Wyobraź sobie, ktos przychodzi do ciebie do klińiki np. Pani w wieku 40+ a Ty walisz: dobra dawaj tego kota, trzymaj go, to co z tym kotem, co mu dajesz jejsc?? Dla mnie byłaby to ostatnia wizyta w takim "zakładzie"
No właśnie. To i ja mam na myśli. Albo w jakiejś np firmie typu bank czy coś. Wykształcona osoba przychodzi do pracy i z własnej woli stawia się w pozycji jakiejś tam Grażynki czy Klaudii, co to ją można nawet w tyłek szczypnąć i po kawę posyłać. Kiedyś się mówiło: jak się sam nie szanujesz, to i ciebie nie szanują. I "pani/pan" było tego elementem. I teraz nadal jest, tylko młodym osobom wmawia się coś innego. To ciekawe i to element większej gry.
Ale co Drogim Paniom ( 😉 ) przeszkadza, że ktoś chce być nazywany po imieniu? Skoro do Was zwraca się z szacunkiem, na "Pani"? To w końcu jego "poziom respektu" maleje(?).
W Polsce bywa problematycznie z 'tykaniem', bo ludzie chyba czesto myla brak oficjalnych zwrotow ' pan/pani' z zazyloscia. Nie zauwazylam takiego problem w Irlandii, tutaj chyba tylko do policjanta mowi sie 'sir' 😁 ale nikt nie ma watpliwosci, kto jest szefem i na million innych sposobow okazuje sie szacunek, mowy nie ma, aby ktos nie znal swojego miejsca w szeregu. Chociaz, na pierwszy rzut oka, wydaje sie byc bardzo na luzie. Ale to troszke pozory. Btw to nie uzyte slowo 'pan/pani' sprawia, ze nasze zachowanie w stosunku do drugiej osoby jest pelne szacunku czy dystansu, mamy jeszcze do wyboru cala game zachowan, mowe ciala, jak tez szeroki wachlarz sposobow formuowania naszych wypowiedzi.
Ale co Drogim Paniom ( 😉 ) przeszkadza, że ktoś chce być nazywany po imieniu? Skoro do Was zwraca się z szacunkiem, na "Pani"? To w końcu jego "poziom respektu" maleje(?).
To prawda. Ale ja jakoś tak odruchowo się zbiorowo troszczę o młodego pracownika. I wiem, że taki tekst na wejście do pracy robi złe wrażenie. Możliwe, że to znów na jakimś kursie tego uczą? Nie wiem. Może młodzi myślą, że to takie ocieplenie relacji czy coś. I źle myślą.
Mnie walenie na ty wkurza niemiłosiernie. Na mojej budowie robotnicy mieli zakusy by tak się do mnie zwracać, tak samo jak i do Karola. Ale mnie nic bardziej nie wkurza niż takie próby "kolesiowania". To stwarza zupełnie inne ramy kontaktu, komunikacji. Łatwiej powiedzieć "p...l sie Romek" niż "Panie Romanie niech się pan p...i". Dla mnie formy grzecznościowe są ważne, budują dystans a od nas i drugiej strony zależy na ile chcemy go skrócić. Jak byłam młodsza prośby niektórych znajomych rodziców bym mówiła im per Ty traktowałam często bardzo niezręcznie. Wcale mi nie imponowało "wpuszczenie do świata dorosłych" tylko raczej stwarzało dysonans co do naszych kontaktów i relacji. Ostatnia taka dziwna historia całkiem niedawno mi się przydarzyła. Znajomy rodziców, motocyklista i ksiądz. Dzieli nas jakieś 15 lat. Znamy się z nieoficjalnych kontaktów, raczej rodzinnych niż sluzbowych. Dzwonię w sprawie chrzcin ale w sumie dzwonię prywatnie jak do Pana Jurka co na ten dzień wcieli się w księdza i mówię "Panie Jurku". A on mi że on albo jest Jurek - i wg niego to lepsza opcja albo "Proszę Księdza";] Bo do niego nikt nie mówi per Pan. Poczułam się niezręcznie bo z każdą z tych form było mi dziwnie. Wybrałam zwracanie się po imieniu, ale było kilka wpadek;]
Ale co Drogim Paniom ( 😉 ) przeszkadza, że ktoś chce być nazywany po imieniu? Skoro do Was zwraca się z szacunkiem, na "Pani"? To w końcu jego "poziom respektu" maleje(?).
