Forum towarzyskie »

Nic mi nie wychodzi!!! czyli dla "zdołowanych"

A., idziesz do osoby, którą ktoś przed Tobą przetestował 😀


A ja Ci powiem: odczucia indywidualne moga byc rozne!  😎
Oj ale rozgorzala dyskusja. Po czesci zgadzam sie z Averis. Mysle, ze sama bym sie tez nie oddala w rece kogos kto sam ma problemy. Ale z drugiej strony patrzac nieraz lepiej-latwiej jest komus pomoc majac problemy badz majac juz je rozwiazane, latwiej doradzac. A studia jak kazde inne- powinny uczyc (oczywiscie pojecie wzgledne). Mysle tez, ze chcac zostac psycholgiem trzeba "to czuc" , miec glowe do tego jak np. matematyk do przedmiotow scislych itd.

bera 7
no wlasnie i w tym tkwi caly haczyk. niby nic mnie nie trzyma bo co: brak pracy, brak milosci, "brak" rodziny( po prostu rodzina jest chyba tylko na papierze, zadnych wiezi czy tesknoty pewnie bym nie odczuwala), ale trzymaja mnie niektorzy znajomi, takze jak sobie przypomne wyjazdy na zawody, zabawy. no wlasnie...
strzyga tez mysle, ze by sie przydal, a na pewno nie zaszkodzil. Tylko wlasnie te koszty.
A., ale jak znasz ludzi, którym pomógł. Nie był miły, inteligentny, czy mądrze mówił. Wiesz, że te osoby się zmieniły, ich komfort życia się poprawił i rozsupłały swoje życie, to ja bym chyba miała zaufanie do takiego człowieka.

domiwa, ale z drugiej strony może warto zainwestować w siebie zamiast w bluzkę/kino/browara?
Strzyga nie no prawda. ale jeszcze trzeba miec z czego z rezygnowac. Jedynie na co ida moje pieniadze( choc wielkimi ich nazwac nie mozna) to kon, a wlasciwie pensjonat bo na inne rzeczy juz nie starcza. A z tego nie jestem w stanie zrezygnowac bo tylko on mi nie pozwala chyba spasc jeszcze nizej.
A., ale jak znasz ludzi, którym pomógł. Nie był miły, inteligentny, czy mądrze mówił. Wiesz, że te osoby się zmieniły, ich komfort życia się poprawił i rozsupłały swoje życie, to ja bym chyba miała zaufanie do takiego człowieka.


Wiesz, duza role gra umiejetnosc sluchania.
A., mi chodzi tylko o to, że jeśli psycholog/ terapeuta jest polecony przez kogoś i widzi się ludzi, ma się podstawy do sądzenia, że jest dobry, ergo jest mniejsze ryzyko, że trafi się na jakiegoś porąbańca.
Strzyga

moj ulubiony terapeuta  😉

Ale ludzie kochani!
Terapeuta, taki certyfikowany a nie wróżbita, ma OBOWIĄZEK być w terapii własnej - i chwała za to. Nie chodzi tu o to, że ma poważne problemy, bo wtedy idzie się do psychiatry, a psychoterapią wspomaga. Ta terapia jest po to, żeby właśnie był osobą na maxa poukładaną i taką, której często duże problemy innych nie rozwalą na kawałki. Sama jestem absolwentką psychologii na specjalizacji psychoterapia i znam wielu świetnych terapeutów - każdy jest we własnej terapii od wielu wielu lat i sobie bardzo chwali. Nie chodzą do swoich kolegów, broń boże, tylko do obcych profesjonalistów. Nie można łączyć znajomości/rodziny/cokolwiek z terapią.

Jeśli chodzi o wybór terapeuty - tak jak część z was pisze - dobrze z polecenia. Jeśli nie z polecenia, to KONIECZNIE patrzcie, czy ma ukończone/jest w trakcie 4-letniego szkolenia psychoterapeutycznego lub ma certyfikat terapeuty. Odcedzicie tym wszystkich szamanów, których pełno na rynku. Można też sortować po ośrodku i jego renomie.

Właśnie od maja zaczynam szkolenie psychoteraputyczne i terapię własną pewnie od wakacji - nie mogę się jej doczekać 🙂 Problemów, takich namacalnych, z niczym nie mam, ale chętnie wybiorę się wgłąb siebie i po poznaję co tam we mnie siedzi. Nie ma co demonizować terapii, to jest super sprawa. Tak jak patrzę na "moich" pacjentów, to aż serce rośnie jak im się w życiu zmienia z miesiąca na miesiąc czasami.

