fin tak! Mój najukochańszy z najukochańszych na świecie koń - Denver 😍 Poznałam go w lutym 2006 roku w stajni gdzie obecnie jeżdżę, dzierżawiłam go stosunkowo krótko - do sierpnia 2007, ale pokochałam go niesłychanie. Niestety musiałam się z nim rozstać, właścicielka postanowiła go wywieźć do innej stajni.
Dzionka, Sierra znowu stoi w "mojej" stajni 💃
Mniej więcej od listopada chodziły słuchy, że D. wróci do Koczarg, ja za każdym razem robiłam sobie nadzieję, ale były to "fałszywe alarmy". Wczoraj wieczorem dostałam wiadomość "Jutro przyjeżdża Denver". Pomyslałam sobie "tia jassssne".
Ale postanowiłam sprawdzić. Dzisiaj nie planowałam wizyty w stajni, ale jak po każdym "fałyszywym alarmie" - obładowana jabłkami i marchewkami, z aparatem w ręce i nadzieją w sercu - pojechałam. I okazało się że... jest. Wrócił.
Podeszłam do boksu. Standardowe "przywitanie" położonymi uszami i postraszenie zębami. No i mój płacz. "Jak po staremu" - pomyślałam. Nawet nie wiedziałam jak mi brakowało tych wyszczerzonych zębów, tych "strasznych" min...
Weszłam do boksu i zobaczyłam jak wygląda... Gdzie się podziała nasza lśniąca sierść, aksaminty, błyszczący ogon, zadbana grzywa i iskierka w oczach...? Dlaczego nogi są takie spuchnięte, dlaczego ma pozasychane brudne rany, dlaczego nie jest podkuty na specjalne podkowy...?
Ale wzięłam szczotkę, przez pierwsze chwile D. się denerwował, kręcił po boksie, złościł. Po chwili chyba mu się przypomniało. Stał grzecznie, dał się wyszczotkować, porozplątywac grzywę... Przy tym standardowe szturchanie nosem, oglądanie czyszczonych miejsc, podgryzanie szczotki, po smakołyku lizanie po rękach i po wszelkich odsłoniętych częściach ciała :P
Mała fotorelacja:
Przywitanie:


Przed czyszczeniem:



Bierzem szczoty w dłoń:

Nie szoruj, tylko daj cuksa! :P

I ogarnięty na tyle, na ile się dało...


Wybacznie ilość, ale trzeba nadrobić te 1,5 roku... 😉
Boże, ile ja bym dała żeby móc się niz znowu pozajmować...