auto-i-samo-zachwyt nad naszymi wypasionymi Kucami, Glutami, Złotkami, Łosiami, Misiami i ... no, i w ogóle 😀iabeł: jesli zachwyty nad kulawymi melepetami też sie tam beda mogly znalezc, to i ja bede za 🙂
Dziewczyny przyjmijcie mnie marną do swego grona, śledzę i kocham ten wątek.. jestem pod wrażeniem Waszych Osobowości i kopytnych.. Jest wyjątkowy ...jestem waszą niewolnicą obserwującą 🙇
[quote author=Sierra link=topic=3.msg149187#msg149187 date=1232237409] auto-i-samo-zachwyt nad naszymi wypasionymi Kucami, Glutami, Złotkami, Łosiami, Misiami i ... no, i w ogóle 😀iabeł: jesli zachwyty nad kulawymi melepetami też sie tam beda mogly znalezc, to i ja bede za 🙂 [/quote]
a nad konska wredna menda tez sie mozna pozachwycac? :/
ascaia mi teraz tez jest dziwnie w stajni bo doszlo nam pare koni z wlascicielami i nagle zrobilo sie tak tloczno.. niby fajnie , ale jakos wczesniej byla ta cisza i spokoj 😉
Ascaia Dziewczyny nabiorą wprawy i wszystko się ułoży 🙂 Trzymam kciuki za twoją cierpliwość.
Dzionka Jeszcze nie startowałam. Zawody w ten weekend jak dobrze pójdzie, bo po wczorajszej jeździe boli mnie noga. Chyba sobie jakiś mięsień przeciążyłam 👿
A o zdjęcia postaram się się po 26, jak skończę już egzaminy. Może wtedy uda mi się mojego fotografa zaciągnąć do stajni. Inaczej może być trudno, bo nie zostawię wnętra samego żeby mu fotkę cyknąć.
No dobra, to poczekam do 26 🙂 Mój fotograf walczy z sesją, więc też prędko ładnych zdjęć nie uświadczę... Ale czasem nawet komórkowe są lepsze niż żadne 😀
Taka ładna pogoda, pojechałabym w teren, ale mam trening dopiero o 18 :/
Dzięki dziewuszki. Staram się patrzeć pozytywnie. Kluczem do sukcesu byłoby znalezienie choćby dwóch godziny w tygodniu, które mogłabym mieć tylko dla siebie. Mam nadzieję, że mi się to uda. Wczoraj był dzień na jojczenie - mocno zmarzłam to raz. A dwa, że kiepsko mi się współpracowało z końmi. Młoda przez dobre 20 minut ganiała jak z pieprzem w tyłku mając z głębokim poważaniu, że na jestem na drugim końcu lonży. No ale czemu sie tu dziwić, skoro zdecydowanie za rzadko poświęcam jej uwagę. W ogóle sytuacja jest nieco patowa i woła o pomstę do nieba - w kwietniu Tajlunia skończy 6 lat, zaczęłyśmy pracować jak skończyła 3, a nadal nie galopujemy pod siodłem, a i kłus zostawia wiele do życzenia, bo pracujemy na wyrywki, co kilka tygodni zaczynając "od nowa". Jeden krok w przód, a później dzięsięć w tył. 🙁 :emot4: I to i ona i ja, bo jeżdżę mało, rzadko i właściwie "byle jak", bo tylko na Młodej. Bardzo się uwsteczniłam, a przecież i tak nigdy nie czułam się dobrym jeźdźcem. Przede wszystkim nigdy nie "wyglądałam", choć może udawało mi się być skuteczną. I chociaż pracowałam z kilkoma młodymi, a współpracą z Tajemnicą (którą robiłam od zera i której wszystkiego nauczyłam sama) wiele osób się zachwycało, to teraz mam poczucie zupełnego braku umiejętności, obawy, że niszczę konia, że nie powinnam się do niej dotykać, że nie powinnam nikogo uczyć. Każda chwila w siodle to niesamowity stres. A ostatnio pojawiła się nawet myśl o sprzedaży własnych babusków... :/
A tak z milszych spraw, kilka zdjęć z ostatnich dni (foto z telefonu, więc jakość taka sobie)
i moje dwie "beczułeczki" czyli Tajemek (termin na koniec marca) i Euforia (termin na koniec kwietnia)
i Megalinka (która wbre pozorom w ciąży nie jest 😉 )
Tak zmieniając temat mojego użalania się nad sobą (obiecuję przestać przynajmniej na miesiąc 🙄 ) Ile godzin w tygodniu spędzacie u swoich kopytnych. Udaje się Wam być codziennie? Siedzicie w stajni na plotkach i mizianiu zwierzów czy tylko tyle ile trwa praca z końmi?
