W zasadzie jak się skupię, to przyznam, ze takie matki też znam. 😉 Ale wiesz co zauważyłam? Że gdyby nie dzieci, to te dziewczyny i tak by się chyba usunęły w kąt domu. Jakąś wymówkę by może znalazły inną. Takie jakieś mają charaktery pokićkane, że lubią być w cieniu i w stagnacji. A posiadanie dziecka jest ŚWIETNĄ wymówką do tego.
Zen - super powiedziane, masz rację z tym zarządzaniem - u nas też wszystko funkcjonuje idealnie 🙂
A jeśli chodzi o życie z dziećmi i życie przed - może rzeczywiście jestem w tych 90%, o których pisze zen, ale robię to z największą przyjemnością. Uwielbiam być w domu z dzieciakami, na wakacjach z dzieciakami, na imprezie (dziennej) z dzieciakami. Nie tęsknię za knajpami, kinem, wieczornymi wyjściami czy samotnymi (we dwoje) wyjazdami. Może dlatego, że pracuję zawodowo i to mi wystarcza. Może gdybym siedziała 24/dobę z dziećmi to byłoby inaczej. Ale powiem Wam, że jak po pracy wszyscy umawiają się na wyjście (np kino) ja z wielką chęcią pędzę do moich dzieciaczków, do domu....mimo, że w każdej chwili mogę liczyć na pomoc teściów czy mojej mamy, którzy przyjadą do młodych z uśmiechem na ustach 🙂 Noo...ale może jestem walnięta 🤔wirek: 🤣
edit: Tunrida - zanim porodziły się chłopaki byłam niespokojnym duchem - wszędzie było mnie pełno i byłam głównym motorem napędzającym wyjścia, szaleństwa i zabawy do rana 😉
W zasadzie jak się skupię, to przyznam, ze takie matki też znam. 😉 Ale wiesz co zauważyłam? Że gdyby nie dzieci, to te dziewczyny i tak by się chyba usunęły w kąt domu. Jakąś wymówkę by może znalazły inną. Takie jakieś mają charaktery pokićkane, że lubią być w cieniu i w stagnacji. A posiadanie dziecka jest ŚWIETNĄ wymówką do tego.
Tak. Myślę, że tak właśnie jest. 😉 Ale chyba nie sprawia, że chociaż trochę mniej mnie to przeraża.
ana- no to nie o Tobie mówię. 😉 Mi chodzi o takie makolągwy, które zaprzestały pracować, bo zajmują się dziećmi i domem. Takie, które są zwykle zaniedbane, gotujące coś, marudzące, potrafiące gadać tylko o dzieciach, ewentualnie plotkować o znajomych. Takie makolągwy, na które patrząc faktycznie odechciewa się mieć dzieci. 😀
Makolągwy 😂 ja to na razie jestem taka półmakolągwa, ale powoli przechodzę już w stadium kukułki. No i jednak jak mam wyciągnąć szpika z nosa mojemu osobistemu dziecku, to dłuuuuuugo się zastanawiam i rozważam za i przeciw. Nie rozczulam się nad zielonym blobem, jak owe makolągwy.
[quote author=Dodofon link=topic=35211.msg977584#msg977584 date=1302877962] że może jak sie dziecko pojawi - to Wam sie zmieni... NIE, nie zmienia się...
Nie przeczytałam całego wątku, trafiłam dopiero teraz, nie wiem, czy o tym było, ale nie zgadzam się z Dodo (z mojej perspektywy 😉 )
Zawsze mówiłam, że zamiast dzieci będę miała sworę psów 😀 A potem przyszedł moment, że postaraliśmy się o pierwszą ciąże (z rozsądku..?) Ciąży nie cierpię do dziś...żaden to stan błogosławiony. Ale po porodzie dostałam na łeb! Absolutnie! Uwielbiam mieć dzieci, uwielbiam być mamą, uwielbiam uczyć ich świata, tłumaczyć, pokazywać. Uwielbiam patrzeć jak się rozwijają, jak stają się samodzielni, jak przybywa im wiedzy i rozsądku....Uwielbiam to każdego dnia!
