ale czego się nie dotknę, nie spróbuję - nie wychodzi. szarpię się i miotam i coraz bardziej zaplątuję. od 3 tygodni codziennie płaczę. dzisiaj było już niby dobrze, gadałam o tym z przyjaciółką, żartujemy... i nie mogłam się opanować. 30 min niekontrolowanego szlochu.
yyy czy to normalne, że człowiek konsekwentnie nad czymś pracuje. Wkłada w to wszystkie swoje siły i kiedy to coś już jest na wyciągnięcie ręki życie pokazyje figę, wszystko się sypie i człowiek znów musi się zbierać i zaczynać od nowa. Już mi się to znudziło, straciłam motywację.
hm.... a może warto sobie na jakiś czas odpuścić, zwolnić, przemyśleć niektóre sprawy, pozwolić, by same się poukładały? życie jest brutalne, z niektórymi rzeczami może po prostu trzeba się pogodzić
udorka nie raz nie można zrezygnować ,co mam sprzedać konie i dać sobie odpocząć .Konie to moje życie nie widzę sensu życia bez nich ,choć jest wiele trudów nie poddaje się .
po raz pierwszy zawitałam w tym wątku, ale mam naprawdę dość!!! Nie mam już siły na kontakty z moją mamą. Boję się do Niej zadzwonić, bo pewnie znowu coś źle zrobiłam, bo znowu będą pretensje. Szczerze mówiąc nie wiem co mam zrobić, żeby było dobrze. Jak nie przyjeżdżałam do domu - źle, bo jak to tak można tyle w domu nie bywać. Zaczęłam przyjeżdżać, zapowiedziałam swoją wizytę 2 tyg po poprzedniej, na co Mama do mnie z tekstem " z jakiego powodu przyjeżdżasz, bo przecież doskonale wiem, że nie z tęsknoty za nami". Teksty typu "ja doskonale wiem, że Ty się na nami nie zajmiesz jak będziemy starzy", "a bo X (dziecko ich znajomych) zrobił to i to, Ty to byś w życiu tak nie zrobiła". Ostatnia sytuacja, która mnie dobiła. Widzieliśmy się w ostatnią niedzielę, rodzice byli u mnie na obiedzie. W najbliższą niedzielę idziemy razem do teatru, a we wtorek mama przyjeżdża do mnie na 2 dni, bo musi coś w drugiej pracy załatwić. Uważam, że na brak kontaktu narzekać w tej sytuacji nie możemy. W czwartek muszę pojechać do ich miasta (mieszkamy 100km od siebie) do lekarza, zastanawiałam się przy Mamie na głos czy może zostanę na noc, ale następnego dnia stwierdziłam, że lepiej, jak wrócę wieczorem do siebie, bo w piątek mam rano zajęcia na uczelni. Jak powiedziałam to Mamie, to oczywiście zaraz krzyk i obrażanie się, bo Ona się nastawiła, że zjemy obiad razem (a powiedziałam, że przyjadę wcześniej na obiad), że jak ja tak mogę się zachowywać. I żebym lepiej w ogóle się u nich nie pojawiała, jak mam tak postępować. 😵
Bardzo mnie to wszystko boli. Ja wiem, że nie jestem idealna, że mam wiele wad, ale się staram. Ale mam takie wrażenie, że co nie zrobię, to jest źle. Szerze mówiąc odechciewa mi się tego wszystkiego.
