chyba koniec z moją zabawą w konie.. 😵 gdy dla ojca te siodło : http://allegro.pl/siodlo-syntetyczne-daslo-z-wymiennymi-lekami-i1735413930.html?source=oo jest TAKIE SAME jak te, które dodałam w załączniku... Gdy mu szkoda kasyna coś nowego, a właśnie sprzedał klaczke... Jestem załamana. Przez konie mam więcej kłopotów, więcej łez.. Dlaczego właśnie KONIE, a nie np. chomiki? ; ( Przepraszam, jeśli zły wątek.. ale chyba się z Wami zaraz pożegnam. 🙁
Daniella_283 Faktycznie, straszny kłopot... Masz na czym jeździć? Ktoś zapewnia Ci stały kontakt z końmi? I to właśnie przysparza ci cierpień, łez i problemów?? 🤔 Nie bardzo rozumiem na czym polega problem z siodłem. Chyba można wytłumaczyć tacie różnicę?
Nie chcę się czepiać, ale zupełnie nie rozumiem nazywania koni "bagnem" (była już kiedyś dyskusja na ten temat). Uprawianie jeździectwa, czy też inne formy przebywania z końmi są naszym wyborem, do którego nikt nas nie zmusza, możemy też z własnej woli z tego zrezygnować. Bagno to są narkotyki, od których człowiek może się szybko uzależnić, albo inne szkodliwe używki, a nie elegancki sport, do którego wykorzystuje się szlachetne zwierzęta 🙄
Najbardziej drażni mnie to, że najgłośniej biadolą osoby, które mają możliwość uprawiać ten sport, lub cieszyć się posiadaniem własnego zwierzaka. Niektórzy nie potrafią docenić tego, co mają... Nie piję tu do nikogo w szczególności, ale obserwuję ten wątek i czasem aż nóż się w kieszeni otwiera. Pisze to z perspektywy osoby, która nie koniecznie ma możliwość obcować z końmi, ale też częściowo zadecydowała o odcięciu się od nich. Moja "separacja" ze światkiem jeździeckim i końmi zaczęła się ok 5 lat temu, aktualnie właściwie w ogóle nie wsiadam. Póki co tęsknię, ale już nie boli, czekam na lepszy czas i mam nadzieję, że uda mi się jeszcze do tego wrócić. Ale nigdy w życiu nie powiedziałabym, że to bagno 🙄
Mnie jeździectwo rzuciło dokładnie 12 sierpnia 2007 roku i jakoś żyję 🙂 Od tego czasu jeździłam dokładnie 11 razy. Siedziałam na koniu więcej, bo lubię po zdjęciach się wepchnąć na stępa 😁 Ten czas nauczył mnie, ze bylejakość nie jest dla mnie. Nie chce ledwo wiązać końca z końcem, nie chcę umierać przy każdej kulawiźnie ze strachu, ze nie będzie mnie stać na leczenie i nie chce odmawiać sobie czegoś ważnego by pojechać do konia lub kupić mu coś potrzebnego. Wiem, że czeka na mnie koń, czeka na mnie porządna stajnia, czeka na mnie porządny trener ale wiem też, że ja muszę poczekać by w to wszystko rozsądnie wrócić, po sensownej kalkulacji, w odpowiednim czasie, bez bylejakości, bez strachu o wszystko 😉
Najbardziej drażni mnie to, że najgłośniej biadolą osoby, które mają możliwość uprawiać ten sport, lub cieszyć się posiadaniem własnego zwierzaka. Niektórzy nie potrafią docenić tego, co mają... Święte słowa. Podpisuję się pod tym w 100%.