a skoro ja nie chcę obcym ludziom "walić" na Ty?
nieformalnie na "ty" jestem w stajni (bez względu na wiek współ-pensjonariuszy) no i oczywiście ze znajomymi w pracy z klientami - niektórymi - ale po kilku latach znajomości - i to w wielu przypadkach UTRUDNIA
Dodofon, powszechnie wiadomo że fraternizowanie nie sprzyja kontaktom służbowym, ale czasami jesteśmy w sytuacji bez wyjścia co nie zmienia jednak faktu że to o co toczy się gra w dzieciowym wątku wyjaśniło mi wiele spraw Łatwo potem mówić że młodzież jest taka czy owaka, jak zwyczajnie to wina rodziców że nie wpoił swojemu podstawowych norm. Bo w naszej kulturze czy komuś się podoba czy nie są one wymagane a na brak ich nie ma społecznej aprobaty. A brak społecznej aprobaty prędzej czy później będzie skutkował wykluczeniem ze środowiska. O ile prościej wpoić dziecku pewne rzeczy zamiast później wmawiać - bo tak naprawdę z prawdą obiektywną ma to niewiele wspólnego- ze ludzie wokół są tacy czy inni i go wykluczają?
tylko prawdopodobnie jedno-dwa pokolenia = i formy grzecznościowe Pan/Pani zanikną skoro teraz większość młodzieży (dzieci) nie jest tego uczona
ja uwielbiam konsternację ludzi (najczęściej nieznajomych) którym zwracam uwagę typu: = przepraszam, ale nie przypominam sobie abym z Panem przechodziła na ty
przypominam sobie sytuacje stoję ze znajomą biznesową na jakimś bankiecie - pani starsza ode mnie (właścicielka jednaj z większych firm z branży) - jesteśmy na "Pani" i nagle podchodzi do nas - znany nam Pan - lat około 25-30 (pracownik jednej z firm) i wali do nas: = co słychać dziewczyny? ja 😲 😲 ona 😲 😲 - po czym odpowiada: Panie Mateuszu, ale zwraca się Pan do nas? Bo ja tu żadnych Pana koleżanek nie widzę…
To wszystko co piszecie to prawda. I ja tak myślę. Ale wytłumaczcie mi, dlaczego te osoby 25+ się DOMAGAJĄ mówienia na ty? Usłyszałam wręcz: - Ile razy mam powtarzać, żeby mi pani nie mówiła na pani? 👀 O matko! Zgrzytnęłam zębami, a w myślach skreśliłam z listy.
Na wszystko jest czas i miejsce. Tak samo różnie może być w relacjach prywatnych i służbowych. Tu nie chodzi i jakąś obsesję na punkcie oczekiwania szacunku od innych, raczej o to, żeby w każdej sytuacji obie strony czuły się właściwie.
Na wszystko jest czas i miejsce. Tak samo różnie może być w relacjach prywatnych i służbowych. Tu nie chodzi i jakąś obsesję na punkcie oczekiwania szacunku od innych, raczej o to, żeby w każdej sytuacji obie strony czuły się właściwie.
Ale ja okazuję szacunek! A osoba odbiera to na odwrót. I mnie poucza. W mojej, jakby nie było, własnej firmie. Serio na studiach do studenta mówią na ty teraz? 👀
p.s To jeszcze spytam: w stajni, jeden z młodych pomocników skończył niedawno 18 lat. I ja od tego dnia mówię do niego per pan. To i jego obrażam? 😵
[quote author=Lena link=topic=2322.msg1997888#msg1997888 date=1391157711] Na wszystko jest czas i miejsce. Tak samo różnie może być w relacjach prywatnych i służbowych. Tu nie chodzi i jakąś obsesję na punkcie oczekiwania szacunku od innych, raczej o to, żeby w każdej sytuacji obie strony czuły się właściwie.