[/quote]
ana z czym tu się nie zgadzać? Nie rozumiem właśnie takiego podejścia - super, że Tobie się odmieniło, ale każdy człowiek jest inny! i dlatego decyzja czy zajść z ciążę teraz, później czy w ogóle powinna być prywatną decyzją. To, że Ty dobrze czujesz się w roli matki przecież nie znaczy, że inna kobieta też będzie - z takiego niezrozumienia bierze się właśnie brak tolerancji i to wkurzające naciskanie: "Zajdź w ciążę, to ci się odmieni, poczujesz instynkt macierzyński i nagle staniesz się Mamą Roku, ze śpiewem na ustach przewijająca swoje słodziuchne dzieciaczki".
dodofon szacunek dla Ciebie, że masz odwagę napisać, że nie zawsze po urodzeniu dziecka przychodzi instynkt macierzyński.
Bostonka - sorry, ale co oznacza ten atak? Dodo napisała, że jeśli jest niechęć przez dziećmi, to potem się to nie zmienia i napisała to dość jednoznacznie - stąd mój post, bo jestem przykładem babki, u której właśnie po urodzeniu dziecka nastawienie się zmieniło. Natomiast w żadnym poście nie napisałam, że namawiam kogokolwiek na posiadanie dzieci, więc nie pisz mi tu o podejściu, tolerancji czy jej braku - każdy jest kowalem własnego losu i nic komukolwiek do tego, czy posiada 6 dzieci, czy nie posiada ich wcale....
Mi się zmieniło. Kiedyś, jak podawali w TV/radio, że gdzieś tam pobito dziecko, czy ukiszono w beczce, to przechodziłam nad tym do porządku dziennego. Teraz nie mieści mi się to w głowie. Pierwszy raz w tym roku przekazałam swój 1 % na dzieci właśnie, a nie na zwierzaki. Może to tak trochę obok, ale zawsze. I są momenty, że żałuję, że mam dziecko (tylko błagam, nie przekręcać wypowiedzi), ponieważ martwię się czasami za bardzo.
Miałam jak ana z tymi psami z tym że ja nie znosiłam alergicznie dzieci 🤣. Typ pracoholika w połączeniu z balangowiczem, podróżnikiem.Wyjeżdżałam do pracy za granice na kilka miesięcy ( a prace miałam wymarzoną w gorących afrykańskich klimatach).Życie przed Tymkiem miałam zaaaajebiste wyjątkowo. Dziecko miałam mieć, ale raczej jedno i dużoooo, dużo pracy, bez żadnych macierzyńskich, żeby z obiegu nie wyjść. Pojawił sie Tymek i zmieniło sie wszystko. Siedziałam 7 miesiecy w domu, zaniedbałam się, roztyłam, wpadłam w deprechę ( bo miałam wbite do głowy,ze niania jest be i to matka tak małym dzieckiem powinna się opiekować, a szczerze- ja dostawałam lekkiego świra non stop kolor z tak małym dzieckiem choć upierdliwe nie było). Powiedziałam dosyć, zatrudniłam nianię i odżyłam, a moje spędzanie czasu z dzieckiem choć dużo krótsze stało sie intensywniejsze i dużo głębsze zarówno dla mnie i Tymka 😉 Z Iwkiem na urlopie macierzyńskim byłam całe 3 dni ( w szpitalu bo laptopa nie przywieźli :lol🙂 Nianie tym razem miałam jak mały przestał przesypiać całe dnie czyli po miesiącu i dla mnie to idealne rozwiązanie. Choć muszę powiedzieć, że dopiero przy Iwku włączyło mi sie 100 % macierzyństwo czyli grubo po 30. Mam wrażenie,ze ja przy Tymku( a byłam przed 30 😲) nie dorosłam do macierzyństwa, a teraz na punkcie Iwka mam absolutnego fijoła 🤔wirek: co ciągle powtarza mój mąż. Czasami tęsknie za tym co było przed Tymkiem, ale jak tylko spojrzę na swoje dzieci ( oczywiście nie w momencie jak sie drą tylko jak słodko śpią w łóżeczkach 😉) to mi przechodzi. Jestem zdania, ze nie każdy dorasta do macierzyństwa i niektórym włącza się ten tryb jak zostają babciami, ale absolutnie nic w tym złego nie widzę. Jak ktoś dobrze czuję się z dzieciakami w domu to jeeest suuuuuuuper bo dla maluchów to na pewno jest 100 x lepsze niż jakakolwiek niania, ale nie wszyscy tak mają i nic w tym złego, ani wyrodnego. Uważam,że da sie mieć wszystko i maluchy i konie i karierę tylko trzeba to sobie poukładać i nie jęęęęęczeć. Jęczenie wkurza mnie najbardziej u innych matek, choć sama jęczałam przy Tymonie bo nie byłam w 100% szczęśliwa, a później to poukładałam i obecnie jestem najszczęśliwszą mama na świecie, spełniającą sie w swojej pracy.