Ja się z tym moim "jeździectwem" aktualnie strasznie męczę. Nie każdego bawi to, że wsiądzie tylko na konia i poklepie tyłek. Ja zawsze chciałam startować i właściwie to właśnie dla tej satysfakcji po dobrze przejechanym parkurze, dla tego medalu, pucharu jeździłam. Teraz nie mam możliwości startować, jak oglądam jakieś zdjęcia z zawodów, albo jestem na jakiś zawodach to tylko się wkurzam, że oni startują a ja nie. A najgorsza jest ta myśl, która nie chce mnie opuścić, że ja się do tego nie nadaję, brakuje mi do tego charakteru i talentu, że choćbym staneła na głowie to i tak poza N klase nie wyjdę. Bez sensu. Teraz w sumie jeżdżę tylko dlatego, że brakuje mi odwagi, żeby podjąć jakąkolwiek decyzję, boję się, że jak przestane jeździć to się zdołuje do końca i wogle nie będę wychodzić z domu. No i trochę sama się oszukuję,że może niedługo zaczne jeździć, może się wszystko pozmienia.
Daniella_283 Faktycznie, straszny kłopot... Masz na czym jeździć? Ktoś zapewnia Ci stały kontakt z końmi? I to właśnie przysparza ci cierpień, łez i problemów?? 🤔 Nie bardzo rozumiem na czym polega problem z siodłem. Chyba można wytłumaczyć tacie różnicę?
gdy mam doła, to tak piszę.. Mam swoje 3 konie, parę dni temu sprzedaliśmy kobyłkę. Stoi 3,5 latka surowa, z narowami a dla ojca się nie chce ją zajmować. Ja mam wszystko robić, ale ja sama nie dam rady. Do tego mam siodło pierwsze-lepsze, latające i przekręcające się, za wąskie, leżące w nierównowadze. Gdy pokazałam te siodło z allegro tacie, powiedział że gadam głupoty (zawsze tak mówi) i mówił że te siodła sie niczym nie różnią, że te byłoby takie same. Chciałam kupić ochraniacze - za moje pieniądze, lecz mi nie starczyło, nie dołożył, bo to głupota i wyśmiał mnie w jeździeckim. Już tak mam, niestety. Teraz mi przeszło, biorę się w garść i jakoś żyję. Tak, konie powodują moje łzy. Gdy tato mówi że z nimi są tylko problemy, że trzeba je wszystkie posprzedawać i spokój będzie. Gdy coś do niego mówię, proszę żeby trochę popracował z 3,5 latką, on mówi że nie ma siły, a sam idzie do kolegów przed sklep... (mieszkamy na wsi, na podwórku mamy sklep). Eh, wole już nic więcej nie pisać. Przeszło mi, wstaje o 5😲0 i lecę pracować z końmi. Dzięki za odp. 😉
Jeszcze pare lat temu wydawalo mi sie, ze zakonczenie studiow i praca dadza mi mozliwosci na rozwoj w sensie jezdzieckim, ze bedzie lepiej. Coz, w lutym tego roku okazalo sie, ze poki co bedzie dokladnie na odwrot. Czasu brak, a w sam weekend nie chce mi sie jezdzic, bo wiem, ze nie mam prawa wymagac czegokolwiek od kobyly hasajacej caly tydzien po padoku. Tak wiec chcac uniknac mojego szarpania sie z nia oraz jej szarpania ze mna, przez minione pol roku w stajni bylam ok 6 razy. I troche mi bylo wstyd gdy w pewnym momencie uswiadomilam sobie, ze wlasciwie mi tego nie brakuje. Bo mam co robic, bo i tak sie nie nudze, bo nie byloby sensu. A teraz jest mi zle, bo zaczelo mi tego brakowac, a na zadne zmiany w najblizszym czasie sie nie zanosi..🙁
