wtrace sie 😎 czlowiek z natury jest zwierzeciem miesozernym
[quote author=katija link=topic=40650.msg812941#msg812941 date=1292623060] konie opasowe w polsce najczesciej (bo nie twierdze, ze zawsze) maja dobre zycie- czesto spedzaja je na pastwiskach, zarcia do oporu i nic nie robia, nie wykonuja zadnej pracy, nie odnosza kontuzji i niewygod z tym zwiazanych.
Hmm... a skąd wzięłaś takie informacje?... Radzę podjechać sobie np. na kurs werkowania i zobaczyć kopyta tam - pochodzą właśnie z koni "opasowych" i ich stan przerażał mnie bardziej niż sam fakt bycia odrąbaną nogą 😉 [/quote]
Moge wstawic fotki moich kopytek na zyczenie 😎 a sa to bez watpienia sliczne kopytka... 😎
[quote author=katija link=topic=40650.msg812941#msg812941 date=1292623060] konie opasowe w polsce najczesciej (bo nie twierdze, ze zawsze) maja dobre zycie- czesto spedzaja je na pastwiskach, zarcia do oporu i nic nie robia, nie wykonuja zadnej pracy, nie odnosza kontuzji i niewygod z tym zwiazanych.
Hmm... a skąd wzięłaś takie informacje?... Radzę podjechać sobie np. na kurs werkowania i zobaczyć kopyta tam - pochodzą właśnie z koni "opasowych" i ich stan przerażał mnie bardziej niż sam fakt bycia odrąbaną nogą 😉 Gwarantuję Ci, że żadne z nich nie powstało na bezkresnym pastwisku. Co do braku kontuzji - nie sądzę, żeby były w stanie ustać na tych nogach (jedną taką pokaźnych wymiarów pannicę miałam przyjemność werkować na żywo i nie była w stanie na 3 nogach ustać na początku). Ochwat trudno nazwać "kontuzją", ale boli pewnie bardziej od niejednego urazu doznanego w ruchu. No, w jednym masz rację - żrą do oporu i nic nie robią. Wymarzone życie, zaiste... [/quote]
w tych hodowlach, ktore ja widzialam tak bylo. i o ile w niektorych bylo bardzo duzo niedociagniec, to jednak konie byly na dworze caly dzien, byly nakarmione i nie pracowaly. nie twierdze, ze byly zadbane, twierdze, ze nie byly nieszczesliwe. a kopyta, ktore sa wykorzystywane na kursach, wcale nie musza pochodzic od opasow. moga pochodzic rowniez od koni, ktore zostaly sprzedane do rzezni, choc nie takie bylo ich pierwotne przeznacznie. przerzucane z rak do rak, stare i schorowane zatrzymaly sie na ostatni przystanek w stanowisku u handlarza, czekajac, az nabiora odpowiedniej wagi. nieleczone i niestrugane, bo to koszta.
a kopyta, ktore sa wykorzystywane na kursach, wcale nie musza pochodzic od opasow. moga pochodzic rowniez od koni, ktore zostaly sprzedane do rzezni, choc nie takie bylo ich pierwotne przeznacznie. przerzucane z rak do rak, stare i schorowane zatrzymaly sie na ostatni przystanek w stanowisku u handlarza, czekajac, az nabiora odpowiedniej wagi. nieleczone i niestrugane, bo to koszta.
Na weterynarii czy zootechnice tez wykorzystuje sie nogi, kopyta itp. Z roznych z pewnoscia zrodel, ja spotkalam sie akurat z uczelnia weterynaryjna gdzie swiezych nog zawsze mieli pod dostatkiem. Niektore konie juz po prostu nie nadawaly sie do leczenia. Podejrzewam, ze gorsze meki przechodzily konie w oddziale SGGW na warszawskiej Pradze za komuny - na tych koniach robiono doswiadczenia. Jakos nikt sie nie zainteresowal 🤔
Oprocz Wlochow tak maja Francuzi, ale to zupelnie inna historia, oni maja swoje ciezkie konie hodowane na miejscu, podobno mieso z perscherona najlepsze 😲 Bylam w malej wiosce Calais, tuz przy Kanale Angielskim, i naliczylam 3 sklepy prowadzace wylacznie konine - moze bylo wiecej, calego miasteczka nie zwiedzalam...