Ascaia, fajne fotki 🙂 Słodkie są te kucory, nie dziwię ci się, że chciałabyś spędzać z nimi jak najwięcej czasu. Ile dni w tygodniu masz takie jazdy? Tak z ciekawości, to te dzieciaki będą się bawić w jakiś sport, czy to "zwykła rekreacja"?
Ja u konia spędzam 4-5 dni w tygodniu. Różnie to bywa z czasem, ostatnio siedzę po 4-5 godzin, nie mogę się zmusić, żeby wracać do domu 😀 Zajmuję się koniem, wsiadam, znów się nim zajmuję, a potem ploty ploty i gapienie się na jazdy lub konie innych. Rzadko zdarza mi się przyjechać tylko po to, żeby wsiąść i szybko wracać, chociaż zdarzało się jak była taka paskudna pogoda i konie stały w boksach, a ja miałam tylko 1,5h na obrócenie między szkołą a pracą- wtedy bez czyszczenia puszczałam konia na halę albo wsiadałam i wrzucałam do boksu- żeby chociaż te 45 min. sobie pobiegał w czasie dnia. Nie lubię takich dni, ale mam potem poczucie spełnionego obowiązku chociaż 😉 Już nie mogę doczekać się tygodnia po tym przyszłym- skończy się sesja, przerwa w pracy... Będę chyba codziennie do wieczora 🏇
W stajni jestem 4 razy w tygodniu (chyba, że w pracy mam młyn, ale to głównie okres wiosenny). To znaczy 4 dni jestem tak na dłużej, żeby pracować z końmi. A kilka razy w tygodniu jestem też na chwilę rano, żeby wypuścić dziewczyny na wybieg (bo niestety czegoś takiego jak wypuszczanie koni nasza a'la obsługa stajenne nie robi).
Z jazdami jest tak, że to jest układ "przysługa za przysługę". Przy aktualnym stanie 12 kuców, w tym trzech prawie surowych młodziaków, którym trzeba poświęcić pełną uwagę, nie dawaliśmy radę we dwoje z Ojcem. Szczególnie od czasu kiedy ja kończyłam studia i poszłam do pracy. Jeszcze dodatkowo Ojczulek dość poważnie skręcił nogę pewien czas temu. Więc poszukiwaliśmy ludziów, małych, lekkich, którzy mogliby nam pomóc. Najpierw (rok temu) znalazł się mój kochany Zygzaczek, która dostała pod opiekę Siwera z zadaniem przygotowania go do próby ogierowej. Próba w listopadzie została zaliczona. Teraz chciałabym, żeby spróbowali swoich sił w regionalkach skokowych, choć póki co priorytetem jest zdanie matury. Kilka dziewczyn to studenci Ojca, osoby, które w ten sposób szukają szans na doszkolenie się, bo w ramach studiów mają tylko jedną jazdę w tygodniu. A kilka innych to "spadek" z wakacyjnych szkółek, które odbywały sie na dużych koniach. Po tych szkółkach pojawiło się w stajni sporo dzieciarni, które oczywiście złapały "fazę na koffffffane kucysie". Niestety w większości to są totalne pierwotniaki, a nam raczej potrzeba osób już coś umiejących. Jednak parę sensowniejszych się ostało przy nas. W tym jedna super dziewuszka - wyjątkowo rozsądna i z tym "czymś", wręcz z samorodnym talentem. Tu mam też ochotę na umożliwienie jej startów w kucykowych konkursach na regionalkach. Reszta to typowa rekreacja i jeśli chodzi o jeźdźców, i jeśli chodzi o konie (klacze hodowlane, które w tym roku nie są zaźrebione i młode wałaszki). Jest taki dodatkowy lekki zgrzyt w tym wszystkim (pewnie źle robię, że się do tego przyznam) - tak po prawdzie to tu jest sytuacja, gdzie na koniach na mocno średnim poziomie zaawansowania jeżdżą ludzie o mocno średnich umiejętnościach. Ale dla tych koni alternatywą jest prawie zupełny brak kontrolowanego ruchu i brak dostatecznej dawki "miłości i opieki". Więc to chyba tak zwane "mniejsze zło", tym bardziej, że jak najbardziej postępy jeździeckie są.
