(czego to człowiek nie robi, żeby się do sesji nie uczyć, a potem w wątku o studiach jęczeć, że ciężko 🤔wirek: )
Voila:

Miękkie, gładkie, a mimo to "chwytne" i świetnie leżą w ręce.
Z drugiej strony - odkrywam wciąż fenomen dość pogrubionych, gumowych wodzy stubbena. Zawsze byłam na nie wobec takiego rozwiązania, bo niefirmówki gumowane + wilgoć (czy to pot konia, czy deszcz) = papa rączka. Zawsze wyjeżdżały. I kauczukowy zapaszek też był niezbyt miły. A oryginalki: szok. Przetestowane w kilkugodzinnej jeździe w deszczu, przy nadaktywnym i spoconym Kulesławie 😉 siedziały w ręce pewnie, regulacja co do milimetra, pełne zadowolenie. A miały wisieć bezczynnie jako wodze zapasowe.