Nie jeżdżę od kwietnia,mimo posiadania własnego konia. Na początku było mi bardzo ciężko patrzeć jak inni jeżdżą czasem po kilka koni dziennie, a ja nie mogę nawet jednego. Teraz chyba już się przyzwyczaiłam do tej myśli, że nie wsiadam i przez jakiś czas jeszcze nie wsiądę. Było mi smutno i przykro, a teraz chyba robi się to dla mnie już chyba obojętne. Popadłam chyba w jakiś marazm, codziennie przyjeżdżając do stajni i stępując w ręku mojego chorego konia, patrząc jak inni jeżdżą, czerpią z tego radość, odnoszą sukcesy. Doszłam do wniosku, że chyba gdyby go nie było, nie brakowałoby mi go. A nawet byłoby mi lżej. Aktualnie jest przykrym obowiązkiem, pochłaniającym mnóstwo kasy i czasu. Chociaż jest miłym zwierzęciem, przebywanie z nim nie sprawia mi żadnej przyjemności, bo przez przymusowy areszt boksowy stał się nie do zniesienia. I zastanawiam się codziennie czy dziś mnie nie przewróci/złamie mi ręki/wyrwie mi ręki/nie przebiegnie po mniei td. Doszłam też do wniosku, że nie mogę podporządkowywać całego mojego życia tylko jemu. Bardzo chcę żeby był częścią mojego życia, ale nie pochłaniającą mnie jak dotychczas w prawie 100%. Oczywiście kocham go, jest dla mnie bardzo ważny, zawsze będę o niego dbać, jak zachoruje, będę go leczyć i mam nadzieję, że dożyje u mnie emerytury i do końca pozostaniemy razem. To nie jest tak, że mi się znudził. Po prostu chyba dorastam. Chcę jakoś ułożyć sobie życie prywatne i chyba to pragnienie wyszło w tej chwili na pierwszy plan. Być może mój poprzedni związek rozpadł się między innymi przez to, że zbyt mocno zaangażowałam się w końskie sprawy i zabrakło czasu i siły dla drugiej osoby. Nie chcę żeby teraz tak było. Nie zaryzykuję, bo zbyt wiele mam do stracenia. Nie będę też bezmyślnie wydawać kasy na końskie gadżety, bo wolę je przeznaczyć na coś innego. Nie pozostało mi zbyt wiele złudzeń po kontuzji konia na jazdę jaką sobie wyobrażałam kupując go, więc i ciśnienie na codzienne treningi opadło. Chcę poświęcać też mój czas tej drugiej osobie. A że czasu w moim życiu jest ciągle mało i ciężko go pogodzić z koniem i normalnym życiem prywatnym, odpuszczę chyba z jeździectwem. Chciałabym kiedyś wyprowadzić się od rodziców i dzielić życie z kimś innym. Chciałabym kiedyś założyć rodzinę. Będzie trudno pogodzić to finansowo i czasowo z treningami. Nie sprzedam konia, bo pewnie i tak nikt by go nie chciał. Po kontuzji jest niepełnowartościowy. Nie chcę go oddawać gdzieś, gdzie nie będzie miał dobrze. Wolę go postawić w jakiejś przydomowej stajni albo na łąkach, gdzie będzie mógł wieść spokojne, typowo końskie życie. Nie chcę go zaniedbywać przez to, że moje życie się zmienia. Nie dopuszczę do tego by w jakiś sposób na tym ucierpiał. Ale moje myślenie uległo zmianie. Jestem w takim wieku i na takim etapie życiowym, że muszę niestety myśleć i o takich sprawach. Chociaż pisząc to czuję się trochę jak wyrodna matka albo jak durna panienka, której znudziła się zabaweczka-konik. Ale tak nie jest! Po prostu chyba są ludzie i sprawy ważniejsze niż jeździectwo. Może dopiero teraz to odkryłam. Może powinnam to zrobić przed zakupem konia? Tak czy siak, już za późno. Koń jest i trzeba go kochać i się nim opiekować. I tak będzie. Z konia nie zrezygnuję, tylko z jeździectwa. Chociaż przykro mi na tą myśl i wiem, że będzie mi tego baardzo brakowało, bo przez ostatnie 3 lata był to mój sens życia. Wiem, że będę tęsknić. Koniec z jeździectwem? Jeszcze kilka miesięcy temu byłoby to dla mnie nie do wyobrażenia. A staje się takie realne. Niesamowite jak życie potrafi wszystko wywrócić do góry nogami. Tak po prostu.