Nie rozumiem właśnie takiego podejścia - super, że Tobie się odmieniło, ale każdy człowiek jest inny!
Ludzie są różni. Dana kobieta może nigdy nie poczuć, że chce mieć dziecko. Każdą deklarację "nie chcę mieć nigdy dzieci", czy mówi to młódka, czy już niezupełnie, można potraktować serio. Ale statystyka jest przeciw wyjątkom.
Jakoś tak się dzieje, że dużo młodych dziewczyn mówi, że "nigdy nie będę miała dziecka". A potem magicznie procent antydzieciowych kobiet spada, większość dzieci rodzi - i jest jeszcze z tego zadowolona. Trudno wróżyć, czy odmieni się Józi czy Zuzi, ale prawdopodobieństwo wskazuje, że którejś się jednak odmieni.
Jestem jak najdalsza od tego, żeby wywierać jakąkolwiek presję w (różnych) kluczowych sprawach, ale pewna doza zrozumienia, skąd się bierze to "odmieni ci się, zobaczysz" byłaby wskazana 🙂
Chociaż mówienie czegoś takiego jest moim zdaniem zupełnie zbędne. Co ma się odmienić, to się odmieni, co ma zostać, jak jest, zostanie
ana, nie atakuję twojej osoby, ale ten wątek został wydzielony z "Co mnie wkurza na codzień" - więc piszę: wkurza mnie to, że ilekroć ktoś odważy się powiedzieć, że nie chce mieć dzieci, od razu słyszy jakie macierzyństwo jest cudowne.
Teodora Ale statystyka jest przeciw wyjątkom.
No właśnie ja się zastanawiam, czy ta statystyka tak naprawdę jest przeciw wyjątkom. Niewiele ludzi umie się przyznać do podjęcia decyzji, której żałuje. Nieraz jak obserwuję matki z dziećmi, to mam wrażenie, że ich gadanie o radości macierzyństwa to takie robienie dobrej miny do złej gry - niby szczęśliwe, ale wyglądają na smutne, przygaszone i wiecznie poirytowane, na dzieci albo ciągle krzyczą i narzekają, albo chcą, żeby zajęło się sobą samo. A przyznanie się do tego, że się nie kocha własnego dziecka w praktyce oznacza potępienie przez resztę społeczeństwa.
Chociaż mówienie czegoś takiego jest moim zdaniem zupełnie zbędne. Co ma się odmienić, to się odmieni, co ma zostać, jak jest, zostanie
Amen! :kwiatek: Tylko to gadanie - no właśnie, niby tylko gadanie, ale jakie wkurzające!
matki sa zmeczone, zirytowane, wku..... nie dlatego, ze maja dzieci, nie oznacza to tez, ze tych dzieci nie kochaja. Sa wku..... bo nie maja wsparcia, sa zostawione samym sobie a jednoczesnie pod obstrzalem spolecznych i rodzinnych wymagan.
[quote author=bostonka link=topic=35211.msg979726#msg979726 date=1303049927] Teodora Ale statystyka jest przeciw wyjątkom.
No właśnie ja się zastanawiam, czy ta statystyka tak naprawdę jest przeciw wyjątkom. Niewiele ludzi umie się przyznać do podjęcia decyzji, której żałuje. Nieraz jak obserwuję matki z dziećmi, to mam wrażenie, że ich gadanie o radości macierzyństwa to takie robienie dobrej miny do złej gry - niby szczęśliwe, ale wyglądają na smutne, przygaszone i wiecznie poirytowane, na dzieci albo ciągle krzyczą i narzekają, albo chcą, żeby zajęło się sobą samo. A przyznanie się do tego, że się nie kocha własnego dziecka w praktyce oznacza potępienie przez resztę społeczeństwa.