ewuś, twoja najwyraźniej wyładowuje na tobie swoje frustracje 🙁 A może to menopauza? Niektóre kobiety mogą byc w tym czasie bardzo okrutne. Nie rozmawiałaś z nią o swoich uczuciach? Nie możesz jej powiedziec, że ciągle czujesz presję z jej strony, że nie zaspokajasz jej ambicji, wymagań? Że cokolwiek robisz, to ona uznaje za złe? A może po prostu jej się zapytaj któregoś dnia "to co ja w końcu muszę zrobic, mamo, żebyś wreszcie była zadowolona, żebyś przestała traktowac mnie jak wroga? Bo ja nie jestem twoim wrogiem, jestem twoją córką i chciałabym byc traktowana"
ja niestety zaczynam się już poddawać. Mam dość. Przerobiłyśmy już z mamą wszystko, łączenie z terapią rodzinną. Ta pomogła o tyle, że ze sobą rozmawiamy (był etap, kiedy wykreśliłam rodziców z książki telefonicznej, utrzymywałam się sama i nie chciała ich znać). Kolejny paradoks moich rodziców - jak oni mnie utrzymują jest źle, bo tyle pieniędzy na mnie wydają, bo nie znam umiaru (bo chcę od czasu do czasu wyjść do kina, czy na mieście zjeść obiad czy wyjść z kimś na kawę), itd. Jak utrzymywałam się w 100% sama, to też źle, bo jak to tak można, bo ich przecież stać, żeby mnie utrzymać i my przez to przestajemy być rodziną 😵 Praktycznie jedyne pochwały w życiu jakie od nich usłyszałam były za naukę. 🙁
Ja mam po prostu wrażenie, że oni mają jakąś wizję mnie, i jak zaczynam od tej wizji odbiegać to zaczynają się problemy 🙁
Właśnie nienawidzę takich rodziców - robią sobie dziecko i wymyślają, że będzie takie, siakie i owakie, a później wielkie rozczarowanie, bo okazuje się, że dziecko to nie lalka na przyciski, tylko CZŁOWIEK, z własnym umysłem i przekonaniami. Poza tym, wydaje mi się, że to jest po prostu mania prześladowcza - rodzice CHCĄ tobie wytykac złe rzeczy, nawet gdybyś była Einsteinem i Matką Teresą w ciele Miss Universe, zawsze by znaleli coś, do czego można się przyczepic. Ja na twoim miejscu ponownie bym zerwała kontakty. Wynieśc się, nie widziec z nimi tygodniami, nawet miesiącami. Niestety. Tylko na odchodnym powiedziec: "zastanówcie się, czego chcecie ode mnie, i pomyślcie, czy nadal chcecie miec córkę, czy nie. Od tej pory jej nie macie, ale możecie ją odzyskac - będzie to jednak wymagało ciężkiej pracy tylko i wyłącznie z waszej strony". Tyle. Oni tylko cię ściągają w dół, nie możesz w pełni się rozwijac, cieszyc życiem, bo oni ciągle stoją ci na przeszkodzie. Po co więc z nimi rozmawiac? Olac, i tyle 😉 Po co sama sobie utrudniasz życie? A do ciebie mogą przyjśc, jeśli zmienią swoje zachowanie. Zadzwonią? Zaczną ci wytykac? Przerwij rozmowę, powiedz "jak zadzwoniłaś tylko po to, by mnie mieszac z błotem, wyzywac od najgorszych, to do widzenia. Zapraszam ponownie, kiedy nauczysz się do mnie zwracac z szacunkiem"
Ja od 2 lat nie rozmawiam ze swoim ojcem. Życie od tamtego czasu jest takie piękne 😀 Już nie mam stanów depresyjnych, potrafię się w końcu cieszyc z życia.
ewuś, a ja bym Tobie samej radziła pójść na terapię. Nie wydaje mi się, żeby rodzice mówili to ze złej woli. Mają pewną wizję Ciebie, tego jaka powinnaś być, co powinnaś osiągnąć, żeby Ci w życiu było najlepiej. Może bardzo chcą uchronić Cię od błędów, które sami popełnili. Dlatego wtłaczają Cię w foremkę w której będziesz według nich szczęśliwa i bezpieczna. Matki raczej nie zmienisz, ale możesz nauczyć się przed tym bronić, odpowiednio na to reagować i nauczyć się z nimi rozmawiać w sposób, który nie będzie prowokował dalszych zarzutów i dyskusji. Ale tu potrzebny jest specjalista i dużo pracy. Zależy jak bardzo chcesz mieć z rodzicami dobre stosunki.
