tet fajny, nawet bardzo, dałam mu na imię FALKOR czyli "smok szczęścia" z "Niekończącej sie opowieści" no i taki właśnie jest, zawsze uśmiechnięty i radosny, dodatkowo niezwykłe pokłady energi, które na szczęście mamy gdzie rozładować
Mojego Buraczka tu już dawno nie było, a łapię się na tym, ze ciągle jej robię zdjęcia, jak dziecku.
Partia znad morza.
Generalnie, jakby jej nie odciągnąć, toby cały dzień mogła skakać na te fale - aż by padła.
W morzu mnóstwo patyków, Lee postanowiła wszystkie "uratować"
Żeby było śmieszniej, jak jej coś dać do pyska, to ledwo-ledwo chwyta w dwa ząbki, zabawki jej wypadają - tak lekko trzyma. A tu się okazało, że jednak ma ten psi uścisk szczęk 🙂
pies jest szczęśliwy
I domowo - "to nie ja popsułam gryzak, jakże takie słodkie stworzenie mogłoby cokolwiek popsuć...?"
Mam problem...moi dziadkowie mieszkają na wsi i wiadomo jak to na wsi zazwyczaj psy siedzą na łańcuchu. Przybłąkał się do nas ok.rok temu pies,okazało się,że jest to pies Pana ze wsi,który niestety u niego nie miał za dobrze (w szczegóły nie będę wnikać),nauczył się ściągać obrożę i ganiał po całej wsi,w końcu przybłąkał się do nas,spał kilka dni pod schodami i nie odchodził od domu,właściciel powiedział,że pies,albo zostanie u nas,albo niestety będzie musiał go zastrzelić...zlitowaliśmy się i do tej pory pies jest u nas,ale to nie jest problem. Chodzi o to,że pies siedzi na łańcuchu,ale ściąga obrożę i tak jak u poprzedniego właściciela ucieka i biega po wsi,po kilku godzinach zawsze wraca na swoje miejsce. Próbowaliśmy wszystkiego zaczynając od szelek,po długie spacery żeby pies się wybiegał,ale nic nie pomagało. Skończyło się na tym,że pies jest w kolczatce dosyć mocno zapiętej,co pewnie sprawia mu dyskomfort. Mamy w planach zrobić mu ogrodzenie niestety póki co nie ma czasu na to. Macie jakiś sposób,żeby pies nie uciekał dopóki nie zostanie ogrodzony?
Wielkości owczarka niemieckiego,trochę większy może. Właściciel twierdzi,że to jest pies rasowy,ma rodowód tylko on sam go nie posiada,został w hodowli w Krzyżanowicach (bodajże),mówi,że psów tej rasy w Polsce jest ok.30,jeśli chodzi o rasę to pamięta,a ja pierwszy raz takiego psa widzę,więc sama też nie potrafię jej określić. Oczywiście ile prawdy jest w tym co on mówi to nikt nie wie,ale podejrzewam to,że zwykły kundel
tet jutro cyknę fotę jak znajdę czas,jednak wieś to wieś 40 minut roboty niby nic,ale oprócz tego teraz grodzimy kury,robimy nowe pastwisko dla konia,sadzimy,do tego jeszcze roboty koło domu i w domu,człowiek sam nie wie kiedy ten czas tak leci,łatwo powiedzieć 🙂,a na taką "łatwiznę" trzeba mieć pieniądze.
Może na fotach tego nie widać ale one są na środku szerokie, a przy zapięciu węższe. Chodzi o kształ. Takie obroże uniemożliwiają wyciąganie głowy.To taka najtańsza wersja co można spróbować zrobić.
JARA mam obrożę o prawie identycznym kształcie i niestety lipa...pies schyla głowę pomiędzy przednie łapy obraca się przodem do łańcucha i ciągnie na siłę,albo obwija się specjalnie na około drzewa i robi to samo. Drzewa już wycięliśmy,ale problem dalej jest. No nic...pozostaje jak najszybciej go ogrodzić i tyle 😉 Jutro postaram się wstawić zdjęcie,może któraś z Was będzie wiedzieć co to za rasa pieska.