Moim zdaniem to bardzo trafna uwaga! 👍
[quote author=tet link=topic=35211.msg979775#msg979775 date=1303053608] matki sa zmeczone, zirytowane, wku..... nie dlatego, ze maja dzieci, nie oznacza to tez, ze tych dzieci nie kochaja. Sa wku..... bo nie maja wsparcia, sa zostawione samym sobie a jednoczesnie pod obstrzalem spolecznych i rodzinnych wymagan.
Oczywiście, kochają, bo wydaje mi się, że dziecka po prostu nie da się nie kochać. Ale wiem też, że są też takie matki, które mimo że kochają, to chciałyby żeby ich życie potoczyło się inaczej i w pewnym sensie żałują.
Jedno jest pewne: Nikogo nie można wsadzać do jednego worka. Ani matek, ogólnie, ani kobiet nie chcących mieć dzieci.
Ja kiedyś mówiłam że nigdy nie będę miałą dzieci, a tu proszę...już kombinuję kiedy mieć drugie 😎 Makolęgwą nie jestem ale lubię być z dzieckiem w domi i do roboty nie śpieszy mi się. Aczkolwiek też nie uważam aby macierzyństwo było takie zajebiste bo czasem mam dość, to ciężka orka 😉 Ale też daje dużo radości.
I daleka jestem od namawiania innych kobiet do posiadania dzieci, nie chcą to ich sprawa.
Mnie niezmiennie śmieszą takie skrajne wypowiedzi, bo rozumiem, że skoro twardo deklarujemy 'nie dla dzieci', to i również 'nie dla seksu'? Żadna metoda nie jest przecież idealnym zabezpieczeniem 😉 Dla mnie decydując się na seks, trzeba mieć gdzieś z tyłu głowy lampkę, że jest to w pewnym sensie zgoda na dziecko. Inna sprawa, że jest spory odsetek kobiet, które śmiało mówią nie dla dzieci, bo zwyczajnie dzieci mieć nie mogą i jest to pewna poza/maska.
Ja tylko dodam, że też zawsze mówiłam, `nigdy w życiu` a teraz się cieszę, że mam z głowy. Wcale nie było tak strasznie jak myślałam, że będzie, finanse też za bardzo nie ucierpiały. Przekonałam się, że mój wybór faceta był trafny. Imprezować - imprezujemy. Nasi rodzice też spełnieni w roli dziadków. Konie mają się dobrze... W sumie były to dwa lata inne niż pozostałe, ale nie mówię, że gorsze czy trudniejsze. Inne...
Makolągwy 😂 ja to na razie jestem taka półmakolągwa, ale powoli przechodzę już w stadium kukułki. No i jednak jak mam wyciągnąć szpika z nosa mojemu osobistemu dziecku, to dłuuuuuugo się zastanawiam i rozważam za i przeciw. Nie rozczulam się nad zielonym blobem, jak owe makolągwy.
Mam trójkę. Z rozsądku. Mąż chciał mieć. To w takim razie niech będą ale od razu a nie co 5-8 lat pchać się w pieluchy na nowo. Dzieci są paskudne. Moje da się zdzierżeć. Bo są moje. Ale kocham jak mi je ktoś zabierze na kilka godzin. Mogę się zająć tylko sobą, swoimi końmi. Nikt akurat nie biega, nie krzyczy. Dzieci to w dodatku niszczycielska siła, dwuletnie mieszkanie wygląda jak po wybuchu bomby. Pokiereszowane ściany, pourywane uchwyty od mebli, ciągle coś narozlewane na wykładzinie. Ciągle sobie wmawiam że bardzo je kocham więc musze to znieść. Kocham to prawda, ale nie mogę znieść, nie potrafię! ciągłego rozglądania się, pilnowania, wyciągania szpików, prania zsiuśkanych majtów, karmienia po półtorej godziny bo sie takiemu gryźć nie chce, wysmarowywania na włosy moich kremów... Czas pieluch już minął chwała Bogu bo kupa w pampku był naprawde ostatnim czego zawsze pragnęłam. A moje to były już w ogóle pomysłowe. Jak się obudziły i strzeliły szyszkę to siedziały cichutko, wyciągały z pieluchy i smarowały się tym. Można naprawdę na palcach u jednej ręki zliczyć dni kiedy nie było dziwnych akcji z dzieciakami w roli głównej. Dlatego marze by urodzić się na nowo, być singlem i nigdy nie mieć dzieci. A w tym życiu by wygrać w totka, zatrudnić niańki dla każdego z nich i oglądać je tylko jak śpią 😁 Rany może to straszne, ale czy ja jestem nienormalna? Mam dzieci, ale wolałabym nie mieć. Nie cierpię dzieci mając je... Masakra...