Strzyga, rodziców też czasem da się wychować, tylko niestety czasem trzeba wylać im na głowę kubełek zimnej wody. U mnie mama czapiała się długie lata o wszystko. Byłam tą złą córką, co zamiast aspirować co najmniej na prawo wolała siedzieć w stajni. Kiedyś wybuchłam i powiedziałam, że swoje ambicje może sobie realizować w osobie mojej siostry (młodszej, stawianej wtedy za wzór cnót, bo świetnie się uczyła), a ja mam swoje marzenia i swój pomysł na życie. W efekcie nie rozmawiałyśmy blisko rok. Sporadycznie przez telefon, widziałysmy się może 3 razy w tym raz na świeta. Potem był jakiś przełom i teraz mamy świetne kontakty, choć spięcia nadal sie zdarzają. Ale teraz jest szybsza wymiana zdań i kompromis.
bera7, cóż, po pierwsze życie lubi być bardzo okrutne i mówiąc komuś, że ma do nas przyjść, jak wydorośleje i odcinając się do niego, można odciąć się na zawsze, bo wypadki, choroby chodzą po ludziach. Nie umiałabym żyć ze świadomością, że ostatnie słowa jakie powiedziałam mojej matce, to "jak zadzwoniłaś tylko po to, by mnie mieszac z błotem, wyzywac od najgorszych, to do widzenia. Zapraszam ponownie, kiedy nauczysz się do mnie zwracac z szacunkiem". Po drugie, zazwyczaj ludzie, którzy zachowują się w taki sposób, są bardzo zawzięci, ergo jak powiedz mamie, że ma sie nie odzywać, póki się nie nauczy, możliwe, że już nigdy się do Ciebie nie odezwie. Będzie chowała urazę, która będzie rosła i rosła i rosła i całkiem możliwe, że relacji już nigdy nie będzie dało się nawiązać.
Wydaje mi się, że lepiej zacząć od siebie, umocnić się w poczuciu własnej wartości, zrobić psychiczną zbroję, nauczyć się radzić z takim zachowaniem i odpowiednio o nim myśleć. Żeby móc zastosować tą wiedzę nie tylko do rodziców, ale też reszty świata.
Strzyga, ale ja jej nie powiedziałam, że ma sie nie odzywać 😉. Ja poprostu powiedziałam, że nie życzę sobie krytyki na każdym kroku i pouczania co mam robić. A że w efekcie atmosfera focha mojej mamy urosła do takiej rangi, że wyprowadziłam się z domu... no cuż. Dzwoniłam do niej tylko po oficjalne informacje, ona do mnie też, np. jak miałam list do odbioru. Moje wizyty u niej kończyły się tym, że widząc że nadal ma muchy w nosie wychodziłam. Pewnie, że zawsze istnieje ryzyko, że coś się stanie i będe żałować. Ale do tej pory byłabym popychadłem dla niej, co ma zmywać talerze po młodszej (nastoletniej) córce. Dzięki tej rozłące mama zmieniła stosunek do mnie i teraz moge ją nazwać swoją przyjaciółką. Wpada do mnie na piwo 😉
unikałam tego wątku, wmawiałam sobie że przecież wszystko jest ok, ale nie jest niestety🙁
w poniedziałek jest I rozprawa rozwodowa moich rodziców. potem zaczną dzielić majątek, co podejrzewam będzie istną masakrą. a ja nadal niestety jestem zależna od ich kasy i tego co się będzie z nią działo bo studiuję, a to co zarabiam póki co starczyłoby MOŻE na rachunki. poza tym boję się, że jesli matka oskubie ojca do połowy, to nie będzie go stać na utrzymywanie stajni i koni i nie wiem gdzie się podzieję z moimi 3 (a niestety stajnia jest radością tylko taty - mama najchętniej sprzedałaby wszystko w cholerę). poza tym nie mogę sie dogadać z matką, a będąc w mieście to z nią mieszkam. no i cała sytuacja zaczyna dzielić mnie i siostrę - ona staje po stronie mamy i jest wściekla na ojca, a ja ojca rozumiem i staram się bronić.