Ale ja okazuję szacunek! A osoba odbiera to na odwrót. I mnie poucza. W mojej, jakby nie było, własnej firmie. Serio na studiach do studenta mówią na ty teraz? 👀 [/quote]
Taniu, skoro to Twoja pracownica - to powiedz: że zasady w Twojej firmie są takie, że zwracasz się do pracowników na Pan/Pani
Ja 1-go dnia wyjaśniam (oprócz spraw technicznych typu gdzie kawa i herbata i jaki strój obowiązuje), że do mnie (i innych osób z zarządu) proszę się zwracać na Pan/Pani, my tak również się zwracamy - a z innymi pracownikami proszę się dogadać osobiście
Wg. mnie powinnaś to powiedzieć. I do każdego nowego pracownika w 1 dzień. Ustalenie zasad - Twoich zasad. Twoje małpy - Twój cyrk
Ja i szefowa zwracamy się do siebie po imieniu.Tak było od początku i to była jej wola.Z tym się pogodzić chcę czy nie chcę muszę. Natomiast dla moich współpracowników jestem pani kierownik a szefowa-szefową i koniec.Po imieniu to sobie mówimy,gdy na piwo idziemy. Wiadomo,że łatwiej im przez gardło przeszło pier** się Justynka,niż niech się Pani kierownik łaskawie *** 😉 Moim zdaniem nie powinno się i koniec.
ja uwielbiam konsternację ludzi (najczęściej nieznajomych) którym zwracam uwagę typu: = przepraszam, ale nie przypominam sobie abym z Panem przechodziła na ty
bo to chyba jedyna sensowna odpowiedz w takiej sytuacji... A na bankiecie fajna reakcja!!!
Wydaje mi się, że to jest kwestia tego, że ci młodzi ludzie za wszelką cenę chcą być nowocześni. Oprócz tego dobre wychowanie jest zwyczajnie niewygodne. Tyle trzeba wiedzieć, żeby zachowywać się odpowiednio... A tak można walić równo na "ty" każdemu i się nie przejmować, czy się nie uchybiło normom towarzyskim. Jeśli do tych młodych ludzi mówi się na "ty", to tak samo - nie muszą wiedzieć, jak odpowiedzieć, żeby było grzecznie i zgodnie z zasadami. Do tego mam wrażenie, że wydaje im się, że przez to sprawiają wrażenie osób bardziej otwartych i komunikatywnych.
Mój ojciec - wykładowca na uczelni - zawsze do swoich studentów mówi na Pan/Pani. Do moich znajomych zaczął tak mówić w momencie, gdy zdawaliśmy maturę, i nie wrócił do mówienia na "ty" nikomu, kto o to nie poprosił. Dotyczy to też moich koleżanek, które znał od pierwszej klasy podstawówki. Wszystkie były mile zaskoczone, gdy zostały Paniami, i mówiły, że mam bardzo dobrze wychowanego ojca i że miło jest przebywać w jego towarzystwie, bo się czuje, że nie traktuje ich jak głupie dzieciaki, tylko jak młode kobiety. Tak samo ludziom, których poznałam na studiach, obydwoje moi rodzice mówili na Pan/Pani. No ale to było jednak kilkanaście lat temu.
Kilka lat temu mój bratanek przyniósł z przedszkola (!) pomysł pań przedszkolanek, by do cioć, wujków itp. mówić na "ty". Został bardzo ostro usadzony przez rodziców, gdy spróbował powiedzieć do mnie "Marysia". Od razu zostało mu powiedziane, że mówi się "ciociu" i nie ma tu żadnej dyskusji. Ale podobno spora część dzieci z grupy wcieliła tę ideę w życie przy aprobacie rodziny.
Tania Serio na studiach do studenta mówią na ty teraz? 👀
U nas zazwyczaj uzywaja Pan/Pani/Państwo, ale zdarza się: Drogie koleżanki, Drodzy koledzy. Czasami po prostu koledzy. Trochę mi wtedy niezręcznie, jeśli mówi to osoba sporo (!) starsza.
Murat-Gazon, tak sobie myślę.... często jest tak, że mówimy ciociu/wujku do partnerów swoich rodziców i o ile w wieku przed-, wczesno- i późno szkolnym nie wypada mówić na "TY" , to co potem? Mnie się wcale nie podoba mówienie ciociu do partnerki mojego ojca, ale przez szacunek nie walę na TY, próbuję używać jakichś neutralnych, pośrednich form, ale jest to czasami dość trudne i niewygodne. Łatwiej by było być niewychowanym....
Najgorsze są te "neutralne, pośrednie" formy. Są bezosobowe.