Czy ktoś mnie skrzyczy za to, że piszę w wątku, w którym nie pisano od 120 dni? 😡
Jakiś czas temu oglądałam reportaż o hodowli koni rzeźnych. Wypowiadał się w nim właściciel tegoż przybytku. Zapytany, dlaczego spożywanie koniny budzi tyle kontrowersji w Polsce odpowiedział, że u nas konie traktowane są jako zwierzęta towarzyszące, nie hodowlane z przeznaczeniem na mięso. To tak samo jak ze świnkami morskimi: nie do pomyślenia, żeby w PL jeść te zwierzątka, a tymczasem jeśli w Peru ktoś nas uraczy pieczenią z tego gryzonia, możemy się czuć wyróżnieni. Tak samo z psem czy kotem, które u nas są najlepszym przyjacielem człowieka, a w Chinach czy Japonii serwowane na obiad 😵 Padło też pytanie, co pan hodowca sądzi o zarzutach o niehumanitarnych warunkach, jakie panują w transporcie koni. Stwierdził, że to wierutne bzdury, że wszędzie są ostre wymogi, procedury, konie jadą na rzeź jak człowiek w pierwszej klasie, a wszystkie te straszne plotki wymyślają ci, którzy traktują konie jak napisałam wyżej, jako zwierzę towarzyszące. Było coś jeszcze o tym, że gdyby nie hodowle koni rzeźnych, to zimnokrwiste całkowicie by wyginęły, bo ogólnie do niczego innego jak do zjedzenia się nie nadają.
Co o tym wszystkim myślicie?
Ja ogólnie rzecz biorąc jestem raczej przeciwna przeznaczaniu koni na rzeź, choć jak tu wcześniej ktoś poradził, lepiej o tym nie myśleć, bo tego się i tak nie zatrzyma. Mam swoją klacz zimnokrwistą, muszę ją sprzedać, ale nigdy nie oddam jej na rzeź. A tymczasem trafiam na samych cwanych hodowców, którzy zarzekają, że nie chcą jej kupić na mięso, tylko do hodowli, a jak ją oglądają to komentują jej wygląd pod kątem rzeźnym... Czy nikt już nie trzyma koni tej rasy w innych celach niż ubój...?
Bo koń (nie wiem czy oficjalnie już) stał/stanie się zwierzęciem towarzyszącym. Tak nam ostatnio wykładający weterynarz powiedział. To akurat prawda. Przenieś sie do wątku o fundacjach i Skaryszewie, to dowiesz się ile jest bzdur w tym fundacyjnym bełkocie.
Wydaje mi się, że jak chodzi o fundacyjny bełkot, to kto jak kto, ale ja akurat - jestem na bieżąco. I wykładający weterynarz się myli. Jak na razie nie ma nawet projektu takiej regulacji (konieczna byłaby nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt - i paru aktów wykonawczych) - i, chwalić Pana Boga, póki PSL jest w rządzie, projektu takiego nie będzie - co by tam sobie histeryczne siksy z fundacji nie bełkotały...
Czynny weterynarz na UP w Poznaniu. Powiedział, że konie sa już powoli traktowane, jak pies i kot i że nazywają się zwierzętami towarzyszącymi. Wydaje mi się,że wspomniał też coś o regulacji prawnej, ale nie jestem pewna.
Powiedział, że konie sa już powoli traktowane, jak pies i kot i że nazywają się zwierzętami towarzyszącymi. Wydaje mi się,że wspomniał też coś o regulacji prawnej, ale nie jestem pewna.
no, właśnie... czyli nie jesteś pewna? i co znaczy nazywają się? że potocznie ludzie tak na nie mówia? tak?
Prawdę powiedziawszy konie opasowe to jak raz najlepsza część całego naszego pogłowia: nie tylko jest ich najwięcej (więc "jest z czego wybrać", jak ustaliliśmy wczoraj podczas wycieczki: http://boskawola.blogspot.com/2012/10/mazowiecki-czempionat-zrebiat-7.html), ale też postęp hodowlany i postęp organizacyjny (jak chodzi o warunki chowu, towarzyszącą infrastrukturę, itp.) - jest najszybszy. Jeszcze 10 lat dotacji dla "ras rodzimych" i w zasadzie - jak ktoś będzie chciał pojeździć na polskim koniu, to zimnioka będzie musiał sobie przysposobić, bo "dotacyjne" konie "ras szlachetnych" nie będą w stanie o własnych siłach z boksu wyjść!
