi o jedzenie.

Czy zostałam kiedykolwiek "naciągnięta" na kasę ? TAK i to mnie nauczyło sprawdzać proszącego.
Nie obrażam się na świat, nie zamykam na innych - zwyczajnie i po prostu robię się uważniejsza.

A przecież pomoc to nie tylko pieniądze. To także ciepłe słowo, gest, życzliwość.

Miałam taki półroczny okres w życiu, kiedy nie miałam pieniędzy wogóle.
Dwuletni syn, mieszkanie a ja bez grosza dochodu.
Mama dawała mi pieniądze na opłaty a znajomi ????? Znajomi wpadali do mnie a że wiedzieli że z kasą u mnie krucho przynosili coś do jedzenia.
Jakimś dziwnym trafem po ich wyjściu przez kilka następnych dni mieliśmy co jeść.
Mój brat pomimo, że u niego też było krucho zdobywał (bo to czasy, kiedy jedzenie się w sklepach zdobywało) i prznosił
a to kawał pasztetowej, a to ze 2 bochny chleba.
Przetrwałam i powiedziałam sobie wtedy, że w tym pomaganiu nie trzeba dużo, żeby świat nabrał barw i rumieńców
nawet gdy jest beznadziejnie.



A propos żebrzących emerytów - jakoś zawsze mnie to uderza i im daję kasę, przyznaję się bez bicia. Strasznie smutno mi się robi i zawsze myślę gdzie do cholery jest ich rodzina? Gdzie ich dzieci, gdzie jacyś kuzyni? Jakieś to podwójnie upokarzające mi się wydaje.
Czasem Dzionko emeryci żebrzą dla swoich dzieci.
Dorosłych dzieci które piją i biją jak ojciec kasy nie przyniesie.
Twoje pieniądze pójdą wtedy na wódkę ale pódą także na bezpieczeństwo tego starego człowieka.
To wszystko nie jest takie proste.

W poblizu Dworca Centralnego od strony Emili Plater jest punkt gdzie codziennie wydają gorące posiłki potrzebującym.
W kolejce są i meneliki i bezdomni i........całkiem zwykli starsi ludzie. Ich jest najwięcej.
To są bardzo codzienne i bardzo długie ogonki ludzkiej biedy.
http://bazy.ngo.pl/search/info.asp?id=72808
Pewnie tak, ale czasami nie mogę się oprzeć ich spojrzeniu... Może w jakiś sposób to szczególnie mnie rusza, że można tak niegodnie kończyć życie będą nikomu niepotrzebnym.

Tak trochę z innej beczki: Stałam kiedyś w tramwaju przodem do drzwi z ipodem na uszach i widzę kątem oka, że podchodzi do mnie facet i wyciąga rękę. Mówię: Nie mam nic. On dalej na mnie patrzy i wyciąga rękę, więc mówię głośniej: nie mam, już mówiłam! I "odganiam" go ręką.  Nagle widzę, że ludzie w tramwaju się śmieją, więc zdejmuję słuchawki a tu... kanar a nie żebrak prosi o bilet 😀 Ale wstyd, o matko...

Edit: orta strzeliłam koszmarnego 🙂
Tak trochę z innej beczki: Stałam kiedyś w tramwaju przodem do drzwi z ipodem na uszach i widzę kontem oka, że podchodzi do mnie facet i wyciąga rękę. Mówię: Nie mam nic. On dalej na mnie patrzy i wyciąga rękę, więc mówię głośniej: nie mam, już mówiłam! I "odganiam" go ręką.  Nagle widzę, że ludzie w tramwaju się śmieją, więc zdejmuję słuchawki a tu... kanar a nie żebrak prosi o bilet 😀 Ale wstyd, o matko...


Dykteryjka więcej niż cudna. Oplułam monitor  😁
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się