Inna sprawa, że po wakacjachjest kolejka do opieki nad "koffffanymi kucusiami". Praktycznie co tydzień zgłasza się do mnie (Ojca się boją 😉 ) jakieś mało znane mi dziecko, które "galopuje, skacze i w ogóle" i chce się czymś opiekować. A jak mówię, że nie mam czasu na pracę z pierwotniakami to słyszę, że mnie może nie być, że one sobie same poradzą, że mogą czyścić jak mnie nie ma, i na halę mogą same puszczać, itd. Nie muszę mówić, że mają po 10-14 lat.
An_kara wotamy w Kąciku 😉 Ale napierw w ramach inicjacji - 100 pompek, 100 przysiadów, 100 pompko-przysiadów, kawa i ciacho dla każdej z nas 😁 😎 Różnie to bywa z czasem, ostatnio siedzę po 4-5 godzin, nie mogę się zmusić, żeby wracać do domu 😀 Zajmuję się koniem, wsiadam, znów się nim zajmuję, a potem ploty ploty i gapienie się na jazdy lub konie innych. Rzadko zdarza mi się przyjechać tylko po to, żeby wsiąść i szybko wracać
O kurczę, jak ja tęsknię za takimi czasami... 🙁 Ja ostatnio mam tak, że wpadam do stajni, czyszczę i ubieram, wsiadam, po jeździe oporządzam, ewentualnie wsiadam na 2 konia i uciekam. Nie ma czasu na ploteczki, spacerki, zdjęcia itd... Cały czas jestem w stresie, że muszę zdażyć na wczesniejszy autobus, bo nawał nauki czeka... Więc robię wszystko szybko, szybko, nie relaksując się przy tym, a i tak w domu ta nauka idzie średnio... 🙄 :emot4: I ogólnie z jazdy na jazdę utwierdzam się w przekonaniu, że coraz beznadziejniej mi ta jazda wychodzi 😕 :/
Późneij wstawie dwie forki z dzisiaj, natomiast na razie chciałąm opisac co mi sied zis przydażyło( siedze obolała i czuje jak mi 3/4 pleców mrowi i piecze). Mianowicie po obiadku jak konik jadł sianko uznalałm zę wejde i korzystajac z okazji , przed odjazdem, przelece mu olejem kopyta. W momencie jak podeszłam z prawej strony i schyliłam się po noge , koń złapał zębami mój lewy bok ( blizej kregosłupa) , nastepnie zostałam 3-4 razy popodrzucana( panika i stracgh w moich oczach ogromny, szczególnie że tarmosił mną jak workiem ziemniaków) do góry . w końcu gdzy odpuścił ( po uderzaniu w szyje) wyladowałam na tylnej ścianie boksu i życie dosłownie staneło mi na sekunde przed oczami. Plecy zaczeła zalewac fala ciepła.