oprócz tego mam dośc moich studiów. jestem dopiero na półmetku i szlag mnie trafia że tyle się ciągną🙁
mimo skrzętnie zaplanowanego życia nadal nie jestem pewna czy wiem co chcę w życiu robić.
mam udany związek, wiem, że dobrze by się nam żyło z moim obecnym facetem, ale znowu od kilku dni tęsknie za byłym, śni mi się po nocach i nie mogę nadal o nim zapomnieć, co mnie wkurza, bo to absolutnie nie jest materiał na faceta dla mnie.
i nie śpię od dwóch nocy, co mnie wykańcza fizycznie i psychicznie.
i mam wrażenie że ciągle ktoś ode mnie czegoś chce, a ja najchętniej siedziałabym sama w domu i odcięła się od wszystkich, byleby mieć święty spokój.
Breva, współczuję, faktycznie masz ciężki okres w życiu 🙁 Pewnie wszystko się ułoży w końcu na nowo, a teraz musisz być dzielna. Pamiętaj, że rozwód to sprawa twoich rodziców, a nie twoja. Nie daj się wciągnąć w obgadywanie i inne koalicje. Im mniej będziesz wiedziała tym dla ciebie lepiej 🙂 Myślami o byłym bym się nie przejmowała - chyba każdy tak czasem ma, ale nie musi to od razu cokolwiek znaczyć. Good luck!
Dzionka, dzięki za słowa otuchy🙂 bardzo mi są teraz potrzebne, bo mam wrażenie że wszystko jest nie tak🙁 ale wiosna idzie, zaczyna się nowy semestr, znowu będę siedziała w Krakowie zdala od wszystkich, zajmę się fajnymi, ciekawymi sprawami i mi przejdzie pewnie😉 a co do byłego - pocieszyłas mnie🙂 może niedługo przestanie mnie nawiedzać i będzie wszytko ok😉 jeszcze raz dzięki!:*
Breava wiem, że to banalnie brzmi, ale trzymaj się. Nie mam doświadczenia jak to jest jak rodzice się rozwodzą, więc nie poradzę. Al musisz być dzielna. Co do studiów to dasz radę, trzeba zagryźć zęby i iść dalej. Wiem jak to jest niestety. Mam tak samo dość moich.
Co do moich rodziców. Nie chcę z nimi zrywać kontaktów. Te 4 miesiące braku kontaktu kosztowały mnie bardzo dużo. Ale z drugiej strony takie ciągłe "skakanie" wokół Nich, żeby tylko ich nie urazić również mnie męczy. Przez to mam dość wszystkiego, nic mi się nie chce i tak jak Breva najchętniej zamknęłabym się w mieszkaniu, żeby nikt ode mnie nic nie chciał. Może faktycznie pomysł z psychologiem. Przemyślę to. Dziękuję :kwiatek:
ewuś, a ja bym Tobie samej radziła pójść na terapię. Nie wydaje mi się, żeby rodzice mówili to ze złej woli. Mają pewną wizję Ciebie, tego jaka powinnaś być, co powinnaś osiągnąć, żeby Ci w życiu było najlepiej. Może bardzo chcą uchronić Cię od błędów, które sami popełnili. Dlatego wtłaczają Cię w foremkę w której będziesz według nich szczęśliwa i bezpieczna. Matki raczej nie zmienisz, ale możesz nauczyć się przed tym bronić, odpowiednio na to reagować i nauczyć się z nimi rozmawiać w sposób, który nie będzie prowokował dalszych zarzutów i dyskusji. Ale tu potrzebny jest specjalista i dużo pracy. Zależy jak bardzo chcesz mieć z rodzicami dobre stosunki.