Mnie jeździectwo rzuciło dokładnie 12 sierpnia 2007 roku i jakoś żyję 🙂 Od tego czasu jeździłam dokładnie 11 razy. Siedziałam na koniu więcej, bo lubię po zdjęciach się wepchnąć na stępa 😁 Ten czas nauczył mnie, ze bylejakość nie jest dla mnie. Nie chce ledwo wiązać końca z końcem, nie chcę umierać przy każdej kulawiźnie ze strachu, ze nie będzie mnie stać na leczenie i nie chce odmawiać sobie czegoś ważnego by pojechać do konia lub kupić mu coś potrzebnego. Wiem, że czeka na mnie koń, czeka na mnie porządna stajnia, czeka na mnie porządny trener ale wiem też, że ja muszę poczekać by w to wszystko rozsądnie wrócić, po sensownej kalkulacji, w odpowiednim czasie, bez bylejakości, bez strachu o wszystko 😉
też tak sobie powtarzałam i też tak planowałam... ale cóż- życie lubi płatać figle 😉
Ja nie jeżdżę od lipca . W sumie dwa miesiące . Przestałam jeździć dlatego, że włascicielka kobyły uwidziała sobie jakiś pseudo-problem z zakurzonym siodłem po jeździe i w baardzo kulturalny sposób mi podziękowała za zrobienie konia. było to niesprawiedliwe i zupełnie bezpodstawne, nieuprzejme i nieeleganckie . Byłam z początku bardzo zła na to wszystko bo Bona była dla mnie oczkiem w głowie, zrobiłabym dla niej wszystko. A jej ,pani' z Warszawy sobie przyjeżdżała raz na miesiąc i zawsze się czegoś czepiała, pomimo tego, że kobyła była najlepiej zadbanym koniem w stajni. Zawsze wszystko wypucowane, w lato koń kąpany praktycznie codziennie, grzywa wystylizowana 😉 kopytka zrobione, wcierki owijki itp, itd . A potem dopiero zrozumiałam jaka byłam głupia . Zamiast spędzać czas z moimi bliskimi,poświęcić więcej czasu na naukę, czy też wyrwać się na miasto wszystko pakowałam swój czas i pieniądze, każdą myśl w tego konia i nikt mi za to nawet nie podziękował. Osiągnęłam na niej wiele, kobyła miała doskonałą kondycję, super umięśniona, no jednym słowem zrobiła się PERFEKT. Po zrobieniu jej do klasy prawie P z elementami N ( trawers, renwers, ciąg, łopatka itd) Pani mi podziękowała i dała mi przysłowiowego kopa w dupę. Przyjeżdżam ostatnio na stajnie żeby się pożegnać ze wszystkimi przed wyjazdem do Krk, i pytam się o stan kobyły. Dowiedziałam się, że całe dnie stoi w boksie, ( no chyba, że łaskawa Pani zażyczy sobie pojechać w teren ) i nikt na niej nie jeździ. Kobieta po ponad miesiecznej przerwie w jeździe kobyły wsiadła na nią i pojechała na rajd ( no jakto by wielka Pani nie pojechała ) kobyła dojechała na miejsce zalana potem. Kapało z niej podczas gdy inne konie były ledwo co spocone. Ponadto w stajni po jakimś dzikim terenie w jakie ona to lubi jeździć kobyła doskała kolki ( Dzięki Bogu, że nic się nie stało ! ) Moim zdaniem tacy ludzie powinni nie miec prawa do posiadania zwierząt, bo to co robi ta kobieta jest co najmniej nieodpowiedzialne, żeby nie nazwac tego karygodnym . A ja postanowiłam nie przekładać koni nad wszystko inne. Musi zostac równowaga pomiędzy życiem prywatnym a końmi. A nawet przewaga życia prywatnego .
Ja się z tym moim "jeździectwem" aktualnie strasznie męczę. Nie każdego bawi to, że wsiądzie tylko na konia i poklepie tyłek. Ja zawsze chciałam startować i właściwie to właśnie dla tej satysfakcji po dobrze przejechanym parkurze, dla tego medalu, pucharu jeździłam. Teraz nie mam możliwości startować, jak oglądam jakieś zdjęcia z zawodów, albo jestem na jakiś zawodach to tylko się wkurzam, że oni startują a ja nie.