NA szczescie , ugryzł on tylko mocno zdzierajac nieco skóry , no i zotawiajac widoczny ślad. Siedzę własnie na srodkach przeciwbólowych.
I przyznam o ile kiedys miałam do niego tyle zaufania , ze luzem go w boksie czysciłam , tak od tej pory wyłacznie na uwiazie.
Raven na pewno nie jest tak źle. A ja chyba na dobre zawitam w tym wątku. 30 stycznia moje życie zmieni sie diametralnie, przynajmniej tak mi się wydaje. Sela będzie moja(trzymajcie kciuki zeby wszystko wypaliło) a to wszystko dlatego ze inaczej poszłaby na mięso. Zdaje sobie sprawę jak cholernie będzie nam ciężko(bo to przecież wredna kulawa kobyla), ale co robić? Czekam tylko aż ja przeniosę do nowego domu, a potem zaczynamy wielkie leczenie. Jeżeli jej kulawizna jest uleczalna to będę najszczęśliwszą osoba na świecie. Z drugiej strony juz 2 lata jest kulawa i nasze wspólne jazdy są trochę odległym wspomnieniem. No cóż pozostaje mi wiara i planowanie lepszego grafiku tak abym zdała maturę wyleczyła konia i ze wszystkim sie wyrobila. Rodzice juz mi mówią ze to dla mnie za dużo... ale nie mam innego wyjścia. Nie zostawię jej tam. Obym nigdy nie żałowała tej decyzji. 🙄 Trzymajcie za nas kciuki 😉
Ile godzin w tygodniu sp?dzacie u swoich kopytnych. Udaje si? Wam by? codziennie? Siedzicie w stajni na plotkach i mizianiu zwierzów czy tylko tyle ile trwa praca z ko?mi?
ja jestem codziennie - uroki opieki nad kulawa melepeta - musze codziennie wziac go na spacer w rece. no i zarelko na nastepny dzien przygotowac 😉 a poniewaz melepeta kulawa - to zajmuje sie glownie mizianiem 😉 na tygodniu to wychodzi ok. 3-4 godzin dziennie, a w weekendy pol dnia albo i caly dzien.
jak kon byl na chodzie to bywalam nie mniej niz 3 razy w tygodniu plus weekendy. godzinowo podobnie - w tygodniu 4-5 godzin (bo jestem guzdrala :P) a w weekendy pol dnia albo caly dzien.
w weekendy wiadomo - uzupelniam ploteczki 😉 chociaz teraz jak laze z koniem w rece, to sporo na biezaco sie dowiaduje 😉
Kurde, pomocy Waszej potrzebuję. Wiem już, że naj;epsze pady to ANKY. Narazie kryzys siedzi też w mojej kieszeni i na koncie. Doradźcie zatem czy te pady niżej są dobre czy też odpuścić sobie i zbierać na Anky?
Ja jestem codziennie, spędzam w stajni zwykle 3 godziny albo więcej, w weekendy trochę dłużej. Oprócz jeżdżenia zajmuje mi czas też wypicie obowiązkowych 2 kaw/herbat, poplotkowanie, przebranie się (bo podczas roboczego tygodnia w stajni jestem prosto ze szkoły), głaskanie stajennych zwierzaków i mizianie koni 😉 . Stajnia jest dla mnie miejscem, w którym odpoczywam psychicznie po szkole więc zwykle wcale się nie spieszę
Efka piękności fotki tylko je poprostuj 🤬 🙂 jak tam Rito?
Dragonnia te ET wyglądają fajnie. 🙂
Złociutka nie mogę 😁 prawa autorskie wiesz 😉
ostatnio miałam poważne przejścia zdrowotne ale nie chcę o tym mówić, może jak to się wypionuje 😕 więc chwilowo zdjęcia mi muszą wystarczyć, ale dzięki temu Aneta odważyła się i wsiada sama na Ritka. Za tydzień powinnam dać nowe wieści z jeździeckiego placu boju.