Pestka, dokładnie! To jest taka jakaś pustka, której nie można nazwać. Po prostu miota się człowiek z kąta w kąt, podświadomie szuka psa, a on już patrzy z góry... Dlatego, teraz twierdzę, że po wypłakaniu się najlepszą terapią jest nowa psina. Człowiek nie rozmyśla zbyt dużo, bo ma nowe serducho do kochania, a nawet jak chwile nostalgii się zdarzą... to to już aż tak nie boli. Bo jest dla kogo żyć.
Hiacynta, bingo! Wczoraj normalnie prawie się rozbeczałam, bo poszłyśmy na spacer (na smyczy!) po bocznych uliczkach - Boże, jak ten psiak się cieszył! 😍 Bardzo szybko skumała, że smycz nie zabija, grzecznie szła przy nodze. Czasem jeszcze ją znosi pod nogi 😁 albo zostaje deko w tyle i zmienia stronę (prowadzącego), więc trzeba uważać. 😉
Martwi mnie tylko trochę to, że... w zasadzie to co zje to nie pogryzie i potem oddaje. (poza kostkami i psimi kabanosami, bo je musi porzuć) jednak z drugiej strony wilki na wolności połykają upolowane mięso, potem zwracają i dopiero wtedy jedzą 'by strawić'. Może schroniskowe bidy też tak mają, skoro często gęsto muszą wcinać na wyścigi, żeby pobratymcy w klatkach nie zjedli ich porcji? Jak Wasze bidy się zachowywały?
Diuna co prawda nie była w klatce tylko w biurze pod stołem siedziała, ale z 3 innymi psiakami, więc podejrzewam, że było tak samo. Nona z kolei 4 pierwsze dni nie jadła wcale, uhh, każdy pies inny.
... A tyle zostało z naszego "twardego" postanowienia, że Diuna nie będzie leżeć na kanapach 🤣
JARA, nie jadłam jeszcze śniadania, zobaczyłam Twe foty... i uhhh, chyba na dziś mam dość mięsa wszelakiego 🤣