W tej sytuacji wszelkie próby ograniczenia hodowli rzeźnej, to już nawet nie jest sabotaż i głupota - to wręcz zbrodnia. Zmierzająca do tego, żeby koni w Polsce w ogóle nie było...
W tej sytuacji wszelkie próby ograniczenia hodowli rzeźnej, to już nawet nie jest sabotaż i głupota - to wręcz zbrodnia. Zmierzająca do tego, żeby koni w Polsce w ogóle nie było...
jeżeli jest to jedyny powód hodowli koni rzeznych to sorki jestem przeciw. Niech sobie bedzie mało koni zminokrwsitych za to niech służa czlowiekowi w inny sposob. Na mazowszu spokojnie można jeszcze spotkac konie zimnokrwiste pracujące na roli, w miejscach gdzie kombajnem czy traktorem nie wjedziesz, w małych gospodarstwach gdzie zakup traktora jest niepotrzebny, w wyrebie lesnym , czy nawet w rekreacji , w dorozkach itp. Nie walczę, nie bede walczyła w zaden sposob (zadne petycja,żadne listy itp) z hodowlą koni rzeznych lecz równiez nie popieram. Tymbardziej ,że mieso konskie spozywane jest głównie na południu europy u nas iddzie w znikomych ilosciach. Zdaje sobie sprawę ,ze wielu , wielu rolnikó i nie tylko rolników żyje z hodowli koni rzeznych lecz nie przekonuje mnie to do tego stopnia aby ten przemysł popierac.
Nie masz racji! Konie zimnokrwiste są w Polsce obecnie tak doskonałe (lepsze od całej reszty...) WŁAŚNIE DLATEGO, że osobniki nie przeznaczone do hodowli, trafiają na rzeź. Gdyby to samo działo się z małopolakami (a powinno, powinno...) - nie byłoby tak widocznej degeneracji, spowodowanej tym chorym systemem dopłat...
Zwykle dyskusja schodzi i tak na kury, zatem ja o kurach. Zielononóżka. Jakaś moda zapanowała na tę rasę. Ani w tym mięsa ani jajek dużo, dużych. Wciskano opowiastkę, że jajko ma mniej cholesterolu- no ma, bo jajko jest mniejsze. 😂 Ludzie na wsi, zamiast mieć porządną kurę i na rosół i na jajecznicę -nakupili tych kurek. Dla mnie bez sensu. Kompletnie. I z końmi też nie ma co cudować. p.s Na innym forum czytam rozważania o mnożeniu klaczy :
Moja klacz jest po zimnokrwistym ojcu "Polski Koń Zimnokrwisty" a matka w paszporcie miała wpisane "typ szlachetny ", moja klacz na wpisane "typ pogrubiony " (…) Mi też najbardziej się podoba pomysł z Tinkerem. (sic!) Mówią mi że lepiej araba co po bracie będzie zgrabniejszy koń, A odnośnie anglika to że będzie bardziej do skoków.
Ja bardzo lubię jajka od tych kurek Taniu 🙂 póki koleżanka je miała to kupowałam całymi paletami 🙂 jejecznica była tak żółta, że aż pomarańczowa 🙂
Mono, w naszej stajni są dwa perszerony bynajmniej nie do jedzenia 🙂 Pracują w zaprzęgu (lando ślubne) i pięknie się prezentują. U sąsiada są dwa grubasy, które pracują w lesie. Są zadbane i w bardzo dobrej kondycji.
Kolor żółtka wynika z żywienia a nie z rasy. A ile kłopotów z zielononożką to ja dobrze wiem. Konik polski, miły i ładny. Ale też to rodzaj "zielononóżki". Można mieć, czemu nie? W przypadku kur zachęcano do zastąpienia porządnej kury tym prymitywnym ptaszkiem. Po co? Nie wiem. Chodzi mi jedynie o to, że lepsze jest wrogiem dobrego.