A co do dzisiejszej jazdy, to jak już w końcu zdecydowałam, że lepiej chwile pobujać się po lasku, niż się uczyć to ruszyłam na pociąg =)
Po zastanowieniu się co i jak (czyli czy jade na dłużej pobujać się między drzewami czy na chwile, żeby jeszcze popołudniu odwiedzić chłopaka =P ścieżkami) postanowiłam założyć Basi owijki... wszystkie 4 =) (wcześniej 3 razy miała na sobie owijasy na przody, na tyłach nigdy przenigdy, a jej tylne nogi to jej własność prywatna, że tak to nazwe =P ) i nawet się udało =)
Dziś, w jej drugim samotnym terenie była mniej zeschizowana, choć dalej co chwile próbowała sięwracać do stajni, ale całkiem fajnie szła i zdecydowanie mniej się spinała niż ostatnim razem. Terenik trwał jakieś 50 minut i zaliczam go do jak najbardziej udanych...
i kilka fotek (jutro pewnie będzie więcej w innych wątkach =P )
nosek do całowania =)


zdarzały się bunty, akurat przy próbie zrobienia ładnej fotki


i ten wzrok pełen nadzieji, że już wracamy do stajni =)
