A ja z kumpelą stwierdziłyśmy dziś, że w teren pojedziemy na oklep... i stwierdzam, że na pierwszy raz trzeba było ejchać na godzine nie na dwie ;P tyłka i nóg nie czuje =P
martwi mnie tylko, że Basia dzisiaj znowu lekko się płoszyła, mam nadzieje, że jej to przejdzie =/
Ale śmiechu w terenie było coniemiara. Moje przekłusowanie chyba z 15-20 metrów widząc na boku konia (rękami na szyji, nogą na grzbiecie =P) powaliło koleżanke na kolana, za to, jak ona wsiadała na swoją z powalonego drzewa, zrobiła prawie szpagat, gdy jej kobyłka zwiewała jej z pod tyłka =P zawiesiła się na drzewie obok a koń sobie od niej odkłusował to ja najpierw się przeraziłam, żeby złapać jej konia a później przez kilka minut nie mogłam uspokoić śmiechu =P
I oczywiście stały punkt programu - sarenki kilka razy przecięły nam drogę... bezczelnie =P
a teraz fotki =)
Chwila odpoczynku:


Grzecznie stoimy:


I moje ulubione, bo Basia moim zdaniem wygląda tu poprostu bosko =)


I narazie tyle, nie będę KR zaśmiecać większą ilością fotek =P