A jeszcze co do mitu, że na psychologię idą ludzie z problemami. Na pewno, ale wg mnie nie jest ich więcej niż na innych kierunkach 🙂 Akurat w zeszłym roku prowadziłam terapię w Akademickim Ośrodku Psychoterapii i miałam cały przegląd studentów zgłaszających się do nas - były wszystkie uczelnie, wszystkie kierunki. I politechnika, i pedagogika, i akademia medyczna - słowem, wszyscy. Tak więc dla mnie to mit jakich mało.
A jeszcze co do mitu, że na psychologię idą ludzie z problemami. Na pewno, ale wg mnie nie jest ich więcej niż na innych kierunkach 🙂 Akurat w zeszłym roku prowadziłam terapię w Akademickim Ośrodku Psychoterapii i miałam cały przegląd studentów zgłaszających się do nas - były wszystkie uczelnie, wszystkie kierunki. I politechnika, i pedagogika, i akademia medyczna - słowem, wszyscy. Tak więc dla mnie to mit jakich mało.


Jak moja mama zawsze mowila: "kazdy ma swojego pierdolca".
Nie trzeba byc na psychologii zeby miec jakies cos - niekoniecznie problemy.
N.p. odnosnie odchylkow seksualnych: zwolennikami bondage sa w wiekszosci ludzie z wyzszym wyksztalceniem  😁 Nie przytocze teraz zrodla gdyz czytalam o tym jakis czas temu ale pewnie wyniki badan mozna gdzies znalezc.
Dzionka, a, to dziękuję za rozjaśnienie. Nie wiedziałam, że są terapie i terapie. Teraz mi się rozjaśniło w głowie :kwiatek:
Dzionka, ale z tą różnicą, że nie pomagają potem innym ludziom. Sęk w tym. Taki fizyk teoretyczny może mieć nawet spore odchyły od normy, jeśli tylko widzi literki i liczby i umie opisać wszystko za pomocą równania. A taki psycholog jak ma na przykład głębokie problemy z rodziną? Albo ze związkami? Jak ma pomóc innym?
nie mogę się pozbierać po śmierci Przemka. to jest.. niewyobrażalne.... tego człowieka... nie może nie być
Averis, proszę bardzo 🙂 I polecam się jeśli będziesz miała jeszcze pytania 🙂

Strzyga, szczerze mówiąc takie osoby nie dają zazwyczaj rady żeby być terapeutą, bo to bardzo długa i żmudna droga, emocjonalnie często wyczerpująca. Zresztą ze 100 studentów psychologii przyjmowanych rocznie na studia dzienne na UW terapeutami zostaje może 2? 3? Z mojej specjalizacji z 20 osób szkolenia psychoterapeutyczne zaczęły włącznie ze mną 3 osoby, reszta, czyli 17 osób, poszła w innych kierunkach, typu HR, PR czy coaching. Szansa więc, że trafi się akurat na osobę z dużymi problemami jest niewielka.
Poza tym również do tego jest terapia własna - żeby te problemy umieć odseparować od PRACY zawodowej, bo tym jest psychoterapia - czyjąś pracą. I profesjonalista umie zauważyć u siebie, że w rozmowie z pacjentem otwierają mu się jego własne demony (a każdemu się w końcu otworzą) i w porę je odgrodzić od pracy, żeby nie zaszkodzić pacjentowi.
Ja np. pamiętam taki moment na terapii, że myślałam, że sama się rozryczę 😀 A jestem osobą raczej opanowaną i "normalną",  jednak myślałam że albo wyjdę albo się rozpłaczę. Trudna praca, ale fascynująca 🙂

EDIT: Wiedźma, to był ktoś bliski? Bardzo mi przykro 🙁
jak dla mnie-drugi ojciec  na zawodach 😉. cały świat naszego westernu go znał, wszyscy lubili, wszyscy znali sławne "jo to pier*olę!'. ja i pare innych dziewczyn z forum byłyśmy faisal team, kibicowałyśmy mu na zawodach... ''nasz'' zawodnik  😕
eeee.... Moja (była) specjalizacja- terapeutyczna właśnie i też mieliśmy OBOWIĄZEK przejść terapię.
A terapia to w dużej mierze rozmowa. Terapia, opiera się na różnych technikach i ma różne narzędzia. Terapeutą może być więc w pewnym sensie ktokolwiek, z kim rozmawiamy- i co, znaczy że nie ma własnych problemów?
Terapeuta po prostu zna pewne techniki, zna się na psychice i może nimi świadomie nimi kierować, by osiągnąć jakiś efekt. Nie mówię, że nie ma porypańców w zawodzie, gdzie taka osoba może tylko pogorszyć stan klienta- pewnie.
Po drugie, każdy ma problemy, nawet "zdrowy" terapeuta, ale wbrew pozorom, często nie rzutuje to na klienta. Chyba, że ma jakieś zaburzenia maniakalne i chce żeby się wszyscy pociachali 😉
wiedźma, to faktycznie przykro 🙁 Szkoda, że tacy fajni ludzie odchodzą...