Sprawa z zawodami wg. mnie jest taka . ( I NIE JEST TU FRANIA BRANA NA JĘZYK 😉 ) Jak widzę tych niektórych pseudo-zawodników na zawodach, którzy jeżdżą L klasę, bądź skaczą i ledwo co trzymają się na koniu a wielce się tym szczycą i szpanują w stajni paroma flootkami to mnie mdli . Nie cierpię szpanu i wywyższania się ponad innych dlatego że, 'ja trenuje u jakiegoś tam świetnego trenera' , bądź że ,ja jestem NAJLEPSZY' . Trochę pokory . Jazda konna dla mnie ma być harmonia między koniem a jeźdźcem a nie udowadnianiem przed innymi lub samym sobą jak to ja się znam na tym wszystkim i że JUŻ jestem najlepszy, osiągnęłam mistrzostwo świata - wy to marni jesteście. 🙄 Wtedy to nie ma sensu . Ale jeśli postanowimy czerpać z nich jakieś nowe doświadczenie, nie jakąś chorą satysfakcję,że "O TEJ TO POKAZAŁAM KLASĘ !" , to może byc naprawdę dobra droga do sukcesu. I koń jest bardziej wyluzowany, i my też więc myślę,że do tego wszystkiego trzeba podchodzić z przymrużeniem oka 😉 Traktować w formie zabawy, a nie chorej rywalizacji 🙂
Jeździectwa nie zamierzam rzucać, bo tak bym żyć nie potrafiła, lecz jakoś to wszystko rozplanować, tak by było dobrze . Nie przekładać tego nad inne sprawy 🙂 A nowego konika do jazdy jadę oglądac jutro 🙂 Mam nadzieję, że współpraca nam sie uda 🙂
angie560, tak mnie zaciekawiło - ile flots masz w domu? i pucharów? Choćby z LL? Bo piszesz tak, jakbyś miała mnóstwo. Rozumiem, nie każdy musi postrzegać jeździectwo jako sport, wymierną! rywalizację, ale pisanie, że coś jest łatwe (a tak to zabrzmiało) "phi - pseudo-zawodnik na L" wymagałoby dogłębnej świadomości jak to łatwiutko jest wygrać L (gdzie jest największa konkurencja). Jeśli tych L-ek powygrywałaś mnóstwo, to ogromne gratulacje, bo to bardzo trudne, szczególnie bez sportowego podejścia - musisz być ogromnym talentem 🙂 W sumie to przypadek, że na ciebie "trafiło" (nothing personally), ale już bardzo długo denerwuje mnie owo "phi - jeździ L, P - wielki mi zawodnik". A potem, w realu, taka osóbka: "ojej, jaki to potęęężny okser, ja bym się bała" - a okser - 105. Wydaje mi się, że sport, oprócz wymierności dokonań, ma jeszcze jedną zaletę - błyskawicznie uczy, jak ciężko jest realnie! w rywalizacji! troszcząc się o finanse! - osiągnąć Cokolwiek. A dzięki temu - uczy szacunku do innych, którzy też wiedzą, jakie to trudne. Piszę to jako wieloletnia 'wyznawczyni' teorii, że sport do dobrego (ba! wybitnego) jeździectwa wcale nie jest konieczny. To był błąd. Ogromny. Vide owa "Pani Bony" - gdyby wiedziała, jak ciężko jest mieć konia w dobrej, startowej kondycji - nie traktowałaby zwierza tak niefrasobliwie. Owszem "za moich czasów" łatwo było myśleć "po co sport", bo... ogólnie ludzie podchodzili do życia bardziej fair i "sportowo" właśnie. A "w koniach" były "sposoby" weryfikacji: uznanie autorytetów oraz... jakość koni, które się "dostawało" do jazdy i co wolno było z tymi końmi robić. Teraz jest "wolnoć Tomku w swoim domku", autorytety - wcięło 🙁 i jedyne, co może zweryfikować nasze wyobrażenia o sobie - to sport. Zresztą - owe autorytety jakoś brały się ze sportu, a nie z jeżdżenia samopas. A o "uwarunkowaniach" jeżdżenia cudzych koni napisałam tutaj wcześniej sporo 🙁 Najkrótszym podsumowaniem jest: tak, jeżdżenie cudzych koni może łatwo doprowadzić do chęci rzucenia jeździectwa w ch*lerę (jak w każdej pracy, która jest źle zorganizowana, z niejasną umową, nie wynagradzana lub wynagradzana za mało).