A do partnera rodzica jakoś mi pasuje mówienie po imieniu, bez względu na wiek. W końcu prawie rodzina (też zależy od stopnia zażyłości). Ciocia to ciocia - siostra rodzica i koniec. Ewentualnie czasem tak się mówi do bardzo bliskiej przyjaciółki rodziny. Współczuję takiego bezosobowego układu - krępujące dla wszystkich 😉
A mnie do partnera rodzica nie pasowałoby mówienie po imieniu. Zakładając, że jest to osoba mniej więcej w wieku rodzica, to należy jej się szacunek ze względu na wiek chociażby. U mnie w rodzinie jest kilka takich par nieformalnych, akurat chodzi tu o mężczyzn, mówimy do nich "panie Cześku" itp. A najgorszy kwas był, jak pan Czesiek, partner mojej babci, poznał jej córki - moja mama i ciotka, obie około 60 lat, ciocia jest już sama babcią. A pan Czesiek radośnie walnął tekstem w stylu "Anka, Jolka, jak fajnie was poznać". No nie bardzo. Obie były mocno zniesmaczone.
whisperer bo brak wychowania zawsze jest łatwiejszy 😉 co na szczęście (jeszcze) nie znaczy, że pożądany...
Na szczęście nie mieszkamy razem. Głupio tak po prostu zacząć walić na ty, skoro ta druga strona tego nie zaproponowała...
Powinna zaproponować. Właśnie poprawne zachowanie versus niepoprawne, to prawdziwe wyzwanie/piruety. Ja czasem już mam dość i ten proces mojej odmiany mnie niepokoi. Cierpliwie się pierwsza kłaniałam małolatom, których tego nie nauczono w domu. Ostatnio przestałam. Bo prostacy biorą uprzejmość za słabość. Efektu i refleksji nie było, zatem odpuszczam. 🙁
Ja podobnie odpuściłam z niektórymi panami - sąsiadami w wieku 40-50. Staruszkom się kłaniam nadal, pomimo, że w odpowiedzi często jest nic, albo jakieś mruknięcie. Natomiast jestem kobietą, nie dziewczynką w wieku gimnazjalnym, więc jak szanowny sąsiad po 10 razach nie zajarzył, że miło się odezwać, to trudno.
ostatnio coraz częściej przyznaje rację mojej żonie, że skracanie dystansu utrudnia mi kontakty z klientami, ale jakoś na stajniech samo tak wychodzi 🙄
Myślę, że jeżeli chodzi o kwestie cioć/wujków to często gęsto od początku relacji jakby naturalnie wychodzi to czy mówimy na "Ty" czy per ciociu/wujku. Ja nawet nie wiem od kiedy i czemu tak i specjalnie nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale do sióstr mojej mamy mówiłam od dziecka po imieniu i nigdy nikt nie zwrócił uwagi to chyba taka ich zasada niepisana i wyszło to naturalnie i jest tak nadal natomiast do sióstr ojca zawsze było per ciociu i nie wyobrażam sobie, że miałoby się to zmienić, więc tutaj myślę, że kwestia dość indywidualna. Natomiast jeżeli chodzi o pracę to uważam, że to zależy od specyfiki pracy i za słuszne uważam właśnie zapoznanie nowych/nowego pracownika z panującymi pod tym względem zasadami 1 dnia w pracy tak jak robi to Dodofon.
ogurek, ja mam podobnie przy fotografowaniu. Naturalne jest "pan/pani", ale gdy muszę szybko kogoś poprawić to łatwiej mi powiedzieć "spójrz w lewo" niż "proszę popatrzeć w lewo" lub "niech pani spojrzy w lewo". Bo jedna chwila i po świetle, po momencie. Tykanie wydaje się adekwatne. Ale już po zdjęciach znowu problem, bo czuję się z tym niekomfortowo.
Ktoś napisał wcześniej i uważam, że jest to dobre rozwiązanie, że na stopie zawodowej, nawet koleżanki (szefowa-pracownica) mówią sobie per pani, a poza pracą po imieniu.
Nie wyobrażam sobie mówić do weterynarza na TY, chociaż jest to dość powszechnie stosowane. Mam wrażenie, że weterynarz traci poważanie, jego decyzje stają się podważalne i często podlegają bezsensownej dyskusji...
Zdarzało się, że nawet osoby koło 50-60-tki proponowały mi przejście na TY, ale nie umiem, nie potrafię się przełamać. Mówienie na pan/pani jest tak głęboko wkodowane, że nawet jakbym bardzo chciała, to mi to nie przejdzie przez gardło...