Sprobowalabym ciasnej obrozy polzaciskowej a w ostatecznosci po "wiejsku", lancuch zamiast obrozy. Albo dwie obroze, nizej ciensza do ktorej zapniesz lancuch wyzej gruba i szeroka. ta gruba bedzie blokowac. albo zamiast tej grubej kolczatke. Tylko zeby nie musial na tej kolczatce non stop wisiec.... JARA, 100 LAT 100 LAT. Z BUŁĄ I MASZĄ
Łańcuch zamiast obroży da efekt, bo sama kiedyś miałam podobny przypadek, niestety na dłuższą metę u mnie się to nie sprawdziło, bo łańcuch nie wiem w którym momencie zaczął się wrastać w skórę, a że było ciepło to pojawiła się ropa zaczęło się paprać i długo nie można było tego wyleczyć...
mam pytanko, czy ktoś może używa PLECAKA DLA PSA? Często chodzę z psem do sklepu, zamiast ja nosić siaty to wrzuciłabym psu w plecak... na necie nie ma zbyt dużego wyboru, znalazłam taki:
Mam pytanie do bardziej zorientowanych w temacie, mianowicie mój facet ma owczarka niemieckiego która ma dominujący charakter. Raczej średnio sobie z nim radzi 😉 Największy posłuch pies ma u teścia, za nim najbardziej tęskni i w każdy możliwy sposób okazuje swoje przywiązanie.
Problem pojawia się przy wizytach u weterynarza. Z opowieści wiem że każda, nawet najzwyklejsza wizyta, kończy się zdemolowanym gabinetem, poharatanymi łapami trzech silnych facetów próbujących utrzymać przerażonego/agresywnego psa. Tenże psiak słucha się mnie w stopniu zbliżonym do posłuchu u ojca, choć nie kocha mnie tak bardzo 😉 Co najwyżej darzy jakąśtam sympatią, co mnie nie dziwi bo z tego co słyszała są to psy jednego właściciela. Odkąd częściej się nim zajmuję okazało się, że przychodzi na zawołanie, umie iść przy nodze bez smyczy, wykonuje proste komendy.
Tyle tytułem przydługiego wstępu, problem jest następujący. Po raz kolejny zachorował na boreliozę (czy cokolwiek by to było od kleszczy) i muszą go zabrać na kolejny zastrzyk jutro rano. Zdesperowany facet zaproponował mi żebym pojechała z nimi i spróbowała "tych swoich behawioralnych sztuczek" co to robię z końmi i swoim jamnikiem.
Jak w ogóle podejść do tematu stresujących wizyt u lekarza? Czy chociażby bodźcowanie smakołykami może dać cokolwiek? (choć teraz raczej nie, bo mu brak apetytu i generalnie nie jest łasuchem) Pies jest już od dawna dorosły, wizyty zawsze kończą się tak samo... Czy takie sytuacje są do przewalczenia?
Nie mam zbyt dużej wiedzy, w tym temacie, ale smakołyki raczej odpadają. Jak mój gnom się czegoś wystraszy, ma panikę itp. nigdy nie chce jeść nawet ulubionych smakołyków. U weterynarza jest z resztą to samo, nie sprawia raczej problemów przy wizytach, ale smakołyki to on akurat ma wtedy gdzieś. 😉
kajpo, a nie ma możliwości psu założenia kagańca weterynaryjnego i zasłonienia oczu (niektóre psy gorzej rozjusza, inne uspokaja)? Nie ma możliwości dostania leku od weta i podania samej zastrzyku? Nie ma możliwości żeby wet przyjechał?
Podawanie smaków psu w takiej sytuacji raczej nie wskazane. Nie ma potrzeby abyś 'nagradzała' go za to, że się boi u weta i źle zachowuje. To trochę tak jak z ludźmi, którzy mają psy, które czegoś się boją lub nerwowo reagują np na przejeżdżającą kartkę na sygnale. Pies czegoś się boi, a ludzie głaszczą psa i dodają mu otuchy "wszystko ok, będzie dobrze, nie bój się". U psa to trochę działa jako sygnał, że odpowiednio się zachował 😉
Te smakołyki to raczej luźna propozycja w którą sama zwątpiłam 😉 Jara odpowiadając na twoje pytania Pies jest u weta oczywiście w kagańcu. O zasłanianiu oczu nigdy nie słyszałam. W domu nie ma odważnego chętnego na podanie zastrzyku.