angie560, tak mnie zaciekawiło - ile flots masz w domu? i pucharów? Choćby z LL? Bo piszesz tak, jakbyś miała mnóstwo. Rozumiem, nie każdy musi postrzegać jeździectwo jako sport, wymierną! rywalizację, ale pisanie, że coś jest łatwe (a tak to zabrzmiało) "phi - pseudo-zawodnik na L" wymagałoby dogłębnej świadomości jak to łatwiutko jest wygrać L (gdzie jest największa konkurencja). Jeśli tych L-ek powygrywałaś mnóstwo, to ogromne gratulacje, bo to bardzo trudne, szczególnie bez sportowego podejścia - musisz być ogromnym talentem 🙂
Poważnie mówisz? L-ki są trudne do wygrywania? Wygrywałam większość L-ek, w jakich brałam udział - na dokładność wiadomo, na czas i dwufazowe cudaki też się zdarzały, mam nawet dwa plastikowe puchary i trochę flotek. I to w czasach, gdy nie miałam pojęcia, co to znaczy że koń krzyżuje, a tym bardziej nie czułam, kiedy zaczyna to robić 😉 Jeśli mam być szczera - te wygrane są dla mnie bezwartościowe, sama najlepiej wiem jak to wtedy było z moim jeździectwem, nie powinnam się wtedy nawet ludziom na oczy pokazywać 😉
Trzymaj się ashtray! Ja też miałam gigantyczne chwile zwątpienia, zarówno po tym jak Kurort postanowił mnie rozpłaszczyć o ścianę, jak i w czasie opieki nad nim podczas rehabilitacji po operacji, kiedy idąc korytarzem już brykał i walił przodami przed siebie w bliżej nieokreślonym kierunku 🤔 Powinnaś na pewno odpocząć od koni, stajni, ja bym zwyczajnie wpięła go do karuzeli i niech idzie, lepsze to niż walka o przetrwanie na dworze i udręka maszerowania z nim w ręku. Wtedy naprawdę nie musisz codziennie być i się spinać i stresować. Nasz wet nie bardzo był za tym, żeby koń szedł po operacji po kole w karuzeli, ale uznaliśmy, ze lepsze już to koło niż ryzyko, ze w końcu mi się wyrwie z ręki i się pouszkadza. A potem już wsiadałam na stępa i było lepiej, znacznie lepiej. Mocno trzymam kciuki za was! Wcale nie brzmisz wyrodnie czy histerycznie, brzmisz po prostu normalnie, jak normalny człowiek ze zdrowym podejściem do życia. Konie są wspaniałą częścią życia, ale tylko i aż jej częścią. Nie powinno się o tym zapominać 😉
Czyli wychodzi na to,że mam sprzedać konia,bo nie mam super stajni,super konia,super trenera,tylko małą przydomową stajenkę,nie za dużo kasy i nie mogę się doprosić żeby ktoś przyjechał prowadzić mi treningi? Tak wnioskuje z wpisu ninevet,że konia należy sprzedać i czekać na lepsze czasy,aż kasa będzie sie z kieszeni wysypywać 🙄
incognito, nie. Wszystko zależy od danej osoby,od jej oczekiwań, wymagań.
Ja również teraz odpuściłam sobie konie, na czas studiów, zdobycia doświadczenia,znalezienia odpowiedniej pracy i jako takiego ustatkowania się.Na konie przyjdzie pora. Dla mnie ledwo wiązanie końca z końcem,wyrzekania się wszystkiego dla posiadania konia jest absurdem. Myślę, że uchem by mi to wyszło.
Jednak znam osoby, które specjalnie zaocznie studiują, żeby utrzymać konia, cieszą się nim i nie widzą w tym nic złego licząc każdą złotówkę. Kwestia podejścia. Dla mnie koń nie byłby w tym przypadku szczęściem, a utrapieniem.
