Magdalena, ja sobie kupiłam to nosidełko Tulababy i... porzuciłam chustę! Mam fajną, przewiewną chustę, byłam na nauce wiązania, ale wiążąc mam wrażenie, że nie jest dowiązana i że robię małemu krzywdę. Dodatkowo mam wrażenie, że w trakcie noszenia się poluźnia i muszę co jakiś czas podciągać. Nosidełko za to nie dość, że się łatwo montuje, więc mały się nie wkurza (a przy wiązaniu chusty, jak ma zakrytą głowę, to się złości), to jeszcze cały czas stabilnie trzyma dziecko. No i na pewno jest lepsze przy spacerach- bo pakuję psy do samochodu, Wojtka do fotelika, jadę do lasu i raz-dwa-trzy wkładam go do nosidła (nawet jak zaśnie, to przy przekładaniu do nosidła się nie obudzi, przy wiązaniu często się wybudzał), podczas gdy chustę trzeba wywiązać, końcówki walają się po ziemi itd. Na spacerze też, w razie potrzeby, rozpinam szybciutko, karmię i równie szybciutko wpinam. Zdrowotnościowo nie widzę powodu, dla którego nosidełko miałoby być gorsze dla malucha od chusty, chociaż podawane przez chustomaniaków powody znam. Ale analizowałam, przyglądałam się i mi wychodzi, że różnicy nie ma pomiędzy chustą a nosidłem, ewentualnie dla mnie- na plus dla nosidła 😉

Aha, ramiona nie spadają, bo się z tyłu je spina.