Dodam że nie widziałam na własne oczy takiej wizyty, ale zawsze jest to wielkie wydarzenie na które wybierają się najtwardsi z twardych. Mam wrażenie że jest to coś w stylu "On jest taki groźny! Nie może się nawet powąchać z innymi psami!" Po czym widzę jak po łące biega z napotkanym kundelkiem machając radośnie ogonem 😉 W takim razie jak postępować z psem u weterynarza? Ja moją małą biorę na ręce, telepie się jak stary paralityk a samego momentu zastrzyku nawet nie zauważa. Tego bydlaka nawet nie utrzymam. Zresztą ma dziwne zachowania, np. jak go dotykam tam gdzie nie lubi/nie ma ochoty (np. łapy) i jest to charakterystyczne łypanie okiem, a jak nie przestaję to warczenie coraz bardziej na poważnie aż w końcu ugryzienie. Ja się nauczyłam czytac te znaki, ale żeby "znieczulić" go w tym gabinecie trzeba by tam siedzieć pewnie parę dni 😉 btw. fotka 😎
kajpo orientujesz się może czy pies nie ma jakichś przykrych doświadczeń z obecnym weterynarzem/kliniką? Znam z autopsji kilka przypadków w których z podobną traumą weterynaryjną pomagała zmiana kliniki i dziś z tymi psami nie ma żadnych problemów przy wizytach, a wcześniej również kończyły się na demolowaniu gabinetów itd zanim jeszcze weterynarz przeszedł do rzeczy. Sama też miałam podobny przypadek, chociaż z łagodniejszym przebiegiem, bo zwierz jest mniejszy 😉 Traumę załapała po nieprzyjemnym zabiegu czyszczenia uszu, podczas którego załatwiła się pod siebie (z bólu :/ )...Suka do tej pory najchętniej omijałaby naszą ex-klinike szerokim łukiem, a do obecnej chodzi na pełnym luzie.
U każdego oddzielnie jest to samo. Miałam podobnie z moją jamniczką. Przed "złą" kliniką zapierała się łapkami 500m przed, natomiast w nowej nie ma już problemu 😉 Tutaj była sytuacja awaryjna, jechali o 5 rano do weterynarza dyżurującego 24h, na szczęście mamy kilka przychodni dość blisko.
Sle on jest bardzo kulturalny ze warczy. Wyraznie ostrzega zamiast od razu uwalic. Cwicz z nim dotykanie i masaz. Zaczynajac od spodu glowy, przez leb kark grzbiet ogon brzuch lapy. Pies na lezaco. Ruchy rak baaardzo powolne.
Tak, to bardzo miłe z jego strony 🤣 Pojawił się drugi problem. Nie trzyma moczu. A że jesteśmy sami, wdrapał się do mnie na samą górę (co mu się nie zdarza) i piszczał pod drzwiami. Jak z nim zeszłam na dwór to wystrzelił jak z procy na ogródek i bardzo długo sikał. Jak go chciałam zabrać z powrotem do środka, ale w ogóle nie brał takiej opcji pod uwagę, tylko położył się w swoim ulubionym miejscu na ogródku. Zaobserwowałam, że zostawia wszędzie krople, a jak weszłam do środka, to okazało się że są małe kałuże na półpiętrze gdzie lubi leżeć. Już ponad godzinę siedzi na dworze i nie chce wrócić biedak 🙁 przy babeszjozie tak się dzieje? Słyszałam raczej o problemach z oddawaniem moczu, albo brązowym zabarwieniu. Chyba, że to efekt kroplówek?
Myślę, że jak na amatorszczyznę to bardzo fajnie. Gorzej troszkę nam poszło tropienie człowieka: był to nasz pierwszy raz i padał deszcz. Nikt mnie nie uprzedził żebym wody nie przekraczała. Chowając się przekroczyłam ścieżkę, za ścieżką zrobiłam "punkt kontrolny". Wiatr zmiótł zapach w wodę i trochę to pokrzyżowało plany. Mimo wszystko z małą podpowiedzią się udało. Poza tym osoby, które były z nami w grupie do tropienia przyniosły piłki co nam utrudniło trochę pracę. Szukanie po ścieżce zgubionych przedmiotów wychodziło bardzo fajnie. Rewirowanie też dobrze.. Chociaż jako ostatni przedmiot zostawiłam gryzak jutowy, który dla niej był tym numerem jeden i była na niego napalona. Od razu ruszyła i był on pierwszym znaleziskiem. Więc byłam pewna, że już nie podejmie się szukania rękawiczki. Na komendę zaczęła szukać, znalazła i nawet ten ukochany gryzak wypuściła i oznaczyła (wzięciem w pysk - można to nazwać oznaczeniem?) rękawiczkę. 😉 Może w dalszej zabawie spróbuję ją nauczyć oznaczania przedmiotów poprzez siadanie obok nich. Bo rękawiczkę, zabawkę weźmie w pysk (raczej nie wróci i mi nie odda 😉 ) natomiast jestem pewna, że innych przedmiotów nie weźmie np kluczyków itp.