Ja studiować dziennie to nie mam zamiaru-wystarczy,że tyle lat do szkoły zasuwam codziennie,poza tym chce się wyprowadzić i mam zamiar sama utrzymac zarówno siebie jak i konia.Jestem z nim od dziecka i nie wyobrażam sobie,że miałabym go sprzedać jak jakąś rzecz żeby mieć więcej kasy na pierdoły 🙄 Czas to przyjdzie na stajnie,gdzie chętniej będzie ktoś przyjeżdżał prowadzić treningi.Choć jak wiadomo co człowiek to opinia.Inaczej też się sprawy mają jeżeli ktoś swojego konia nie ma tylko jeździ gdzieś tam.
Dlatego nie ma co generalizować. Myślisz, że ja nie miałabym ochoty teraz na własnego konia?Pewnie, że bym chciała 😉
Ale niestety coś za coś.Uważam, że na wszystko jest pora, jak dla mnie teraz jest pora, żeby się wykształcić, żeby potem się lajtowo żyło i żeby tego konia trzeymać tam gdzie się chce, a nie gdzie jest najtaniej, żeby nie było płaczu jak coś się stanie itd.Oby.. 😉
Myślę jeszcze, że znaczącą kwestią tutaj jest to, że wnioskuję, że Twojego konia utrzymują rodzice, tak? Ja rodziców nie potrafiłabym poprosić o kasę na konia, więc spoczęło by to w stu procentach na mnie.
zen dziękuję za miłe słowa :kwiatek: Chyba aktualnie najbardziej boli mnie to, że ten koń-kaleka pochłania tak ogromną ilość czasu, który dla mnie jest w pewnym sensie stracony, bo wolałabym go spożytkować inaczej. Z drugiej strony sumienie nie pozwala mi po prostu nie przyjechać do niego i pozwolić mu cały dzień tkwić w boksie. Więc pędzę do niego jak głupia po pracy, dosypiając w autobusie, jedząc pod biurkiem w pracy, czując nieustające zmęczenie po to, żeby on mnie wytarmosił na spacerze 🙄 Szczerze mówiąc, wolałabym żeby tego konia na tą chwilę po prostu nie było. Być może jego zakup był pomyłką. Mogłabym żyć sobie normalnie bez ciągłego przeliczania kasy, martwienia się, że mi na coś nie starczy, stać by mnie było na wakacje itd. Czuję się jednak za niego odpowiedzialna, dlatego nie zamierzam pozbywać się go, bo stał się niewygodny i uciążliwy. U mnie w domu zwierzęta zawsze były traktowane jak członek rodziny, nawet kiedy chorowały i sprawiały kłopoty. Nie wiem czy znalazłabym mu inny dom, w którym miałby dobrze, bo niestety to nie będzie już koń do skoków czy szalonych galopów po lesie. Miałabym ogromne wyrzuty sumienia gdyby trafił w jakieś obce ręce,które przysporzyłyby mu wiele cierpień. Karuzela mogłaby być jakimś wyjściem, ale w nowej stajni nie będę jej miała. Czekam niecierpliwie na moment, w którym będzie mógł wychodzić na padok. Wtedy myślę, że wszystko się unormuje. Nie będę do niego tak uwiązana. Będzie sobie stał na łące z innymi końmi i moja obecność nie będzie mu wcale potrzebna. A może uda mu się wrócić pod siodło, funkcjonować pod nim w miarę normalnie i na nowo się w nim zakocham? A wtedy będzie mi wstyd za te wszystkie myśli, które teraz mi towarzyszą.
Ja już od ponad 2 lat nie jezdze tak naprawdę , w ciagu roku wsiadam może 10 razy i to na wiosne/lato jak dziewczynki które ucze jezdzic zmuszą mnie do wyjazdu w teren. Konia swojego mam juz 7 lat i jest tzw. niesprzedawalny 😉 I własnie ja jestem tą osobą która idzie na studia zaoczne , pracuje i utrzymuje swojego konia i siebie ale jesli chodzi o finanse to problemu jako takiego nie mam i nie koliduje mi to z wydatkami aczkolwiek gdybym miała teraz kupić konia raczej bym tego nie zrobiła. Mam tak że Rudą drugi raz bym kupiła ale innego konia nie , poprostu nie lubię jakos obcych koni 😉 Szczerze wątpię w to że zaczne znowu jezdzić. Przyjezdzam do niej w sobote i niedziele , wyczyszcze, dokarmie marchewką i tyle.