No nie wiesz- to jest takie "kul" mówienie, że się dzieci nie chce i na pewno chcieć się nie będzie. Też przez to przechodziłam.
zupelnie nie o to chodzi, i wlasnie przestalam zupelnie o tym rozmawiac. jak sie zaczyna ten temat to go zmieniam, bo konczy sie zawsze na "jeszcze ci sie zmieni" i nikt nie szanuje mojego zdania i wyboru. Mnie niezmiennie śmieszą takie skrajne wypowiedzi, bo rozumiem, że skoro twardo deklarujemy 'nie dla dzieci', to i również 'nie dla seksu'? Żadna metoda nie jest przecież idealnym zabezpieczeniem 😉
jest jeszcze cos takiego jak aborcja, choc w polsce zakazana, to w krajach osciennych zupelnie legalna. osoba zdeterminowana pojedzie na wycieczke. jesli nie pojedzie, znaczy, ze faktycznie tylko tak gadala, a ciaza i posiadanie dziecka jest dla niej czyms akceptowalnym. [quote author=Ktoś link=topic=35211.msg980865#msg980865 date=1303127817] zen, to niech się wysterylizują skoro nigdy,przenigdy 😉 [/quote] bardzo chetnie, ale znow dochodzimy do paranoi polskiego prawa- sterylizacja jest u nas nielegalna, nie wolno przeprowadzac tego zabiegu bez powaznych wskazan medycznych. dokonac jej mozna podobnie jak aborcji- albo nielegalnie albo na wyjezdzie.
sznurka źle mnie zrozumiałaś... niecierpię dzieci jako dzieci ogólnie. Moje kocham i znoszę wszelakie rzeczy które robią bo to są MOJE dzieci. Moje dzieciaki mają wszystko czego im trzeba, mają materialnie i duchowo. Okazuję im dużo miłości, ale po prostu psychicznie już wysiadam pod koniec dnia. Teraz jak już są to sobie nie wyobrażam ich nie mieć, ale w drugim wcieleniu nie bede mieć dzieci na pewno 😵 Zastanawia mnie jak kiedyś matki wytrzymywały mając np 14-cioro drobiazgu. Czekam z niecierpliwością jak już podrosną i tyle... Ale jak ktoś w zasięgu wzroku pojawia się z wózkiem to ja się po prostu utleniam... Bo wszelkie inne dzieci są fuj. Chodziło mi o fakt czy jestem nienormalna mając własne dzieci niecierpię innych...
ahawa czy ja napisałam że wolałabym żeby ich nie było? Jeśli tak to pokaż mi gdzie? 👀 edit: znalazłam to do czego się doczepiłaś. W sensie że wolałabym nie mieć. Ale nie żeby ich nie było. Te które są, które kocham - nie umiem sobie wyobrazić gdybym ich nie miała. Natomiast powiedziałam to w sensie, że inaczej wolałabym życie ułożyć sobie... Nie umiem tego wyjaśnić dokładniej....
matki sa zmeczone, zirytowane, wku..... nie dlatego, ze maja dzieci, nie oznacza to tez, ze tych dzieci nie kochaja. Sa wku..... bo nie maja wsparcia, sa zostawione samym sobie a jednoczesnie pod obstrzalem spolecznych i rodzinnych wymagan.
amen
edit: żeby własnie nie zostać źle zrozumianą napisałam co takie małe ludziki potrafią i dlaczego jestem potwornie załamana tym wszystkim. I w dodatku jestem do tego sama. Bo mąż wraca z pracy i każdego jednego dnia jest bardzo "zmęczony" i "choruje" to na zatoki, to na bolące kolano itd. i dziećmi już nie ma ochoty sie zająć.
ahawa, czyli nie ma prawa tak czuć? Nie może broń Boże żałować tego, że posiada dziecko? A jak żałuje, to pieprzy od rzeczy, pewnie jest potworem i najlepiej wystrzelić ją w kosmos.