niestety, właściciele nie pomogą, takiego go kupili kilka lat temu i wg. poprzednich właścicieli ma to od zawsze. W dziurze i dookoła nie ma żadnych blizn, nierówności skóry czy czegokolwiek co świadczyloby o o tym, że była tam kiedyś rana (ale oczywiście nie musiała być/sie uwidocznić na zewnątrz). Z ziemi nie wygląda jakby miał jakiekolwiek problemy w codziennym życiu, normalnie się zgina na obie strony, skubie jak go swędzą boki, etc. Nie wiem jak z pracą pod siodłem: kuc jest maleńki i jedynie co robi to wyrabia lonże pod dziećmi.
No bo pytałam co to jest i nie dostałam odpowiedzi - a okazuje się, że taki ubytek ma jakąś swoją potoczną nazwę i że u wielu koni występuje. Taka ot ciekawostka dla mnie. A ja byłam przekonana, że to po jakimś wypadku przed kupnem, więc siara 😅
Ale takich rzeczy weterynarzy na studiach nie uczą (bo i po co, mają ważniejsze rzeczy do przyswojenia), uczą tego zootechników, bo to się w opisie uwzględnia 😉
Większość wetów których znam, to faceci, którzy wcale nigdy nie jeździli jakoś intensywnie konno, nie są takimi "koniarzami" właśnie. Kobiety wetki, tak, ale faceci to nie spotkałam. Więc nie dziwi mnie brak takiej "potocznej" wiedzy.
Ja też byłam kilkukrotnie już pytana przez ludzi, czy miał jakiś wypadek. 😂 Szczególnie, że mój ma od spodu, na gardle, więc ewidentnie mógł się na coś nadziać, żeby mieć dziursko.
Ale o odczynie po zastrzyku to żeś nieźle wymyśliła, Iskra, na to bym nie wpadła. 😉
Rudzielc_23, tak, dokładnie. Z angielskiego bloody shoulder, bo najcześciej te plamy występują na łopatkach. Tylko u nas jest to nazywane również piętnem Mahometa.
Nie spotkałam się z nazwaniem krwawej odmiany piętnem ale mało kto wie że taka plama ma swoją nazwę. :P U nas jest kobyłka i ma taką odmianę na słabiźnie.
Jeżeli chodzi o "dziurę w szyi" to zdecydowanie najczęściej używana w moim otoczeniu nazwa to pchnięcie lancą.