A ja nie umiem skończyć z jeździectwem. Koń niesprawny od 4 miesięcy. Optymistycznie patrząc będzie niesprawny jeszcze 5 miesięcy. Nie jeżdżę od 4 miesięcy i ledwo wytrzymuję. Zaczynam się poważniej rozglądać na co by tu tyłek wsadzić. Swoim się zajmuję, czyszczę kopyta, łażę na spacery do lasu, żeby nie zdurniał w tej stajni, ale tylko oczami strzelam na boki na co by tu wsiąść.
Chciałabym zawiesić moje jeździectwo do czasu wyzdrowienia mojego konia. Ale nie umiem. I chyba zazdroszczę Wam tego, że umiecie skończyć z jeździectwem. Choćby na jakiś czas. Bo to byłoby wygodne i logiczne wyjście. Poczekać na konia, aż będzie sprawny. A nie szukać na siłę czegokolwiek pod tyłek.
tunrida, tylko my (w większości) jesteśmy w innej sytuacji, na innym etapie życia. Ja wiem, że nie pogodzę dwóch kierunków, takiej pracy żebym lekka ręką mogła wydać tysiąc złotych na konia miesięcznie przy stercie innych wyrzeczeń.
Jeszcze inna sprawa, że Ty w stajni przebywasz, jeździsz pewnie do kopytnego, ja widzę je tylko na obrazkach, przez co i tęsknota jest pewnie mniejsza. Tak mi się przynajmniej wydaje, że w tym tkwi różnica.
remendada- pewno tak. Masz rację. Tak sobie jojczę.... Wolałabym skończyć z jeździectwem, spokojnie zawiesić je do czasu, aż koń będzie sprawny ( o ile będzie) niż na siłę szukać czegokolwiek do posadzenia na tym czymś tyłka ( choćby to coś ledwo lazło) i cieszenia się, że "siedzę na koniu". 😵
Co do kształcenia się, postawienia pracy na pierwszym miejscu i zawieszenia jeździectwa, to jestem jak najbardziej za. Taka postawa, jest w moim mniemaniu odpowiedzialna i rozsądna. Przedkładanie konia nad wykształcenie, czy nad możliwość rozwoju w pracy jest zwykle na dłuższą metę szkodliwa. Sama konia nabyłam dopiero wtedy kiedy finansowo byłam na to przygotowana. Najpierw szkoły, praca i tzw realia. Koń jako prezent na koniec. 😉
Dlatego nie ma co generalizować. Myślisz, że ja nie miałabym ochoty teraz na własnego konia?Pewnie, że bym chciała 😉
Ale niestety coś za coś.Uważam, że na wszystko jest pora, jak dla mnie teraz jest pora, żeby się wykształcić, żeby potem się lajtowo żyło i żeby tego konia trzeymać tam gdzie się chce, a nie gdzie jest najtaniej, żeby nie było płaczu jak coś się stanie itd.Oby.. 😉
Myślę jeszcze, że znaczącą kwestią tutaj jest to, że wnioskuję, że Twojego konia utrzymują rodzice, tak? Ja rodziców nie potrafiłabym poprosić o kasę na konia, więc spoczęło by to w stu procentach na mnie.
Rozumiem Cię. Nie,ojciec mi jedynie pomaga w utrzymaniu,ale głównie utrzymuje sama.Na wsi pomagam przy żniwach,sianokosach,zbożu-np wczoraj od 15 do 22 jeździłam traktorem z przyczepami słomy po polu,a ojciec ładował słomę na przyczepę.Czyli za zboże,siano i słomę-pomoc w gospodarstwie.Kupowanie pasz gotowych-dawanie lekcji jazdy.Wet itd-dorywcza praca.Wiadomo jak byłam dzieckiem i miałam 11 lat jak konia dostałam to ojciec utrzymywał całkowicie,ale teraz jest tak jak piszę.