Strzyga mądrze gada, polać jej! Tu nie chodzi o wychowywanie rodziców ale o pracę nad sobą. Świata nie zmienimy, ale jego odbiór zależy tylko i wyłącznie od nas. Ewuś, jak przepracujesz parę rzeczy to zobaczysz, że nie tylko z rodzicami nagle stanie ci się łatwiej, ale przeniesie się to też na inne relacje. Trzymam kciuki, bo naprawdę biedaku sporo przeszłaś 🙁
Strzyga ja właśnie zdaję sobie z Tego sprawę, że Oni nie chcą źle. I to jest w tym wszystkim najgorsze! Bo gdybym widziała, że robią coś złośliwie, przeciwko mnie, itp, to pewnie bym już dawno trzepnęła drzwiami i zerwała kontakt. Ale ja widzę, że chcą dobrze. Im to nie wychodzi i do tego nie chcą słuchać co do Nich mówię.
Dzionka dziękuję :kwiatek: przemyślę, spróbować zawsze warto, gorzej nie będzie.
Strzyga,Dzionka, fajnie, że przedstawiłyście sytuację pod innym kątem widzenia :kwiatek: Ja niestety ciągle patrzę przez pryzmat swoich doświadczeń, a niestety, są one dośc skomplikowane.
Ja przez wiele lat wierzyłam, że mój ojciec chce dla mnie dobrze, że po prostu "ten typ tak ma", że po prostu ma trudny charakter. Wierzyłam, że gdzieś w głębi serca jestem jego kochaną córką i w razie potrzeby stanie na głowie, by mi pomóc. Niestety, emigracja pomogła mi zobaczyc, jak jest na prawdę. Do dziś pamiętam sytuację, kiedy pierwszy raz wróciłam do Polski parę miesięcy po wyjeździe. Ojciec powiedział "chodźmy na piwo", a ja byłam przez to taka szczęśliwa. Nie rozumiecie tego - to było tak, jakby zaprowadzac biedne dziecko do sklepu ze słodyczami tylko po to, żeby popatrzec, a któregoś dna dac mu kosz pełen pyszności. Pierwszy raz od wielu, wielu lat mnie gdzieś zabrał. Myślałam "tak! jemu jednak na mnie zależy, po moim wyjeździe przekonał się, ile dla niego znaczę, wreszcie mam prawdziwego ojca!" Kiedy szliśmy do tego pubu, to była jedna z moich najszczęśliwszych chwil. Chocbym miała wygrac Badminton, to nie dałoby mi tyle szczęścia, co te kilkanascie minut drogi do tego baru. I wtedy siedliśmy przy stole i zaczęła się rozmowa. Przez cały czas nawet się nie zapytał, jak się czuję, czy ze mną w porządku. Pytał się o moje pieniądze, ile zarabiam, ile mam. A potem wielka litania, czego on nie potrzebuje, jakie to wszystko drogie. Mówię wam, czułam się, jakby ktoś wyciągnął wszystkie możliwe narzędzia tortur i ranił mnie nimi wszystkimi po kolei. Zrozumiałam. Od kilku lat nie potrzebował mnie, potrzebował moich dóbr, pieniędzy. Zanim wyjechałam, ciągle wysłuchiwałam "za dużo wydajesz, czemu to takie drogie, nie myj się codziennie, bo woda kosztuje 🤔 ", ale za to ciągle było, że powinnam tu zapłacic, tam zapłacic... raz nawet domagał się uregulowania JEGO rachunku za telefon. Uwierzcie mi, nie przymieraliśmy głodem, stac nas było na wiele rzeczy, a mimo to ciągle ojciec wysysał ze mnie i z mamy. Potem się okazało, że nasze pieniądze idą na jego kochankę - jej nowe buty, torebki, perfumy, kwiatki. A ja w tym samym czasie łaziłam w jednej parze wydartych spodni!