cieciorka, a można wiedzieć gdzie ta specjalizacja terapeutyczna była 🙂? co to za uczelnia i wydział?
I co masz na myśli pisząc "zaburzenia maniakalne", bo chyba niezbyt profesjonalnie tego sformułowania używasz ;P Co do reszty twojego wpisu zgadzam się w 100%!
Dzionka, bo ja specjalizacji nie skończyłam (uff, całe szczęście), zresztą bez zbytniego przekonania do niej podchodziłam, więc te zaburzenia, to przed chwilą sobie wymyśliłam 😀 Faktycznie powinnam była wyrazić się jaśniej, lub wziąć to w duży cudzysłów, ale uznałam, że nie jest to forum specjalistów, więc postanowiłam się posłużyć bardziej fantazyjnym i sensacyjnym określeniem 😉
Hihih, ok - I forgive you 😉

I w sumie już nie robię off-topicu, bo to nie wątek o psychoterapii. Wkręciłam się, wybaczcie 🙂
Z moim dzieckiem pracuje psycholog dzieciecy. Wiem, ze pani psycholog miala bardzo powazne problemy wychowawcze ze swoim dzieckiem - mamy wspolnych znajomych. Nie odwiodlo mnie to od powierzenia jej swojego dziecka, poniewaz jest swietnym i cenionym specjalista. Wielu dzieciom pomogla.
Ale to tak na marginesie.
To trochę podobnie jak z moją mamą. Z swoimi uczniami (po ukończeniu przez nich szkoły) przyjaźni się i utrzymuje kontakt. Z klasami, w których uczy, też się lubi a my od 21 lat nie umiemy się dogadać.
Hehe, ja już nie wspomnę o tym, że znam Super Nianię osobiście a z jej synem się przyjaźniłam na studiach - powiem tylko, że rzeczywiście czasem należy oddzielić grubą kreską to, jak terapeucie idzie w życiu osobistym a jak w zawodowym 😉

Naboo, bardzo mądre podejście 🙂
Dzieki Dzionka  :kwiatek:

A jesli chodzi o Super Nianie, to pamietam jakis wywiad z nia, w ktorym chwalila sie brakiem problemow wychowawczych i dobrymi relacjami ze swoimi synami  👀
Hihi, no proszę 🙂!
domiwa, znajomi, rzecz ważna, ale chyba nie na tyle by kisić się w tym samym sosie tylko dla nich. Nowe miejsca, to także nowi znajomi, czasem nawet fajniejsi niż Ci, których już znasz. Zresztą nikt nie mówi o zrywaniu kontaktów. Są przecież telefony, net, w erze samochodów i innej komunikacji odwiedzanie się też nie jest wyprawą na kilka tygodni 😉.

Czasem warto naprawdę uciec od własnego życia, zmienić totalnie środowisko. Spojrzeć na wszystko z dystansem i poukładać na nowo.
bera7 masz racje. Fakt nie warto sie kisic. Musze chyba po prostu usiasc i przemyslec pare spraw, moje zycie i dalsze decyzje. Moze faktycznie warto sie oddalic choc na jakis czas bo w tej chwili tutaj gdzie jestem nic na mnie nie czeka ani szans na poprawe zadnych.
Od połowy poprzedniego roku mnóstwo ludzi z mojego otoczenia odchodzi...myślałam, że ta seria się skończy z końcem roku..a jest 5 stycznia-już dwóch moich znajomych odeszło z tego świata.

już się boję odbierać telefony... 😵
nic nie chce mowic - w Luizjanie i Arkansas martwe ptaki spadaly z nieba
dla mnie to poczatek konca swiata
i ja tu wcale nie zartuje, ani sarkastyczna nie jestem
te spadajace ptaki gdzies w przepowiedniach chyba byly
Były, ale chyba metalowe, co to rozdzielą braci. Nostradamus, czy coś takiego.
Ta... byl spadajacy metalowy ptak w przepowiedni Nostradamusa 🙄 🙄
nie bylo metalowego, z tym ptakiem co rozedrze dwoch braci to tylko interpretacja a nie de facto slowa Nostradamusa
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się