Odkąd zrozumiał, że ode mnie już żadnych pieniędzy nie dostanie, w ogóle przestał ze mną rozmawiac. To on się odciął ode mnie, nie ja od niego. Potem wysłuchiwałam od rodziny, że robił i mówił rzeczy, które utwierdzały mnie, że jemu kompletnie na mnie nie zależy, tymbardziej na moim dobru. A potem zrobił pewną straszną rzecz, o której na forum nie napiszę. Jedyne, co mogę stwierdzic, to to, że rzecz, którą zrobił była tak zła, że moja mama musiała przekonywac i prosic resztę swojej rodziny, żeby nie przyjechali i mu nie wtłukli. Zresztą, policja rozwiązała sytuację 🤔 I wtedy pomyślałam, że jestem półsierotą. Na początku bolało mnie to bardzo. Ale potem... zdałam sobie sprawę, że nie mam tego balastu na plecach. Zaczęło mi byc dużo łatwiej, przestałam się martwic i w końcu nauczyłam się, jak cieszyc się życiem. Mówię wam, jak od razu stało się wszystko jaśniejsze, kolorowsze, pełniejsze! Jeszcze do tych świąt gdzieś tam, w sercu łudziłam się, że ojciec jednak w głebi żywi do mnie JAKIEŚ uczucia. Jednak znów mnie utwierdził w przekonaniu, że jestem dla niego nikim. W tym roku, gdy przyjechałam do PL na święta, wiedział, że będę, ale w ogóle się nie pojawił w domu. Nawet głupich życzeń nie złożył, dosłownie nic. Dwa tygodnie czekałam, wymyślałam, co mu powiedziec, a on po prostu nie przyszedł. Ja nie mam możliwości się z nim skontaktowac, bo zmienił nr telefonu i moja mama go nie zna, poza tym, nie wiem, gdzie on teraz mieszka (przeniósł się do kochanki, czasami nawiedza tylko mamę w domu) Teraz na 100% wiem - ja po prostu nie mam ojca.
Co zrobię gdy on umrze? Będę miała żal? Oczywiście, że będę. Jednak to głównie będzie żal, że nie miałam ojca. Jako osoba - nie mam pojęcia, co o nim myslec.
Dlatego właśnie jestem fanką "wychowywania" rodziców. Mój rodzic się nie popisał. Ale dzięki, dziewczyny, że mi przypomniałyście, że jeżeli rodzina zachowuje się w sposób dla nas wprost nieznośny, nie oznacza to, że od razu chcą się na nas wyżywac, nas nie kochają. Zapomniałam, że po prostu czyjaś miłośc czasami przybiera bardzo uciążliwą dla nas formę.
ikarina, strasznie to smutne, co napisałaś 🙁 Współczuję, trzeba być naprawdę twardym żeby takie coś przetrwać i nie wpaść w jakąś deprechę... Zupełnie teraz rozumiem twój punkt widzenia. I dzięki, że mi przypomniałaś, że życie nie jest zawsze takie różowe, a ludzie i rodzice tacy dobrzy, jak mi się wydawało. Muszę przyznać, że żyję trochę w kokonie otoczona pozytywnymi ludźmi i trzymana z daleka od brudów tego świata. Ech, współczuję ci tych przeżyć 🙁 Dobrze, że mama się uwolniła od tego toksycznego człowieka, bo wiele kobiet mimo wszystko trzyma się swoich mężów no matter what.
ikarina, znam ten ból i nieszczęście posiadania ojca, który sprzedałby Cie za paczkę chipsów. Nikt nigdy nie wzbudzał we mnie tak ogromnie negatywnych uczuć. Jakby go przejechała ciężarówka, to bym nie płakała, choć śmierci mu nie życzę. Przynajmniej miałabym odszkodowanie, smutne to.
Dziewczyny, bardzo smutne to, co piszecie. Nie mogę powiedzieć "wiem jak to jest", bo mam normalną sytuacje w domu, ale bardzo bardzo współczuję 🙁 Życzę Wam dużo energii i siły na to wszystko :kwiatek: